Bez Magdalenki też powstałaby PRLII, ale ten układ można było rozbić mniejszym kosztem i 20 lat temu!

Prześlij dalej:

Nie cierpię tak zwanych „oryginalnych opinii”, czyli siłowego poszukiwania odmienności, dlatego chciałbym uniknąć za wszelką cenę wrażenia, że właśnie w tym kierunku zmierzam. Nic podobnego, po prostu patrzę na wydarzenia sprzed 24 lat z bardzo wygodnej perspektywy, z wiedzą, której nie mieli ówcześni gracze i bez obciążenia błędami, jakie zostały popełnione w 1989 roku. Okrągły stół i Magdalenka po 24 latach nie stanowią dla mnie żadnej tajemnicy, to był tandetny teatr, bez szczególnej dbałości o scenografię i obsadę. Z drugiej strony nie uważam, żeby nieszczęście zwane RPIII, dało się tak prosto tłumaczyć – okrągły stół największym błędem i przyczyną blisko 25-letniej biedy z nędza. Daleko mi do tej nieuzasadnionej interpretacji przyczyn i skutków, ponieważ ów spektakl pełnił jedynie funkcję rytualną. Węgry przeżyły nie mniejszą degrengoladę, bez oficjalnych układów z komuną. „Porządek” RPIII w pierwszej fazie wychodzenia z PRL powstałby niezależnie od przedstawienia i ornamentów zwanych „pokojowym wyjściem z komunizmu”, a powód tej bezwzględnej oceny jest jeden. Komuniści mieli wszystkie argumenty w rękach, mieli znaczone karty i rozpisane scenariusze. RPIII w rzeczywistości wykuwała się od roku 1980, w 1989 r. przybrała tylko jedną z planowanych form, która na treść nie miała żadnego wpływu. Ze stołem, czy bez, w 1989 roku układ sił zostałby zachowany, co widać dosadnie po uczestnikach gry o RPIII. Na szczytach władzy odchodzącej i władzy, która miała nadejść, zasiadali ludzie umoczeni w przeszłości po uszy, dzięki czemu wzajemnie trzymali się w szachu. Nie umoczeni w tamtym czasie mieli jeszcze mniejszą siłę przebicia niż dzisiaj i konsekwentnie ich marginalizowano, bo taki był wspólny interes głównych graczy.

Wyobraźmy sobie, że w 1989 roku nagle wylewa się całe szambo, ludzie dowiadują się, że najwięksi bohaterowie Solidarności byli esbeckimi kapusiami, w ułamku sekundy zawala się mit Lecha Wałęsy, księdza Jankowskiego, dochodzą inni agenci ze szczytów władzy Pani „S”. U schyłku PRL nastroje społeczne i wiara w ideały wyglądała zupełnie inaczej, miliony dzisiejszych krytyków Wałęsy widziały w nim jedyną nadzieję, setki działaczy Solidarności znając wady i przeszłość Wałęsy uznało, że nie ma innego wyjścia, bo nie ma innego lidera antykomunizmu. Przy tym nie wolno zapominać, że po drugiej stronie w gacie robiło kilka milionów właścicieli czerwonych książeczek, którzy ze strachu gotowi byli głosować na najpodlejszy asortyment esbecki, byle nie wisieć na drzewach zamiast liści. Takie były społeczne nastroje i podziały, a telewizja i wszelkie dobra nadal należały do „właściwych ludzi”. Kto myślący w podobnych okolicznościach nie zauważy, że przerobienie Solidarności na drugie PZPR było kwestią czterech „Dzienników” o 19.30? Mylą się bardzo wszelkiej maści optymiści, którzy uważają, że lemingi narodziły się w 2007 roku, mylą się również hura optymiści twierdzący, że komunę dało się w 1989 roku jednym stanowczym ruchem rozwalcować. Lemingi do pierwszych w pełni wolnych wyborów poszli siłą 43% i wybrali na pierwszym miejscu UD 12,32%, na drugim SLD 11,99%. Taki wynik po dwóch latach od „obalenia komuny” mówi chyba wszystko, kto rozdawał karty i kto mącił ludowi w głowach. Właściwie tylko w NRD w jakimś stopniu udała się radykalna dekomunizacja, ale i w tym przypadku na kanclerz Niemiec wybrano byłą liderkę młodych enerdowskich marksistów, bez dwóch zdań powiązaną ze STASI, bo inaczej kariery politycznej w NRD nikt nie zrobił.

Strony

12397 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

9 (liczba komentarzy)

  1. I w 1989 roku można było ich przycisnąć. Wynik „kontraktowych” wyborów był dla komuchów lekkim szokiem, wystarczyło się zorganizować i przeprowadzić lustrację i wywalić nomenklaturę na bruk – podziałało by. No ale tego z Wałęsą i Michnikiem na szczycie nie dało się zrobić, oni walczyli już o to żeby skreślonych przez wyborców czerwonych wepchnąć siłą do Sejmu i bronić przed „jaskiniowcami”.

    Nawiasem mówiąc, czytaliście niedawny tekst tego ubercynika Żakowskiego w Polityce? Otóż wywodził on, że Polacy są ogólnie wredni i nieczuli na ludzką krzywdę, bo wyszli z komunizmu poprzez potępienie (sic!) wroga.

    Ja sobie żadnej dekomunizacji nie przypominam, wręcz odwrotnie.

  2. a te są na Łubiance, będzie skażona dzisiejszymi poglądami i sympatamii politycznymi. Do 2005 roku nie chodziłem na wybory, nie byłem też członkiem "Solidarności". Byłem głęboko wycofany, moja psychodegradacja społeczna była wtedy w szczytowym momencie.
    Najlepsze lata mamy za sobą. Zarówno te kiedy mogliśmy otworzyć archiwa SB, jak i te ostatnie kiedy pieniądze z UE płynęły szerokim strumieniem. Nie czuję się ani przegrany, ani wygrany. Mamy trochę więcej kanałów TV, które nadają prawie wyłącznie powtórki (Kloss, Czterej pancerni) lub głupawe programy o dupie Maryni, w sklepach jest towar, który jest nam tak potrzebny do egzystencji, jak pliszczce drugi ogon, no i mamy wszechogarniającą propagandę sukcesu. Ale to już było. Jeszcze rok, jeszcze dwa i powrócę do głębokiego wycofania się ze względu na psychodegradację społeczną.

  3. avatar

    Dobre pytanie, możliwe że oksymoronem(?)  trąci.

  4. Rzeczywiście nie ma sensu zawracać sobie głowy tym stołem.
    W reszczie demoludów układy wyglądały niemal identycznie, tylko nazywały się inaczej i były zrobione mniej ostentacyjnie.
    Wada przyjęcia wariantu zorganizowania huczej imperzy jest do dziś taka, że komuna sprytnie zrobiła z wybranych przez siebie polityków wspołżyrantów aktu założycielskiego. Ponieważ praktycznie wszystkie siły polityczne łacznie z Kaczyńskimi brały w tym cyrku udział, trudno im teraz odciać się od "umowy społecznej". Tylko coś tam przebąkują, że idea była słuszna,  tylko mogło udać się jeszcze lepiej.
    Szkoda słów. 
    Jak nie w Magalence, to by się dogadali gdzieś na cmentarzu czy obok śmietnika na osiedlu Wałęsy.

  5. avatar

    Tak czy nie?

  6. Janajew to był ze dwa lata potem.
    Jest możliwe, że gdyby w Polsce rozmowy źle się potoczyły, czyli któraś z formacji tajno mundurowych nie dostała swojego kawałka gospodarki do swobodnej uprawy, to "polała by się krew bratnia". W ścisłym gronie, więc co nam do tego?
    A niech by się pozarzynali.

  7. avatar

    Mówimy o społeczeństwie w owym czasie, prawda? 

    Edit:
     //kontrowersje.net/tresc/toranska_frasyniuk     nabiera dodatkowego bukietu, jak stare wino 

  8. avatar

    Ten film dość dużo wyjaśnia. Po usunięciu Olszewskiego władzę przejęli dawni donosiciele i "pożyteczni idioci". Oglądając ostatnią scenę - wypowiedź Kuronia - zrozumiałem, co to znaczy zionąć nienawiścią, to na nim wzoruje się Niesiołowski.
    Uczciwi przestraszyli się, że skończą jak ekipa Olszewskiego. Postkomuna i kapusie UB umocnili się w biznesie, przejęli środki masowego przekazu i z każdego uczciwego robiła siejącego nienawiść oszołoma, ciemnogród i wszystko, co najgorsze. Tamta noc była decydującym momentem i te wydarzenia zdeterminowały następne ponad 20 lat, a może nawet i więcej.

  9. Oczywiście ,że mądry Polak po szkodzie ale od zahartowanych w walce z komuna należało oczekiwać więcej wyobraźni. Nikt nie słuchał Gwiazdy , Walentynowicz a to oni mieli rację.
    Należało dać pięć minut wolności dla ludu.
    Komuna na kolanach z władzą w zębach błagałą by o ratunek.

  10. Strony