Reklama

Powinienem zrobić solidne rozeznanie kto stoi za strajkiem KILKUNASTU lekarzy rezydentów, bo nie mam wątpliwości, że narodziła się nowa, przestrzelona rewolucja społeczna pod wiadomym kierownictwem, ale wystarczyło mi kilka profili na Facabooku, aby dać sobie spokój z tą jałową robotą. Niejaki Krzysztof Hałabuz, jeden z liderów lekarskiego ciamajdanu, na swoim profilu „lajkuje” i podaje wpisy Bartosza Arłukowicza, tak tego Bartosza, byłego posła SLD i ministra zdrowia w rządzie PO.

 rezydent.JPG

Możliwości są dwie albo pan Hałabuz powinien się zgłosić do kolegi innej specjalności i poskarżyć się na dziwne dolegliwości mózgu albo pan Hałabuz doskonale wie, gdzie szukać politycznych kontaktów i konfitur. Jak mawiali starożytni tertium non datur. Tak przy okazji polecam też sprawdzenie w Google frazy: Nina Hałabuz (dziennikarka GW) i Stanisław Hałabuz (KOD) i zapytanie pana Krzysztofa, czy to przypadek? Nieważne, jak napisałem wcześniej nie będę się bawił w monografię następnego ciamajdanu, ważne jest coś zupełnie innego. Jeśli spytać przeciętnego Polaka, która grupa zawodowa w Polsce jest szczególnie poszkodowana, to usłyszymy wiele odpowiedzi, ale na pewno nie znajdą się na liście: politycy-urzędnicy, prawnicy i lekarze. Kolejność nieprzypadkowa. Trzy kategorie społeczne, które cieszą jak najgorszą sławą i nie ma tutaj przypadku.

Przyjmując do wiadomości zwyczajowe argumenty, że ktoś tam zna fantastycznego lekarza, ktoś ma cudownego adwokata w rodzinie, a jeszcze inny osobiście widział uczciwego polityka, nie ulega wątpliwości, że in gremio zwykły Kowalski za polityka, prawnika i lekarza umierał nie będzie. Bronię zawsze szlachetnych wyjątków i mniejszości, co jest obowiązkiem przyzwoitego człowieka i tacy politycy, prawnicy i lekarze rzeczywiście istnieją, za co tym bardziej należy się im szacunek, bo pokus schodzenia na łatwą drogę jest mnóstwo. Niemniej zwykły śmiertelnik czuje się bezbronny wobec przedstawicieli półboskich zawodów, które decydują, dosłownie, o życiu i śmierci śmiertelnika. Kto choć raz siedział w przychodni lub leżał w szpitalu ten wie, że jak przychodzi Pani/Pan doktór to niebo się rozstępuje. W tym czasie skuleni na korytarzu pacjenci patrzą na boskie oblicze w nadziei, że przyjmie, przypisze receptę i wyleczy.

Rzadko wizyta w lekarskim gabinecie wiąże się z poczuciem, że trafiło się pod opiekuńcze skrzydła, z reguł jest to pasmo upokorzeń i poczucia niższości. Po wyjściu z przychodni i szpitala pacjenci odreagowują upokorzenie i stąd taki, a nie inny obraz grupy zawodowej. Może mam pecha, ale w życiu spotkałem dwie, słownie DWIE lekarki, które autentycznie przejmowały się losem pacjenta, oczywiście obie świadczyły usługi w ramach wizyt prywatnych. Cała reszta „moich” lekarzy to znudzeni cynicy, materialiści od koszyków z jajkami i białych kopert, z empatią na poziomie pani z okienka ZUS. Normą na dyżurze jest „Pan doktor śpi”, bez dodania, że śpi na państwowym, bo prywatnie przyjmował w gabinecie. Lekarze mogą się obrażać albo nie, specjalnie mnie to nie zajmuje, w każdym razie takich i jeszcze gorszych opinii dostaliby, lekko licząc, od 70% pacjentów. Mówię rzecz jasna o opiniach wyrażanych poza gabinetami i placówkami służby zdrowia.

Marzenia polskich lekarzy o raju na Zachodzie zaczynają się i kończą na: „ile oni tam zarabiają”. Przy tym marzyciele zapominają, że w Polsce to te babcie poniewierane w przychodniach składały się na ich studia, a na „Zachodzie” za studia płaci się wartością jednorodzinnego domku. Na „Zachodzie” lekarz musi wysłuchać z pokorą każdej hipochondryczki i gdyby się odezwał tak, jak się odzywają lekarze w Polsce, poszedłby na zmywak. Żyjemy w Polsce, nie na Zachodzie i na przykład moja Żona, która ma magisterskie studia polonistyczne, 2-letnie studia podyplomowe, dwie specjalizacje i dwie kolejne robi, zarabia 2000 zł na rękę jako logopeda, dojeżdżająca ZA WŁASNE PIENIĄDZE do trzech szkół. Z tego powodu nie rozbiliśmy w Biskupinie białego miasteczka i nie wywiesiliśmy transparentu „Po tylu latach nauki, takie grosze”.

Realia są takie, jakie są, nie wyciągnie się miliardów złotych z kapelusza i nie dostarczy młodocianej kaście lekarskiej, która naprawdę powinna skorzystać z okazji do milczenia zwłaszcza, że nikt nigdy biednego i głodującego lekarza w IIIRP nie widział. Lekarze jako ludzie wykształceni powinni też wiedzieć, że mają tysiące możliwości, aby zarabiać tyle ile im się marzy, wszystko jest kwestią chęci i czasu. Jeśli ktoś oczekuje, że po 5 latach studiów medycznych zostanie bogiem w białym kitlu, to cierpi na chorobę, prawie nieuleczalną – mania grandiosa. Mamy do czynienia z politycznym cyrkiem gogusiów, którym się wydaje, że zasiadają na Olimpie i poznali zagadkę życia i śmierci. Do lekarzy, którzy coś w życiu osiągnęli i uprawiają swój zawód uczciwie mam głęboki szacunek, jak do każdego człowieka ciężkiej pracy. Do gówniarzy w kitlu, czy bez, żadnego szacunku nie mam. Nic się wam nie należy, na wszystko musicie zapracować i wcześniej podziękować za to, co dostaliście za darmo!

Reklama
Poprzedni artykułNie poznamy prawdy o Smoleńsku i to jedyna prawda, tyle powiedział Kaczyński
Następny artykułRezydentka Katarzyna Pikulska (Guta) zemdlała nie z głodu, ale na widok Mustanga
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

36 KOMENTARZE

  1. Panie Piotrze

    Panie Piotrze
    Pisze Pan to co myśli większość normalnych ludzi.
    Im się po prostu w dupach poprzewracało.
    —————
    "Marzenia polskich lekarzy o raju na Zachodzie zaczynają się i kończą na: „ile oni tam zarabiają”. Przy tym marzyciele zapominają, że w Polsce to te babcie poniewierane w przychodniach składały się na ich studia, a na „Zachodzie” za studia płaci się wartością jednorodzinnego domku."
    —————-
    "Mamy do czynienia z politycznym cyrkiem gogusiów, którym się wydaje, że zasiadają na Olimpie i poznali zagadkę życia i śmierci. Do lekarzy, którzy coś w życiu osiągnęli i uprawiają swój zawód uczciwie mam głęboki szacunek, jak do każdego człowieka ciężkiej pracy. Do gówniarzy w kitlu, czy bez, żadnego szacunku nie mam. Nic się wam nie należy, na wszystko musicie zapracować i wcześniej podziękować za to, co dostaliście za darmo !"
    ——
    Bardzo mądre słowa !!!
    Pozdrawiam Pana

  2. Panie Piotrze

    Panie Piotrze
    Pisze Pan to co myśli większość normalnych ludzi.
    Im się po prostu w dupach poprzewracało.
    —————
    "Marzenia polskich lekarzy o raju na Zachodzie zaczynają się i kończą na: „ile oni tam zarabiają”. Przy tym marzyciele zapominają, że w Polsce to te babcie poniewierane w przychodniach składały się na ich studia, a na „Zachodzie” za studia płaci się wartością jednorodzinnego domku."
    —————-
    "Mamy do czynienia z politycznym cyrkiem gogusiów, którym się wydaje, że zasiadają na Olimpie i poznali zagadkę życia i śmierci. Do lekarzy, którzy coś w życiu osiągnęli i uprawiają swój zawód uczciwie mam głęboki szacunek, jak do każdego człowieka ciężkiej pracy. Do gówniarzy w kitlu, czy bez, żadnego szacunku nie mam. Nic się wam nie należy, na wszystko musicie zapracować i wcześniej podziękować za to, co dostaliście za darmo !"
    ——
    Bardzo mądre słowa !!!
    Pozdrawiam Pana

  3. Powtórzę swój komentarz,

    Powtórzę swój komentarz, który w tej sprawie zamieściłem na wPolityce.pl:

    "NIech rząd skorzysta z projektów jakie koalicja PO-PSL przygotowała dla rezydentów, a później wdrażała."

    To jest w nawiązaniu, do tego, że coraz to jacyś Totalni przy pomocy swoich otworów gębowych wyznają, że oni wszystko PiSowi przygotowali, i dostatnią gospodarkę zostawili itd.

    Nie znałem wtedy jeszcze bliskich kontaktów tych, którzy jeszcze nie zawsze mają pokazać, co mają w garażu z Arłukowiczem, kodomitami & Co., ale lata przeżyte u tych rządów, co to tak lud kochają wyostrzyły mi węch – i jak widzę nie spudłowałem.

     

  4. Powtórzę swój komentarz,

    Powtórzę swój komentarz, który w tej sprawie zamieściłem na wPolityce.pl:

    "NIech rząd skorzysta z projektów jakie koalicja PO-PSL przygotowała dla rezydentów, a później wdrażała."

    To jest w nawiązaniu, do tego, że coraz to jacyś Totalni przy pomocy swoich otworów gębowych wyznają, że oni wszystko PiSowi przygotowali, i dostatnią gospodarkę zostawili itd.

    Nie znałem wtedy jeszcze bliskich kontaktów tych, którzy jeszcze nie zawsze mają pokazać, co mają w garażu z Arłukowiczem, kodomitami & Co., ale lata przeżyte u tych rządów, co to tak lud kochają wyostrzyły mi węch – i jak widzę nie spudłowałem.

     

  5. Mieszkam w USA i pracuję w

    Mieszkam w USA i pracuję w tzw. służbie zdrowia. Odwiedziłem dziesiątki szpitali. Stosuje sie tu takie same procedury, używa sie tego samego sprzetu i i lekarstw co w Polsce. Nie spotkałem jednego chamskiego czy rozmawiającego z pacjentem czy jego rodziną z pogardą lekarza czy pielegniarki (leniwe pielegniarki spotkałem). Byłem z wizyta w Polsce i żone rozbolał brzuch. Poszlismy na izbe przyjęć do Szpitala Kolejowego we Wrocławiu. Tam nam kazali czekac w jakimś ciemnym pokoju. Po jakimś czasie przyszedł lekarz ok 50-tki i krzyknął do mnie: co pan tu robi, prosze stąd wyjść. Wyglądał na takiego który własnie dupczył jakąś rezydentkę albo rezydenta w dupę. Chciałęm mu zajabac ale było podejrzenie slepej kiszki u mojej żony i grzecznie wyszedłem. Skierowali na do innego szpitala, nazwy zapomniałem, ale był dość nowoczesny i młoda lekarka była bardzo miła i rzeczowa. Wycieli mojej żonie szybko ślepą kiszkę ale później sie okazało, że to było coś innego a konkretnie tzw. helikobakter. Nie chce was zanudzać. Za chamstwo w Stanach (prawie) zaraz wylatuje się z pracy w służbie zdrowia. Za duże pieniądze wchodzą w grę, że by ten czy inny chuj albo pedał wyżywał sie na pacjentach, z których (bardzo dobrze) zyje cały system. Pilnuje tego tabun prawników na etacie każdego szpitala. Tabun innych  cwanych i agresywnych prawników jest do dyspozycji pacjenta, którego zdrowie szpital spierdolił ( zdarza sie dość często) I wtedy zaczyna sie poważna i bardzo droga walka między gangami prawników. Dlatego słuzba zdrowia w USA jest STRASZNIE droga.

  6. Mieszkam w USA i pracuję w

    Mieszkam w USA i pracuję w tzw. służbie zdrowia. Odwiedziłem dziesiątki szpitali. Stosuje sie tu takie same procedury, używa sie tego samego sprzetu i i lekarstw co w Polsce. Nie spotkałem jednego chamskiego czy rozmawiającego z pacjentem czy jego rodziną z pogardą lekarza czy pielegniarki (leniwe pielegniarki spotkałem). Byłem z wizyta w Polsce i żone rozbolał brzuch. Poszlismy na izbe przyjęć do Szpitala Kolejowego we Wrocławiu. Tam nam kazali czekac w jakimś ciemnym pokoju. Po jakimś czasie przyszedł lekarz ok 50-tki i krzyknął do mnie: co pan tu robi, prosze stąd wyjść. Wyglądał na takiego który własnie dupczył jakąś rezydentkę albo rezydenta w dupę. Chciałęm mu zajabac ale było podejrzenie slepej kiszki u mojej żony i grzecznie wyszedłem. Skierowali na do innego szpitala, nazwy zapomniałem, ale był dość nowoczesny i młoda lekarka była bardzo miła i rzeczowa. Wycieli mojej żonie szybko ślepą kiszkę ale później sie okazało, że to było coś innego a konkretnie tzw. helikobakter. Nie chce was zanudzać. Za chamstwo w Stanach (prawie) zaraz wylatuje się z pracy w służbie zdrowia. Za duże pieniądze wchodzą w grę, że by ten czy inny chuj albo pedał wyżywał sie na pacjentach, z których (bardzo dobrze) zyje cały system. Pilnuje tego tabun prawników na etacie każdego szpitala. Tabun innych  cwanych i agresywnych prawników jest do dyspozycji pacjenta, którego zdrowie szpital spierdolił ( zdarza sie dość często) I wtedy zaczyna sie poważna i bardzo droga walka między gangami prawników. Dlatego słuzba zdrowia w USA jest STRASZNIE droga.

  7. Skoro o lekarzach kręci się
    Skoro o lekarzach kręci się seriale, a o nauczycielach i podobnych hydraulikach – nie, to nic dziwnego że początkujący absolwent medycyny, który potrafi leczyć tak jak świeży absolwent politechniki potrafi budować mosty, czuje się kimś zupełnie szczególnym. On chce tak żyć jak lekarze z seriali.
    Zresztą ci z seriali są dosyć dziwni, bo naprawdę martwią się o zdrowie cudze, co jest absurdalnym zmyśleniem.
    Najbardziej uodpornione na cudze cierpienie zawody to: lekarze, prawnicy, i mechanicy samochodowi. Wynika to z codziennego kontaktu z cudzymi problemami tworzącego ochronną warstwę na mózgu.
    Lekarz który jeszcze nic nie potrafi powinien emanować przesadną empatią dla chorych, i pasją do leczenia, nawet za grosze. Z czasem ma prawo zostać świetnym specem przykrym w obejściu i łasym na szmal.
    Z czasem, kurde, nie od razu po szkole, do k…y nędzy.

  8. Skoro o lekarzach kręci się
    Skoro o lekarzach kręci się seriale, a o nauczycielach i podobnych hydraulikach – nie, to nic dziwnego że początkujący absolwent medycyny, który potrafi leczyć tak jak świeży absolwent politechniki potrafi budować mosty, czuje się kimś zupełnie szczególnym. On chce tak żyć jak lekarze z seriali.
    Zresztą ci z seriali są dosyć dziwni, bo naprawdę martwią się o zdrowie cudze, co jest absurdalnym zmyśleniem.
    Najbardziej uodpornione na cudze cierpienie zawody to: lekarze, prawnicy, i mechanicy samochodowi. Wynika to z codziennego kontaktu z cudzymi problemami tworzącego ochronną warstwę na mózgu.
    Lekarz który jeszcze nic nie potrafi powinien emanować przesadną empatią dla chorych, i pasją do leczenia, nawet za grosze. Z czasem ma prawo zostać świetnym specem przykrym w obejściu i łasym na szmal.
    Z czasem, kurde, nie od razu po szkole, do k…y nędzy.

  9. Ciekawe gdzie ci rezydenci
    Ciekawe gdzie ci rezydenci naprawiają swoje auta ? W warsztacie u młodego ucznia, czy idą do starego mechanika .Górnicy na dole mieli hasło …młody !! za mało węgla zsikałeś żeby dyskutować …!!!Znam małżeństwo lekarzy .Piętnaście lat temu jeszcze byli normalnymi ludźmi .Teraz odlecieli o 180″….Nie zazdroszczę im pieniędzy ,jak widzę co one z nimi zrobiły.
    Kasta nr. II ,bo trudno “przebić ” środowisko wymiaru sprawiedliwości .Inny przypadek to chirurg kardiolog jedzie z synem do War-wy na KODziarski spęd w ” obronie demokracji” .Jego szwagier, a mój sąsiad o mało mu nie przypir..lił jak się o tym dowiedział .

  10. Ciekawe gdzie ci rezydenci
    Ciekawe gdzie ci rezydenci naprawiają swoje auta ? W warsztacie u młodego ucznia, czy idą do starego mechanika .Górnicy na dole mieli hasło …młody !! za mało węgla zsikałeś żeby dyskutować …!!!Znam małżeństwo lekarzy .Piętnaście lat temu jeszcze byli normalnymi ludźmi .Teraz odlecieli o 180″….Nie zazdroszczę im pieniędzy ,jak widzę co one z nimi zrobiły.
    Kasta nr. II ,bo trudno “przebić ” środowisko wymiaru sprawiedliwości .Inny przypadek to chirurg kardiolog jedzie z synem do War-wy na KODziarski spęd w ” obronie demokracji” .Jego szwagier, a mój sąsiad o mało mu nie przypir..lił jak się o tym dowiedział .

  11. Bajka na dobranoc. O Bartku

    Bajka na dobranoc. O Bartku Doktorze:

    Zwątpić można. Znam kilku lekarzy z prawdziwego zdarzenia. Są i tacy, którzy nie widzą chorego pacjenta, tylko banknot.

    Ten cyrk miałby może jakąś nową jakość, gdyby nie pojawiały się tam same znajome twarze, Jandy, Stalińskie i Broniarze.

    Hucpa.

  12. Bajka na dobranoc. O Bartku

    Bajka na dobranoc. O Bartku Doktorze:

    Zwątpić można. Znam kilku lekarzy z prawdziwego zdarzenia. Są i tacy, którzy nie widzą chorego pacjenta, tylko banknot.

    Ten cyrk miałby może jakąś nową jakość, gdyby nie pojawiały się tam same znajome twarze, Jandy, Stalińskie i Broniarze.

    Hucpa.

  13. Było tak, że młoda lekarka z

    Było tak, że młoda lekarka z Polski, po przybyciu do Niemiec, poddała się procedurze nostryfikacji. Następnie w Berlinie szpital zaproponował jej 12-miesięczną pracę rezydenta-wolontariusza na pełnym etacie BEZ WYNAGRODZENIA, ale z zapewnieniem, że po tym terminie otrzyma etat normalnie płatny. Tak się też stało.

    W Berlińskim szpitalu nie było tzw. pokoi lekarskich. Każdy lekarz miał tylko szafkę z prywatnymi rzeczami na korytarzu. A gdzie lekarza można było znaleźć? Na rejonie – wśród łóżek (!) Nie miał nawet biedak gdzie się schować.

    Gabinet miał tylko profesor, który służył pomocą lekarzom w razie potrzeby.

    Co kraj, to obyczaj. Pozdrawiam.

  14. Było tak, że młoda lekarka z

    Było tak, że młoda lekarka z Polski, po przybyciu do Niemiec, poddała się procedurze nostryfikacji. Następnie w Berlinie szpital zaproponował jej 12-miesięczną pracę rezydenta-wolontariusza na pełnym etacie BEZ WYNAGRODZENIA, ale z zapewnieniem, że po tym terminie otrzyma etat normalnie płatny. Tak się też stało.

    W Berlińskim szpitalu nie było tzw. pokoi lekarskich. Każdy lekarz miał tylko szafkę z prywatnymi rzeczami na korytarzu. A gdzie lekarza można było znaleźć? Na rejonie – wśród łóżek (!) Nie miał nawet biedak gdzie się schować.

    Gabinet miał tylko profesor, który służył pomocą lekarzom w razie potrzeby.

    Co kraj, to obyczaj. Pozdrawiam.

  15. Rzeczywiście, ten protest

    Rzeczywiście, ten protest lekarzy rezydentów jest popierany (albo nawet inspirowany) przez Ciamajdan. Jednak jest to również sygnał o realnych i poważnych problemach środowiska medycznego. Motto większości komentarzy na tej stronie wyraził "poligraf" pisząc: Im się po prostu w dupach poprzewracało. Można oczywiście poprzestać na tak dogłębnej i błyskotliwej analizie, która podwyższa nastrój piszącego, ale średnio dotyka istoty sprawy. W Podstawowej Opiece Zdrowotnej (POZ), gdzie ja pracuję jako lekarz, brakuje zdaje się ok. 40% obsady etatów w skali kraju. A zarobki są tu znacznie wyższe niż te rezydenckie. Powiem Wam jaksprawy wyglądają ze strony lekarzy: poziom studiów kiepski, zależności fachowe feudalne, samorząd zawodowy upierdliwy tylko wobec lekarzy płacacych składki , a bardzo uprzejmy wobec koncernów i ministerstwa, monopolizacja i komercjalizacja większości szkoleń, brak wykonania podstawowych obowiazków ze strony Min. Zdr. , NFZ itp w zakresie działań organizacyjnych i informacyjnych, brak standardów wydawniczych (np. w świecie bialego czlowieka kazdy podręcznik od 30 lat jest dostępny jako pdf, w Polsce to niepotrzebne), bak spójnego systemu zaleceń i wskazań (jak np. NICE w Wlk. Bryt., albo AAFM w USA), brak kanałów komunikacji między specjalistami, brak jasnych kryteriów oceny jakości, panoszenie się samowoli NFZ, itd. Krótko mówiąc, prawie jakbysmy rozmawiali o sędziach. I tak to jest faktycznie: to środowisko, podobnie jak sedziowskie, naukowe, a może jeszcze wiele innych, nie potrafi, albo nie chce sensownie się zreformować. A efekt jest taki, że młody człowiek chcacy dobrze wykonywać ten piekny i trudny zawód – ma to znacznie utrudnione. I dlatego wielu wyjeżdza.I jeszcze jedno. Każda branża ma swoją specyfikę. Jak chcecie wyceniać troske o pacjenta, ciężar podejmowanych decyzji ? To naprawdę bywa trudne. Czy znacie inną branżę, gdzie jest taki brak sensownych ludzi? a Dlaczego ten brak? A czy to przypadek, że w "normalnych" krajach lekarze zarabiają dobrze? To tyle na razie, jakby ktoś miał coś do powiedzenia ponad odkrywcze "w dupach sie poprzewracało", to chetnie przeczytam.

    I jeszcze kopia listy "nastrojów" rezydenta (sorrry,nie pamiętam autora) moim zdaniem trafne zestawienie.Dla zainteresowanych.

    1. Kupujesz od kumpla seicento. Czujesz się królem życia.
    2. Robisz pierwszą gastroskopię/zakładasz cewnik do dializ/diagnozujesz dystrofię mięśniową/przerywasz napad migotania przedsionków. Czujesz się królem życia.
    3. Nie udaje ci się zrobić pierwszej gastroskopii/założyć cewnika do dializ/rozpoznać dystrofii mięśniowej/odróżnić migotania od trzepotania przedsionków. Uważasz, że nie nadajesz się do tego zawodu.
    4. Nie umiesz niczego innego.
    5. Pospałbyś.
    6. Bardzo późnym wieczorem albo bardzo wczesnym rankiem ze zmęczenia odburkujesz albo pokrzykujesz na pacjentów. Nie lubisz się za to. Trzy lata temu obiecałeś sobie, że nigdy nie będziesz jednym z tych grubiańskich gnojków, którzy na izbach przyjęć drą się na Bogu ducha winnych chorych.
    7. Do perfekcji opanowałeś sztukę mówienia do pacjenta i pisania jednocześnie.
    9. Nabyłeś kompetencje w zakresie polubownego rozwiązywania sporów kolejkowych za drzwiami twojego gabinetu.
    10. Niespodziewanie umiera ci pacjent. Przez dwa kolejne popołudnia leżysz na tapczanie i patrzysz w sufit zastanawiając się, czy dało się zrobić coś inaczej.
    11. Może się dało, a może się nie dało. Nikt z tobą o tym nie gada (oprócz żony, która jednak jest klarnecistką albo politolożką i nie do końca umie wesprzeć cię merytorycznie).
    12. Raz na pół roku idziecie z rezydentami na piwo. Po trzecim zaczynacie opowiadać sobie historie o pacjentach, którzy wam umarli i nie wiecie, czy dało się zrobić coś inaczej.
    13. Dwie i pół godziny później wciąż opowiadacie sobie historie o o pacjentach, którzy wam umarli i nie wiecie, czy dało się zrobić coś inaczej.
    14. Popracowałbyś mniej.
    15. Popatrzyłbyś na zdrowych ludzi.
    16. Z rozrzewnieniem wspominasz czasy, kiedy twój rytm dobowy nie był jeszcze rozregulowany.
    17. Masz jeden wolny weekend w miesiącu. W piątek wieczorem dzwoni do ciebie koleżanka, która ma jutro mieć dyżur. Jest chora i ma chore dziecko. Ty jesteś zdrowy. Nie masz dzieci. Lubisz tę koleżankę. Kiedyś ci pomogła. W tym miesiącu znów nie masz żadnego wolnego weekendu.
    18. Pracujesz na bloku operacyjnym, gdzie kręcili ten film o początkach kariery Religi. Na potrzeby filmu blok trzeba było nieco zmodernizować.
    19. W robocie jest brzydko. Odpada tynk. Grzyb zjada sufit. W komputerze zepsuł się wentylator i głośno szumi. Na bloku operacyjnym buty są tylko w rozmiarze 37 albo 44. Klimatyzacja działa w lutym. Klimatyzacja nie działa w lipcu.
    20. Już trochę nie robi na tobie wrażenia noszenie stetoskopu na szyi.
    21. Wciąż robi na tobie wrażenie, że w aptece wydają leki na receptę, pod którą się podbiłeś.
    22. Wciąż bardzo lubisz, kiedy pacjent powie do ciebie „dziękuję za pomoc”.
    23. Zaskakująco dużo czasu pochłania ci obsługa następujących urządzeń: dziurkacz, zszywacz, spinacz biurowy, klej, drukarka, długopis, pieczęć. Drukarka ciągle wciąga papier.
    24. Czasem dostajesz do ręki koagulację, ssak albo laryngoskop. To miły czas, takie święto. Koagulacja nie działa. Ssak nie ssie. Laryngoskop mruga zamiast świecić.
    25. Rozwiązujesz trzydzieści problemów zdrowotnych w ciągu czterech godzin.
    26. O trzeciej trzydzieści znieczulasz do operacji kobietę z pękniętym wrzodem żołądka. Jesteś na nogach od siódmej rano. Od dziewiątej bez przerwy udzielasz świadczeń zdrowotnych. Odkręcasz tlen. Rozpoczynasz znieczulenie. Maska do wentylacji upada ci na ziemię. Za nią upada filtr antybakteryjny. Bardzo powoli schylasz się i podnosisz oba te przedmioty z ziemi. Wpatrujesz się w nie przez dobre trzydzieści sekund, żeby przypomnieć sobie, jak właściwie łączyło się je w jedną całość. W końcu się udaje. Czujesz się, jak byś był literalnie wypity.
    27. Nie – nie jesteś wypity. Kiedy niby miałbyś pić, skoro nie udało ci się nawet zjeść niczego oprócz dwóch snickersów?
    28. Jedzenie jest super, choć oczywiście nie tak super jak sen.
    29. Uświadamiasz sobie, jak wiele problemów sprzętowych można rozwiązać przy użyciu przylepca i bandaża dzianego.
    30. Uświadamiasz sobie, że zajmujesz się w pracy rozwiązywaniem problemów sprzętowych przy użyciu przylepca i bandaża dzianego.
    31. Bardzo umiesz spać na siedząco.
    32. Masz gorączkę. Kaszlesz. Bolą cię mięśnie. Leci ci z nosa. Dzwonisz do ordynatora i informujesz go, że nie przyjdziesz przez najbliższe trzy dni do pracy. Po rozłączeniu się masz poczucie winy. W pracy bowiem wciąż powtarza się, że nie ma kim robić.
    33. W znajomych na fejsie masz koleżankę, która specjalizację rozpoczęła w Szkocju. Zaskakująco często wrzuca zdjęcia z zagranicznych wakacji. Ukrywasz ją, żeby się nie denerwować.
    34. Powiedziałeś ostatnio przez pomyłkę do profesora „panie doktorze”. Od tamtego czasu profesor patrzy na ciebie spod oka.
    35. Patryk Vega twierdzi, że koncerny farmaceutyczne sponsorują twoje wyjazdy na safari.
    36. Po dyżurze pojechałeś drugą klasą TLK do Bydgoszczy na piętnaście godzin, żeby odwiedzić brata.
    37. Koncerny farmaceutyczne przestają przynosić długopisy, więc zaczynasz kupować własne.
    38. Jak masz chwilę, to wystarcza ci mocy intelektualnych na obejrzenie skrótu meczu Arka Gdynia – Piast Gliwice albo newsów na Pudelku. 18-letnia kuzynka Kardashianek walczy o popularność na Instagramie. Będzie gwiazdą?
    39. Bardzo chciałbyś przeczytać książkę. W liceum czytałeś książki.
    40. W ogóle to tak jakbyś nieco schamiał, przedstawicielu inteligenckiego zawodu.
    41. Nie bierzesz łapówek.
    42. Nikt nie chce ci dawać łapówek (i to jest ok).
    43. Wczoraj po raz pierwszy od trzech tygodni wstałeś bez budzika. O dziewiątej. Wyspany. Nieprzyzwyczajony do takiego zasobu sił poważnie rozważałeś przebiegnięcie maratonu (z marszu) lub zdobycie ośmiotysięcznika (bez tlenu).
    44. Krzysztof Ziemiec mówi w „Wiadomościach”, że chodzi ci o to, żeby zarabiać ponad dziewięć tysięcy.
    45. W telewizyjnych relacjach z głodówki lekarzy co chwilę miga znajoma twarz.
    46. Głodująca koleżanka wraca do pracy, bo ma dyżur. Pytasz koleżanki, czy podczas protestu podjadają na lewo kanapki w kiblu. Koleżanka zaprzecza.
    47. Oglądasz w telewizji Konstantego Radziwiłła. Pamiętasz go z czasów bycia prezesem NRL. Pamiętasz go z zajęć na uczelni. Pamiętasz go z kongresów naukowych. Bardzo rozsądny chłop. Był.
    48. Twoi starsi koledzy mówią „Młody musi zapierdalać”.
    49. Zapierdalasz.
    50. Popierasz protest głodowy lekarzy.

    • Angol, ja też twierdzę, że im

      Angol, ja też twierdzę, że im się w dupach poprzewracało. Wiedzieli na jakie studia idą i ile czeka ich pracy, że to nie jest łatwe, a owoce przychodzą po wielu latach wysiłku. Za moich czasów marzyliśmy o tym, żeby mieć… pieczątki! Pieczątka to była wejściówka do świata. Chłopcy starannie się golili przed egzaminami, bo wielce-mądra broda u studenta była bardzo źle odbierana przez profesorów. Wtedy młodzież na studiach była nauczana i wychowywana, teraz jest tylko nauczana. Co do chodzenia na zajęcia, ci z pierwszego roku "lecieli na uczelnię", ci z ostaniego "szli do szkoły". Na ostanim roku nikt nikomu nie musiał niczego udowadniać, ale ci sami ludzie idąc potem do pracy znów spadali na koniec łańcucha, znów byli "pierwszoklasistami", i z tym faktem wielu posiadaczom pieczątek trudno było się pogodzić.

    • W USA rezydentura w

      W USA rezydentura w prestiżowym szpitalu tylko dla bardzo zdolnych i tylko po znajomości. Reszta musi robić rezydenture w szpitalu w getcie murzyńskim gdzie trzeba dojeżdżac samochodem pancernym albo w szpitalu na zadupiu np. w rezerwacie indiańskim na pustyni w Arizonie. W jednym chujowym szpitalu murzyńskim w którym byłem słuzbowo wszyscy rezydenci to byli Hindusi, Pakistańczycy albo Arabowie.

  16. Rzeczywiście, ten protest

    Rzeczywiście, ten protest lekarzy rezydentów jest popierany (albo nawet inspirowany) przez Ciamajdan. Jednak jest to również sygnał o realnych i poważnych problemach środowiska medycznego. Motto większości komentarzy na tej stronie wyraził "poligraf" pisząc: Im się po prostu w dupach poprzewracało. Można oczywiście poprzestać na tak dogłębnej i błyskotliwej analizie, która podwyższa nastrój piszącego, ale średnio dotyka istoty sprawy. W Podstawowej Opiece Zdrowotnej (POZ), gdzie ja pracuję jako lekarz, brakuje zdaje się ok. 40% obsady etatów w skali kraju. A zarobki są tu znacznie wyższe niż te rezydenckie. Powiem Wam jaksprawy wyglądają ze strony lekarzy: poziom studiów kiepski, zależności fachowe feudalne, samorząd zawodowy upierdliwy tylko wobec lekarzy płacacych składki , a bardzo uprzejmy wobec koncernów i ministerstwa, monopolizacja i komercjalizacja większości szkoleń, brak wykonania podstawowych obowiazków ze strony Min. Zdr. , NFZ itp w zakresie działań organizacyjnych i informacyjnych, brak standardów wydawniczych (np. w świecie bialego czlowieka kazdy podręcznik od 30 lat jest dostępny jako pdf, w Polsce to niepotrzebne), bak spójnego systemu zaleceń i wskazań (jak np. NICE w Wlk. Bryt., albo AAFM w USA), brak kanałów komunikacji między specjalistami, brak jasnych kryteriów oceny jakości, panoszenie się samowoli NFZ, itd. Krótko mówiąc, prawie jakbysmy rozmawiali o sędziach. I tak to jest faktycznie: to środowisko, podobnie jak sedziowskie, naukowe, a może jeszcze wiele innych, nie potrafi, albo nie chce sensownie się zreformować. A efekt jest taki, że młody człowiek chcacy dobrze wykonywać ten piekny i trudny zawód – ma to znacznie utrudnione. I dlatego wielu wyjeżdza.I jeszcze jedno. Każda branża ma swoją specyfikę. Jak chcecie wyceniać troske o pacjenta, ciężar podejmowanych decyzji ? To naprawdę bywa trudne. Czy znacie inną branżę, gdzie jest taki brak sensownych ludzi? a Dlaczego ten brak? A czy to przypadek, że w "normalnych" krajach lekarze zarabiają dobrze? To tyle na razie, jakby ktoś miał coś do powiedzenia ponad odkrywcze "w dupach sie poprzewracało", to chetnie przeczytam.

    I jeszcze kopia listy "nastrojów" rezydenta (sorrry,nie pamiętam autora) moim zdaniem trafne zestawienie.Dla zainteresowanych.

    1. Kupujesz od kumpla seicento. Czujesz się królem życia.
    2. Robisz pierwszą gastroskopię/zakładasz cewnik do dializ/diagnozujesz dystrofię mięśniową/przerywasz napad migotania przedsionków. Czujesz się królem życia.
    3. Nie udaje ci się zrobić pierwszej gastroskopii/założyć cewnika do dializ/rozpoznać dystrofii mięśniowej/odróżnić migotania od trzepotania przedsionków. Uważasz, że nie nadajesz się do tego zawodu.
    4. Nie umiesz niczego innego.
    5. Pospałbyś.
    6. Bardzo późnym wieczorem albo bardzo wczesnym rankiem ze zmęczenia odburkujesz albo pokrzykujesz na pacjentów. Nie lubisz się za to. Trzy lata temu obiecałeś sobie, że nigdy nie będziesz jednym z tych grubiańskich gnojków, którzy na izbach przyjęć drą się na Bogu ducha winnych chorych.
    7. Do perfekcji opanowałeś sztukę mówienia do pacjenta i pisania jednocześnie.
    9. Nabyłeś kompetencje w zakresie polubownego rozwiązywania sporów kolejkowych za drzwiami twojego gabinetu.
    10. Niespodziewanie umiera ci pacjent. Przez dwa kolejne popołudnia leżysz na tapczanie i patrzysz w sufit zastanawiając się, czy dało się zrobić coś inaczej.
    11. Może się dało, a może się nie dało. Nikt z tobą o tym nie gada (oprócz żony, która jednak jest klarnecistką albo politolożką i nie do końca umie wesprzeć cię merytorycznie).
    12. Raz na pół roku idziecie z rezydentami na piwo. Po trzecim zaczynacie opowiadać sobie historie o pacjentach, którzy wam umarli i nie wiecie, czy dało się zrobić coś inaczej.
    13. Dwie i pół godziny później wciąż opowiadacie sobie historie o o pacjentach, którzy wam umarli i nie wiecie, czy dało się zrobić coś inaczej.
    14. Popracowałbyś mniej.
    15. Popatrzyłbyś na zdrowych ludzi.
    16. Z rozrzewnieniem wspominasz czasy, kiedy twój rytm dobowy nie był jeszcze rozregulowany.
    17. Masz jeden wolny weekend w miesiącu. W piątek wieczorem dzwoni do ciebie koleżanka, która ma jutro mieć dyżur. Jest chora i ma chore dziecko. Ty jesteś zdrowy. Nie masz dzieci. Lubisz tę koleżankę. Kiedyś ci pomogła. W tym miesiącu znów nie masz żadnego wolnego weekendu.
    18. Pracujesz na bloku operacyjnym, gdzie kręcili ten film o początkach kariery Religi. Na potrzeby filmu blok trzeba było nieco zmodernizować.
    19. W robocie jest brzydko. Odpada tynk. Grzyb zjada sufit. W komputerze zepsuł się wentylator i głośno szumi. Na bloku operacyjnym buty są tylko w rozmiarze 37 albo 44. Klimatyzacja działa w lutym. Klimatyzacja nie działa w lipcu.
    20. Już trochę nie robi na tobie wrażenia noszenie stetoskopu na szyi.
    21. Wciąż robi na tobie wrażenie, że w aptece wydają leki na receptę, pod którą się podbiłeś.
    22. Wciąż bardzo lubisz, kiedy pacjent powie do ciebie „dziękuję za pomoc”.
    23. Zaskakująco dużo czasu pochłania ci obsługa następujących urządzeń: dziurkacz, zszywacz, spinacz biurowy, klej, drukarka, długopis, pieczęć. Drukarka ciągle wciąga papier.
    24. Czasem dostajesz do ręki koagulację, ssak albo laryngoskop. To miły czas, takie święto. Koagulacja nie działa. Ssak nie ssie. Laryngoskop mruga zamiast świecić.
    25. Rozwiązujesz trzydzieści problemów zdrowotnych w ciągu czterech godzin.
    26. O trzeciej trzydzieści znieczulasz do operacji kobietę z pękniętym wrzodem żołądka. Jesteś na nogach od siódmej rano. Od dziewiątej bez przerwy udzielasz świadczeń zdrowotnych. Odkręcasz tlen. Rozpoczynasz znieczulenie. Maska do wentylacji upada ci na ziemię. Za nią upada filtr antybakteryjny. Bardzo powoli schylasz się i podnosisz oba te przedmioty z ziemi. Wpatrujesz się w nie przez dobre trzydzieści sekund, żeby przypomnieć sobie, jak właściwie łączyło się je w jedną całość. W końcu się udaje. Czujesz się, jak byś był literalnie wypity.
    27. Nie – nie jesteś wypity. Kiedy niby miałbyś pić, skoro nie udało ci się nawet zjeść niczego oprócz dwóch snickersów?
    28. Jedzenie jest super, choć oczywiście nie tak super jak sen.
    29. Uświadamiasz sobie, jak wiele problemów sprzętowych można rozwiązać przy użyciu przylepca i bandaża dzianego.
    30. Uświadamiasz sobie, że zajmujesz się w pracy rozwiązywaniem problemów sprzętowych przy użyciu przylepca i bandaża dzianego.
    31. Bardzo umiesz spać na siedząco.
    32. Masz gorączkę. Kaszlesz. Bolą cię mięśnie. Leci ci z nosa. Dzwonisz do ordynatora i informujesz go, że nie przyjdziesz przez najbliższe trzy dni do pracy. Po rozłączeniu się masz poczucie winy. W pracy bowiem wciąż powtarza się, że nie ma kim robić.
    33. W znajomych na fejsie masz koleżankę, która specjalizację rozpoczęła w Szkocju. Zaskakująco często wrzuca zdjęcia z zagranicznych wakacji. Ukrywasz ją, żeby się nie denerwować.
    34. Powiedziałeś ostatnio przez pomyłkę do profesora „panie doktorze”. Od tamtego czasu profesor patrzy na ciebie spod oka.
    35. Patryk Vega twierdzi, że koncerny farmaceutyczne sponsorują twoje wyjazdy na safari.
    36. Po dyżurze pojechałeś drugą klasą TLK do Bydgoszczy na piętnaście godzin, żeby odwiedzić brata.
    37. Koncerny farmaceutyczne przestają przynosić długopisy, więc zaczynasz kupować własne.
    38. Jak masz chwilę, to wystarcza ci mocy intelektualnych na obejrzenie skrótu meczu Arka Gdynia – Piast Gliwice albo newsów na Pudelku. 18-letnia kuzynka Kardashianek walczy o popularność na Instagramie. Będzie gwiazdą?
    39. Bardzo chciałbyś przeczytać książkę. W liceum czytałeś książki.
    40. W ogóle to tak jakbyś nieco schamiał, przedstawicielu inteligenckiego zawodu.
    41. Nie bierzesz łapówek.
    42. Nikt nie chce ci dawać łapówek (i to jest ok).
    43. Wczoraj po raz pierwszy od trzech tygodni wstałeś bez budzika. O dziewiątej. Wyspany. Nieprzyzwyczajony do takiego zasobu sił poważnie rozważałeś przebiegnięcie maratonu (z marszu) lub zdobycie ośmiotysięcznika (bez tlenu).
    44. Krzysztof Ziemiec mówi w „Wiadomościach”, że chodzi ci o to, żeby zarabiać ponad dziewięć tysięcy.
    45. W telewizyjnych relacjach z głodówki lekarzy co chwilę miga znajoma twarz.
    46. Głodująca koleżanka wraca do pracy, bo ma dyżur. Pytasz koleżanki, czy podczas protestu podjadają na lewo kanapki w kiblu. Koleżanka zaprzecza.
    47. Oglądasz w telewizji Konstantego Radziwiłła. Pamiętasz go z czasów bycia prezesem NRL. Pamiętasz go z zajęć na uczelni. Pamiętasz go z kongresów naukowych. Bardzo rozsądny chłop. Był.
    48. Twoi starsi koledzy mówią „Młody musi zapierdalać”.
    49. Zapierdalasz.
    50. Popierasz protest głodowy lekarzy.

    • Angol, ja też twierdzę, że im

      Angol, ja też twierdzę, że im się w dupach poprzewracało. Wiedzieli na jakie studia idą i ile czeka ich pracy, że to nie jest łatwe, a owoce przychodzą po wielu latach wysiłku. Za moich czasów marzyliśmy o tym, żeby mieć… pieczątki! Pieczątka to była wejściówka do świata. Chłopcy starannie się golili przed egzaminami, bo wielce-mądra broda u studenta była bardzo źle odbierana przez profesorów. Wtedy młodzież na studiach była nauczana i wychowywana, teraz jest tylko nauczana. Co do chodzenia na zajęcia, ci z pierwszego roku "lecieli na uczelnię", ci z ostaniego "szli do szkoły". Na ostanim roku nikt nikomu nie musiał niczego udowadniać, ale ci sami ludzie idąc potem do pracy znów spadali na koniec łańcucha, znów byli "pierwszoklasistami", i z tym faktem wielu posiadaczom pieczątek trudno było się pogodzić.

    • W USA rezydentura w

      W USA rezydentura w prestiżowym szpitalu tylko dla bardzo zdolnych i tylko po znajomości. Reszta musi robić rezydenture w szpitalu w getcie murzyńskim gdzie trzeba dojeżdżac samochodem pancernym albo w szpitalu na zadupiu np. w rezerwacie indiańskim na pustyni w Arizonie. W jednym chujowym szpitalu murzyńskim w którym byłem słuzbowo wszyscy rezydenci to byli Hindusi, Pakistańczycy albo Arabowie.

    • W dyskusji na temat protestu

      W dyskusji na temat protestu rezydentów na fb, osoba typu leming mnie "uświadomiła", że PIS jest zły, bo nie chce dać podwyżek rezydentom, a PO była dobra, bo dała podwyżki lekarzom i lekarze zarabiają 20-30-40 tys. na miesiąc. I powiem Ci, że żaden z moich licznych znajomych lekarzy na brak kasy nie narzeka, ale narzeka na brak jeszcze większej kasy. Zasypują mnie zdjeciami z wojaży po całym świecie, i to jest OK, ale do cholery – nie narzekaj. Już 20 tys. na miesiąc to jest od groma pieniędzy, a 40 to jest tyle, ile zarabiają lekarze w Stanach. Owszem, chodzi o lekarzy pierwszego rzędu, wysocy specjaliści tłuką nawet miliony, ale większość lekarzy to nie są wysocy specjaliści w prywatnych klinikach dla bogatych, a obsługują ogólną populację. Z tych "40 tys" oni spłacają studia i utrzymują rodziny, żyjąc w swoim obszarze cenowym. Na przykład za funt (45 dag) kartofli płacą 2 $.

      Lekarze zarobkują dodatkowo nie dlatego, że mają mało pieniędzy, ale ponieważ chcą mieć ich więcej. I to jest OK, rozumiem – chcesz mieć więcej to pracuj więcej, ale oni tak oblatują kilka miejsc na dzień i gdzie jest w tym faktyczny czas na rzetelną pracę? Bo jeśli oni pracują wszędzie, to znaczy, że nie pracują nigdzie.

    • W dyskusji na temat protestu

      W dyskusji na temat protestu rezydentów na fb, osoba typu leming mnie "uświadomiła", że PIS jest zły, bo nie chce dać podwyżek rezydentom, a PO była dobra, bo dała podwyżki lekarzom i lekarze zarabiają 20-30-40 tys. na miesiąc. I powiem Ci, że żaden z moich licznych znajomych lekarzy na brak kasy nie narzeka, ale narzeka na brak jeszcze większej kasy. Zasypują mnie zdjeciami z wojaży po całym świecie, i to jest OK, ale do cholery – nie narzekaj. Już 20 tys. na miesiąc to jest od groma pieniędzy, a 40 to jest tyle, ile zarabiają lekarze w Stanach. Owszem, chodzi o lekarzy pierwszego rzędu, wysocy specjaliści tłuką nawet miliony, ale większość lekarzy to nie są wysocy specjaliści w prywatnych klinikach dla bogatych, a obsługują ogólną populację. Z tych "40 tys" oni spłacają studia i utrzymują rodziny, żyjąc w swoim obszarze cenowym. Na przykład za funt (45 dag) kartofli płacą 2 $.

      Lekarze zarobkują dodatkowo nie dlatego, że mają mało pieniędzy, ale ponieważ chcą mieć ich więcej. I to jest OK, rozumiem – chcesz mieć więcej to pracuj więcej, ale oni tak oblatują kilka miejsc na dzień i gdzie jest w tym faktyczny czas na rzetelną pracę? Bo jeśli oni pracują wszędzie, to znaczy, że nie pracują nigdzie.

  17. Juz to gdzies napisalem, ze:

    Juz to gdzies napisalem, ze:

    Corka mojego amerykanskiego kolegi studiuje medycyne w Boston'ie i za******la na part time, a podczas wakacji full time, w rodzinnym Montauk, jako kelnerka! …I nie ma "to tamto", musi za*******ac…i nie chwali sie, ze za rok zostanie lekarzem! (a $100 tys. dolcow trzeba zaplacic!…nie ma na krzywy ryj!);)

  18. Juz to gdzies napisalem, ze:

    Juz to gdzies napisalem, ze:

    Corka mojego amerykanskiego kolegi studiuje medycyne w Boston'ie i za******la na part time, a podczas wakacji full time, w rodzinnym Montauk, jako kelnerka! …I nie ma "to tamto", musi za*******ac…i nie chwali sie, ze za rok zostanie lekarzem! (a $100 tys. dolcow trzeba zaplacic!…nie ma na krzywy ryj!);)

  19. ” albo pan Hałabuz doskonale

    " albo pan Hałabuz doskonale wie, gdzie szukać politycznych kontaktów i konfitur. Jak mawiali starożytni tertium non datur. Tak przy okazji polecam też sprawdzenie w Google frazy: Nina Hałabuz (dziennikarka GW) i Stanisław Hałabuz (KOD) i zapytanie pana Krzysztofa, czy to przypadek?"

    Pomoge nieco.Oczywiscie nie zaden przypadek,wczoraj u gozdyrki zajal poczesne miejsce razem (oczywiscie) z Radziszewska i omal nie poplakalem sie nad jego losem,otoz jak sam mowil 2 lata temu  pracowal po 435 godzin.,ale obudzil sie w pore bo powracal do domo 100 km i zatrzymywal sie na stacji,aby sie przespac…Hi,hi,hi,ale lekarzysko,dobrze ze nie bylem jego pacjentem,boby zasnal nad wycinaniem mi slepej kiszki.

    Ale zarty zartami,pomyslmy nieco i wezmy kalkulatorek; 435 podzielone przez 30 (miesiac) to 14.5 godziny codziennie razem z sobotami i niedzielami,A gdzie czas na dojazdy?,na spanie?,na jedzenie?Jakis mecz,tv czy tez bzykanie? Zapomnij! Gdybym tak charowal,to poduszka bylaby moim najlepszym przyjacielem nawet na stacji benzynowej,ale ktoz po TAKIEJ pracy moze przejechac ODPOWIEDZIALNIE 100km?

    Zauwazyl takze,ze oddawanie pieniedzy za studia to bylaby dyskryminacja.Obecnie "pracuje"350 godzin po 14/godz. netto,lzy same pchaly mi sie do oczu nad jego losem.

    Zapowiedzial tez,ze szybko zwroci sie do Kaczynskiego listownie w tej materii

    Owszem,czas rezydencji nie jest latwy,wymaga wielu poswiecen, wynagrodzenie jest symboliczne,ogolnie nie jest rozowo, to kilka lat wyrzeczen ale pozniej…zobacz co mam w garazu

    Ide spac….

     

  20. ” albo pan Hałabuz doskonale

    " albo pan Hałabuz doskonale wie, gdzie szukać politycznych kontaktów i konfitur. Jak mawiali starożytni tertium non datur. Tak przy okazji polecam też sprawdzenie w Google frazy: Nina Hałabuz (dziennikarka GW) i Stanisław Hałabuz (KOD) i zapytanie pana Krzysztofa, czy to przypadek?"

    Pomoge nieco.Oczywiscie nie zaden przypadek,wczoraj u gozdyrki zajal poczesne miejsce razem (oczywiscie) z Radziszewska i omal nie poplakalem sie nad jego losem,otoz jak sam mowil 2 lata temu  pracowal po 435 godzin.,ale obudzil sie w pore bo powracal do domo 100 km i zatrzymywal sie na stacji,aby sie przespac…Hi,hi,hi,ale lekarzysko,dobrze ze nie bylem jego pacjentem,boby zasnal nad wycinaniem mi slepej kiszki.

    Ale zarty zartami,pomyslmy nieco i wezmy kalkulatorek; 435 podzielone przez 30 (miesiac) to 14.5 godziny codziennie razem z sobotami i niedzielami,A gdzie czas na dojazdy?,na spanie?,na jedzenie?Jakis mecz,tv czy tez bzykanie? Zapomnij! Gdybym tak charowal,to poduszka bylaby moim najlepszym przyjacielem nawet na stacji benzynowej,ale ktoz po TAKIEJ pracy moze przejechac ODPOWIEDZIALNIE 100km?

    Zauwazyl takze,ze oddawanie pieniedzy za studia to bylaby dyskryminacja.Obecnie "pracuje"350 godzin po 14/godz. netto,lzy same pchaly mi sie do oczu nad jego losem.

    Zapowiedzial tez,ze szybko zwroci sie do Kaczynskiego listownie w tej materii

    Owszem,czas rezydencji nie jest latwy,wymaga wielu poswiecen, wynagrodzenie jest symboliczne,ogolnie nie jest rozowo, to kilka lat wyrzeczen ale pozniej…zobacz co mam w garazu

    Ide spac….