Kaczyński chce przegrać, czyli „bajka dla potłuczonych”

Prześlij dalej:

Kaczyński wie, że nie ma czegoś takiego, jak „ciepłe życie w opozycji”, ktokolwiek z opozycji zatrzymał się w opozycyjnym stanie na dłużej, kończył na obraz i podobieństwo Leszka Millera, Aleksandra Kwaśniewskiego, Mariana Krzaklewskiego, czy Andrzeja Olechowskiego. PiS do przetrwania w jednolitym kształcie potrzebuje zwycięstwa bardziej niż jakakolwiek partia, z wyjątkiem PO, która po porażce musi zacząć się sypać. Przypomnijmy sobie, co się działo po kolejnych porażkach PiS, a działo się zawsze to samo, od PiS odłączali się rozczarowani i szybko odnajdowali miejsce w PO lub na krześle u Moniki Olejnik. Mało tego, Kaczyński nie raz i nie dwa musiał odrobić straty wewnętrzne w trakcie kampanii lub tuż przed kampanią. Zatem pisanie „bajek dla potłuczonych”, że porażka jest celem politycznym PiS i strategią samego Jarosława Kaczyńskiego poza kupą śmiechu nie wywołuje we mnie żadnych reakcji. Jestem gotów postawić mienie ruchome i nieruchome w całości, na jeden zakład. Kaczyńskiemu zwycięstwo nad Tuskiem śni dzień i noc, za zwycięstwo w jakichkolwiek wyborach dałby Kaczor sporo i sporo usiłuje dać. Prócz celów politycznych Kaczor ma setkę powodów osobistych, żeby Tuska pokonać. Całe to marudzenie o „głosach środka”, w kontekście wewnętrznych sondaży PO i PiS, w których frekwencja jest szacowana na poziomie 16 do 20%, jest tylko i wyłącznie jakimś rodzajem mistycyzmu, nie realnej oceny politycznej. Kaczyński ma do dyspozycji konkretną wiedzę, widzi ile i jak się zmieniło w stosunku, do tego z czym mieliśmy do czynienia jeszcze dwa miesiące temu.

Poza wszystkim niektórym uświadamiam, pozostałym przypominam, że PiS zaczęło tracić, a PO odrabiać dokładnie wtedy, gdy Kaczyński nie mówił o Smoleńsku, ale popierał działania Tuska w sprawach ukraińskich. Innymi słowy, gdy Kaczyński robił to, co mu zalecają rozmaici twórcy „bajek dla potłuczonych”, PiS traciło i jednocześnie zyskiwało PO. Działania Kaczyńskiego są korektą dostosowaną do zmiennej rzeczywistości i to korektą nastawioną na zwycięstwo za wszelką cenę, nawet cenę bieżących spadków w sondażach. Ile razy można powtarzać, że PiS do zwycięstwa potrzeba dwóch rzeczy: możliwie najniższej frekwencji i pełnej mobilizacji twardego elektoratu. I jeszcze jedno! Dlaczego wszyscy wrogowie Kaczyńskiego tak chętnie podpowiadają mu w jaki sposób pokonać Tuska i PO? Jest w tym jakaś logika? Owszem, ci wszyscy życzliwi usiłują wpuścić Kaczora na tak zwaną minę, bo doskonale wiedzą, ze w nowych okolicznościach stara taktyka jest jedyną możliwą i dającą szansę na sukces. Kaczyński walczy o zwycięstwo i robi to bardzo odważnie, wychodzi z defensywy ukraińskiej ofensywnymi ciosami smoleńskimi. Ponownie proszę o wskazanie czegoś rozsądniejszego, ale jednoczenie poważnego, bez żadnych „bajek dla potłuczonych”.

Strony

26200 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

27 (liczba komentarzy)

  1. .... ale intereresujące " ~vk : Wypowiedź Aleksandra Dugina najbardziej obecnie wpływowego doradcy towarzysza Putina. Poczytajcie, zobaczycie jakie mają wobec nas wszystkich plany:

    … "I tak, tydzień temu granice Federacji Rosyjskiej przebiegały po linii sąsiedztwa z Ukrainą. Po likwidacji tego państwa w rezultacie przewrotu i dojścia do władzy nazistowskiej junty, Sani Biłogo (tzn. Ołeksandra Muzyczko, działacza Prawego Sektora winnego aktywności terrorystycznej w Czeczenii – przyp. tłumacza) i jego kolegów, lekkomyślnie powypuszczanych ze szpitali i z więzień, zachodnia granica Rosji rozmiękła i stała się ruchomą. Krym należy obecnie do naszej strefy wpływów – w przybliżeniu, na podobnych zasadach jak Osetia Południowa lub Abchazja. Wschód Ukrainy wkrótce dołączy do tej struktury. Przy obecnym rozwoju wypadków, bez problemu dojdziemy do Dniepru i uzyskamy całą jego lewą stronę. Oczywiście, trzeba jeszcze nad tym popracować, ale w ostatecznym rozrachunku, mieści się to w ramach prawdopodobieństwa. Następnie pojawi się pytanie o Kijów i o Galicję. I ponownie, możliwości zależeć będą od sytuacji.
    Główne zadanie Rosji polega na tym, aby na naszych zachodnich granicach zaczynała się strefa kontynentalnej Europy. Co to znaczy kontynentalnej? Znaczy to, nie-proamerykańskiej, nie-anglosaskiej, nie-”kordonu sanitarnego”. Taka kontynentalna EuropaEuropa może być albo niemiecka, albo wschodnioeuropejska ze słowiańską i/lub prawosławną tożsamością. Niemiecki sektor wpływów powinien albo sąsiadować z rosyjskim, albo obydwa powinny nakładać się na siebie w warunkach subtelnej równowagi. Na zachód od naszych zachodnich granic powinna zaczynać się kontynentalna Europa, europejski Heartland, europejska tellurokracja. Wówczas dwie tellurokracje, rosyjska i europejska (germańska, czy też franko-germańska), różniąc się od siebie nawzajem, będą się konsolidować wobec anglosaskiej talassokracji, finansowej oligarchii i amerykańskiej hegemonii.
    W stworzeniu takiej zachodniej granicy kategorycznie przeszkadza nam istnienie „kordonu sanitarnego”. Dlatego do przyjęcia są dla nas prorosyjska i/lub proniemiecka Polska, prorosyjskie i/lub proniemieckie Węgry, prorosyjska i/lub proniemiecka Rumunia, prorosyjska i/lub proniemiecka Bułgaria, prorosyjska i/lub proniemiecka Słowacja, prorosyjska i/lub proniemiecka zachodnia Ukraina (Galicja). Najlepiej by było, gdyby wszystkie te państwa były prorosyjskie, ale orientacja proniemiecka (dla zwolenników opcji europejskiej) też może być. W żadnym jednak wypadku nie jest do przyjęcia: nic anglosaskiego, proamerykańskiego, atlantyckiego, talassokratycznego, tak więc nic antyrosyjskiego i/lub antyniemieckiego. Przy tego rodzaju granicy mamymamy Rosję (po jednej stronie) i Europę (Niemcy) po drugiej stronie. Między nimi istnieje złożona mozaika narodów i krajów, skłaniających się ku jednemu, bądź ku drugiemu biegunowi, obydwa bieguny są jednak biegunami kontynentalnymi. To sojusz dwóch Heartlandów. To właśnie koszmar Mackindera/Brzezińskiego, koniec nowego porządku światowego.
    Aby zabezpieczyć te granice, potrzebne będą proniemieckie Niemcy, wolne od USA (dziś tego brak), prorosyjska Rosja (częściowo taka jest, ale nie do końca, reprezentuje ją Putin, ale przeczy jej rosyjska klasa polityczna), i pozostałe państwa, balansujące pomiędzy dwoma Heartlandami. Usatysfakcjonuje nas tylko taka zachodnia granica.To znaczy, niezbędna jest dla nas kontynentalna EuropaEuropa. Europa atlantycka nie jest nam potrzebna w żadnej formie. Dlatego Rosja, w walce o sprawiedliwe granice, żywotnie zainteresowana jest europejską kontynentalną rewolucją. Tak więc uwolnieniem Niemiec od amerykańskiego dyktatu (na miejsce naszych wycofanych żołnierzy, pojawili się jednak amerykańscy) i uwolnieniem od amerykańskiego dyktatu innych, okupowanych przez atlantystów europejskich terytoriów. Konieczne są, z naszego punktu widzenia, narodowe rewolucje w Niemczech, we Francji, we Włoszech, w Hiszpanii, w Holandii, w Szwecji, w Norwegii, w Danii, w Portugalii. Dopóki ich nie ma, dopóty zbyt wiele zagraża naszemu bezpieczeństwu. Dlatego Rosja zmuszona jest stać się bastionem rewolucji europejskiej.
    Dlatego Rosja nie zatrzyma się w swoim wyzwoleńczym marszo-zrywie na terytorium Krymu, ani na Dnieprze, ani nawet na zachodnich granicach eks-Ukrainy. Naszym celem jest wyzwolenie Europy od atlantyckich okupantów, tych samych, którzy doprowadzili do katastrofy w Kijowie i oddali tam władzę przestępczej juncie. Naszym celem jest wielkokontynentalna walka wyzwoleńcza. Najpierw bitwa o Europę. Także w egoistycznych celach zabezpieczenia sobie odpowiednich granic, będziemy zmuszeni wyzwolić Europę – przy tym całą, nie tylko środkową, ale i zachodnią. Prowokacja USA w bezpośredniej bliskości Rosji i awanturnictwo Victorii Nulland, która pokazała swój prawdziwy stosunek do Europy, zmusiły nas do wejścia na drogę aktywnego sprzeciwu wobec atlantyckiej dyktatury. Rewolucja ma swój początek, ale nie ma końca. W bitwie o Europę walczymy jednak nie o Europę rosyjską, ale o Europę europejską, o wolną Europę, o Europę ducha, kultury, tradycji i etnosów. Aby zapewnić sobie samym bezpieczeństwo, Rosjanom przyjdzie udzielić pomocy Europejczykom, by ci odzyskali władzę w swoje ręce. Wszystko to dopiero się zaczyna. Dlatego ośrodki aktywnego oporu przeciwko amerykańskiej hegemonii będą powstawać nie tylko na Krymie, we wschodniej Ukrainie, w zachodniej Ukrainie, ale i w samej Europie. Dzisiejsza wschodnia Polska była wcześniej Polską zachodnia.
    Aby zrozumieć co Rosjanom wbija się obecnie w głowę warto przeczytać co piszą rosyjscy ideolodzy Ponownie doradca Putina Aleksander Dugin …
    My Rosjanie i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem, przy pomocy wywieranego przez nas nacisku, maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii. Nie jesteśmy zainteresowani kolonizowaniem tak jak Anglicy, lecz wytyczaniem swoich strategicznych granic geopolitycznych bez specjalnej nawet rusyfikacji, chociaż jakaś tam rusyfikacja powinna być. Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takietakie są prawa geografii sakralnej i geopolityki.
    Polska musi wybrać: albo tożsamość słowiańska, albo katolicka. Rozumiem, że ciężko jest oderwać jedno od drugiego, ale to nieuniknione. HitlerHitler też nie mógł walczyć na dwa fronty, musiał wybierać: albo z Anglią przeciwko Rosji, albo z Rosją przeciwko Anglii, tak jak mu radził Haushofer. Ale Hitler nie chciał wybierać. "Nie chcę się rozerwać, chcę pozostać samym sobą" – powiedział i rozpoczął wojnę na dwa fronty. Pogrążył przez to Niemcy, 20 milionów Rosjan i ładny kawał świata. I po co? Żeby McDonald otwierał teraz swoje bary w Berlinie, żeby upadł Związek Radziecki i żeby wszędzie stacjonowali żołnierze NATO. Tożsamość Niemiec była wtedy dla Hitlera tak ważna, że nie chciał wybierać. Tak samo Polska musi wybierać, tożsamość nie jest ważna. Jeśli Polska będzie się upierać przy zachowaniu swojej tożsamości, to nastawi wszystkich wobec siebie wrogo i po raz kolejny stanie się strefą konfliktu
    Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję, chyba że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim. Gdyby w Polsce działała loża w rodzaju irlandzkiej Złotej Jutrzenki, której liderzy, np. William ButlerButler Yeats czy Maud Gonne, z jednej strony byli katolikami, z drugiej zaś – fanatycznymi okultystami zainspirowanymi kulturą celtycką, to można mieć jakąś nadzieję. Tacy ludzie mogliby rozkładać katolicyzm od wewnątrz i przeorientowywać go w kierunku bardziej heterodoksyjnym, a nawet ezoterycznym.
    Jak Wam się to podoba putinofile ? "

  2. Tak, PiS traci kiedy mówi to samo co władza, tak jak było w sprawie Ukrainy, albo kiedy milczy jak władza (w sprawie ACTA).
    Opozycja zgodna z władzą staje sie w opinii podatników bezużyteczna gdyż przestaje sie od niej rożnic, a nie ma przecież takiej mocy sprawczej jak oficjalny rząd krajowy.
    Z tym że owa strata ma charakter "słupkowy", emocjonalny, a nie jest rzeczywistą ucieczką zwolenników.
    O ile nie trwa zbyt długo.

  3. Gdy w suficie drzwi otworzą
    Światło prawdy świat oślepi
    Dzień się zbudzi polską zorzą
    Myśl zbuntuje, ta co krzepi

    Wiersz napiszą, stary-nowy
    Zaśpiewają, dla otuchy
    Bez nakazu, bez namowy
    Budzić będę polskie duchy

    Świat Kowalskich i Nowaków
    Z miast, miasteczek zapomnianych
    Zbudzi zwykłych nas... Polaków
    Bez PO-PISów zakłamanych

  4. avatar

    Myślę, że zbliża się wielkie przesilenie. Sytuacja się zaognia. Rosja, która wywołała tę sytuację wie, że pada na twarz, że amerykański gaz i ropa mogą ją wykończyć, dlatego - jak po wojnie - szuka organizmów, które wyżywią tego pasożyta. Dlatego będzie grała maksymalnie "po bandzie". Nie ma innego wyjścia. To przekłada się na sytuację u nas. Czym dalej w las, z kątów będą wyłaziły wszelkie larwy, menelstwo, do tej pory poubierane w maski. Tu już nie ma czasu i miejsca na konwenanse, tu jest walka o życie. Wie to Kaczyński, wie to Tusk. O ile Kaczyński walczy o szanse dla Polski, o zmiany w kraju, to Tusk walczy o życie. Mimo tych uśmiechów gacie ma pełne. Dlatego nie cofnie się przed niczym, dosłownie, aby przetrwać. Korumpuje kogo się da, podpisał pakt z diabłem, aby ratować skórę. Stąd taki wysyp wszelkiej maści użytecznych idiotów, przychylnych mediów. Oni też się wiedzą, że śmierć Tuska oznacza ich upadek, a przynajmniej marginalizację. Wbrew pozorom sytuacja dla Kaczyńskiego stwarza się idealna, jazda po bandzie jest bardzo ryzykowna i Tusk ( oraz całe jego śodowisko ) wystawia się na celny strzał. Niestety - i tu łyżeczka dziegciu - w otoczeniu Kaczyńskiego brak wojowników, idealnych na te czasy, którzy by zrealizowali zamysły wodza. Kaczyński otoczył się mamłasami, dobrymi na czas pokoju. Teraz potrzeba kilku bezwzględnych komandosów, co to przypilnują chwili, a w odpowiednim momencie oddadzą celne strzały. 

  5. ... i los Polski przedkłada nad własny, to poproszę o racjonalną, merytoryczną i wyczerpującą odpowiedź na pytanie - dlaczego nie deklaruje chęci wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w wyborach do sejmu?

  6. avatar

    Według mnie przyczyna jest prosta. JOW-y premiują przede wszystkim ludzi z kapitałem i kasą ( w krajach o ustalonej demokracji również, a może przede wszystkim tych, którzy coś osiągneli) . Czy widzisz takich ludzi w otoczeniu Kaczyńskiego? Natomiast wielu takich widzę w otoczeniu Tuska, którzy wysupłają ogromne pieniądze, aby kupić wyborców, media, którzy zagłuszą nawet najbardziej ambitnego, wspaniałego lecz biednego. Zmienią wszystko, aby nie zmieniło się nic. Mogę się oczywiście mylić, ale na ten mment takie jest moje zdanie. 

  7. Tacy z ustalonej demokracji potrafią się pohamować na tyle, żeby masom zostało coś na chleb z masłem i szynką.  Nasi nawet koryto by zeżarli. 
    A i masy owe czują się obywatelami, nie poddanymi.

    Kukiza więc na początek kopnęłabym w dupę dla ochłonięcia. Histeryzował wtedy, histeryzuje teraz. Wstyd.

  8. Strony