Reklama

Rodzic Autyka płci męskiej(wędkarz w dodatku) podekscytowany posiadaniem tak niezwykłego potomka zaczął wkrótce eksperymentować z doborem jadłomakulatury.

Rodzic Autyka płci męskiej(wędkarz w dodatku) podekscytowany posiadaniem tak niezwykłego potomka zaczął wkrótce eksperymentować z doborem jadłomakulatury. Odżałował premię kwartalną i kupił w sklepie muzycznym nuty. Nic specjalnego, Chopin. Mazurki. Polonezy.
Autyk spożył. Rodzic znał syna na tyle by wiedzieć, iż należy spokojnie poczekać około 2 godzin zanim ujawnią się pierwsze efekty posiłku. Pewnie był to wpływ soków trawiennych.
I rzeczywiście, po 2 godzinach chłopak zaczął się zachowywać odmiennie niż zazwyczaj. Twarz przybierała stopniowo wyraz skupienia, rezolutne spojrzenie stawało się zamglone i coraz bardziej nieobecne, rysy mu się szlachetnie wyostrzyły i zaczął masować dłonie.
Po chwili zamaszyście zasiadł na taborecie kuchennym, niecierpliwym ruchem przysunął do siebie stół, zawiesił nad nim ręce i zaczął…
Palce, a za nimi i dłonie zaczęły mu biegać po blacie już to w lewą, już to w prawą stronę. Ruch kończyn był subtelny i delikatny, choć moc miał w sobie, a szalony i pozornie chaotyczny taniec palców po blacie znamionował kunszt niebylejaki.
W następnym dniu, po następnej porcji nut, sytuacja sie powtórzyła. Autyk zachowywał się jak muzyk, kiedy go filmują. Mongołka dostrzegłszy w końcu niecodzienne zachowanie syna zaproponowała, by dzieciaka zaprowadzić do przedszkola, gdzie w gabinecie dyrektorki stało pianino.
Co uradzili, to i zrobili. Dyrektorka przedszkola, pomna rad jakich Autyk udzielał pannom kwalifikującym się do stanu staropanieństwa, wydała zgodę na próbę nawet nie pytając Kuratorium o zgodę. O Kurii też niechcący zapomniała.
Seans muzyczny ustalono na godziny popołudniowe, a już od rana i Mongołka, i Wędkarz karmili dzieciaka nutami. Przestali, gdy chłopcu zaczęło się odbijać, a odruch ten informował, że ma dość i więcej już raczej, bez cofki, nie przełknie.
Ubrano syna odświętnie i poprowadzono do przedszkola, prosto do gabinetu, tylko zapomniano go poinformować jak powinien się zachowywać. Ale ten skierował kroki prosto do pianina. Wprawnym ruchem otworzył przykurzoną klapę i zaczął jakby od niechcenia stukać w klawisze. Jednym palcem. Dyrektorka stopniowo traciła świeżo odzyskane nadzieje, Wędkarz chrząkał zakłopotany. Tylko matka była jak opoka. Wierzyła.
Nagle chłopak zastygł w bezruchu, by za moment zasiąść na przytomnie w ostatniej chwili podsuniętym przez ojca taboretku i zacząć grać. Ale jak! Uczestnicy konkursów Chopinowskich słusznie by zazdrościli kunsztu, Kuba Wojewódzki nie znalazłby słów.
Spod palców Autyka niby jedwab spływały dźwięki Polonezów gis-moll i g-moll, po chwili wytchnienia grał Poloneza As-dur opus 53, by skończyć pierwszą część występu na Polonezie – fantazja As-dur opus 61. Co zjadł, to, że sie tak wyrażę, wygrał. Na pianinie. Druga część występu skończyła się szybciej niż oczekiwano Odegrał jeszcze 24 Preludia opus 28, by przerwać na ledwo co zaczętej Sonacie b-moll. Po powrocie do domu okazało się, że nuty sonaty były tymi, których Autyk już przełknąć nie był w stanie.
Po zakończonym koncercie artysta oddał się ulubionemu zajęciu – dłubaniu w nosie, a rodzice rozważaniom w jaki sposób te unikalne, acz praktyczne umiejętności syna wykorzystać w celu podniesienia stopy życiowej rodziny. Jak to bywa w takich razach, kompromis był nieosiągalny. Mimo, że Mongołka. A może właśnie dlatego? Po długiej, dźwięcznej, a w końcu i zamaszystej dyspucie stanęło na tym, że każde z rodziców podejmie działania indywidualnie. Wędkarz spisał recepturę zacnego bimberku, Mongołka – przepis na kumys.
Gdyby byli mniej zawzięci i ustaliwszy lub wylosowawszy kolejność postawili przed synem jedno trunkowe zadanie na raz, pewnie by się pomysł powiódł. Nie z takimi drobiazgami sobie radził. Ale, jak to uparciuchy, dali mu do przeżucia obie receptury jednocześnie i z tej mieszanki wyszła jakaś mętnoszara berbelucha. Pili ją z obrzydzeniem.
Ponieważ oboje do muzykalnych nie należeli, zaniechali kupowania nut nie widząc w nich większego pożytku.
Przerzucili się natomiast na wymiar sprawiedliwości. Ale chłopak miał wyżerkę! Ileż ciągnących sie latami duperelnych spraw! I instancja, II i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia, bo pierdoła nie spodobała się sędziom II instancji. Niestety rychło jasnym się stało, że nie da się bezkarnie wejść pomiędzy rumaki Augiasza. Nawet, jeśli z głodu.
Bo nasz Autyk roztył się jak wieprz na tych sprawach ciągnących się latami. Tylko jadł i robił głupie miny, jego aktywność spadła do zera. Stracił fizyczną atrakcyjność, a wraz z nią rozkosznie dyskretne klientki szukające porad seksualnosercowych. Makulatura sądowa okazała się tucząca i niestrawna, nie tylko dla sędziów.
Wątpię, czy z wymiaru sprawiedliwości da się i warto jeszcze cokolwiek ratować, ale przerażeni rodzice geniusza postanowili zawalczyć o syna.
O czym w następnym wypracowaniu.

Reklama

22 KOMENTARZE

  1. Tera dajcie mu źreć coś o dyjecie!
    Wyskrzeczała miejscowa znachorka, do której zawieźli Autyka przerażeni nagłym wzrostem jego wagi rodzice. Natomiast lekarz w powiatowym ośrodku zdrowia wysłuchał spokojnie historii chłopca, po czym zaordynował 14 tomów pism zebranych Władysława Machejka – podawać codziennie jeden, co dwa tygodnie. Dopieroż przeczyściło Autyka!

    Pardon, nie mogłem się powstrzymać : )))

  2. Tera dajcie mu źreć coś o dyjecie!
    Wyskrzeczała miejscowa znachorka, do której zawieźli Autyka przerażeni nagłym wzrostem jego wagi rodzice. Natomiast lekarz w powiatowym ośrodku zdrowia wysłuchał spokojnie historii chłopca, po czym zaordynował 14 tomów pism zebranych Władysława Machejka – podawać codziennie jeden, co dwa tygodnie. Dopieroż przeczyściło Autyka!

    Pardon, nie mogłem się powstrzymać : )))

  3. Wypraszam sobie!
    Jaki humor, jakie śmiać się? To ja tu tragedię za tragedią przedkładam, wszystkie w gruncie rzeczy narodowe, a Pan farsę konotujesz?! Pan się zachować nie potrafisz, Pan sobie żartujesz z patriotyzmu, obrażasz śmiechem uczucia te co to sam Pan wiesz, że nie wolno tknąć i gwałcisz kpiną świętą instytucję polskiej rodziny. Jak to łatwo śmiać się z umęczonego samym sobą narodu, jak to łatwo…

  4. Wypraszam sobie!
    Jaki humor, jakie śmiać się? To ja tu tragedię za tragedią przedkładam, wszystkie w gruncie rzeczy narodowe, a Pan farsę konotujesz?! Pan się zachować nie potrafisz, Pan sobie żartujesz z patriotyzmu, obrażasz śmiechem uczucia te co to sam Pan wiesz, że nie wolno tknąć i gwałcisz kpiną świętą instytucję polskiej rodziny. Jak to łatwo śmiać się z umęczonego samym sobą narodu, jak to łatwo…