Zastanawiam się nad trochę inną wersją wydarzeń niż zdalne sterowanie RP III. Co do zasady i zdrowego myślenia, nic się nie zmieniło, bo nic się zmienić nie może. W Polsce od lat rządzą marionetki, które są poniewierane, szantażowane i ustawione po kątach przez kilku mocodawców, zamieniających się rolami i zyskami. Tylko to działanie miało sens, gdy trwała „wielka prywatyzacja”, gdy się prało ludziom mózgi i pompowało nową wersję realnego socjalizmu, jako „młoda demokrację”. Dziś wszystko jest poukładane, doszczętnie ogłupione, słowem można iść na urlop. Poza lasami do przejęcia i kontraktami dla armii nie ma się czym podniecać i umówmy się, że to są grosze w skali biznesów światowych. Putin walczy o taką stawkę, jak dawana Rosja Radziecka, islamiści walczą o Europę, Chiny z Izraelem walczą o Amerykę, Niemcy o Europę. Czy my aby nie przesadzamy z tym polskim pępkiem świata, podejrzewając, że to w Polsce stykają się wszystkie interesy światowej bezpieki? Co właściwie Putin miałby do roboty w RP III, poza zabawą? Tego kopnąć w zadek, tamtemu rzucić cukierka innemu sprzedać telewizję? Wszystkie sprawy ma Rosja radziecka w Polsce pozałatwiane, a najważniejsze, że już nikt nie organizuje państw ościennych przeciw wielkiemu niedźwiedziowi. USA mają się bić o te śmieszne kilkadziesiąt miliardów dolarów rozłożonych na 10 lat? Ile te nowe „jastrzębie” w częściach będą składać? Niemcy robią co chcą, w całej Europie, to i w Polsce nie muszą mieć żadnego przedstawicielstwa, hurtem sprawy pozałatwiają prostym komunikatem z Berlina. Do czego zmierzam? Do teorii chaosu właśnie, Dopóki w jakimś kraju istnieje wyraźny interes dla wielkiego gracza, to taki kraj jak Polska może być języczkiem u wagi. Tak się działo za czasów Lecha Kaczyńskiego, który ile mógł tyle psuł krwi Putinowi i zachód na Niego też patrzył wilczym okiem.

Teraz nie ma interesu, „elity” usadzane na stołkach da się zabić woreczkiem białego proszku albo kasetą porno. Całe wybory można ustawić jednym przetargiem na komputerowe liczenie głosów. I nic się nie dzieje. Rewolucji nie widać, zatem jeszcze raz zapytam. O co się bić? Nie ma o co i tak sobie myślę, że z polskiego interesu wielcy dawno się wycofali czekając, aż tubylcy nadludzkim wysiłkiem znów dorobią się czegoś, co będzie można za gorsze sobie wziąć. Naturalnie żadnego, nawet solidnie ogołoconego dobra nie zostawia się bez żadnej opieki tyle, że do pilnowania ruiny wystarczy postawić stróża w kufajce i ewentualnie zwykłego burka łańcuchem przywiązać do budy. Pańskie oko konia tuczy, ale gdy pana zabraknie hulaj dusza. Czy bardzo głupią byłaby taka teza, że w obliczu światowych wielkich interesów, którymi pochłonięte są mocarstwa, w Polsce jak zwykle zaczyna się jedna wielka kopanina, szumnie nazywana ekstraklasą? Gdy rządzi jeden mistrz i rozdaje wszystkie karty nie dzieją się cuda w rodzaju, ten się potknął, tamten przewrócił, raz się broń sprzedaje, innym razem zarzeka, że nic podobnego. Takie stany emocjonalne i polityczne są charakterystyczne dla tak zwanego drugiego szeregu, który w roli szefa kompletnie się nie sprawdza. W ostatnim czasie wydarzyło się tytle amatorskich historii, że coraz ciężej mi uwierzyć w profesjonalną grę służb najwyższego szczebla.

Wydaje się, że nie ma o co grać i nie ma z kim grać. Zamiast pokera widzimy Piotrusia, gówniarze się gubią bez szefostwa i próbując zbudować własne pozycje, poza podwórkowe gangi nie są w stanie wyjść. Zaśmiecanie przestrzeni publicznej rozmaitymi sensacjami wcale nie musi być zasłoną dymną z tematów zastępczych, ale wyznacznikiem prowincjonalnych przepychanek. Gdyby rzeczywiście jakaś wielka służba miała w Polsce wielki biznes do zrobienia, ten na wzór lat 90-tych, wszystko by tu chodziło jak w zegarku. Jeden Balcerowicz, jedna myśl, jedna prywatyzacja. Tymczasem, co się dzieje? Każdy ma coś do powiedzenia, byle lebiega sypie receptami, pierwszy lepszy dziennikarz dostaje się na czołówki, cholera wie kto jest premierem i jeszcze w dodatku prezydent „przesypia kampanię”. Dam się przekonać w kawałku albo w całości, że zbyt daleko idę w domysłach, niemniej pamiętam czasy, gdy w Polsce było co kraść i porównuję z dzisiejszym stanem posiadania. To musi działać podobnie, jak w kultowej grze Monopol. Komu się będzie chciało bić o jakąś stodołę w Łomży, gdy na planszy walka trwa o rafinerie, kopalnie i czarnoziem zdolny wyżywić całą Europę. Czyż nie? Na moje oko RP III pozostawiono pomagierom, którym od czasu do czasu rzuci się porządkujący rozkaz, jednak co do zasady padło hasło: „szarpcie się o te ochłapy i nie przeszkadzajcie w poważnej robocie”.

62 KOMENTARZE

  1. Uwielbiam ten blog
    znam jeszcze jedno takie miejsce w sieci – niby stricte ekonomiczne ale dyskusje odbiegaja w bok jak galezie wielkiego drzewa i dlatego jest tak ciekawie –independenttrader.pl/ – to nie reklama ale rekomendacja ciekawego miejsca, robie to samo w przypadku kontrowersje.net.
    Pozdrawiam Gospodarza i korzystajac z okazji, ze Swieta Inkwizycja jakos spi – SDM i piekny glos Oli Kielb, poza tym minimalnie w temacie:)))

  2. Uwielbiam ten blog
    znam jeszcze jedno takie miejsce w sieci – niby stricte ekonomiczne ale dyskusje odbiegaja w bok jak galezie wielkiego drzewa i dlatego jest tak ciekawie –independenttrader.pl/ – to nie reklama ale rekomendacja ciekawego miejsca, robie to samo w przypadku kontrowersje.net.
    Pozdrawiam Gospodarza i korzystajac z okazji, ze Swieta Inkwizycja jakos spi – SDM i piekny glos Oli Kielb, poza tym minimalnie w temacie:)))