fbpx

„Głowę” widziałem w telewizji, nie jako odrębną cześć s

„Głowę” widziałem w telewizji, nie jako odrębną cześć ssaka naczelnego, ale jako pseudonim pisarza. „Głowa” jak to głowa gadał, a że „Głowa” siedział w Ameryce i zdążył tam napisać jeden paszkwil na polską emigrację, jak każdy szanujący się emigracyjny polski pisarz, no to „Głowę” zaproszono w roli eksperta, najprawdopodobniej od Ameryki. Piszę najprawdopodobniej, ponieważ mam już za sobą występ „Głowy” i jako żywo martwo było, znaczy niczego od „Głowy” na temat Ameryki się nie dowiedziałem, czego bym wcześniej nie wiedział. Nic nowego nie dowiedziałem się na temat Polonii, tutaj wręcz klasyką stereotypu „Głowa” poleciał, ale zdaje się, że niepotrzebnie zaczynam na tym poziomie, bo co najbardziej klasyczne dla ekspertów w gatunku „Głowy” dopiero zamierzam wyskrobać. Nim zacznę, mały wtręt, acz moim zdaniem arcyciekawy. Przed „Głową”, bodaj wczoraj po południu, widziałem Amerykanina, rzadki gatunek Amerykanina, bo już Polak, który emigrował lat temu kilkanaście i został w naszym pięknym kraju. Co też ten były Amerykanin wyprawiał, to by żaden „Głowa” nie uwierzył. Tenże Polak, jak sam siebie dumnie tytułował, grzecznie ripostował polskiego, tym razem medialnego, eksperta od Ameryki gdy ekspert sadził ciężkie zdania o wielkości zamorskiego mocarstwa, o wolności, kolebce i fantastycznym prezydencie. „Śmiać mi się chce” tak powtarzał Polak, co i rusz tak powtarzał, poczym uzasadniał swoje samopoczucie. Najbardziej do gustu i rozumu przypadły mi dwie uwagi Amerykanina. My Polacy – mówi były Amerykanin – żyjemy jakimś dziwnym mitem Ameryki, w Ameryce od lat nie dzieje się wolność, Ameryka od lat ma większe problemy niż Polska, która jest dużo ciekawszym krajem i tu się chce żyć. Niech mi pryszcz na czole wyrośnie jeśli coś zmyśliłem. Tak powiedział, a potem jeszcze dodał zupełnie niepoprawnie politycznie i widać było, że to mu się w Polsce cholernie podoba oraz kojarzy z wolnością. Niepoprawnie politycznie podsumował Obamę najcelniej jak się da: blichtrem, gadaniem do szkła, rozszalałym PR i kompletną indolencją w sferze realnych działań, przede wszystkim gosprdarczych. Powiedział, że Obama nie zrobił nic dla Ameryki, ale to zupełnie nic, co więcej wpakował Amerykę w jeszcze większe kłopoty niż sam zastał. I za to czego Obama nie zrobił, nie można sobie na Obamę patrzeć jak na sprawnego polityka, należy na Obamę patrzeć jak na modelowego amerykańskiego showmana. Co też ten cały Obama może pomóc Polsce – mówi – gdy on nie potrafi pomóc Ameryce? Tak bezlitośnie Polak, który uciekł z Ameryki, recenzował amerykańskiego prezydenta. Trzeba przyznać, w każdym razie ja przyznaję, że mamy do czynienia z człowiekiem ciekawym, niezwykła mieszanka amerykańskiego optymizmu i polskiego patriotyzmu, jak dla mnie prawdziwy Polak.

Przyjemnie posłuchać Rodaka znającego swoją wartość nie podniecającego się kolorowym papierkiem po czekoladzie z orzechami. A co na to „Głowa”, przypomnę, że „Głowa” to jest sytuacja odwrotna, to jest Polak, który usiłował być Amerykaninem, ale że takie cuda rzadko się zdarzają, no to wrócił „Głowa” na stare śmierci, za kultowego pisarza robić i tłumaczyć Polakom jaka jest Ameryka, jaki jest amerykański prezydent. „Głowa” z Ameryki złapał ten taki luz „ju noł, ju noł”, taki dystans. Jak się „Głowę” o coś spyta to on odpowie po polsku: „ju noł, ju noł”, a dalej jeszcze bardziej po polsku. Opowiedział „Głowa” o fantastycznym prezydencie, gdyż on się tak fantastycznie rusza, fantastycznie podaje rękę, fantastycznie nawija, no i wreszcie fantastycznie powinniśmy się od niego uczyć. Znamienne prawda? Jakież to cholernie znamienne, kiedy taki peerelowski Polak zakochany w teksańskim kapeluszu liznął trochę hamburgera i tyle mu na wątrobie zostało, że zachowuje się głębiej „po polsku” niż ci Polacy, których tak po amerykańsku traktuje. Charakterystyczne, że zwykły przeciętny Amerykanin, który już się przeżarł tym tandetnym, kiczowatym opakowaniem, który patrzy na wyniki politycznych działań, nie na fantastyczne, kocie ruchy czarnego Obamy, ma więcej do powiedzenia od polskiego emigracyjnego pisarza. Dokładnie odwrotnie zachowuje się Polak z Ameryki i Amerykanin z Polski. Amerykanin do Polski przywiózł to co z Ameryki najlepsze, amerykański szacunek dla własnego kraju i własnych rodaków. Polak zawiózł do Ameryki swoje peerelowskie kompleksy i w Ameryce tylko je umocnił. Wrócił do Polski i Polakom ma do przekazania umocnione kompleksy, do tego „edukuje” Polaków tym, z czego przeciętny Amerykanin już do lat drze łacha. „Głowa” jako wybitny polski pisarz siedział w Ameryce parę dekad i gapiąc się jak sroka w gnat nie zrozumiał z Ameryki absolutnie nic. Łyknął jak gaździna z Nowego Targu Hamerykę blichtru, konfetti i show, a co łyknął to na polskiej ziemi wypluł. No i jak to wygląda teraz? Jak zawsze w telewizji mamy prowincjuszy, edukujących młodych zdolnych ze wszystkich wielkości miast, którzy może i uwierzyliby w siebie, gdyby telewizja częściej pokazywała zwykłego byłego Amerykanina występującego w roli prawdziwego, wymarzonego Polaka. Trzeba przy tej okazji jeszcze wiedzieć i to, że za chwilę „Głowa” spisze dzieje prostego elektryka półanalfabety, sterowanego przez esbecję, jako samotnego amerykańskiego kowboja. A cały ten teksański kicz nakręci człowiek, który posłał ułana na siwku przeciw niemieckiemu Tygrysowi, zaś żołnierzy AK na śmietnik historii. W ten oto cudowny sposób rozwiązuję dylemat kto jest prawdziwym Polakiem. Nie jest to „Głowa” i Wajda, to „Amerykanie”, prawdziwym Polakiem jest ten były Amerykanin, dlaczego tak jest napisałem powyżej.

PS Kto nie klika ten Donaldem, hej, hej, hej!

PS2 A propos wydarzenia ze zdjęcia. Gdzie była białostocka policja, skoro jej nie było przy “Obama matole oddaj Nobla”?