Prześlij dalej:

Równie dobrze można mówić, że słuchacze „Radia Maryja”, którzy w obronie swoich mediów zorganizowali największą demonstrację w Polsce, pokazali rekordową słuchalność ulubionego radia. Tymczasem doskonale wiemy, że „Radio Maryja” to stacja niszowa, ale z bardzo zmobilizowaną grupą słuchaczy, wierną i zamkniętą w twierdzy własnych przekonań. Na podstawie liczby podpisów zebranych przez Trzaskowskiego możemy powiedzieć jedynie tyle, że fanatyczni przeciwnicy PiS przypomnieli o swoim istnieniu. Cała reszta wniosków, jakie można odczytać w mediach i w Internecie jest bezrefleksyjną paplaniną, powtarzaniem zgranych formułek. Dzieje się dokładnie odwrotnie niż piszą rozmaici publicyści, Trzaskowski nie porywa Polaków, ale konsekwentnie mobilizuje radykałów, co jest dobrą strategią na pierwszą turę i fatalną na drugą. O jakimkolwiek przełomie będzie można mówić wówczas, gdy Trzaskowski osiągnie ponad 30% poparcie, jednak i to nie byłoby niczym nadzwyczajnym biorąc pod uwagę, że od 15 lat zawsze dwaj główni rywale taki wynik osiągali.

W 2010 roku Jarosław Kaczyński miał znacznie większy ładunek emocji za sobą i mimo wszystko wybory przegrał. Tego, co się dzisiaj dzieje nie sposób porównać z 2010 rokiem i tym bardziej mnie śmieszą pełne paniki komentarze prawicy. Trzaskowski urządził spektakl, znany od lat, a takie rzeczy robi się wówczas, gdy nie jest się pewnym swojej siły. Klasyczne stroszenie piórek i pokazywanie zwolennikom, że: „zwyciężymy, zwyciężymy”. Na tle „osiągnięć” Kidawy-Błońskiej, Trzaskowski musi wyglądać jak książę z bajki, ale tym widokiem podniecają się jedynie panny i wdowy z KOD, GW, TVN i tak dalej. Kandydat PO nie wzbudził żadnych emocji w tym elektoracie, od którego zależy zwycięstwo w wyborach.

Strony

Źródło foto: 
27766 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

4 (liczba komentarzy)

  1. Jedna uwaga. Otóż wysoce prawdopodobne jest, że wybory w 2010 zostały "skręcone" na rzecz Komorowoskiego. Dobrze pamiętamy, te nocne cuda kiedy poszliśmy spać z wygraną Kaczyńskiego a obudziliśmy się z Komorowskim. IMO to była pierwsza udana próba sfałszowania wyborów na linii komisje rejonowe-komisja centralna. O ile też pamiętam, różnica wtedy była jednak nieco mniejsza, niż 46/54 dla Komorowskiego, a Kaczyński wygral wtedy nawet w mazowieckim i w łodzkim. Warto też przypomnieć, że komitet wyborczy Kaczyńskiego to byli wtedy Michał Kamiński, Joanna Kluzik-Rostkowska, Paweł Poncyliusz i Marek Migalski. Ot, taka sobie gigantyczna pomyłka kadrowa Prezesa (nie pierwsza i niestety nie ostatnia). Ale to tak tylko gwoli wspomnień...

  2. avatar

    "Szereg niespodziewanych okoliczności, których nie mógł przewidzieć nikt, zbudował zupełnie inną atmosferę w PO i wśród gorliwych wyborców PO"

    Te niespodziewane okolicznośći, a przynajmniej w dużej mierze, powinni przewidzieć stratedzy PIS. Po drugie, jedną z tych niespodziewanych okolicznośći zupełnie świadomie wykreował Gowin.

     

  3. Półtora miliona podpisów się nie liczy gdyżTrzaskowski ma znacznie poważniejszy atut - Łukasza Szumowskiego. Ów ostatnio coś palnął o wpisaniu gatesowskiej szczepionki do kalendarza przymusowych szczepień. Jeszcze kilka podobnych "występów" i w drugiej turze będziemy mieli Trzaskowskiego i Hołownię.

  4. "...Skoro mówimy o mobilizacji przekładanej na liczbę podpisów, to w 2010 roku Jarosław Kaczyński miał 1 610 000 i jak wiemy wybory ostatecznie przegrał..." - Panie Kurka nie prawda. Obaj doskonale wiemy że w 2010 wybory prezydenckie wygrał Jarosław Kaczyński. Nie objął urzędu tylko dla tego że wyniki wyborów były "obliczane"  w Moskwie przez Przewodniczącego PKW Stefana Jaworskiego i Wasilija Czurowa ( szefa rosyjskiego PKW) przezywanego przez Rosjan "cudotwórcą". Jakich "cudów nad urną" miał dokonywać Czurow  doskonale obaj wiemy. Podobnie sfałszowano wyniki wyborów parlamentarnych w 2011.

  5. Strony