Fantomowa noga stołu Wuja Sama cz. V czyli naprawianie bezpieczników drutem

Prześlij dalej:

Mało tego. Świat nie chce dłużej dominacji dolara oraz petrodolara, czyli płatności za ropę naftową tą walutą.  nie tylko werbalnie, podejmuje kokretne kroki. Japońska gazeta ekonomiczna „Nikkei" podała niedawno, że  Chiny przygotwoują sie do uruchomiąenia rynku nowych kontraktów terminowych na ropę, kwotowanych w juanach. Tym samym  rola dolara jak światowego środka płatniczego za surowiec staje sie zagrożona. Jak na razie na rynku istnieją dwa kontrakty terminowe na ropę — BRENT i WTI, oba notowane są w dolarach. Ale Chiny "rozdają karty' na tym rynku,będąc największym na świecie importerem ropy, więc nowy kontrak może sporo "namieszać"  w kwestii dolara. Poza tym Rosja już od czerwca tego roku akceptuje juan w charakterze środka płatniczego za dostawy ropy do Chin, a Wenezuela zaczęła ustalać ceny ropy w  gtej walucie. Temat  dolara jako jednego z czterech filarów gospodarki USA (wspomniany w cz. I) jest oczywiście duzo szerszy, tu tylko sygnalizuję dodatkowy problem, przed jakim stoi rząd USA oraz FED.  Poza tym USA co roku zwiększa swoj olbrzymi dług o ok. 1,3 bln USD, a doszedł on już do 20 bln dolarów.  Zreztą, słabnięcie dolara ma miejsce  także w naszym kraju. Konkluzja jest  oczywista  - dalsze drukowanie dolara celem poprawy koniuktrury byłoby krokiem desperackim.

Na giełdach funkcjonuje powiedzenie, że drzewa nie rosną do nieba. Czy sytuacja dziś faktycznie grozi krachem?

Hossa na giełdach USA (oraz światowych, ma się rozumieć) nieprzerwanie od dziesięciu lat, a podczas niej np. indeks S&P 500 urósł z poziomu 667 pkt. do  2873 pkt, czyli przeszło 300 (słownie trzysta) procent. Jako że powszechnie  twierdzi się, iż giełda jest barometrem gospodarki, warto zaprezentować wzrost PKB USA w analogicznym okresie, tj. 2008-2017. Otóż wyniosł on około 30%, czyli był dziesięciokrotnie mniejszy  niż wzrosty indeksów giełdowych. Powszechnie wiadomo, że w długim terminie każdy stan ekonomiczny powraca do wartości przeciętnych, więc tak musi być i tym razem  Zaś giełdy są przegrzane do granic niemożliwości, więc nasz barometr swymi wartościami "wyskoczył przed szereg"  w rejony kompletnie absurdalne, nawet jeśli założyć, że poza bieżącym stanem  gospodarki giełdy antycypują przyszłość. Co do tejże przyszłości, jej kolor to dla inwestorów już nie jest kolorem różówym, lecz krzyczącym barwą jaskrawego płomienia. Czy można mieć więc wątpliwości, że sytuacja jest ekstremalnie niebezpieczna? 

Co więc dalej?

Zostawiajac na boku istnienie (lub nie) owego słynnego PPT, z powyższego pobieżnego przedstawienia mechanizmów  funkcjonowania FED w  kontekście li tylko polityki stóp procentowych, wspieranej zresztą medialnie,  widać jak na dłoni mechanizm, którego FED  oraz rząd USA nie chciały zaprzestać kiedy mogły, a obecnie nie widać drogi wyjścia. Wprowadzono finanse oraz gospodarkę w stan, który bez stymulacji sam sobie nie da już rady. Dochodząc zaś do końca naszych rozważań powracamy do początku, czyli naszego bezpiecznika. Właściwy spełnia swoją funkcję, naprawiany drutem jest pewną gwarancją pożaru. Pytanie, jak długo instalacja będzie w stanie wytrzymać nieprzerwane, hiperboliczne przegrzewanie, czy też przeciążanie systemu. Niektórzy ze znawców gospodarki USA zapytują nie o to, czy wybuchnie pożar, lecz kiedy to nastąpi.   

Strony

Źródło foto: 
13457 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Marek Meissner

Autor artykułu: Marek Meissner

3 (liczba komentarzy)

  1. Niezłe, widać niekonwencjonalne podejście do tematu finansów swiatowych. Rzeczywiscie nudni są ci wszyscy poważni faceci w krawatach lub też i nie ale gadajacy lub piszący takim slangiem, że smiech ogarnia. Niech Pan to robi tak dalej a wyjdzie z tego niezły kawałek. Bardzo podoba mi sie ten dystans i lekkie podejście do tego swiatowego kołowrotka. Ja juz dawno porzuciłem tę zabawe w tzw. inwestora giełdowego, kiedy dostrzegłem że to kopanie się z koniem. Pozdrawiam JK

  2. avatar

    Szanowny Panie, Janie, dziękuję za miły komentarz. Staram się, żeby nudnie nie było, choć będą rzeczy które z nudy wyprowadzą swoją treścią. Poruszymy wszystkie "świete krowy", w tym tych, którzy nic nie mowili, kiedy ludzie masowo się zadlużali we franku po 2 zł. Tak w ogóle, ciekawa wydaje mi się analiza "od spodu"  jak to było z tymi frankami w kontekście rezerwy cząstkowej. Napiszę więcej niebawem.

     

    A co do "kopania się z koniem", określenie dokskonałe a temat jest dobrze znany tym, którzy, kiedy weszły OFE, próbowali grać "na krotko" na kotraktach terminoiwych na WIG 20.Bylem zresztą jednym z nich. OFE nie pozwalały spaść indeksowi za żadną cenę kiedy świat leciał na tzw twarz, a potem w ogóle nie chciało rosnąć, kiedy tam odbijało. Wtedy przestałem się tym bawić. Ciekawe czasy ;-)

     

    z poważaniem Marek Meissner

  3. avatar

    Zgadzam sie z przedmowca. Marek swietnie opisuje rzeczywistosc z odpowiednia iloscia faktow i analizy. Milo, ze w przestrzeni oceny rzeczywistosci USA jest ktos taki jak Marek. Dzieki.

    Z lzejszych/ciezszych (w zaleznosci od osobowosci) tematow polecam wyklady Jordana Petersena :)

  4. Strony