Fantomowa noga stołu Wuja Sama, cz. IV. Bitcoin czyli idź tam, skąd przychodzi tłum

Prześlij dalej:

Napisałem na wstępie, że powodów na to,żeby unikać bitcoina, są dwa. Pierwszy wyjaśniłem, czas na drugi. Bo po to, by handlować czymś takim, trzena być spekulantem. Czyli zawodowo nastawić się na możliwą utratę zainwestowanych pieniędzy.  Dla spekulanta nieistotne jest, czy coś obiektywnie posiada wartość. Dla spekulanta ważne jest, że ktoś w danej chwili chce płacić za coś konkretną cenę. Nawet za powietrze, którym oddychał Michael Jackson, jeśli będą chętni do kupna. Albo działki na Marsie.

Teraz ciut profesjonalizmu. Więc spekulacją nazywamy sprzedaż lub kupno np.  akcji, towarów, walut,  kontraktów terminowych na coś i wielu podobnych rzeczy z uzasadnioną intencją ich odkupienie lub odsprzedania w przyszłości po korzystnej cenie. Spekulantem może być każdy (teoretycznie), bo to piekielnie trudna sprawa i paskudny kawałek chleba, czego sam doświadczyłem. Należy to jednak czynić (tzn. kupować lub sprzedawać)  wbrew rozsądkowi oraz chęciom – kupić wtedy, gdy inni się boją, a sprzedać wtedy, gdy inni są chciwi zysków, czyli pewni wzrostów. Mówią, aby kupować, gdy leje się krew, lub grzmią działa.

Strach oraz chciwość, wywołane naszymi emocjami.  Obie pojawiają się w nas w momentach odwrotnych do aktualnych potrzeb. Najpierw boimy się, gdy należy  być chciwym, a takimi się stajemy, kiedy jest czas na strach. Jest to swoisty fenomen, i właśnie on jest odpowiedzialny za powstawanie manii spekulacyjnych, lub „bańki spekulacyjnej”. Było ich  w historii ludzkości wiele.  

Skąd się w ogóle biorą? Każdą zapoczątkowuje nowy produkt, technologia lub medium, stwarzające wrażenie przełomowego, mogącego zrewolucjonizować świat lub  gospodarkę. Tak jak teraz bitcoin. Początkowo przedmiot spekulacji jest traktowany z głęboką niewiarą, a skutkiem  tego jest niska cena. Jest to faza strachu, obawy przed kupnem. (bitcoinem jeszcze niedawno nikt się nie interesował) Gdy jednak cena rośnie, przyciąga nowe rzesze inwestorów, skuszonych okazją zysku. Wraz z nowymi rekordami rośnie zainteresowanie produktem i coraz to nowe rzesze dotychczasowych „niedowiarków” włączają się do gry. Ostatnia faza następuje wtedy, gdy początkową nieufność przeradza się w euforię, ceny zaś wkraczają w rejony absurdalne, nieuzasadnione jakimikolwiek kryteriami. (20.000 USD na bitcoinie) W takiej chwili do gry włączają się ci najostrożniejsi i najbardziej sceptyczni, teraz już przekonani o wartości produktu. Profesjonaliśąci nazywają to „wsiadaniem do pędzącego pociągu”. Ten jedzie w cudowne miejsca, o czym bębnią wszyscy, w  tym media. To jest zresztą charakterystyczn cecha końca manii – tzw. „wszyscy” twierdzą, że „to coś” będzie dalej rosło. Niestety, okazuje się, że większość potencjalnych środków została już zainwestowana, a kolejnych chętnych do zakupów brak. Coraz mniejszy popyt i rosnąca podaż, wynikła z realizacji olbrzymich zysków, spycha cenę coraz bardziej na dół.  Wsiadający do pociągu kończy finansowo pod jego kołami.

Jako ciekawostka, sławni ludzie także tracili majątki w maniach. Jako przykład może nam posłużyć Izaak Newton, który zainwestował nie w porę w Kompanie Mórz Południowych (zostanie opisana dalej). Powiedzial wtedy, że „można przewidzieć ruch gwiazd, ale nie szaleństwo ludzi”.

Strony

Źródło foto: 
16752 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Marek Meissner

Autor artykułu: Marek Meissner