Reklama

Oglądając odcinek Family Guy’a o uwalnianiu krów, przyszło mi do głowy, że zawarto w nim niezwykle mądra i prosta (więc genialna) myśl, która wcześniej tak jasno mi się nie objawiała.


Oglądając odcinek Family Guy’a o uwalnianiu krów, przyszło mi do głowy, że zawarto w nim niezwykle mądra i prosta (więc genialna) myśl, która wcześniej tak jasno mi się nie objawiała.

W odcinku tym Peter i Brian znajdują na tyle popularnej sieci fastfoodów wielką rzeźnię, zabierają stamtąd mówiącą krowę, która wywalcza zniesienie mordowania krów. Potem okazuje się że “Pan Krowa” nie ma co ze sobą zrobić. Mam nadzieję że czyta mnie jakiś wegetarianin, weganin, a najlepiej ktoś kto je tylko to co spadnie z drzew. Mam nadzieję, że ktoś taki odeprze koronny argument przeciw wegetarianizmowi, a jest on taki:

Gdyby nie to że zjadamy zwierzęta, zwierzęta te nigdy by nie żyły!

Bo zastanówmy się co by było gdyby wszyscy byli wegetarianami, czy jarosze o tym w ogóle myślą??? Czy podchodzą do prawd które głoszą na poważnie, czy tylko rzucają słowa na wiatr? Otóż gdyby nagle wszyscy przestali jeść mięso co stałoby się z tymi wszystkimi krowami, świniami,kurami i innymi zwierzętami które teraz hodujemy tylko jako przyszłe pożywienie. Czy utrzymywalibyśmy je przy życiu? Po co? Krowy dla mleka to zrozumiem, ale reszta? Może nastanie kult krów i ogólnie życia jak w Indiach,ale na to się nie zanosi, poza tym mimo obejrzenia Avatara, kult wszelkiego życia uważam nadal za głupi, bardzo głupi-życie ginęło od zarania dziejów, nie widzę w nim żadnej wartości wsobnej/perfekcyjnej. Jeśli jest więc tak jak mówię, to czy jeśli wyżej cenimy sobie samą możliwość życia, nawet jeśli kończy się śmiercią, dodajmy często makabryczną śmiercią w rzeźni i cierpieniu, to czy nie powinniśmy być mięsożerni? Chyba że wyżej cenimy brak cierpienia, nawet za cenę nieżycia, ale to głupie, bardzo głupie, choć też bardzo popularne, już mój ulubiony Nietzsche zauważył że nadchodzące czasy cechuje unikanie cierpienia za wszelką cenę, a jest to głupie, bardzo głupie.

Nie jest nowe to co piszę zapewne, ale jest tego typu błędne myślenie jest powszechne i należy o tym napisać. Analogiczny sposób myślenia prezentują ludzie walczący z zatrudnieniem za niskie pieniądze-gdyby nie to zatrudnienie ludzie którzy z własnej woli podejmują taką pracę nigdy by jej nie podjęli. Po co ktoś miałby importować murzynów,chinczyków i hindusów jeśli miałby im płacić tyle samo co Europejczykom i Amerykanom (różnice w literach dużych i małych tylko po to by Was wściec i zostać oskarżonym o rasizm i dyskyminację)? Równie durne i wstrętnie egoistyczne są argumenty ludzi walczących z przenoszeniem fabryk do krajów tańszych-czy one nie mają równego prawa do uczestnictwa w ekonomicznej rywalizacji? W końcu tak kochamy równość i prawa człowieka! No chyba że w końcu uznamy że niektórzy ludzie są gorsi i mniej im się należy (ciekawa rzecz że ludzie głoszący takie tezy rzadko widzą się jako gorsi-w nowym porządku myślą że to oni zajmą wyższą pozycję).

Ostatnio zbudowano w Dubaju największy wieżowiec. Ostatnio w Azji powstaje większość wieżowców. Czy na Zachodzie a zwłaszcza w Europie ktoś się w końcu ocknie i zorientuje że jak dłużej będziemy takimi troskliwymi misiami, wrażliwymi ciotami bez jaj, ludźmi którzy wolą uniknąć cierpienia niż doknywać wielkich rzeczy; to wielkich rzeczy dokonają Azjaci a my zostaniemy zaściankiem świata? No ale w końcu UE uznaje socjalizm za wartość, nawet kosztem rozwoju (piszą to w oficjalnych dokumentach). Ostatnio również USA, za sprawą osoby którą coraz mniej lubie, mianowicie Obamy, wkręca się w coraz większą opiekuńczość. Kurde ludzie co was do tego pcha? Sama istota systemu demokratycznego- więcej jest ludzi o postawie roszczeniowej niż tych którym będzie można zabrać, a jako że mniejszość ludzi jest mądra, to największą część wyborców stanowią mający mało pieniędzy i kierujący się partykularnym interesem a nie ogólnym dobrem. Jakie lekarstwo? Nie potrafię wymyśleć ustroju który by omawiane zjawisko przezwyciężył samymi swoimi zapisami, no chyba że burżuazyjny, z progiem wysokiego bogactwa dającego uprawnienia do głosu. Tak czy siak trzeba by przestali rządzić populiści i socjaliści, czy to będzie w demokracji czy dyktaturze nie aż tak ważne (choć wolałbym demokrację,ale to chyba ciężej w niej zrobić).

Reklama

12 KOMENTARZE

  1. Co do dylematu
    wegetariańskiego, to powraca pytanie: czy mamy prawo odbierać życie, które z rozmysłem daliśmy? Praktyka wskazuje, że tak, ale akurat w kontekście Azji nie jest to takie jednoznaczne – Indie z szacunkiem dla krów i małp (a także…) jak raz w połowie drogi pomiędzy wieżowcami Dubaju a wieżowcami Szanghaju. Po drodze jeszcze skrajne przypadki takie jak miotełki przy butach do odgarniania wszelkich żyjątek typu owady (żeby przypadkiem nie rozdeptać), zdaje się u szczególnie świątobliwych lamów.

    A politycznie – cóż, jak to się mówi, większości ludzi łokcie się zginają do siebie. Instynkt przeżycia to się nazywa i od wieków walczy o lepsze z korzyściami wynikającymi ze współpracy. Obie tendencje się wzięły z potrzeby przetrwania gatunku. Czy ten instynkt wykończy systemy społeczne i zaraz potem naszą cywilizację? Niewykluczone. Być może naturze/ ewolucji jest nie po drodze ze sposobem, w jaki sobie zorganizowaliśmy społeczeństwo. Trudno to ocenić “od środka”.

    • ewolucja społeczeństw
      w zależności od kultury to ciekawe zagadnienie,tylko zbyt dobrze go nie znam. słyszałem że na Hawajach albo Haiti albo jakiejś innej wyspie, dzięki zwyczajowi zabijania starych i chorych albo w ogóle nadwyżki ludności mogli utrzymać względny dobrobyt, a jak po chrystianizacji zaprzestano tych praktyk to przyszła nędza. Podobnie w jakimś tekście ktoś analizował że świnie religijnie zabronione u Żydów miały wartość pratyczną-źle się pasło je na bliskim wschodzie

  2. Co do dylematu
    wegetariańskiego, to powraca pytanie: czy mamy prawo odbierać życie, które z rozmysłem daliśmy? Praktyka wskazuje, że tak, ale akurat w kontekście Azji nie jest to takie jednoznaczne – Indie z szacunkiem dla krów i małp (a także…) jak raz w połowie drogi pomiędzy wieżowcami Dubaju a wieżowcami Szanghaju. Po drodze jeszcze skrajne przypadki takie jak miotełki przy butach do odgarniania wszelkich żyjątek typu owady (żeby przypadkiem nie rozdeptać), zdaje się u szczególnie świątobliwych lamów.

    A politycznie – cóż, jak to się mówi, większości ludzi łokcie się zginają do siebie. Instynkt przeżycia to się nazywa i od wieków walczy o lepsze z korzyściami wynikającymi ze współpracy. Obie tendencje się wzięły z potrzeby przetrwania gatunku. Czy ten instynkt wykończy systemy społeczne i zaraz potem naszą cywilizację? Niewykluczone. Być może naturze/ ewolucji jest nie po drodze ze sposobem, w jaki sobie zorganizowaliśmy społeczeństwo. Trudno to ocenić “od środka”.

    • ewolucja społeczeństw
      w zależności od kultury to ciekawe zagadnienie,tylko zbyt dobrze go nie znam. słyszałem że na Hawajach albo Haiti albo jakiejś innej wyspie, dzięki zwyczajowi zabijania starych i chorych albo w ogóle nadwyżki ludności mogli utrzymać względny dobrobyt, a jak po chrystianizacji zaprzestano tych praktyk to przyszła nędza. Podobnie w jakimś tekście ktoś analizował że świnie religijnie zabronione u Żydów miały wartość pratyczną-źle się pasło je na bliskim wschodzie

  3. Za jednym zamachem ogarnąłeś
    Za jednym zamachem ogarnąłeś tyle spraw i tematów, że trudno się odnieść do całości. Moim zdaniem dobrobyt zaślepia i rozleniwia, przyroda jednak wymusza ruch w interesie, dlatego zawsze znajdą się chętni do zajęcia naszego miejsca. Biedny chce być bogaty, bogactwo ogłupia dlatego nieuchronnie prowadzi do upadku, fortuna kołem się toczy i dobrze.

  4. Za jednym zamachem ogarnąłeś
    Za jednym zamachem ogarnąłeś tyle spraw i tematów, że trudno się odnieść do całości. Moim zdaniem dobrobyt zaślepia i rozleniwia, przyroda jednak wymusza ruch w interesie, dlatego zawsze znajdą się chętni do zajęcia naszego miejsca. Biedny chce być bogaty, bogactwo ogłupia dlatego nieuchronnie prowadzi do upadku, fortuna kołem się toczy i dobrze.

  5. Antyszwedzie, wróciłbyś sie o parę tysięcy lat
    aby budować piramidę swojego władcy? Gwarantowana satysfakcja – po twojej pracy pamięć przetrwałaby tysiąclecia…

    W sprawie zwierząt – nie jestem pewien, czy hodowla jest zasługą. Sam niekoniecznie chętnie widziałbym siebie jako stworzenie hodowlane, nawet niekoniecznie na karmę. Tu jednak trzeba sobie odpowiedzieć na trudne pytania filozofii: o istotę wartości, istotę człowieczeństwa. Zbyt płytkie podejście do tych kwestii znakomicie ilustruje moja ulubiona opowieść o świętym mnichu, który napadnięty przez lwa, modlił się w trwodze o “wzbudzenie uczuć chrześcijańskich” w drapieżniku. Zyskał boski posłuch – lew pomodlił się: “Boże, pobłogosław posiłek, który za chwilę spożyję!”

    Pragmatycznie patrząc, ludzkość nie może zrezygnować z hodowli zwierząt ani roślin, pod groźbą samoredukcji metodą głodową. Ta cena nie jest i nie będzie do zaakceptowania jako kierunek rozwoju ludzkości. Raczej więc pogódźmy się z hodowlą zwierząt rzeźnych niż z hekatombą zwierząt łownych – lub nas samych.

    • wolałbyś nie żyć?
      niż żyć ale ze świadomością że poniesiesz śmierć przez pożarcie? (ja w ogóle wolałbym nie żyć ale ja jestem nienormalny i mam depresję z myślami samobójczymi;)

      a jeść tyle mięsa nie powinniśmy bo się miejsce na Ziemi skończy bo nie będzie gdzie krów hodować dla wielu miliardów ludzi.

      • Skąd taki wniosek? Kocham żyć!
        Wolałbym nie być pożerany żywcem; los moich zwłok jest mi już raczej obojętny – ale to zupełnie odrębny temat. Nie chciałbym być hodowany, bo to implikuje całkowitą podległość zewnętrznej woli. Tylko to miałem na myśli.

  6. Antyszwedzie, wróciłbyś sie o parę tysięcy lat
    aby budować piramidę swojego władcy? Gwarantowana satysfakcja – po twojej pracy pamięć przetrwałaby tysiąclecia…

    W sprawie zwierząt – nie jestem pewien, czy hodowla jest zasługą. Sam niekoniecznie chętnie widziałbym siebie jako stworzenie hodowlane, nawet niekoniecznie na karmę. Tu jednak trzeba sobie odpowiedzieć na trudne pytania filozofii: o istotę wartości, istotę człowieczeństwa. Zbyt płytkie podejście do tych kwestii znakomicie ilustruje moja ulubiona opowieść o świętym mnichu, który napadnięty przez lwa, modlił się w trwodze o “wzbudzenie uczuć chrześcijańskich” w drapieżniku. Zyskał boski posłuch – lew pomodlił się: “Boże, pobłogosław posiłek, który za chwilę spożyję!”

    Pragmatycznie patrząc, ludzkość nie może zrezygnować z hodowli zwierząt ani roślin, pod groźbą samoredukcji metodą głodową. Ta cena nie jest i nie będzie do zaakceptowania jako kierunek rozwoju ludzkości. Raczej więc pogódźmy się z hodowlą zwierząt rzeźnych niż z hekatombą zwierząt łownych – lub nas samych.

    • wolałbyś nie żyć?
      niż żyć ale ze świadomością że poniesiesz śmierć przez pożarcie? (ja w ogóle wolałbym nie żyć ale ja jestem nienormalny i mam depresję z myślami samobójczymi;)

      a jeść tyle mięsa nie powinniśmy bo się miejsce na Ziemi skończy bo nie będzie gdzie krów hodować dla wielu miliardów ludzi.

      • Skąd taki wniosek? Kocham żyć!
        Wolałbym nie być pożerany żywcem; los moich zwłok jest mi już raczej obojętny – ale to zupełnie odrębny temat. Nie chciałbym być hodowany, bo to implikuje całkowitą podległość zewnętrznej woli. Tylko to miałem na myśli.