Józef Różański - podręcznikowy przykład sadysty!

Prześlij dalej:

Na forum psychologicznym PsychForums.com znajduje się arcyciekawy wątek “Sexual Sadists: Why do we associate pain with love?” (“Sadyści seksualni: dlaczego kojarzymy ból z miłością?”). Myślę, że rzuca on nowe światło na działalność wielu szemranych filantropów. Założycielka tematu, Dita, pisze: “Jestem skrajnie wrażliwą, troskliwą osobą. Chlubię się zdolnością kochania innych tak, jak nikt nie potrafi. Dlatego wiem, że jestem sadystką seksualną, która posiada zdolność do tego, żeby kochać głęboko. (…) Jest chłopak, w którym jestem szalenie zakochana. Nigdy wcześniej nikogo tak nie kochałam ani nie troszczyłam się o nikogo tak, jak o niego. Ale fantazjuję o tym, żeby go zranić. (…) Poczucie winy, które mam z tego powodu, jest nieznośne”. Kilkanaście postów dalej TheHumanBeing odpowiada: “To wyjaśnia dużo na mój temat. (…) Ja też zawsze staram się być osobą dobrą dla innych. (…) Szczerze zaczynam sądzić, że bycie naprawdę dobrą osobą idzie ręka w rękę z sadyzmem seksualnym”. Dita podchwytuje te słowa i wyznaje: “Wszyscy sadyści seksualni, z którymi rozmawiałam, wydawali się dobrymi ludźmi. Moim zdaniem, wszyscy sadyści seksualni są skrajnie wrażliwymi, kochającymi ludźmi, i to jest ich/nasz problem”. Później Internautka zwierza się: “Gdy wyobrażam sobie, że kogoś torturuję, zawsze zastanawiam się, czy rzeczywiście mogłabym to robić. Czy gdybym znalazła się w takiej sytuacji, nie wygrałaby troskliwa strona mnie. Chciałabym, żeby tak było, lecz ta druga strona mnie jest tak potężna i ma tyle kontroli”. Sadyści miłują swoich bliźnich, zwłaszcza tych udręczonych. Ciągnie ich tam, gdzie można kontemplować człowieczą niedolę[1].

Leczenie i rokowania

Skoro sadyzm jest chorobą, to czy da się go leczyć? I czy może on człowiekowi przejść? Pewne rozeznanie w tej problematyce daje nam długa odpowiedź, jakiej udzielił meksykański psychoterapeuta Robert Saltzman nowozelandzkiej 17-latce Brittany, która zwróciła się do niego o pomoc (Askdrrobert.dr-robert.com/sadist.html). Wypowiedź eksperta brzmi raczej pesymistycznie: “Sadyzm ma tendencję do bycia chronicznym z natury i zazwyczaj nasila się wraz z upływem czasu. (…) Leczenie sadyzmu zazwyczaj jest trudne i kończy się niepomyślnie, z sadystą - nawet, jeśli on lub ona powstrzymywał(a) się przez chwilę podczas terapii - powracającym prędzej czy później do dalszej sadystycznej aktywności. (…) Generalnie, sadyzm seksualny jest trudny do zmodyfikowania za pomocą różnego rodzaju technik kognitywno-behawioralnych, które radzą sobie dobrze z tyloma innymi problemami. Chemiczna (farmakologiczna) interwencja może przynieść pewne korzyści, w zależności od jednostki. Wypróbowywano niektóre z antydepresantów, ale tylko z ograniczonym efektem. Niestety, z leczeniem czy bez leczenia akty sadyzmu seksualnego mają tendencję do stawania się wraz z upływem czasu coraz bardziej brutalnymi lub dziwacznymi, więc perspektywy nie są dobre”. Witryna Right Diagnosis (Rightdiagnosis.com) wymienia jeszcze inne formy kuracji: hipnozę, terapię grupową, edukację seksualną, trening umiejętności społecznych, antyandrogeny, normotymiki i fenotiazynę. Nie wspomina zaś o rachunku sumienia, żalu za grzechy, postanowieniu poprawy, szczerej spowiedzi ani zadośćuczynieniu Bogu i bliźniemu. Widocznie te metody nie zdają egzaminu.

Mordercza weganka

Strony

18205 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Natalia Julia Nowak

Autor artykułu: Natalia Julia Nowak