AvPD. Podtyp schizoidii czy głęboka fobia społeczna?

Prześlij dalej:

Dr Todd L. Grande (korzystający głównie z jankeskiego podręcznika DSM-5) opisuje sylwetkę awojdanta jako człowieka głęboko przekonanego o swojej odmienności od reszty społeczeństwa oraz o byciu skazanym na wieczne odtrącenie. Osobnik cierpiący na AvPD wmawia sobie takie przywary, jak niedostosowanie społeczne czy deficyt umiejętności interpersonalnych. Niska samoocena – połączona z paraliżującym strachem przed negatywną ewaluacją – skłania chorego do wystrzegania się wszelkich okoliczności, w których mogłoby go spotkać odepchnięcie przez jednostkę bądź zbiorowość. Typowy awojdant woli sam podciąć sobie skrzydła (np. wykluczyć się z jakiejś istotnej dziedziny życia) niż czekać, aż zrobią to za niego rozczarowani bliźni. Gdy przeczuwa, że może się skompromitować w zawodzie wymagającym intensywnych interakcji międzyludzkich, decyduje, iż w ogóle nie będzie szukał pracy na takim stanowisku. Gdy podejrzewa, że nie jest przez kogoś bezwarunkowo lubiany, nie angażuje się emocjonalnie w daną znajomość. Sfera romantyczna to dla awojdanta „czarna magia” – zazwyczaj brakuje mu odwagi, żeby zrobić choćby mały krok w kierunku upatrzonego „obiektu westchnień”. Niewiara we własne siły oraz ubóstwo nadziei na lepsze jutro często biorą górę nad nieszczęśliwą miłością (i nie tylko!). Pacjent z AvPD raczej stroni od towarzystwa. Ma ogromną trudność w nawiązywaniu nowych kontaktów, a poza tym sądzi, iż nie pasuje do żadnej grupy koleżeńskiej. Obsesyjnie analizuje, jak jest postrzegany przez świat zewnętrzny. Wszędzie doszukuje się oznak spodziewanej krytyki.

Schizoidzi i paranoicy?

Chociaż dr T.L. Grande potwierdza, że osobowość unikająca w dużej mierze przypomina osobowość schizoidalną, wysuwa tezę, iż podobieństwa te ograniczają się niemal wyłącznie do symptomów behawioralnych. Zarówno schizoidzi, jak i awojdanci są powściągliwymi odludkami, lecz za ich niestandardowym zachowaniem kryją się całkiem inne motywy. Schizoid to urodzony samotnik, aspołeczny i apatyczny z natury. Izoluje się od społeczeństwa, bo nigdy nie lubił działań integracyjnych i nie czuł tak jak większość gatunku Homo sapiens. Nie ma on absolutnie żadnego problemu ze swoją alienacją. Egzystuje zgodnie z własną wolą i nie przejmuje się opinią postronnych obserwatorów. Natomiast awojdant może tylko pomarzyć o takiej harmonii ducha. Daleko mu do spokojnego flegmatyka – jest raczej rozdartym wewnętrznie melancholikiem, ponadprzeciętnie neurotycznym i przewrażliwionym na własnym punkcie. O ile pacjent z SPD (F60.1) biernie usuwa się w cień, o tyle jego odpowiednik z AvPD (F60.6) aktywnie omija niezręczne sytuacje. Dr Grande informuje, że osobowość unikająca bywa też mylona z osobowością paranoiczną, ale to kolejne zbędne nieporozumienie. Różnica między awojdantami a paranoikami polega na tym, że ci pierwsi borykają się z lękiem i wstydem, a ci drudzy – ze złością i wrogością. Człowiek z PPD (F60.0) jest nader podejrzliwy względem swojego otoczenia. Uchodzi za srogiego, pamiętliwego odwetowca. Ma o sobie wysokie mniemanie, czuje się stale atakowany, postępuje w sposób defensywny lub pasywno-agresywny. Nałogowo projektuje na innych własną nienawiść[3].

Śnięte ryby

Strony

Źródło foto: 
3025 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Natalia Julia Nowak

Autor artykułu: Natalia Julia Nowak