Fantomowa noga stołu Wuja Sama cz. III. Kumpel jest najważniejszy czyli Crony Capitalism

Prześlij dalej:

Po raz pierwszy taka sytuacja miała miejsce w 1998 roku, gdy upadł fundusz hedgingowy Long Term Capital Management, o czym wspominliśmy wyżej. Zarządzany przez noblistów z dziedziny ekonomii, Roberta Mertona i Myrona Scholesa, wydawał się owocem ich geniuszu. Pomimo tego zbankrutował wskutek błędnych założeń. Wtedy jednak chodziło w gruncie rzeczy nie o wielkie pieniądze, ale bardziej o efekt psychologiczny. Pomoc przyszła ze strony FED, a raczej banków, które zostały przez niego zmuszone do wykupienia bankruta. "Ugaszenie pożaru" kosztowało 3,6 mld USD, na co w rzeczywistości złożyły się nie banki, lecz podatnicy amerykańscy. Zajmiemy się tym w dalszej części książki.

Drugi kryzys wydarzył się w roku 2007, kiedy upadł Lehman Brothers oraz nastąpilo załamanie na rynku kredytów „subprime” w USA. Powodytego były dwa. Pierwszy to cykl łagodzenia polityki monetarnej  po recesji amerykańskiej gospodarki z początku lat 2000, kiedy Fed obniżył stopy procentowe z 6,5 proc. w połowie 2000 r. do 1 proc. w czerwcu 2003 r. Tak niski poziom stóp procentowych wraz ze zliberalizowaniem przepisów dotyczących przyznawania kredytów (subprime po ang. oznacza poniżej standardów) do zaciągania kredytów, których banki zaczęły udzielać masowo, co tak naprawdę stało się powodem głównym. Czemu? Bo od roku 2003 stopy procentowe zaczęły znów rosnąć, w efekcie  czego kredytobiorcy przestali spłacał kredyty, zaś efektem domina banki zmuszone były licytować coraz więcej domów i finalnie ceny nieruchomości runęły. Świat finansowy stanął na krawędzi. Krach wydawał się nieunikniony. Nie wdając się teraz w szczegóły, wystarczy powiedzieć, że ujawnione straty  banków wyniosły bezpośrednio około 200 mld USD, choć w rzeczywistości było ich znacznie więcej. Jednak nie tylko to powodowało stan zagrożenia. Znacznie większa groźba wynikała z kompletnej utraty zaufania Amerykanów w akcje, obligacje i w ogóle w cały system finansowy. Tutaj na ratunek pośpieszył rząd USA, który wziął na siebie cały ciężar złych długów, oraz FED, chociaż w istocie ciężar kosztów znów poniosły nie banki czy instytucje finanswe, lecz amerykański podatnik. Po wydrukowaniu dolarów o wadze tony świat „powrócił” do normalności.

Taka normalność to także realia świata finansów. Zarobki prezesów banków z kwotami rzędu kilkudziesięciu, bywa, że setek milionów dolarów rocznie, co  zresztą nawet w czasie kryzysu nie uległo zmianie. Rządzący finansami państw nie mają się gorzej. Zreszta, jedni i drudzy najczęściej zamieniają się miejscami. Taki np. Henry Paulson, który zamienił stanowisko prezesa generalnego czyli CEO banku inwestycyjnego Goldman Sachs a zarazem zarobki na tym stanowisku pomiędzy 16 mln  a 40 mln USD rocznie na stanowisko sekretarza Skarbu USA z zarobkami rocznymi 183 tys. USD. Albo Timothy F. Geithner, od 2003 do 2009  szef Banku Federalnej Rezerwy w Nowym Jorku a następnie do 2013 sekretarz skarbu USA, który w październiku 2013 został pezezesem i dyrektorem zarządzającym w funduszu inwestycyjnym Warburg Pincus. W czasie krysysu obaj rozdzielili swym kolegom z sektora bankowego w rządowym programie TARP kwotę 700 mld USD. Pierwszy byłym, w formie wdzięczności, drugi przyszłym, za co ci wdzięczni są mu obecnie.  Ale jak się niebawem ukaże, to i tak tylko wierzchołek góry lodowej. Już np.wspomnieliśmy o szefie Banku Federalnej Rezerwy Benie Bernanke, która to instytucja bez jakiejkolwiek kontroli oraz konsultacji udzieliła w czasie wspominanego kryzysu bankom wsparcia na zawrotną kwotę 9 bilionów (amerykańskich trylionów) dolarów USA.

Strony

Źródło foto: 
12255 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Marek Meissner

Autor artykułu: Marek Meissner

2 (liczba komentarzy)

  1. Hm.., dobrze, że ktoś opisuje świat finansów w taki sposób, to że obecnie używany pieniądz papierowy ( i nie tylko, bo wyrazem zaufania w wymianę dóbr jest też np. przelew) to tylko i wyłącznie umowa, która powinna niezmiernym szczęściem napełniać każdego któremu uda się tę celuzlozę na jakikolwiek towar wymienić.

    Dla zwykłego zjadacza chleba istotne są bardziej przyziemne sprawy, zadam więc pytanie: Co ma (może) sensownego zrobić by się uchronić się przed tym systemem. Praca i płaca nie pozwala na tworzenie oszczędności jako kapitału bo system jest tak i pod to skonstruowany, by kapitał był tam gdzie nieczego się nie wytwarza!

  2. avatar

    Szanowny Panie, niestety, niewiele możemy zrobić. Cżęść odpowiedzi na Pańskie pytania zawarłem w nowej cz. VI. Zapraszam i pozdrawiam :-)

  3. Strony