Apolitycznie - dlaczego mamy kryzys w Europie?

Prześlij dalej:

Dlaczego? Ponieważ walutą tą rozlicza się wiele państw. Dlatego kurs euro na rynku walutowym jest wypadkową bilansu handlowego tych wszystkich krajów. Czyli jak w omawianej sytuacji: chociaż Grecja ma znaczny deficyt handlowy, to nadwyżka handlowa Niemiec równoważy wartość kursu wspólnej waluty. W związku z tym wartość euro pozostaje na stałym poziomie, czyli cena towarów importowanych do Grecji nie wzrasta.
Wtedy naturalna wydaje się decyzja przedsiębiorców: ponieważ towary importowane są tańsze od krajowych, to należy zlikwidować własną produkcję i kupować je za granicą. Czyli mechanizm wspólnej waluty ułatwia niczym nie skrępowany import, pomimo gigantycznego deficytu handlowego w danym kraju.
I co chcę pokreślić: wspólna waluta gwarantuje łatwe zasilanie rynku danego kraju. Przez co nie istnieją mechanizmy stymulujące rozwój przemysłu krajowego. To jest wielki problem!
Wielki jak rzesza 1,4 miliona bezrobotnych, bez środków do życia, w 11 milionowej populacji Grecji.
Euro witaj nam?

Strony

2469 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Ja Samuraj

Autor artykułu: Ja Samuraj

1 (liczba komentarzy)

  1. ze nie jestem zwolennikiem Unii Europejskiej oraz Euro mam jeszcze szereg innych wad. Podstawowa jest niestety to, ze gdy tylko slysze jakis poglad uruchamia mi sie automatycznie proces myslowy, ktory stara sie znalezc luki logiczne w zaslyszanej przed chwila wypowiedzi. Wiem, ze to bardzo nieladne ale jak to mowi powiedzenie: Consuetude altera natura est...
    No, a teraz skoro wytlumaczenie mamy z glowy, przystapmy do rzeczy.
    Obwinianie wszystkich problemow Grecji wspolna waluta, w tym wypadku Euro, mija sie z prawda jak mi sie wydaje. Historia grckich problemow gospodarczych jest dluga i nie zaczela sie wraz z przystapieniem Grecji do wspolnego rynku. Problemy te spokojnie moga konkurowac z problemami Wloch, zarowno skala ogolnonarodowa jak i jej wielkoscia, biorac  naturalnie pod uwage, ze kraik to stanowczo od Wloch jest mniejszy. Zwykly rzut oka na dane produkcji przemyslowej pokazuja, ze wyprodukowanie czegokolwiek w Grecji (mowie o danych oficjalnych) nie jest proste i z dnia na dzien lub tez z racji miesiecznych podsumowan z miesiaca na miesiac moze sprawic naprawde wiele problemow i zwrot o 180 stopni jest zjawiskiem nagminnym. Jest naturalnie drugie wytlumaczenie skokow na wykresie; moze po prostu oznaczac "zawirowanie danych", albowiem zestawiajac ten wykres z wykresami dla innych panstw tego okresu (10 lat) mozemy zauwazyc zgodnosc ogolnej tendencji lecz rozrzut miesiac do misiaca np. +3 i -4 pomiedzy stycznem, lutym i marcem 2006 czy 2008 jest stanowczo zbyt duzy, aby usprawidliwiac go krachem na globalnym rynku. Ewidentna kombinatoryka...
    Jedzmy dalej. Mamy wspolna walute, coz ona ze soba niesie? Wiadomo, nie mozna sterowac jej kursem i mamy klopoty ze sterowaniem jej podaza, znaczy lokalne klopoty. Ma ona jednak swoje plusy, niewielkie, ale jednak. Eksportujemy oliwe, fete i Ouzo (jesli ktos je zechce pic) dosc stabilnie, bo wiekszosc partnerow handlowych posluguje sie ta sama waluta i nie groza nam klopoty zwiazane z wahaniem przelicznikow. Sprzedajemy je za cene, za jaka uda sie te towary sprzedac i wahania kursow nie obetna nam zysku i nie doprowadza do ruiny. 1 Euro bedzie warte mniej/wiecej tyle samo przez dluzszy czas, inflacja wieloprocentowa raczej jeszcze nie grozi.
    Co zatem poszlo nie tak? Szczerze, konia z rzedem, kto wie na pewno. W tej dyskusji istotne jest to, ze zamiast Euro Grecy mogliby sie poslugiwac fistaszkami lub muszelkami, a efekt bylby ten sam. Liczy sie tylko i wylacznie stabilnosc waluty obowiazujacej, a ta byla stabilna. Nie stalo by sie nic zlego gdyby zamiast obnizac wartosc waluty socjalistyczny rzad obcialby, a w zasadzie urealnil pensje. Efekt bylby identyczny do wzrostu cen w sklepach w obowiazujacej walucie.
    Przyklad o wzroscie kursu wymiany, ktory wymieniles, jest jak najbardziej sluszny, natomiast rynek z drugiej strony nie jest bezradny. W kraju, gdzie panuje deficyt handlowy, przedsiebiorca, ktory nie sprzedal towaru nie ma za co kupic nastepnej partii, a tym bardziej zaplacic pracownikom (Tak przy okazji,  ostani raz nadwyzke budzetowa Grecja zanotowala chyba w 1972 za czasow Czarnych Pulkownikow). Chyba, ze sprzedal towar, a to nam daje kolejne pytanie, jak w kraju, gdzie nikt nic nie produkuje mogl towar sprzedac? I tu jest odpowiedz: towar sprzedal, gdyz system kredytowy pozwolil na to, aby kraj kompletnie bez zadnych widokow na poprawe swojej sytuacji w obecnej chwili oraz ludzie w nim zyjacy mieli dostepny kredyt na niskim poziomie. PLus szeroko dostepne dofinansowanie unijne, ktore kosztuje srednio dwa razy tyle ile sie pieniedzy dostaje, czyli w szybki sposob przyczynia sie do zapadniecia w dlug po uszy. A to juz jest decyzja z serii politycznych, a nie gospodarczych. Euro mialo w tym taka role jak karabin na wojnie. Trudno jest go nie doceniac, ale sam nie wystrzeli.
    Nizsze zarobki daja dokladnie ten efekt co nizsza wartosc waluty. Towar wyprodukowany jest taniej i automatycznie jego atrakcyjnosc powinna wzrosnoac, a kraj powinien wyjsc na prosta. Nie jest to tak proste w krajach unijnych, gdzie socjalizm umocnil sie juz na dobre. Grecja z dwucyfrowym bezrobociem i zarobkami na poziomie 45% niemieckich, Hiszpania, jeszcze wyzsze bezrobocie, a srednie zarobki jeszcze wyzsze niz greckie. Irlandia, bezrobocie jak w Grecji, zarobki srednie prawie 90% niemieckich. Czy wszystkiemu winne Euro? Hmmm, nie wydaje mi sie...

  2. Strony