Fantomowa noga stołu wuja Sama a sprawa Polska, Cz. VI. Widziały gały co brały, czyli jest super

Prześlij dalej:

Tutaj mała dygresja – bywało historycznie, a  pamiętają to starsi inwestorzy, że spółka notowana już na giełdzie uznała, iż warto zmienić profil na aktualnie modny. Było to w czasie tzw. „hossy internetowej” w 2000 roku, spółka miała nazwę Ariel, a zajmowała się produkcją butów, zresztą, z bardzo mizernym skutkiem. Niespodziewanie poinformowała inwestorów, że z butów rezygnuje, w zamian ma zamiar zająć się projektami związanymi z Internetem,  w związku z czym zmienia nazwę na Internet Group, a przy okazji sprzedaje nową emisję akcji, bo nowy pomysł wymaga nowych pieniędzy. Faktem godnym podziwu jest jednak nie zmiana branży, lecz błyskawiczny, 270 procentowy wzrost cen akcji wskutek zmiany obszarów działania oraz to, że nowych pieniędzy wystarczyło zarządowi spółki na całkiem długo, bo aż do  2010 roku, gdy  po wypowiedzeniu przez BRE Bank SA umowy kredytowej zarząd Internet Group S.A. złożyła wniosek o upadłość układową.

No dobrze, powie ktoś. W powyższym przypadku coś zawiodło, ale to pewnie przypadek, nie reguła. Takie fakty jak powyższy nie biorą się „z powietrza”, obietnice w cywilizowanym kraju nie znaczą wiele. Ktoś odpowiedzialny oraz wyposażany we właściwe uprawnienia władcze na pewno sprawdza możliwość ich realizacji. Rządzący nami zdają sobie wszak sprawę z faktu, że znaczna część z nas niekoniecznie jest pasjonatami sięgania „do głębi” pewnych elementów świata finansów, który niesie sobą elementy oraz mechanizmy skomplikowane i często niezrozumiałe. Mamy chyba odpowiednie instytucje, zatrudniające specjalistów oraz analityków, często z tytułami dr i prof. przed nazwiskiem, powołanych właśnie po to, by zapewnić, że nikt nie zdoła „omamić” nas nierealnymi obietnicami. Używając przenośni, wchodząc do wody mamy świadomość, iż  na brzegu stoi stado ratowników – speców od poszczególnych zagrożeń. Mamy prawo czuć się przy nich bezpiecznie. 

Aby zweryfikować to założenie, powróćmy do prospektu emisyjnego spółki akcyjnej, starającej się pozyskać kapitał w ofercie publicznej. Jest sporządzony przez firmę z odpowiednimi uprawnienia audytorskimi w zakresie księgowości, podatkowości, prawa itp…, zawiera informacje dotyczące m.in. czynników ryzyka i sytuacji finansowej spółki, ale także właśnie ocenę samego pomysłu i szans na jego realizację. Następnie prospekt musi być zatwierdzony przez  Komisję Nadzoru Finansowego, w skrócie KNF. Jeśli tak się stanie, jest OK. Wszyscy ci, którzy powinni, stwierdzili swym autorytetem między innymi, że pomysł spółki, sięgającej  po nasz kapitał, ma szanse na realizację. Możemy kupować akcje. Czy na pewno?

Strony

Źródło foto: 
21575 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Marek Meissner

Autor artykułu: Marek Meissner

1 (liczba komentarzy)

  1. Dla mnie to jest w ogóle dziwne że takie firmy windykacyjne mają rację bytu to znaczy że potrafią na siebie zarobić. Dłużnicy obecnie znają swoje prawa dzięki zwłaszcza internetowi w którym roi się od serwisów z poradami dla dłużników. Prawie każdy już wie na przykład o przedawnieniu. Ponadto, znacznie wzrosła skuteczność egzekucji komorniczych a to głównie dzięki wprowadzeniu nowelizacji dotyczącej egzekucji z rachunków bankowych, odbywa się obecnie bez wcześniejszgo powiadomienia dłużnika: http://windykacje.info.pl/2017/10/zajecie-rachunku-bankowego-bez-wczesniejszego-powiadomienia/  Ponadto, mnóstwo wierzycieli samodzielnie kieruje proste pozwy wygodnie poprzez e-sąd. Biorąc wszystko do kupy dziwi to, że takie i inne firmy windykacyjne dalej działają i tak naprawdę nie wiadomo, o co w tym chodzi. Tym bardziej że zwykle są to niskie długi kupowane w pakietach w tysiącach sztuk (każda to inny dłużnik) gdzie nie ma mowy o windykacji terenowej, bo się nie opłaca. 

  2. Strony