Gdzie jest kampania samorządowa? Tam gdzie świat ma wybory na Ukrainie!

Prześlij dalej:

Głupi to ma dobrze, sam siebie o coś spyta i sam sobie w pierwszym zdaniu odpowie – nie ma kampanii. Niech imię moje będzie Głupi i nazwisko Strasznie, ale czy gdzieś się pomyliłem? Uczestniczymy w pierwszej kampanii wyborczej, która nie istnieje. Na trzy tygodnie przed wyborami nie pojawił się ani jeden spot, który stałby się przedmiotem dyskusji. Nie ma jednego hasła wyborczego, które wywołałby polemikę. Niegdysiejsza „morda Ty moja”, nie doczekała się kontynuacji. Nie widać Millera z jabłkami przez zakładami pracy, bimbrownik z Biłgoraja nie przybija apostazji na drzwiach kościoła, autobus „Zrobimy więcej” nie jeździ po Polsce, a pikowana kurtka prezesa skadrowana na tle sadu nie wywołała komentarzy dyktatorów mody. Może to się jeszcze rozkręci, ale nigdy tak spokojnie nie było i nie podejrzewam, aby się ten stracony czas udało nadrobić i pobić „dziadka z Wehrmachtu”, czy też „zabrać babci dowód”. Dziwne? Jak cholera i chyba bardzo groźne. Użyję trudnego słowa „ukonstytuowało” i dodam „się”. Coś takiego się ukonstytuowało, że nie ma większego sensu robić kampanii. Nikt nikogo już nie przekonuje, bo wszyscy są przekonani, a reszta zostanie w domach. Polska Rzeczypospolita III zaczyna przypominać państwo poza granicami świata, w którym wprowadza się mechanizmy demokratyczne. Dziś na Ukrainie trwają wybory, tak na tej samej Ukrainie, będącej pępkiem Ziemi jeszcze 4 miesiące temu. Tam też nie ma żadnej kampanii. Kiedyś wiedzieliśmy, że istnieje Julia Tymoszenko, Wiktor Juszczenko i jego imiennik Wiktor Janukowycz. Po latach, czyli współcześnie, ledwie rozpoznawalny jest Poroszenko, a Jaceniuk i Kliczko chyba nie mają partii, w każdym razie taki polityczny kibic, jak ja nie potrafi bez Google odpowiedzieć, co się na Ukrainie dzieje.

Ma coś wspólnego ukraiński piernik, z polskim wiatrakiem? Obawiam się i to z całego serca, że ma bardzo wiele wspólnego – staczamy się w tym kierunku. W krajach, które nie mają nic do powiedzenia, nie robi się kampanii i nie promuje partii, bo sprawy dzieją się same. Na Ukrainie ludzie nie mają pojęcia, co się dzieje, wiedzą tylko, że jest wojna z Ruskimi, za chwilę będzie zima, a telewizja krzyczy swoje. Przyłapałem się na przygnębiającej myśli, że nie jest ważne kto oficjalnie stoi na czele czegokolwiek, ważne, że w głowach obywateli wyryto jeden słuszny przekaz. Kampanie wyborcze tracą sens w warunkach jasnego podziału na tych, którzy mają władzę utrzymać, większość, która ma wszystko w dupie i margines usiłujący się szarpać na dwie strony. Czytam i biorę sobie do serca życzliwe apele, aby przekazać chociaż połowie Warszawiaków, że kandydatem PiS jest, jak mu tam… Sasin, imienia nie pamiętam. No świetnie, ale w jaki sposób wykonać to z pozoru proste zadanie? Kamienica w Katowicach wysadzona w powietrze przez gaz, załatwiła wszystkie kampanie jednocześnie. Ludzie mają rozrywkę i wzruszenie, emocje i rewelacje sterowane przez telewizyjnych realizatorów są tak mocne i sugestywne, że reszta nie istnieje. Na własnej skórze doświadczyłem, co to znaczy nagłośnić „wariata ze Złotoryi”, by po roku wyciszyć „wygrał, ale przegra ł”. Co wie Kowalski wcinający bułkę i pasztet drobiowy z „Biedrony”? Nic nie wie, nic się nie zmieniło. Współczesne kampanie napoleońskie dzieją się na wersalkach widzów.

Strony

17932 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

18 (liczba komentarzy)

  1. Poważna sprawa. Nawet nieduże kraje Europy, jak Węgry czy Czechy mają rządy które trzęsą portkami przed swoimi wyborcami.
    Tamtejsze władze muszą lizać obywatelskie tyłki i umilać życie mieszkańcom na rożne wymyślne sposoby. Zaś u nas jak w Meksyku i w krajach Afryki - zero ryzyka utraty władzy z przyczyn wyborczych. Jak by nie głosowali, czy nie głosowali - rządzą ci co trzeba.

  2. od końca, wybory. Na te bym nie poszedł, bo w Sopocie Karnowski ma wygraną w cuglach, szkoda zatem mojej fatygi środkami komunikacji i to w dzień świąteczny. Ale zacisnę zęby i pójdę, skreślę pierwszych od góry pisowców, których nazwiska nic mi nie mówią, bo wiem że tak trzeba. Liczy się każda szabelka, a wynik będzie miał znaczenie psychologiczne. Wystarczy, żeby PiS miał więcej, niż cztery lata temu.
    Potem będą wybory prezydenckie, na to pójdę z ochotą i też oddam głos na tego, którego namaści Kaczor.
    A potem już tylko będzie bój nasz ostatni. 
    W Gdańsku widzę tylko skromne portrety trumienne, jak je nazywam, kandydatów PO. Takie z pół metra na pół, zawieszane przy pomocy plastikowych opasek, na słupach. W Gdyni to samo, plus paru pisowców. W Sopocie Karnowski i jego kamanda, oraz druch niedawny Fułek ksywa "poeta".
    Właśnie w tych wyborach widać, jak samorządowcom gówno zależy na kampanii. Doły partyjne nie istnieją, w sensie aktywności, bo co do fruktów, to jest ich więcej, niż stanowisk.
    No i te główne twarze "opozycji", żal, płacz i zgrzytanie zębami. Gowina nie widać, kabaretowy Ziobro z tym Trybunałem dla Kopaczki, reszta nie wiadomo co robi. 
    Mówiąc brutalnie, to w sumie powinno mi to wszystko zwisać. Ja i żona mamy emerytury, dzieci wyedukowane i urządzone, to o co te nerwy? Wyłącznie ze względu na mój upór. Poglądów nie zmienię, to nie rękawiczki. Ale na samą myśl, że takie Hofmany i Błaszczaki dzięki uporowi takich, jak ja, będą w Sejmie do emerytury, to krew mnie jasna i ciemna, po prostu zalewa!!!

    PS. Właśnie uczę się Wordpressa, postawiłem już serwer, mam domenę, zajmę sie propagowaniem idei Arduino. Arduino to jest najlepszy lek na odwyk od polityki dla takich starych zgredów, jak ja. 

  3. 1. ad. wyborów - PiS nie dał mi szansy w Warszawie, żebym głosował na ich kandydatach na prezydenta - co do innych organów samorządowych, to dokładnie jestem Twojego zdania - skreślę PiSowców z góry listy.
    2. ad. Błaszczaka - teraz w TVR nieźle daje czadu ws. polityki zagranicznej - b. dobre i celne wypowiedzi np., że oddaliśmy sprawy Ukrainy Niemcom.
    3. ad. Arduino - jakoś lepiej mi się widzi programowanie uC w C, czy nawet assemblerze (no ale ja jestem masochistą).

  4. avatar

    Było to maglowane 1000 razy i wniosek jest niezmienny. Głosujesz sobie "oryginalnie", to głosujesz na PO. Twój Wipler dostanie wpier..l, aż zahuczy, znajdzie się w koszyku z Ruchem Bimbrownika i Komitetem Guziała. Tyle z tej Twojej deklaracji wyjdzie, no i jeszcze bardziej spektakularna wygrana Bufetowej. Każdy rozumny człowiek wie, że bogactwa wyboru to my nie mamy, ale głosować nawet nie na mniejsze zło, ale na karierowiczów od Owsiaka, przepraszam, Korwina, to takie sobie performance. Głosujesz nie na przegranego, ale na takiego, który dostanie w dupę z wielkim hukiem. Protest jak ta lala.

  5. diabel s.a na wieka k..e

  6. Złote nocniki rozdają...

  7. avatar

    Obawiam się, że tzw. "ludzie trzymający władzę" w Polsce   nie są w ciemię bici i już dawno porozmieszczali swoich ludzi we wszystkich większych partiach. Stąd - głosując np. na PIS można się rozczarować. Niech mnie ktoś pocieszy i powie, że na pewno nie mam racji.

  8. avatar

  9. Strony