Reklama

Dobrze się złożyło, że wczoraj miałem mnóstwo zajęć, bo w pośpiechu napisałbym głupi tekst, a to jak wiadomo boli. W głowie sobie poukładałem pierwsze zdania krytyki pod adresem dziwacznego pomysłu Hofmana i Kaczyńskiego, żeby biegać po wałach i jeszcze krzyczeć, że zawiesza się kampanię. Minął dzień i przyszły nowe wiadomości, w pierwszym rzędzie zwróciłem uwagę na histerię Zwiefki, potem usłyszałem o „szpiegu z krainy deszczowców” z ust Tuska, ale jakoś nie specjalnie lud się uśmiał. Wreszcie zobaczyłem samego Kaczyńskiego na tle mostu i rzeki i odrobinę mnie w dołku strzyknęło, ale za chwilę przeszło. Trzeba sobie poukładać pewne sprawy i wtedy łatwiej zrozumieć szaleństwo tego pomysłu. Samo zaklinanie deszczu wymyślił Tusk, swoim starym propagandowym zwyczajem i jestem przekonany, że Kaczor się setnie ubawił tą akcją, jednak po chwili zachował się jak pomysłowy Dobromir i podjął wyzwanie. Na zewnątrz prezes biegający po wałach rzeczywiście nie wygląda nazbyt poważnie, ale nie o zewnętrzny obraz tutaj chodzi. Pewnie przypadkiem i za podpowiedzią Tuska, PiS wpadł na prosty pomysł jak popsuć Donaldowi wizyty u papieża i pozostałe fotografie z celebrytami polityki europejskiej. Przekaz jest prosty, my tu z narodem sypiemy piasek do worków, a hulaka Tusk wcina kawior i popija szampanem na europejskich salonach. Dwa modele docierania do ludzi to cała tajemnica śmiesznej w formie, jednak skutecznej akcji o kryptonimie „szpieg z krainy deszczowców”. Najsilniejszą bronią Tuska, która w ostatnich tygodniach na pewno wykorzysta, to właśnie zdjęcia z Barroso, z Franciszkiem i Merkel, bo już nie z Putinem. Takie widoczki zawsze ogłupiały ciemny lud wielkością naszego „męża stanu”. Non stop media pompują trywialny przekaz, Tusk jest światowcem, Kaczyński wieśniakiem w przykrótkim płaszczu. Na polu kto bardziej podoba się w Europie Kaczyński poległby od jednego ciosu, dlatego skorzystał z podpowiedzi Tuska i sprowadził go do poziomu polskiej prowincji, gdzie wcina się grillową z Tesco i modli, żeby nie zalało chałupy.

Tusk się zorientował w co wdepnął i stąd rozpaczliwa próba ośmieszenia z jednej strony i rozpętania histerii z drugiej. Nie pomogło, Kaczyński drugi dzień robi swoje, bo wie, że wizerunkowo i tak jest przegrany, cokolwiek wymyśli, no może sweterek przez chwilę był hitem wizerunkowy. Czary mary z deszczem zostały ofiarowane przez przeciwnika i lepszego pomysłu na wciągniecie Tuska do gry, w której PiS stawia warunki, nie było. Wszystko to jednak może sprawiać wrażenie pustych dywagacji, w końcu jedna zmiana prognozy i po „kampanii”. Zgoda, ale polityka jest między innymi sztuką wykorzystywania błędów przeciwnika. Nadarzyła się okazja i grzechem byłoby nie skorzystać, co będzie dalej to czas i być może Tusk pokaże. Miałem się oburzyć na pomysł Hofmana, ale tym razem, po dłuższej refleksji, przyznaję, że ruch jest właściwy. Zupełnie odrębną kwestią jest ogólne zamieszenie w koterii zwanej PO. Tusk i towarzysze nie przejmowaliby się wcale wałami, Kaczyńskim i pozostałymi incydentami, gdyby nie powód zasadniczy. Jakkolwiek nie patrzeć na sondaże, jedno jest pewne – PO nie ma wyraźnej przewagi nad PiS. Przyjmując najgorsze wyniki sondażowe, PiS i PO remisują, a niechby nawet przydarzyła się 3% przewaga PO, to ma się ten wynik nijak do bezpiecznych notowań z lat poprzednich.

Reklama

PO chwyta się każdego kija, ponieważ walczy o życie. Wewnętrzne sondaże muszą pokazywać przynajmniej minimalną przewagę PiS, w przeciwnym razie nie byłoby takiej paniki i chaotycznych ruchów w wykonaniu Tuska. Doskonale pamiętam kampanię, w której Kaczyńskiego ugotowała wychowanka Komsomołu, Andżela Merkel. W ostatnim tygodniu kampanii Tusk sobie chodził uśmiechnięty od ucha do ucha i pogwizdywał pod nosem, bo miał zupełnie inne dane sondażowe, wiedział, że zyskał bezpieczną przewagę, której PiS nie odrobi. Zupełnie inaczej wygląda to dziś, PO miota się na lewo i prawo, od papieża, przez Kongres Kobiet i w wreszcie Tusk wpadł na głupi pomysł, żeby założyć swoją powodziową kurtkę. Prawdą jest, że w zasadzie to nic nowego, Donald zawsze potrafił przynieść do kościoła wnieść koszyczek do świecenia z Kiełbasą Koncitą, jednak dawne szopki odbywały się w zupełnie innych warunkach. Zmiana warunków nazywa się panika, co rzecz jasna nie przesądza o wynikach wyborów, ale doskonale pokazuje „etap dziejowy”.

Reklama

20 KOMENTARZE

  1. Aż taki dobry to ja w te wyborcze klocki nie jestem,
    ale powtórzę co dziś słyszałem w TV Trwam (powtórka z wczoraj). Otóż, gdyby PiS wygrał nawet 1% przed PO, to wszystkie głosy pomniejszych partii, kandydujących do UE, a które nie przekroczą progu wyborczego, poszłyby na konto PiS-u. Jest więc o co się bić. Kaczor dziś na wałach był w bardzo dobrej formie, tak trzymać.

  2. Aż taki dobry to ja w te wyborcze klocki nie jestem,
    ale powtórzę co dziś słyszałem w TV Trwam (powtórka z wczoraj). Otóż, gdyby PiS wygrał nawet 1% przed PO, to wszystkie głosy pomniejszych partii, kandydujących do UE, a które nie przekroczą progu wyborczego, poszłyby na konto PiS-u. Jest więc o co się bić. Kaczor dziś na wałach był w bardzo dobrej formie, tak trzymać.

  3. Co do przykrótkiego płaszcza Kaczora
    taki kawał usłyszałam:

    Tusk dostał od Putina płaszcz. Przyjeżdża do chaty, patrzy, a płaszcz za krótki.
    Mówi do Grasia:
    – Putin chyba dał mi płaszcz Kaczyńskiego, bo za krótki.

    Na to Graś mu:
    – Panie Premierze, proszę wziąć pod uwagę fakt, że w momencie wkładania tego płaszcza pan przecież klęczał…

    Ale to poważny blog i już się zabieram z tymi sucharami… 🙂

  4. Co do przykrótkiego płaszcza Kaczora
    taki kawał usłyszałam:

    Tusk dostał od Putina płaszcz. Przyjeżdża do chaty, patrzy, a płaszcz za krótki.
    Mówi do Grasia:
    – Putin chyba dał mi płaszcz Kaczyńskiego, bo za krótki.

    Na to Graś mu:
    – Panie Premierze, proszę wziąć pod uwagę fakt, że w momencie wkładania tego płaszcza pan przecież klęczał…

    Ale to poważny blog i już się zabieram z tymi sucharami… 🙂

  5. Jeszcze parę dni temu jęczeli,
    że PiS prowadzi nudną i niemrawą kampanię. Po drodze był sweterk Prezesa, który ich jednak trochę wkurzył. Kogo on teraz udaje, co? Starszego jowialnego pana ha ha ha Potem zapłonęli świętym ogniem oburzenia, bo gdy Ryży Neron z Sopotu darł szaty w Sejmie, to Kaczor siedział w Pułtusku. Teraz im się nie podoba, że objeżdża tereny popowodziowe i palcem, tak, tak, tym palcem wskazuje zaniedbania Ryżego. Kij im w oko. Oni tak mają i tak muszą, psy szczekają karawana jedzie dalej.

  6. Jeszcze parę dni temu jęczeli,
    że PiS prowadzi nudną i niemrawą kampanię. Po drodze był sweterk Prezesa, który ich jednak trochę wkurzył. Kogo on teraz udaje, co? Starszego jowialnego pana ha ha ha Potem zapłonęli świętym ogniem oburzenia, bo gdy Ryży Neron z Sopotu darł szaty w Sejmie, to Kaczor siedział w Pułtusku. Teraz im się nie podoba, że objeżdża tereny popowodziowe i palcem, tak, tak, tym palcem wskazuje zaniedbania Ryżego. Kij im w oko. Oni tak mają i tak muszą, psy szczekają karawana jedzie dalej.

  7. politycy jedzą co innego
    Nasi wiodący politycy krajowi bardzo źle wypadają w sytuacjach rzeczywistych. czyli na tle rodzin prostych, walów, przestrzeni wodnych, w kontaktach z ludem pracującym.
    Widać że są to dla nich obszary całkowicie obce i mało dla nich interesujące.
    Dla zawodowego polityka facio siedzący w nudnej pracy za 1800- 3000 miesięcznie musi być stworkiem z innej planety, i to niestety widać.
    Chyba każdy polityk traci na wale mniej lub więcej.
    Zapewne dojdzie po latach do jakiejś niepisanej umowy, żeby nie wikłać się w takie niezręczności dla dobra demokracji.

  8. politycy jedzą co innego
    Nasi wiodący politycy krajowi bardzo źle wypadają w sytuacjach rzeczywistych. czyli na tle rodzin prostych, walów, przestrzeni wodnych, w kontaktach z ludem pracującym.
    Widać że są to dla nich obszary całkowicie obce i mało dla nich interesujące.
    Dla zawodowego polityka facio siedzący w nudnej pracy za 1800- 3000 miesięcznie musi być stworkiem z innej planety, i to niestety widać.
    Chyba każdy polityk traci na wale mniej lub więcej.
    Zapewne dojdzie po latach do jakiejś niepisanej umowy, żeby nie wikłać się w takie niezręczności dla dobra demokracji.