Dymanie "rekordu"! I kto tu prowadzi nielegalną zbiórkę, panie prezesie Owsiak?

Prześlij dalej:

11-01-2015

865 241

7,41%

7,18%

Krzykliwie ogłoszona kwota deklarowana (36 milionów) była mniejsza niż w roku 2011 (ponad 37 milionów) i o kilka milionów niższa niż w 2013 (ponad 40 milionów). Licząc tylko na podstawie „grubszych” danych, WOŚP musiała zjechać z „rekordu” na wiele milionów i Owsiak wiedział o tym już w dniu finału, tylko odgrywał kolejne tandetne spektakle w swoim stylu. Na początek pojawiły się „kłopoty z liczeniem”. W pierwszej wersji kasę miała rachować specjalna firma, w drugiej wersji kasa leżała w skarbcu PEKAO, dodatkowo pojawiały się kompilacje rozmaitych bzdur wyjaśniających, dlaczego pierwszy raz w historii WOŚP kwota deklarowana spływała na konto blisko miesiąc. Dopiero w ostatnim czasie sztaby zaczynają potwierdzać, że otrzymują od Owsiaka rozliczenie. Przypomnę, że rozliczyły się do 31 stycznia, a dziś jest 4 marca. To nie wszystko, bo sposób rozliczenia powinien być przedmiotem oddzielnego postępowania. Mam potwierdzone informacje, że kwota przekazana przez sztab w bezpiecznych kopertach, liczona TRZYKROTNIE przez księgowe lokalnych jednostek samorządowych, była o blisko 200 zł większa, od zatwierdzonej przez WOŚP w ramach rozliczenia (1 z 1467 sztabów!). I co dalej?! Kompletnie nic, nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności, ani lokalny sztab WOŚP (dzięki Bogu), ani Fundacja WOŚP, ani Bank PEKAO S.A. Co to oznacza? Coś niebywałego, mianowicie tyle, że procedura rozliczania się z pieniędzy zebranych do puszek jest czystą komedią poza wszelką kontrolą, jaka towarzyszy księgowaniu zysków z warzywniaka lub zakładu szewskiego. W tym roku żadne kombinacje i kreacje księgowe nie dały Owsiakowi „rekordu” i w związku z tym Fundacja WOŚP łamiąc obowiązujące zapisy ustawy przedłużyła termin zbiórki publicznej.

Strony

43924 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

31 (liczba komentarzy)

  1. Będąc w pełni władz umysłowych, sił witalnych i niczym nieograniczonych przestrzeni wyobraźni artystycznej oświadczam co następuje, a raczej staromodnie składam samokrytykę.

    Przez dwadzieścia niemal lat w jednym z prowincjonalnych ośrodków TVP robiłem temuż "charytatywowi" scenografię do spędu pt. "Wielka etc..."

    Robiłem je z pasją i zaangażowaniem (zarabiając rzecz jasn ciężki szmal, płacony przez "Warszawę")...A stawki były OK. Wiadomo warszawskie. Do tego dochodziły profity: kubeczki, szmateczki, pizdrybałki. Żarcie za frajer z polowej kuchni i agroturystyczno-regionalistycznych Kół Gospodyń Wiejskich. Czasy drzewiej były takie, że o 9.30 rano "pękała czwarta flaszka...Niejednokrotnie zdarzało się dwa, trzy razy wytrzeźwieć na długiej, trwającej nieraz do 1 w nocy dniówce, Słowem fajne czasy.

    Ale podskórnie wyczuwałem,że coś jest nie tak. Otóż nikt nie uwzględniał w rozliczeniach kasy za sceny, światła, prąd, operatorów kamer, realizacji etc...

    A ja widziałem na własne oczy kosztorysy.

    Poza tym wróbelki z branży ćwierkały o stawkach Jarka Koziary za dekor  na Woronicza... A ponieważ przypominam sobie iż za komuny maturę z matmy napisałem sam w dwie godziny na piątkę, resztę czasu spędzając na pisaniu ściąg, puszczając je głąbszym kolegom (jeden z nich - Bodzio okazał się najgłąbszym, bo miał moje ściągi piątkowe, trzy, a dostał fleka...), to system operacyjny w moim łebie zaczął co roku dokonywać prostych czynności, zwanych w języku matematycznym mnożeniem...

    Jak łatwo można sobie wyobrazić, przez niemal dwadzieścia lat zbierałem w łebie dane, dużo danych...

    I tu dochodzę do wniosku podstawowego: O Matko Kurka! Dzięki Ci za otwarcie mych obydwu oczu.

    Dzięki Ci też Panie Boże za dar internetu!

    Na koniec króciusieńko. Oświadczam, że milion baksów nie zrobiłbym dzisiaj temu wałowi nawet trzech zastawek!

    Amen.

  2. Strony