Prześlij dalej:

Znam ten schemat na pamięć, ostatni raz przerabiałem przy „córce Kasi Kowalskiej”. Rzecz działa się w samy środku „pandemii”, gdy jeździły ciężarówki z Bergamo, a na lodowiskach w Hiszpanii organizowano prosektoria. W takich warunkach, przebrzmiała celebrytka Kowalska, przypomniała sobie, czy raczej jej przypomniano, telefonem ze szpitala z Londynu, że ma córkę. „Artystka” natychmiast poleciała na Instagrama, nagrała rzewny filmik, potem go usunęła, następnie znów wrócił i z całego tego spektaklu wynikało tylko tyle, żeby „zostać w domu”. Naturalnie wszystkie media obiegła informacja, że córka Kowalskiej ma modnego wirusa i walczy o życie. Co ważne jest to osoba młoda, bez „chorób towarzyszących”.

Nikomu nie przyszło do głowy, aby zweryfikować ten żenujący i cyniczny marketing, chociaż wystarczyło wpisać nazwisko i imię córki celebrytki, aby wiedzieć, że wirus to jest najmniejszy problem, ponieważ wszystkie alkohole i używki świata przepłynęły przez ten organizm w ilościach oceanicznych. Przedstawiłem pacjentkę i jej tryb życia publicznie, na portalu Twitter, dodałem również, że nie ma żadnego „modnego wirusa”, przynajmniej nikt tej rewelacji nie potwierdza. Wylała się fala ścieku i lała się tygodniami. Po tym czasie córka Kasi Kowalskiej wyszła ze szpitala bez pozytywnego testu na modnego wirusa i pierwsze, co zrobiła to sesję w wannie na Instagramie. Z kolei sama Kasia Kowalska w środku „pandemii” dostała propozycję zagrania koncertu i natychmiast z niej skorzystała. Tłumek na blokowisku śpiewał razem z Kasią „Sto lat” dla córki Kasi i już nie pamiętał, żeby zostać w domu i dbać o najsłabszych. Jaki był finał tej historii? Dokładnie taki, bo jeśli ktoś liczy na wzmiankę, o tym, że Wielgucki został przeproszony albo chociaż przyznano mu rację po czasie, to wykaże się wielką naiwnością.

Wczoraj mieliśmy powtórkę z rozrywki. Jeden z dziennikarzy opublikował idiotyczny i kłamliwy wpis o tym, jak to młody, około trzydziestoletni, gracz komputerowy umarł na modnego wirusa. Do wpisu, jak zwykle dołączony był apel, aby nie lekceważyć zagrożenia i dbać o innych. Jaka jest prawda o tej tragedii? Otóż młody człowiek pomiędzy 130, a 160 kg żywej wagi, z całą pewnością miał astmę, o czym sam pisał, niemal na pewno cukrzycę i miażdżycę, od siebie też dodawał, że jest w grupie: „zawał przed trzydziestką”. Wszystko, co zostało powyżej spisane jest nie tylko faktem, ale „chorobą cywilizacyjną”, o której przed „pandemią” grzmiano wielokrotnie. Co się nagle okazało? Wielgucki za opisanie faktów, przeczących bredniom „pandemicznym” i wskazujących na poważny problem zdrowotny, został kur*ą, której życzy się, żeby zdechła i cała akcja odbywa się w ramach wrażliwości oraz empatii. I tak zbliżamy się do sedna zagadnienia, czyli definicji kur*y. Moja definicja jest słownikowa, to znaczy taka, gdzie kur*a jest kur*ą, natomiast definicja wielu wygląda tak, jakby ją właśnie sformułowała kur*a.

Strony

Źródło foto: 
27950 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

34 (liczba komentarzy)

  1. Bandyci będą forsować szczepienia. Obawiam się rozporządzenia, że np. do wykonania jakiegokolwiek zabiegu będzie potrzebne świadectwo szczepienia. Kur*y będą za.

  2. Zawsze uważałem koncepcję znaku bestii za wymysł szurów... Nadal nie jestem przekonany, że to tak właśnie będzie działać ale z każdym miesiącem wygląda na to, że jesteśmy bliżej realizacji tego schematu. Jacyś psychopaci zdecydowali się zmaterializować ten scenariusz. Boże chroń nas przed złem wcielonym!

  3. Zasadniczy problem jest taki, że argumenty racjonalne, czyli odwołujące się do rozumu, mają zdecydowanie mniejszą siłę przebicia niż zagrywki obliczone na emocje.
    To dlatego nagłaśnia się - do tego przedstawiając je w fałszywym świetle - takie przypadki jak opisał Autor i wtedy "cała Polska" natychmiast zastyga w bezmyślnym przerażeniu.

    Przy obecnej "pandemii" mamy do czynienia z operacją bazującą niemal wyłącznie na grze emocjami, a najgorsze w tym są dwie rzeczy:
    1 - to niestety działa
    2 - czemuś to wszystko musi służyć, a skoro do tego celu idzie się niemal dosłownie po trupach rozwalając służbę zdrowia i starając się zniszczyć nawet więzi rodzinne, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem musi to być naprawdę paskudnego.

    Ci którzy w tym uczestniczą, a nie są umocowani na samej górze, zupełnie nie zdają sobie sprawy, że sami również padną ofiarą tego co swoim wysiłkiem pomagają osiągnąć bo te wszystkie "Kasie" i "dziennikarze" to są klasyczne pionki. A gdy sobie kiedyś zdadzą sprawę to już będzie za późno.

     

  4. 10/10

    Nie przebijesz się z racjonalną argumentacją bo robią z ciebie szura. Jak dla mnie to wygląda na rewolucję francuską 2.0 więc jakieś maszyny śmiercie będą w ruchu dla obrońców starego porządku.

  5. Strony