Źródło foto: www.google.pl, zdjęcia wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

W imieniu narodu... Za podłość i kolaborację (2).

W tym samym czasie minister sprawiedliwości kończył czytanie akt. Jeszcze dziś – minister spojrzał na zegarek – a w zasadzie za dwie godziny nominacje i odwołania będą gotowe.

W dobrze wyposażonym gabinecie na jego samym środku, naprzeciw kominka, stał niski dębowy stół, a po jego dwóch stronach dwa dwuosobowe fotele obijane solidną skórą. Tyłem do kominka naprzeciw biblioteki siedział mężczyzna po pięćdziesiątce. Był niespokojny i co chwila zerkał na zegarek na lewym nadgarstku i spoglądał na zegar stojący w rogu gabinetu, zupełnie jakby chciał sprawdzić, czy zegary pokazują właściwy czas. Choć w tym pomieszczeniu przebywał już ponad godzinę, to od momentu, kiedy został do niego wprowadzony przez dwóch rosłych mężczyzn ani razu nie wstał z fotela. Pokój wypełniał mdły zapach lawendy zmieszany z zapachem palonych szczap drewna w gustownym kominku obłożonym jasnym kamieniem.

Drzwi szeroko się otworzyły w nich stanął Jerzy.

– To ty!? – Zapytał łamiącym się ze strachu głosem otwierając przy tym usta zupełnie jakby przed momentem wynurzył się z wodnej toni.

– Tak to ja. Zdecydowanie odpowiedział Jerzy.

W oczach premiera zagościł strach, a jego twarz wykrzywił grymas cierpienia i jakiegoś niepojętego bólu.

– Ale, ty przecież... – Jąkał się premier chcąc coś powiedzieć

– Wiem, wiem. Spokojnie, proszę niech pan się już uspokoi, panie premierze. Mamy wystarczająco dużo czasu, aby sobie porozmawiać, a będą to, proszę mi wierzyć na słowo, trudne tematy – panie premierze. Zatem dobrze radzę, proszę oszczędzać siły.

W słowach Jerzego nie było żadnych emocji, które mogłyby wskazywać na jakiekolwiek zdenerwowanie. Inaczej było u tego, który jeszcze wczoraj był premierem rządu. 

(…)

Szanowni państwo, przyszedł czas i trzeba sobie powiedzieć to, co najważniejsze, i to, co najuczciwsze, i trzeba też pamiętać, że słowa przysięgi, to nie słowa rzucone na wiatr.

Dziś nie jest istotne, kto jakimi słowami kończył składaną w tej izbie przysięgę – jedni uczynili to słowami: „tak mi dopomóż Bóg”, inni tego zwrotu nie poczynili.

Wierzę, że zdecydowana większość pań posłanek i panów posłów zrobiła to zgodnie z własnym sumieniem i dla dobra narodu, a co za tym idzie dla dobra naszej ukochanej ojczyzny.

Jedno jest pewne i tą radosną nowiną chcę się z szanownym państwem podzielić. Dziś kończy się era podejmowania decyzji w zadymionych pomieszczaniach należących do byłych esbeków i pezetpeerowskich dygnitarzy, a też rodzimych mafiozów i rozmaitych agentów szkodzących sprawie naszego kraju.

Mam ten zaszczyt poinformować, że to, co wyprawiali dotąd, odtąd należeć już będzie jedynie do historii. O ile zadymione pomieszczenia, w których spiskowali przeciw państwu i prawu, należały do wymienionych, i – o ile wydawało się tym … ludziom, że ten kraj też do nich należy, to niech przyjmą do wiadomości, że jeszcze to, co wczoraj wydawało się być czarnym, dziś już tym nie jest.

Mówca sięgnął po szklankę wody, upił z niej nieco i kontynuował dalej:

Przywracamy normalność w pełnym tego słowa znaczeniu. Prócz litery prawa, umiejętnie obchodzonej przez najętych pseudo-prawników, istnieje również duch prawa. I właśnie w intencji ducha prawa zostały poczynione te kroki, aby literze prawa przywrócić jej właściwe brzmienie, jednoznaczność i respekt. Państwo narodowe nie może zostać zastąpione przez żadną korporację, ani żadną inną nieformalną grupę osób udających korporację, instytucję, stowarzyszenie i inny twór, której prawnicy dotąd omijali prawo łamiąc jego reguły poprzez stosowanie sztuczek prawnych, co przynosiło profity pomysłodawcom tych sztuczek, a państwu niewyobrażalne straty.

Nagle ten wywód przerwał głos ze środka izby. – Proszę nam powiedzieć, kiedy wreszcie zaszczyci nas swoją osobą pan premier?

– Pan premier? – Zapytał niezmieszany mówca zupełnie jakby oczekiwał takiego pytania.

– Szanowny panie pośle, zauważył pan zapewne, że na dzisiejszym nadzwyczajnym posiedzeniu obu izb nie tylko pana premiera nie ma. Dziś, dodam dla pana uwagi – bo, jak domniemam, inni już to zauważyli i wiedzą – nie ma również wicepremiera i kilku ministrów, a także nie ma dwóch marszałków. I muszę również dodać, że nie mam żadnej pewności, czy pan premier i tych kilku wymienionych przeze mnie ludzi pojawi się w tym gmachu kiedykolwiek, a jeśli, to zapewne zupełnie w innej jego części i w zupełnie innej roli.

A panu, szanowny panie pośle, szczerze radzę, aby zechciał się pan zapoznać z materiałem, który leży w teczce przed panem.

Wszyscy otrzymaliśmy takie same teczki z identyczną zawartością. No, ale skoro doszliśmy już do tego momentu, to wydaje mi się, że nadszedł właściwy moment, aby zarządzić kwadrans przerwy technicznej. W tym miejscu muszę dodać, to co nieuniknione – mówca lekko uniósł głowę i spokojnie rozejrzał się po sejmowej sali zupełnie jakby kogoś szukał – w materiałach, które państwo otrzymaliście przed wejściem macie informacje, nie chcę ich teraz komentować. Dodam jedynie, że według autorów projektu rychłej naprawy państwa, ta izba nie powinna być izbą politycznych sporów. Tutaj powinno załatwiać się sprawy kraju, a nie partyjnych ambicji lub interesów dla określony grup lobbowanych przez kilkanaście osób z mandatami posła i senatora.

Dlatego też pozwolę sobie teraz zarządzić wspomnianą przerwę techniczną, po której osoby, które wiedzą, że świadomie brały udział w spisku przeciw ojczyźnie udadzą się samodzielnie do sejmowej restauracji. Tam na was czekają przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości.

Nie widzę też sensu i takiej potrzeby, aby zarządzić wyprowadzenie tych kilkunastu osób w asyście straży marszałkowskiej. To jest sejm, nie cyrk. Tutaj się obraduje, a nie urządza happeningi mające na celu ośmieszenie powagi tej izby.

W tym samym czasie w zupełnie innym miejscu minister sprawiedliwości kończył czytanie akt, które dostarczyła jemu kilkuosobowa delegacja. Kiedy skończył starannie zamknął teczkę delikatnie odsuwając ją na prawo od siebie.

– No cóż. W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego jak wprowadzić ten plan do realizacji. Widzę zasadność zawieszenia tych osób. Widzę, że miarka naprawdę się już dawno przebrała. I widzę również to, że wasze propozycje zmian personalnych są dobrze przemyślane. Jeszcze dziś – minister spojrzał na zegarek – a w zasadzie za dwie godziny nominacje i odwołania będą gotowe.

0
Brak oceny