Reklama

Za sprawą naszych opiniotwórczych mediów ekscytujemy sie od kilku dni małpkami, Palikotem oraz nawalankami w sprawie ustawy kompetencyjnej, w komisji ds.

Za sprawą naszych opiniotwórczych mediów ekscytujemy sie od kilku dni małpkami, Palikotem oraz nawalankami w sprawie ustawy kompetencyjnej, w komisji ds. nacisków i wokół pisowskiego spotu wyborczego. Tymczasem dwa rewolucyjne teksty z należnym oddźwiękiem w tzw. debacie publicznej jakoś się nie spotkały. Polska The Times donosi oto, że PO i PiS tworzą system dwupartyjny. A Dziennik ujawnia, że Jarosław Kaczyński buduje arkę przetrwania.

Rewelacje te są o tyle ciekawe, że z jednej strony ich spełnienie wyszłoby naprzeciw dużej części społeczeństwa. Z drugiej jednak co nieco się wzajemnie wykluczają.

Zmiana ordynacji wyborczej to zdaniem wielu jedyna recepta na uzdrowienie polskiej sceny partyjnej. Wystarczy poczytać fora internetowe, posłuchać głosów radiosłuchaczy czy telewidzów: tylko jednomandatowe okręgi wyborcze stworzą realną więź między wyborcą wrzucającym kartkę do urny a konkretnym politykiem, który o te głosy osobiście będzie musiał zabiegać. Reguła wydaje się prosta. Najlepszy bierze w danym okręgu wszystko. Nad ustawą wprowadzającą JOW-y ma pracować PO pod kierunkiem posła Waldiego Dzikowskiego. Podobna inicjatywa zakiełkowała rzekomo w PiS, a jej promotorem ma być poseł Paweł Poncyliusz. Projekt pisowski nie przewiduje co prawda okręgów jedno-, ale raczej dwu- lub trzymandatowe. Ale dziennik Polska spekuluje, że teoretycznie obie inicjatywy mogłyby się spotkać. Co doprowadziłoby do utrwalenia systemu dwupartyjnego. Sejm wyglądałby mniej więcej tak jak Senat. I, co najważniejsze, parlamentarna większość mogłaby samodzielnie tworzyć rząd i realizować swój program wyborczy. Oczywiście wprowadzenie JOW-ów wymagałoby zmiany konstytucji. Spotkałoby się też ze zdecydowanym sprzeciwem partii mniejszościowych. Bardziej prawdopodobne byłoby wprowadzenie jakiejś formy systemu mieszanego. Co z punktu widzenia skuteczności rządzenia niewiele by zmieniło.

Nade wszystko jednak debacie nad zmianą ordynacji na większościową nie wydaje się w najmniejszym stopniu sprzyjać polityczna aura. Szczególnie postępująca dezintegracja PiS.

 


Jakiś czas temu na posiedzeniu zarządu PiS prezes powiedział, że wszystko mu jedno, kto odejdzie z partii, bo zakładał już w swoim życiu dwie partie i może założyć trzecią.
– przypomniał niedawno Marcin Libicki, który właśnie z partią się rozstał. W jego ślady poszli następni. I, jeśli wierzyć Dziennikowi, uwagę Jarosława Kaczyńskiego coraz bardziej zaprząta strategia na przetrwanie.

Dość trudno wyobrazić sobie jednoczesne budowanie Arki i przygotowywanie wyborczej rewolucji. Chyba że poseł Ponycliusz posiadł jakiś kamień filozoficzny, który pozwoliłby połączyć ogień z wodą? Albo przewiduje wprowadzenie do gry zupełnie innej fregaty?

Reklama

18 KOMENTARZE

  1. Prócz ognia i wody jest jeszcze ziemia i powietrze …
    Jeżeli obecne tendencje się utrzymają, to zapewne proces samooczyszczania PISu będzie przyspieszał – i nie mozna wykluczyć, że przed końcem kadencji sejmu klub parlamentarny wyPISanych będzie zdolny tworzyć quasiopozycję dla PO, przejmując dużą część elektoratu PISu, a także wielu rozczarowanych ( vide M_K ). Najbardziej ograne twarze zostaną w arce, arkę się zwoduje jak Kurska, a Poncyliusz wysiądzie na właściwym przystanku jak nie przymierzając Piłsudski swego czasu. I mogą się załapać – marne są przesłanki, żeby lewica się równie szybko pozbierała.

    Pozdrawiam – Tetryk

  2. Prócz ognia i wody jest jeszcze ziemia i powietrze …
    Jeżeli obecne tendencje się utrzymają, to zapewne proces samooczyszczania PISu będzie przyspieszał – i nie mozna wykluczyć, że przed końcem kadencji sejmu klub parlamentarny wyPISanych będzie zdolny tworzyć quasiopozycję dla PO, przejmując dużą część elektoratu PISu, a także wielu rozczarowanych ( vide M_K ). Najbardziej ograne twarze zostaną w arce, arkę się zwoduje jak Kurska, a Poncyliusz wysiądzie na właściwym przystanku jak nie przymierzając Piłsudski swego czasu. I mogą się załapać – marne są przesłanki, żeby lewica się równie szybko pozbierała.

    Pozdrawiam – Tetryk

  3. Oczywiście JOW wydaje się dobrym pomysłem, Nino
    Pisało tu już o tym wielu, kolega  Ja niemal w obsesję popadł w swoim czasie.
    A ja zaczynam dochodzić do wniosku, że JOW to by był co najwyżej kroczek ( i to nie wiadomo czy w dobrym kierunku) na drodze budowy demokracji w naszym nihilistycznym kraju.
    Zaczynam dochodzić do wniosku, że bez zwiększenia świadomości i aktywności wyborców nie nastąpi żadna poprawa. Jestem wyznawcą teorii, że działalność polityków, tak jak wiele innych rodzajów działalności można mierzyć, wyznaczać priorytety, porównywać, badać trendy i w końcu oceniać – tak aby do urn można było pójść z pełnym obrazem sytuacji aby dokonać wyboru opartego o racjonalne przesłanki odrzucając cały medialno-PRowski bełkot. Jestem zdania, że można wymusić na politykach porzucenie czczych obietnic i zajęcie się konkretami. No ale dojście do tego to proces. Długi proces.

    Impulsem dla nowych wniosków,poglądów i kształtowania się teorii o społecznym zarządzaniu politykami były dla mnie wybory prezydenckie w Stanach i drobna informacja, która mignęła w necie, a której nikt tu na kontrowersjach ani nigdzie indziej nie zauważył.
    Od paru miesięcy noszę tą teorię w głowie – może ją  kiedyś przeleję na papier i podzielę z Wami. Nie liczcie jednak za bardzo na lenia 🙂

    Ukłony, Nino.

    • JOW
      Ja jestem prawie pewna, że JOW problemów nie rozwiąże. Ale coraz więcej ludzi w to święcie wierzy. I każde odsuwanie decyzji, czy choćby brak debaty, powoduje przekonanie, że jest to spisek elit, że najpierw przyrzekają, a potem się boją, bo wladza liderow partyjnych uległaby osłabieniu. Takie nastroje panują nie tylko na forach internetowych. Wśród sluchaczy mojego radia są tacy którzy regularnie deklarują: nie będę uczestniczyć w wyborach dopóki nie będzie JOW. Czyli w "aktywizacji obywatelskiej" wprowadzenie JOW mogłoby być ważnym przełomem. A że potem wybieralibyśmy nowych Stokłosów, Gawroników itp?  Mimo wszystko, uważam, warto byłoby zaryzykować. Choćby po to, aby się przekonać, czy jako wyborcy "dojrzeliśmy" i prosta "kiełbasa wyborcza" już nie wystarcza. Ale,oczywiście, nie wierzę, że PO uda się zmianę ordynacji przeprowadzić. A ewentualny "system mieszany" może być kolejnym niewypałem. Pozdrawiam, Panie Modry.

  4. Oczywiście JOW wydaje się dobrym pomysłem, Nino
    Pisało tu już o tym wielu, kolega  Ja niemal w obsesję popadł w swoim czasie.
    A ja zaczynam dochodzić do wniosku, że JOW to by był co najwyżej kroczek ( i to nie wiadomo czy w dobrym kierunku) na drodze budowy demokracji w naszym nihilistycznym kraju.
    Zaczynam dochodzić do wniosku, że bez zwiększenia świadomości i aktywności wyborców nie nastąpi żadna poprawa. Jestem wyznawcą teorii, że działalność polityków, tak jak wiele innych rodzajów działalności można mierzyć, wyznaczać priorytety, porównywać, badać trendy i w końcu oceniać – tak aby do urn można było pójść z pełnym obrazem sytuacji aby dokonać wyboru opartego o racjonalne przesłanki odrzucając cały medialno-PRowski bełkot. Jestem zdania, że można wymusić na politykach porzucenie czczych obietnic i zajęcie się konkretami. No ale dojście do tego to proces. Długi proces.

    Impulsem dla nowych wniosków,poglądów i kształtowania się teorii o społecznym zarządzaniu politykami były dla mnie wybory prezydenckie w Stanach i drobna informacja, która mignęła w necie, a której nikt tu na kontrowersjach ani nigdzie indziej nie zauważył.
    Od paru miesięcy noszę tą teorię w głowie – może ją  kiedyś przeleję na papier i podzielę z Wami. Nie liczcie jednak za bardzo na lenia 🙂

    Ukłony, Nino.

    • JOW
      Ja jestem prawie pewna, że JOW problemów nie rozwiąże. Ale coraz więcej ludzi w to święcie wierzy. I każde odsuwanie decyzji, czy choćby brak debaty, powoduje przekonanie, że jest to spisek elit, że najpierw przyrzekają, a potem się boją, bo wladza liderow partyjnych uległaby osłabieniu. Takie nastroje panują nie tylko na forach internetowych. Wśród sluchaczy mojego radia są tacy którzy regularnie deklarują: nie będę uczestniczyć w wyborach dopóki nie będzie JOW. Czyli w "aktywizacji obywatelskiej" wprowadzenie JOW mogłoby być ważnym przełomem. A że potem wybieralibyśmy nowych Stokłosów, Gawroników itp?  Mimo wszystko, uważam, warto byłoby zaryzykować. Choćby po to, aby się przekonać, czy jako wyborcy "dojrzeliśmy" i prosta "kiełbasa wyborcza" już nie wystarcza. Ale,oczywiście, nie wierzę, że PO uda się zmianę ordynacji przeprowadzić. A ewentualny "system mieszany" może być kolejnym niewypałem. Pozdrawiam, Panie Modry.

  5. Brytole narzekają, Yo lu?
    Przynajmniej ci, których znam, strasznie narzekaja, że ta trzecia "siła", liberalowie czy jak im tam, choc ma wspaniałych ludzi i poparcie młodych prężnych, nie ma szans na poważne zaistnienie, właśnie z powodu ordynacji. Masz też takie doświadczenia z Yorkshire?

  6. Brytole narzekają, Yo lu?
    Przynajmniej ci, których znam, strasznie narzekaja, że ta trzecia "siła", liberalowie czy jak im tam, choc ma wspaniałych ludzi i poparcie młodych prężnych, nie ma szans na poważne zaistnienie, właśnie z powodu ordynacji. Masz też takie doświadczenia z Yorkshire?

  7. czyli moje obawy przed JOW
    Potwierdzasz moje obawy związane z JOW. Anglosasi nauczyli się wewnętrznie partie "reformować". Przez ostatnie lata, jak obserwuję, i Labour i Wigowie (ktoś jeszcze używa tej nazwy?) z każdym nowym liderem stają się trochę inni. Ale już np. tacy Włosi (a nam, niestety bliżej do nich niż do Angoli) zdaje się cały czas zmieniają swoją ordynację, od większościowej do proporcjonalnej, i  z powrotem. Myśmy już też co najmniej trzy wersje proporcjonalnej zaliczyli (chodzi o progi). Ale, powtarzam, jednak potrzebny jest jakiś wstrząs. A taki mogłyby jednak spowodowac JOW-y.

    • Moim zdaniem,Nino, sam JOW to mało
      1.Zwycięzca powinien brać 50%+1 stołek w parlamencie (co najmniej). Reszta partii powinna dzielić resztę foteli proporcjonalnie.
      Dlaczego? Dlatego, że obietnica wyborcza powinna mieć jednoznaczny  kontekst: wygramy  – zrealizujemy. Dzisiaj można się tłumaczyć dobrymi intencjami, chcieliśmy, wygraliśmy wybory ale nie mieliśmy większości.
      2.Zastanawiam się nad mechanizmem dyscypliny przy głosowaniach w parlamencie (w kontekście JOW).  Wydaje mi się, że obietnice wyborcze kandydata danej partii powinny być zgodne z programem tejże partii. Jeśli to przyjmiemy za spełnione to zwycięska partia w parlamencie nie musi wymuszać zbyt często dyscypliny ponieważ nie ma dysonansu pomiędzy obietnicą kandydata a stanowiskiem w głosowaniu.
      Obietnice wyborcze wyborcy musieliby więc wyborcy porównywać z programem partii. A partie dyscyplinować kandydatów w trakcie kampanii a nie po niej.
      W takim układzie obietnica wyborcza zwycięskiego kandydata ma priorytet nad decyzją klubu parlamentarnego – polityk jest lojalny wyborcom. Pytanie nadal pozostaje ważkie czy polityk byłby lojalny wyborcom czy jednak partii? Co byłoby dla niego ważniejsze: nominacja partii do następnych wyborów czy świadome poparcie wyborców? Przy wzroście świadomości elektoratu na pewno poparcie wyborców ale kiedy ta świadomość osiągnie masę krytyczną?  Dlatego myślę, że JOW sam w sobie zapewne wiele nie zmieni.
      3.Innym uzupełniającym JOW i koniecznym mechanizmem jest nominacja kandydata partyjnego przez lokalnych wyborców. To już by był bardzo silny mechanizm. Ci wyborcy , którzy zapłacą trochę kasy na partię mieliby prawo głosować nad wyborem kandydata do wyborów. Czyli rola lokalnej struktury partyjnej czy centrum w decyzji o nominacji wyraźnie by zmalała a rola lokalnych wyborców wzrosła.

      Pozdrawiam dyskutantów 🙂

  8. czyli moje obawy przed JOW
    Potwierdzasz moje obawy związane z JOW. Anglosasi nauczyli się wewnętrznie partie "reformować". Przez ostatnie lata, jak obserwuję, i Labour i Wigowie (ktoś jeszcze używa tej nazwy?) z każdym nowym liderem stają się trochę inni. Ale już np. tacy Włosi (a nam, niestety bliżej do nich niż do Angoli) zdaje się cały czas zmieniają swoją ordynację, od większościowej do proporcjonalnej, i  z powrotem. Myśmy już też co najmniej trzy wersje proporcjonalnej zaliczyli (chodzi o progi). Ale, powtarzam, jednak potrzebny jest jakiś wstrząs. A taki mogłyby jednak spowodowac JOW-y.

    • Moim zdaniem,Nino, sam JOW to mało
      1.Zwycięzca powinien brać 50%+1 stołek w parlamencie (co najmniej). Reszta partii powinna dzielić resztę foteli proporcjonalnie.
      Dlaczego? Dlatego, że obietnica wyborcza powinna mieć jednoznaczny  kontekst: wygramy  – zrealizujemy. Dzisiaj można się tłumaczyć dobrymi intencjami, chcieliśmy, wygraliśmy wybory ale nie mieliśmy większości.
      2.Zastanawiam się nad mechanizmem dyscypliny przy głosowaniach w parlamencie (w kontekście JOW).  Wydaje mi się, że obietnice wyborcze kandydata danej partii powinny być zgodne z programem tejże partii. Jeśli to przyjmiemy za spełnione to zwycięska partia w parlamencie nie musi wymuszać zbyt często dyscypliny ponieważ nie ma dysonansu pomiędzy obietnicą kandydata a stanowiskiem w głosowaniu.
      Obietnice wyborcze wyborcy musieliby więc wyborcy porównywać z programem partii. A partie dyscyplinować kandydatów w trakcie kampanii a nie po niej.
      W takim układzie obietnica wyborcza zwycięskiego kandydata ma priorytet nad decyzją klubu parlamentarnego – polityk jest lojalny wyborcom. Pytanie nadal pozostaje ważkie czy polityk byłby lojalny wyborcom czy jednak partii? Co byłoby dla niego ważniejsze: nominacja partii do następnych wyborów czy świadome poparcie wyborców? Przy wzroście świadomości elektoratu na pewno poparcie wyborców ale kiedy ta świadomość osiągnie masę krytyczną?  Dlatego myślę, że JOW sam w sobie zapewne wiele nie zmieni.
      3.Innym uzupełniającym JOW i koniecznym mechanizmem jest nominacja kandydata partyjnego przez lokalnych wyborców. To już by był bardzo silny mechanizm. Ci wyborcy , którzy zapłacą trochę kasy na partię mieliby prawo głosować nad wyborem kandydata do wyborów. Czyli rola lokalnej struktury partyjnej czy centrum w decyzji o nominacji wyraźnie by zmalała a rola lokalnych wyborców wzrosła.

      Pozdrawiam dyskutantów 🙂