Reklama

Schłem. W kunsztownie zrytej wyobraźni poszukałem odpowiedzi, ale ponieważ nie miałem wiedzy, nie wiedziałem na jakie pytanie. Nie szkodzi.

Schłem. W kunsztownie zrytej wyobraźni poszukałem odpowiedzi, ale ponieważ nie miałem wiedzy, nie wiedziałem na jakie pytanie. Nie szkodzi. Odpowiedź znalazła się zwarta i gotowa na boki, można zrywać i stawiać dowolne pytanie. Tylko nie pytaj skąd wiem, bo nie wiem. Tyle wiem, i to więcej jest niż ty, inaczej byś nie pytał.

Mimo postępu w każdym kierunku, żeby iść prosto, muszę wciąż się kiwać na boki. Prościej się nie da. Dodatkowo wstrząsają mną w dół i górę, w otrzeźwienie i niebiosa, gwałtowne wątpliwości. Kiedy jest gorzej: ciekawy przypadek medyczny czy przypadek medyczny nieciekawy? Kogo zapytać, zapytałby kto? Czy zapytanie lekarza wpływa na postawioną diagnozę? Lepiej być ciekawym kiedy jest gorzej czy lepiej kiedy jest lepiej? Lepiej. W takim razie chodź ci zrobię siku w kuku, zaproponowałem sobie rytmicznie, bo byłem rytmicznie zahukanym dzieciakiem. Gdzie by tu podszkolić jajka? Spociłem się, przebrałem się, a plewy pozostały. Jestem teraz modny. Trendowaty, wyznaczam swym trąd. Muszę coś powtórzyć, jestem też asem. Smutasem. Kutym w ramce na cztery nogi jedną ręką. Gdy myślę jak głupek to nic innego jak tylko najwyższa forma człowieczeństwa: skrajna empatia. Dla przeciewieństwa tej myśli: nie uważam wszystkich za idiotów, gdyż nie potrafię na podstawie jednostkowego doświadczenia postawić ogólnie stosowanej teorii. Cholera, wzdęło mnie od tego rozwarcia. Czy może mi ktoś skoczyć i pożyczyć Szpilki?

Reklama

Cały czas kluczę u bram, puknij się w końcu. Nie mam nic naprzeciwko, powiedziałem przybity do ściany. Na szczęście obok ściany wiła przepaść, bo ja dyndam. Muszę muszlę szumem szlemu, powspominałem radośnię marzenia. Mój szlem to granda, przypomniałem sobie i nikomu więcej. Ściana ma na mnie haka. Wynoś się, wynocha, rozkazałem nieprzełkniętej ślinie w górę. Znalazłem sposób, żeby choć raz coś ze mnie przez chwilę było wyżej i górowało na umysłem. Z mojej inicjatywy. Pomysł i wykonanie: własne. Ślina: niezmarnowana. Sam ją. Nawet nie sądziłem, że mógłbym chcieć jak cieć krzyżykiem być na ściance. To martyrologia, ale też awans; modlonoby się do mnie. A tak, kto patrzy na tandetne rysy w ramce? Czemu zdjęcia z ślubu przypominają nagrobny medalion? Zapowiedź? Żona – bądź mąż! – oprawiła mnie w ramy małżeństwa i powiesiła nad łóżkiem. Na wysokości, abym nie stykał. A obok ołtarzyk. Żeby ci, co nie mogą, mogli popatrzeć. Plus ja. Stąd tyle wiedzą, wiszą w każdej porządnej sypialni. Wiszą i są twardzi. Minus ja. A inni przechodzą. Beze mnie. Jestem więc konezerem, sowitym chłystkiem swych bzdur. Niby wiszę, a węszę tak nisko, że gdy zwierzaczek zakaszlał zwieraczem, ZADŁAWIŁEM się jelitami. Nie poddałem się jednak, szybko się z tego wylizałem. Gdy wyschnę, zostanę znowu mężczyzną.

Reklama

60 KOMENTARZE

  1. Pan schnie,
    a mnie cieknie, proszę Pana, z nosa, niestety. Niemniej resztkami świadomości chwytam się Pańskich skojarzeń, aliteracji i współbrzmień i jest to coś, co utrzymuje mnie na powierzchni, tuż obok Bacha, sączącego się niespiesznie z głośników. Mam nadzieję, że Pan wydobył się z toni i już jest suchy, niekoniecznie w tonie. Pańskie ” Muszę muszlę szumem szlemu” będę sobie dzisiaj powtarzał jak pacierz za panią macierzą.

    Zdrowia życzę!

    PS. Kuty smutas to w skrócie… ???

    • To ja Panu zdrowia życzę i jak rzadko wiem
      co mówię. Proszę się wykaraskać, bo to skaranie boskie, gdy z niewłaściwej dziury katar.

      Zaopiekowałbym się Panem, gdyby nie odległość i ciężkość własnego przypadku. W każdym razie w ciągu tygodnia Pan z tego wyjdzie. Nie każdy może tak o sobie powiedzieć.

      PS To… ja, ALE NIE W TAKIM SKRÓCIE, proszę popytać znawczyń!

          • Czasem człowiek tak się wczuje,
            że przejmuje styl adwersarza bez intencji parodiowania, pastiszowania, a tym bardziej persyflażu. Namiar oczywiście poproszę, każda wiadomość od Pana jest warta swojej wagi w srebrze.

          • Pan sugeruje, że dam MU namiar na siebie?
            Że nikt poza mną mnie nie widział? Rzeczywiście ma Pan katar, co nie przeszkadza Panu bluźnić i rozgłaszać nowinę.

            Srebro tanieje, kolejna potwarz do zniesienia.

          • Nigdy nie milczę. Może z tym nigdy to przesada,
            w każdym razie nigdy odkąd wpadłem na ZŁOTĄ MYŚL, że milczenie jest kłamstwem głupców bądź jego preludium. Tak się wystraszyłem tej myśli, że od tamtej pory mówię wiecznie (drobna przesada jak wyżej), jak nie do siebie, to chociaż obok. I mówię Panu – polecam.

  2. Pan schnie,
    a mnie cieknie, proszę Pana, z nosa, niestety. Niemniej resztkami świadomości chwytam się Pańskich skojarzeń, aliteracji i współbrzmień i jest to coś, co utrzymuje mnie na powierzchni, tuż obok Bacha, sączącego się niespiesznie z głośników. Mam nadzieję, że Pan wydobył się z toni i już jest suchy, niekoniecznie w tonie. Pańskie ” Muszę muszlę szumem szlemu” będę sobie dzisiaj powtarzał jak pacierz za panią macierzą.

    Zdrowia życzę!

    PS. Kuty smutas to w skrócie… ???

    • To ja Panu zdrowia życzę i jak rzadko wiem
      co mówię. Proszę się wykaraskać, bo to skaranie boskie, gdy z niewłaściwej dziury katar.

      Zaopiekowałbym się Panem, gdyby nie odległość i ciężkość własnego przypadku. W każdym razie w ciągu tygodnia Pan z tego wyjdzie. Nie każdy może tak o sobie powiedzieć.

      PS To… ja, ALE NIE W TAKIM SKRÓCIE, proszę popytać znawczyń!

          • Czasem człowiek tak się wczuje,
            że przejmuje styl adwersarza bez intencji parodiowania, pastiszowania, a tym bardziej persyflażu. Namiar oczywiście poproszę, każda wiadomość od Pana jest warta swojej wagi w srebrze.

          • Pan sugeruje, że dam MU namiar na siebie?
            Że nikt poza mną mnie nie widział? Rzeczywiście ma Pan katar, co nie przeszkadza Panu bluźnić i rozgłaszać nowinę.

            Srebro tanieje, kolejna potwarz do zniesienia.

          • Nigdy nie milczę. Może z tym nigdy to przesada,
            w każdym razie nigdy odkąd wpadłem na ZŁOTĄ MYŚL, że milczenie jest kłamstwem głupców bądź jego preludium. Tak się wystraszyłem tej myśli, że od tamtej pory mówię wiecznie (drobna przesada jak wyżej), jak nie do siebie, to chociaż obok. I mówię Panu – polecam.

  3. Pan schnie,
    a mnie cieknie, proszę Pana, z nosa, niestety. Niemniej resztkami świadomości chwytam się Pańskich skojarzeń, aliteracji i współbrzmień i jest to coś, co utrzymuje mnie na powierzchni, tuż obok Bacha, sączącego się niespiesznie z głośników. Mam nadzieję, że Pan wydobył się z toni i już jest suchy, niekoniecznie w tonie. Pańskie ” Muszę muszlę szumem szlemu” będę sobie dzisiaj powtarzał jak pacierz za panią macierzą.

    Zdrowia życzę!

    PS. Kuty smutas to w skrócie… ???

    • To ja Panu zdrowia życzę i jak rzadko wiem
      co mówię. Proszę się wykaraskać, bo to skaranie boskie, gdy z niewłaściwej dziury katar.

      Zaopiekowałbym się Panem, gdyby nie odległość i ciężkość własnego przypadku. W każdym razie w ciągu tygodnia Pan z tego wyjdzie. Nie każdy może tak o sobie powiedzieć.

      PS To… ja, ALE NIE W TAKIM SKRÓCIE, proszę popytać znawczyń!

          • Czasem człowiek tak się wczuje,
            że przejmuje styl adwersarza bez intencji parodiowania, pastiszowania, a tym bardziej persyflażu. Namiar oczywiście poproszę, każda wiadomość od Pana jest warta swojej wagi w srebrze.

          • Pan sugeruje, że dam MU namiar na siebie?
            Że nikt poza mną mnie nie widział? Rzeczywiście ma Pan katar, co nie przeszkadza Panu bluźnić i rozgłaszać nowinę.

            Srebro tanieje, kolejna potwarz do zniesienia.

          • Nigdy nie milczę. Może z tym nigdy to przesada,
            w każdym razie nigdy odkąd wpadłem na ZŁOTĄ MYŚL, że milczenie jest kłamstwem głupców bądź jego preludium. Tak się wystraszyłem tej myśli, że od tamtej pory mówię wiecznie (drobna przesada jak wyżej), jak nie do siebie, to chociaż obok. I mówię Panu – polecam.

    • Cóż to za podziw bez rozwarcia ust w zdumieniu i w trosce???
      Ten blog, niby blog mój, ale kto go tam wie, WYMAGA nieustannej adoracji na najwyższym poziomie (i tu się po prośbie zwracam do Chlora właśnie z oczami wiecznie głodnej psiny), inaczej zaczyna się nienatrętne (a tym samym bardziej niebezpieczne) upuszczanie przedmiotów w miejscach publicznych nieprzywykłych i w ogóle groźba oddania głosu w wyborach na nie wiadomo kogo, bo wiadomo kto kogo o naszych wybrańcach? Tym bardziej za granicą.
      Proszę się zatem jeszcze zastanowić, bo po wyborach może być za późno, a ja łasy jestem jak koń na cukier albo Łysek na ”nigdzie nie Idę”.

      Pozdrawiam i strzelam oczami, uszy do tyłu.

      • pochwały
        Ja to rozumiem.
        Zdolnym ludziom krytyka tylko szkodzi, bo sami najlepiej znają swoje nieliczne błędy i podtykanie im pod nos jest bezcelowe.
        Natomiast pochwały są dla nich zachętą do jeszcze lepszej i jeszcze bardziej wydajnej pracy.
        Najlepiej gdy one płyną z góry, czego jednak niestety nie jestem w stanie zabezpieczyć.

    • Cóż to za podziw bez rozwarcia ust w zdumieniu i w trosce???
      Ten blog, niby blog mój, ale kto go tam wie, WYMAGA nieustannej adoracji na najwyższym poziomie (i tu się po prośbie zwracam do Chlora właśnie z oczami wiecznie głodnej psiny), inaczej zaczyna się nienatrętne (a tym samym bardziej niebezpieczne) upuszczanie przedmiotów w miejscach publicznych nieprzywykłych i w ogóle groźba oddania głosu w wyborach na nie wiadomo kogo, bo wiadomo kto kogo o naszych wybrańcach? Tym bardziej za granicą.
      Proszę się zatem jeszcze zastanowić, bo po wyborach może być za późno, a ja łasy jestem jak koń na cukier albo Łysek na ”nigdzie nie Idę”.

      Pozdrawiam i strzelam oczami, uszy do tyłu.

      • pochwały
        Ja to rozumiem.
        Zdolnym ludziom krytyka tylko szkodzi, bo sami najlepiej znają swoje nieliczne błędy i podtykanie im pod nos jest bezcelowe.
        Natomiast pochwały są dla nich zachętą do jeszcze lepszej i jeszcze bardziej wydajnej pracy.
        Najlepiej gdy one płyną z góry, czego jednak niestety nie jestem w stanie zabezpieczyć.

    • Cóż to za podziw bez rozwarcia ust w zdumieniu i w trosce???
      Ten blog, niby blog mój, ale kto go tam wie, WYMAGA nieustannej adoracji na najwyższym poziomie (i tu się po prośbie zwracam do Chlora właśnie z oczami wiecznie głodnej psiny), inaczej zaczyna się nienatrętne (a tym samym bardziej niebezpieczne) upuszczanie przedmiotów w miejscach publicznych nieprzywykłych i w ogóle groźba oddania głosu w wyborach na nie wiadomo kogo, bo wiadomo kto kogo o naszych wybrańcach? Tym bardziej za granicą.
      Proszę się zatem jeszcze zastanowić, bo po wyborach może być za późno, a ja łasy jestem jak koń na cukier albo Łysek na ”nigdzie nie Idę”.

      Pozdrawiam i strzelam oczami, uszy do tyłu.

      • pochwały
        Ja to rozumiem.
        Zdolnym ludziom krytyka tylko szkodzi, bo sami najlepiej znają swoje nieliczne błędy i podtykanie im pod nos jest bezcelowe.
        Natomiast pochwały są dla nich zachętą do jeszcze lepszej i jeszcze bardziej wydajnej pracy.
        Najlepiej gdy one płyną z góry, czego jednak niestety nie jestem w stanie zabezpieczyć.

      • Yo lu, a gdzieżby ja ta
        Yo lu, a gdzieżby ja ta wrażliwa, w dodatku poetka?! Proszęż mnie nie obrażać! Od wieków amen nie zdarzyło mi się stopami dotknąć ziemi. A spadanie na nią kończy się siniakami na.
        Za wybaczenie stokrotnie, jeśli za wiele, to na zaś zostanie. Poprawy nie obiecuję. Obiecanki macanki a głupiemu… Chyba, że o radość się nam rozchodzi. To mogę.
        Wpisów aż czterech Pan wymagasz? Popatrz Pan tam, gdzie ich zero. Na tle trzy to mistrzostwo świata, czego i sobie życzę!

      • Yo lu, a gdzieżby ja ta
        Yo lu, a gdzieżby ja ta wrażliwa, w dodatku poetka?! Proszęż mnie nie obrażać! Od wieków amen nie zdarzyło mi się stopami dotknąć ziemi. A spadanie na nią kończy się siniakami na.
        Za wybaczenie stokrotnie, jeśli za wiele, to na zaś zostanie. Poprawy nie obiecuję. Obiecanki macanki a głupiemu… Chyba, że o radość się nam rozchodzi. To mogę.
        Wpisów aż czterech Pan wymagasz? Popatrz Pan tam, gdzie ich zero. Na tle trzy to mistrzostwo świata, czego i sobie życzę!

      • Yo lu, a gdzieżby ja ta
        Yo lu, a gdzieżby ja ta wrażliwa, w dodatku poetka?! Proszęż mnie nie obrażać! Od wieków amen nie zdarzyło mi się stopami dotknąć ziemi. A spadanie na nią kończy się siniakami na.
        Za wybaczenie stokrotnie, jeśli za wiele, to na zaś zostanie. Poprawy nie obiecuję. Obiecanki macanki a głupiemu… Chyba, że o radość się nam rozchodzi. To mogę.
        Wpisów aż czterech Pan wymagasz? Popatrz Pan tam, gdzie ich zero. Na tle trzy to mistrzostwo świata, czego i sobie życzę!

  4. nie dajace sie przetlumaczyc
    na zaden ze znanych mi jezykow arcydzielko 🙂

    Tlum oszlifowanych diamentow, wychuchanych cacek, wypolerowanych do oslepiajacosci; o ludzie, ktorzy nie znacie polskiego, strasznie mi was zal.
    Kogenialne komentarze!
    Pozdrawiam cieplo, po raz kolejny powalona na kolana 😉

    PS A ten tytul ,TEN tytul! Za tytul dodadkowe plejady…

    • Przepraszam, że się dzień dobry
      przyczepię, ale na kolana to dość słabo przede mną, to pachnie papieżem albo cokołem poległych. Tutaj, i naprawdę proszę sobie wziąć tę szlachetną sugestię do serca na przyszłość, tutaj aż się prosi o leżenie plackiem, najlepiej w wersji ”leżę i kwiczę, nie mam lecz dość, błagam o więcej” albo też ”no cuś takiego!” ewentualnie ”no pomyślałby kto!”.

      Co nie znaczy, że wizyta nie była udana, bardzo dziękuję i sto lat, na zdrowie.

      • :))
        choc nie powiedziane, na czyje kolana i w jakich okolicznosciach.
        Wybuchy radosci psiska, ktory wazy nie przymierzajac prawie tyle samo co ja, powalaja mnie na kolana doslownie, bo kiedy wracam z pracy to jakbym przynajmniej wrocila z podrozy dookola swiata jakims antycznym pojazdem: to mnie zwala z nog, moge udowodnic pokazujac kolana ale nie bede tego robic z czystej przyzwoitosci, nawet wirtualnie – nie, nieprawdaz?

        Na kolana mozna zostac powalonym jadac o godzine siodmej autobusem z Dortmundu do R., wsrod tloczacej sie mlodziezy szkolnej, praktykantow i urzednikow, kiedy rusza z kolejnego przystanku i nagle siedzi sie niechcacy na kolanach obcej osoby.

        Obojetnie, na co, powalajacy jest, albo rozbrajajacy, porywajacy, do nastepnego tekstu pocwicze i prosze mi Autorze wybaczyc skorodowany jezyk, na ”no cuś takiego!” nie wpadlam od razu, no myslalby kto, ale to i tak postep, bo tak w ogole to trudno cos powiedziec, kiedy zabraknie tchu…
        Tez sto, i tez na zdrowie 🙂

  5. nie dajace sie przetlumaczyc
    na zaden ze znanych mi jezykow arcydzielko 🙂

    Tlum oszlifowanych diamentow, wychuchanych cacek, wypolerowanych do oslepiajacosci; o ludzie, ktorzy nie znacie polskiego, strasznie mi was zal.
    Kogenialne komentarze!
    Pozdrawiam cieplo, po raz kolejny powalona na kolana 😉

    PS A ten tytul ,TEN tytul! Za tytul dodadkowe plejady…

    • Przepraszam, że się dzień dobry
      przyczepię, ale na kolana to dość słabo przede mną, to pachnie papieżem albo cokołem poległych. Tutaj, i naprawdę proszę sobie wziąć tę szlachetną sugestię do serca na przyszłość, tutaj aż się prosi o leżenie plackiem, najlepiej w wersji ”leżę i kwiczę, nie mam lecz dość, błagam o więcej” albo też ”no cuś takiego!” ewentualnie ”no pomyślałby kto!”.

      Co nie znaczy, że wizyta nie była udana, bardzo dziękuję i sto lat, na zdrowie.

      • :))
        choc nie powiedziane, na czyje kolana i w jakich okolicznosciach.
        Wybuchy radosci psiska, ktory wazy nie przymierzajac prawie tyle samo co ja, powalaja mnie na kolana doslownie, bo kiedy wracam z pracy to jakbym przynajmniej wrocila z podrozy dookola swiata jakims antycznym pojazdem: to mnie zwala z nog, moge udowodnic pokazujac kolana ale nie bede tego robic z czystej przyzwoitosci, nawet wirtualnie – nie, nieprawdaz?

        Na kolana mozna zostac powalonym jadac o godzine siodmej autobusem z Dortmundu do R., wsrod tloczacej sie mlodziezy szkolnej, praktykantow i urzednikow, kiedy rusza z kolejnego przystanku i nagle siedzi sie niechcacy na kolanach obcej osoby.

        Obojetnie, na co, powalajacy jest, albo rozbrajajacy, porywajacy, do nastepnego tekstu pocwicze i prosze mi Autorze wybaczyc skorodowany jezyk, na ”no cuś takiego!” nie wpadlam od razu, no myslalby kto, ale to i tak postep, bo tak w ogole to trudno cos powiedziec, kiedy zabraknie tchu…
        Tez sto, i tez na zdrowie 🙂

  6. nie dajace sie przetlumaczyc
    na zaden ze znanych mi jezykow arcydzielko 🙂

    Tlum oszlifowanych diamentow, wychuchanych cacek, wypolerowanych do oslepiajacosci; o ludzie, ktorzy nie znacie polskiego, strasznie mi was zal.
    Kogenialne komentarze!
    Pozdrawiam cieplo, po raz kolejny powalona na kolana 😉

    PS A ten tytul ,TEN tytul! Za tytul dodadkowe plejady…

    • Przepraszam, że się dzień dobry
      przyczepię, ale na kolana to dość słabo przede mną, to pachnie papieżem albo cokołem poległych. Tutaj, i naprawdę proszę sobie wziąć tę szlachetną sugestię do serca na przyszłość, tutaj aż się prosi o leżenie plackiem, najlepiej w wersji ”leżę i kwiczę, nie mam lecz dość, błagam o więcej” albo też ”no cuś takiego!” ewentualnie ”no pomyślałby kto!”.

      Co nie znaczy, że wizyta nie była udana, bardzo dziękuję i sto lat, na zdrowie.

      • :))
        choc nie powiedziane, na czyje kolana i w jakich okolicznosciach.
        Wybuchy radosci psiska, ktory wazy nie przymierzajac prawie tyle samo co ja, powalaja mnie na kolana doslownie, bo kiedy wracam z pracy to jakbym przynajmniej wrocila z podrozy dookola swiata jakims antycznym pojazdem: to mnie zwala z nog, moge udowodnic pokazujac kolana ale nie bede tego robic z czystej przyzwoitosci, nawet wirtualnie – nie, nieprawdaz?

        Na kolana mozna zostac powalonym jadac o godzine siodmej autobusem z Dortmundu do R., wsrod tloczacej sie mlodziezy szkolnej, praktykantow i urzednikow, kiedy rusza z kolejnego przystanku i nagle siedzi sie niechcacy na kolanach obcej osoby.

        Obojetnie, na co, powalajacy jest, albo rozbrajajacy, porywajacy, do nastepnego tekstu pocwicze i prosze mi Autorze wybaczyc skorodowany jezyk, na ”no cuś takiego!” nie wpadlam od razu, no myslalby kto, ale to i tak postep, bo tak w ogole to trudno cos powiedziec, kiedy zabraknie tchu…
        Tez sto, i tez na zdrowie 🙂