Fantomowa noga stołu Wuja Sama cz. V czyli naprawianie bezpieczników drutem

Prześlij dalej:

Problem w tym, że jednak nie, choć wpływ reakcji rynku na zmianę stóp procentowych jest tak ogromny jak i oczywisty. Rosnące ceny akcji napędzają koniunkturę, spadające mają wpływ odwrotny. Działają tu dwa czynniki. Pierwszy to oczywiście generalny optymizm wynikły z rosnących cen akcji. Dzieje się tak w środowisku, w którym konsument zarabia coraz lepiej, a perspektywy gospodarcze są dobre, zaś te fakty znajdują  odzwierciedlenie we wskaźnikach. Drugi czynnik, wtórny, to tzw. wealth effect, czyli efekt bogactwa, i ten jest najważniejszy. Wzrosty na giełdach to oczywiście generalnie coraz wyższa wycena, czyli  wartość akcji, co znajduje przełożenie na wartość portfela akcji każdego inwestora. Jakkolwiek jest ona teoretyczna lub jak kto woli wirtualna, to ma olbrzymią wartość praktyczną. Powód jest prosty. Każdy posiadacz akcji żyje w przekonaniu, iż w każdej chwili może zamienić swoje akcje  na gotówkę w ilości większej niż wyłożył. Ma więc zysk. Mało tego. Wartość jego portfela stale rośnie, a perspektywy według opinii twórczego grona osób  są dobre. Tworzy to właśnie ów „efekt bogactwa”, który ma wpływ na chęć do wydawania pieniędzy, czy to gotówki, czy w formie zakupów przy użyciu kredytu. Następnie mamy sprzężenie zwrotne, jako że producenci dzięki większym zakupom sprzedają więcej dóbr konsumpcyjnych,  stać ich na wyższe płace, itd... Poważniejsze zakłócenie tego mechanizmu to katastrofa dla wszystkich. Właśnie z tego powodu w USA rządzi byk, symbol nieustannej hossy.

W tym momencie warto zadać pytanie, skąd się wzięły ostatnie bańki  w USA i co sprawiło, że urosły do niebotycznych rozmiarów?

Odpowiadamy – przyczyny są dwie. Pierwsza, mniej ważna, którą nazwałem na nasz użytek „kulturą nieustannej hossy”, a której mechanizmy oraz podstawy do rozsądnego inwestowania (a raczej ich kompletne ignorowanie) są wypadkową zachowań tzw. około rynkowych (rekomendacje, analitycy, opiniotwórcze media itp…) To ta przyczyna napędza, czy jak kto woli, stymuluje zachowania inwestorów na rynku akcji, dzięki czemu ten „woli” rosnąć niż spadać.

Strony

Źródło foto: 
13452 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Marek Meissner

Autor artykułu: Marek Meissner

3 (liczba komentarzy)

  1. Niezłe, widać niekonwencjonalne podejście do tematu finansów swiatowych. Rzeczywiscie nudni są ci wszyscy poważni faceci w krawatach lub też i nie ale gadajacy lub piszący takim slangiem, że smiech ogarnia. Niech Pan to robi tak dalej a wyjdzie z tego niezły kawałek. Bardzo podoba mi sie ten dystans i lekkie podejście do tego swiatowego kołowrotka. Ja juz dawno porzuciłem tę zabawe w tzw. inwestora giełdowego, kiedy dostrzegłem że to kopanie się z koniem. Pozdrawiam JK

  2. avatar

    Szanowny Panie, Janie, dziękuję za miły komentarz. Staram się, żeby nudnie nie było, choć będą rzeczy które z nudy wyprowadzą swoją treścią. Poruszymy wszystkie "świete krowy", w tym tych, którzy nic nie mowili, kiedy ludzie masowo się zadlużali we franku po 2 zł. Tak w ogóle, ciekawa wydaje mi się analiza "od spodu"  jak to było z tymi frankami w kontekście rezerwy cząstkowej. Napiszę więcej niebawem.

     

    A co do "kopania się z koniem", określenie dokskonałe a temat jest dobrze znany tym, którzy, kiedy weszły OFE, próbowali grać "na krotko" na kotraktach terminoiwych na WIG 20.Bylem zresztą jednym z nich. OFE nie pozwalały spaść indeksowi za żadną cenę kiedy świat leciał na tzw twarz, a potem w ogóle nie chciało rosnąć, kiedy tam odbijało. Wtedy przestałem się tym bawić. Ciekawe czasy ;-)

     

    z poważaniem Marek Meissner

  3. avatar

    Zgadzam sie z przedmowca. Marek swietnie opisuje rzeczywistosc z odpowiednia iloscia faktow i analizy. Milo, ze w przestrzeni oceny rzeczywistosci USA jest ktos taki jak Marek. Dzieki.

    Z lzejszych/ciezszych (w zaleznosci od osobowosci) tematow polecam wyklady Jordana Petersena :)

  4. Strony