Dojrzewa we mnie spisek, że to Tusk steruje „taśmami” albo wręcz przeciwnie

Prześlij dalej:

Naród się doskonale bawi analizując menu „Sowy”, koszta i brzydkie wyrazy, ABW wchodzi do „Wprost” w tak nieudolny i kompromitujący sposób, że po czasie trudno się oprzeć wrażeniu reżyserowanej komedii. Latkowskiemu absolutnie nic się nie dzieje, nakład mu puchnie, kasa leci, redakcja nie kończy, jak dawne „Uważam Rze”. Wniosek? Latkowski nie ma swoją działkę w tej grze i robi swoje, w przeciwnym razie skończyłby jak Chazan albo 17 letnia Marysia. Między prokuraturą i ministrem sprawiedliwości dochodzi do zgrzytu, jecdnak zaraz wszyscy się przepraszają i nazywają profesjonalistami. Kolejne taśmy we „Wprost” to już produkcja własna i nikomu niepotrzebny Roman Giertych rzucony na żer. Z grubych ryb pływa jeszcze Kulczyk, który za plecami Tuska skarży się szefowi NIK Kwiatkowskiemu, zatem można przypuszczać, że stracił umocowanie na szczytach władzy i nie umie się dogadać. I teraz moment kluczowy. Tusk się dowiaduje, że sprawy osiągnęły pułap, za którym jest tylko wybuch szamba. Gdyby bombę odpalił właściciel nagrań, to wiadomo, że wybuchnie w tych miejscach, które są wygodne dla odpalającego. Inicjatywę przejmuje Tusk i wysadza tych, których i tak nie żałuje albo chce się pozbyć. W ogólnej zadymie nagle szantażujący stali się szantażowanymi, patrz Falenta i prawdopodobnie Kulczyk, swoje dostali też wszyscy uciekinierzy do ciepłych posadek: Belka, Kwiatkowski. W powietrzu wisi jeszcze parę ładunków, głównie Bieńkowska, której Tusk nie może wysadzić, a i ona prawdopodobnie poszłaby za Donaldem w ogień. Zaczyna się gra. Tusk wysyła sygnał do posiadaczy nagrań, proszę bardzo macie swoje nagrania, w porządku mogę pójść na dno, ale pociągnę za sobą wszystkich albo ilu się da. Gramy dalej?

Na razie odpowiedzi nie ma, co nie znaczy, że gra się skończyła, w takich warunkach jeden słabszy dzień, jeden kieliszek więcej po jednej bądź drugiej stronie i znów będzie wybuch. Będąc na miejscu Tuska i dysponując taką wiedzą i narzędziami, jakimi on dysponował, zrobiłbym dokładnie to samo. Wysadzając najmniejszą i poniekąd wygodną beczkę prochu, ponoszę stratę, dużą stratę, bo liczę się z kosztem utraty władzy, ale nie tonę jako lider partii, czyli ratuję ile się da. Oczywiście Tusk ciągle jest niepewny swego, podobnie jak jego wrogowie i „sprawa jest rozwojowa”, ale z punktu widzenia Tuska jak dotąd wszystko poszło bardzo dobrze, przynajmniej przyzwoicie. Nie masz ode mnie większego wroga wydumanych teorii i oryginalności wciskanej na siłę, ale ta układanka wydaje mi się więcej niż prawdopodobna, ona ma swój logiczny rdzeń wpisujący się zbiór faktów. Głowy za swoje głośne rozważania nie daję, zwracam jedynie uwagę, że być może kolejny raz wszyscy przeciwnicy Tuska dali się ponieść niecierpliwości i odreagowaniu, co złożyło się na lekceważenie tego wybitnego manipulatora i cynika. Tusk jest mistrzem „ściemy” i w jedno na pewno nie uwierzę, mianowicie w to, że on się nie przygotował na wszelkie możliwości związane z ujawnieniem nagrań. On z całą pewnością okuł się na cztery kopyta i ma rozpisany nowe plany działań, krok po kroku, jak zabić swoich wrogów, bo Tusk inaczej nie potrafi i tylko to potrafi. A żeby nie było tak łatwo, to powiem tyle, że równie dobrze da się uargumentować przeciwną tezę – ktoś rzucił taśmy, żeby postraszyć Tuska tym, co jeszcze może rzucić i w ten sposób negocjuje. Strach pomyśleć, co negocjuje.

Strony

16702 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

13 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Konsekwencją Smoleńska jest to, że Sejm przyklepał, to co miał przyklepać, bez  zainteresowania "suwerena" zajętego dyskusją o Smoleńsku.

     

    Konsekwencją podsłuchów będzie - ma być(?) - brak zainteresowania działalnością Sejmu. 
     

    Wniosek: "Tusk" to naprawdę nadmiernie zdolny zespół, "elita" platformy na widelcu, widelec trzyma Guma.

     

    PS 

    Winienem dodać, nasz wszechświat wraca do takiego samego po obrocie o 720 stopni, nie 360 :)
     

  2. który niedawno wystąpił na stadionie dla przedszkolaków. Uniżeni poddani, w osobie dyrektorów przedszkoli, zwrócili się z pokorną prośbą, żeby przyjąc dodatkowe grupy przedszkolaków dostsowując korytarze i inne pomieszczenia w przedszkolach. Całe szczęscie że przy przedszkolach nie ma bud. Najdziwniejsze jest że o całej sprawie poinformowała regionalna, rządowa telewizja.

  3. Strony