Józef Różański - podręcznikowy przykład sadysty!

Prześlij dalej:

W zrozumieniu sadyzmu może nam pomóc artykuł “Neural Correlates of Pain and Suffering. Observation in Sexual Sadists” zamieszczony na stronie internetowej Value of Suffering Project (Valueofsuffering.co.uk). Autorka materiału, Clare Allely, proponuje następującą definicję zagadnienia: “Sadyzm seksualny to zaburzenie psychiczne, które odnosi się do przyjemności, jaką jednostka czerpie z zadawania bólu, cierpienia i/lub upokarzania innej osoby. Ból i cierpienie ofiary, które mogą być zarówno fizyczne, jak i psychiczne, są dla sadysty istotne do seksualnego pobudzenia i przyjemności”. Allely pisze, że geneza i charakter analizowanego problemu nie zostały jeszcze do końca wyjaśnione. Co najmniej od 30 lat pojawiają się głosy, że sadyzm może być kwestią uszkodzonego układu nerwowego. Wielokrotnie prezentowano bowiem badania, z których wynika, że mózgi sadystów reagują inaczej niż mózgi niesadystów. W 2012 roku Jean Decety odkrył, że gdy jednostka dotknięta sadyzmem ogląda zdjęcia przedstawiające ludzkie cierpienie, w jej najważniejszym organie aktywuje się obszar odpowiedzialny za odczuwanie emocji (ciało migdałowate). Uczony dowiódł także, że sadyści oceniają cudzy ból jako silniejszy niż w rzeczywistości. Wniosek? Osoby sadystyczne nie tylko nie są obojętne na gehennę innych, ale wręcz wykazują większą wrażliwość niż przeciętni obywatele. Szkopuł w tym, że ta ich empatia przejawia się w sposób wyjątkowo antyspołeczny (poprzez zadowolenie). Póki co, sadyzm nie jest zaliczany do schorzeń neurologicznych, tylko do parafilii. Pod pojęciem parafilii kryje się pociąg seksualny do “nietypowych obiektów, sytuacji lub jednostek”.

Z dziejów medycyny

Rozumienie sadyzmu zmieniało się na przestrzeni lat, o czym dowie się każdy, kto zajrzy do opracowania “The DSM Diagnostic Criteria for Sexual Sadism” Richarda B. Kruegera. Tekst, pierwotnie opublikowany przez wydawnictwo Springer International Publishing AG, znajduje się w zasobach CiteSeerX (Citeseerx.ist.psu.edu). W aneksie nr 1 autor przedstawia interesujące nas fragmenty sześciu pierwszych wydań podręcznika DSM. Dzięki nim możemy się przekonać, że problemem sadyzmu zajęto się “na poważnie” dopiero w latach 70. XX wieku. Wcześniej nie zaprzątano sobie głowy takim cudactwem. Ba, nie ułożono nawet osobnej definicji sadyzmu! W latach 50. zdawano sobie, oczywiście, sprawę z istnienia dewiacji seksualnej. Uważano wszakże, że dewiacja jest tylko jedna, a forma, jaką ona przybiera, to kwestia drugorzędna. Taki sposób myślenia powodował, że jednym tchem wymieniano zjawiska, które dzisiaj uchodzą za zupełnie odrębne zagadnienia. W latach 60., u progu rewolucji obyczajowej, uświadomiono sobie, że istnieje wiele różnych dewiacji seksualnych. Jednakże problemy, które zaliczano wówczas do zboczeń, nadal traktowano jako jeden pęczek nieszczęść. W latach 80. sadyzm nagle zatryumfował. Zjawisko, poddawane drobiazgowej analizie w poprzedniej dekadzie, doczekało się wreszcie osobnej definicji (1980). Była ona niezwykle szczegółowa, uwzględniała różnicę między samowolnym katowaniem ofiary a uzgodnioną zabawą sadomasochistyczną. Cóż, rewolucja obyczajowa posunęła się bardzo daleko. W roku 1987 sadyzm “objawił się” światu w postaci erotycznej i nieerotycznej (pojęcie SZO). Ale o tym już przecież rozprawiałam.

Strony

17775 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Natalia Julia Nowak

Autor artykułu: Natalia Julia Nowak