In vitro – państwowa refundacja maści na szczury

Prześlij dalej:

Dociera do mnie to całe in vitro jak głos nauczycielki chemii, która po latach musi mi wybaczyć, że nigdy nie potrafiłem się zakochać w tej szlachetnej dyscyplinie, bliżej byłem miłości do „chemiczki”. Z jednej strony mam letni stosunek do zagadnienia, z drugiej pełen komfort dystansu i tak sobie myślę, że w ideologicznej błazenadzie nikt nie poukładał najprostszych faktów. Po pierwsze i najważniejsze in vitro nie jest ani zakazane, ani wskazane, ono sobie po prostu jest i działa bez jakichkolwiek regulacji prawnych. O dziwo ten podstawowy fakt jakoś niespecjalnie rozgrzewa ideologiczne emocje jednej i drugiej strony odwiecznego sporu. Dopóki nikt nie przypomina, że jest coś takiego jak nieuregulowana procedura in vitro, to in vitro sobie żyje jak mu się podoba. Po drugie to co zamierza zrobić skończony Tusk nie jest żadną zmianą regulacji prawnych, nie jest najmniejszą oznaką administracyjnego uporządkowania medycyny, jakkolwiek idiotycznie to brzmi. Tusk wprowadza tylko i wyłącznie „becikowe” dla wybranych bezpłodnych, którzy akurat sobie wybrali, bądź też nie widzą innej metody poza in vitro. Innymi i najkrótszymi słowy skończony Donald wyciąga z kieszeni podatnika kasę na endoprotezę biodrową dla miłośników… powiedzmy aluminiowych endoprotez, co oczywiście jest li tylko przykładem, bo na protezach się nie znam. Gdy się wstępnie uporządkuje elementy ideologicznej układanki, widać wyraźnie, że mamy do czynienia z czymś na wzór potrójnie zapętlonej paranoi. Nie ma uregulowań prawnych dla zabiegu paramedycznego, który z jakiś powodów został beztroskim hitem kilku sezonów, chociaż zabieg bezpośrednio wkracza w sferę życia i śmierci, a więc tak zwanych praw podstawowych. W durną dyskusję kiedy zaczyna się życie nie dam się wciągnąć, ponieważ tę wiedzę posiadłem na lekcjach biologii, bodaj w 4 klasie szkoły podstawowej, mnie interesuje tylko paranoja stanu prawnego, popędzana paranoją ideologiczną, administracyjną i polityczną.

O ile przyjąć zapisy konstytucyjne za punkt wyjścia, wszelkie zabiegi i nie tylko medyczne, które decydują o śmierci i życiu, o zamrażaniu i odmrażaniu ludzi, muszą być objęte normami prawnymi, ale jak wiemy nie są, tym samym stanowią pierwszy człon paranoi. Drugim członem paranoi jest obchodzenie nieistniejących przepisów prawnych, nieistniejącymi decyzjami administracyjnymi. Przyznam się, że sam cztery razy przeczytałem poprzednie zdanie, tak mi się we łbie zakręciło, niemniej wszystko się zgadza. No, nie wszystko, ponieważ jest jeszcze trzeci element paranoi. Nieistniejące zapisy prawne pominięte przez nieistniejące zapisy administracyjne, w finale kończą się dotowaniem z państwowej kasy nie mniej i nie więcej, tylko działalności paramedycznej, która w obecnym stanie prawnym ma charakter szarej strefy. Wszystko wskazuje na to, że skończony Tusk razem ze sztabem propagandowym będzie wypłacał kasę tym bezpłodnym, którzy zdecydują się na wybór medialnej i nieuregulowanej prawnie metody sztucznego zapłodnienia. Całą reszta będzie bulić z własnej kieszeni za leki i wizyty u lekarza, oferującego inną metodę pobudzania prokreacji. W zasadzie radykalnej nowości w zapętlonej paranoi nie ma, wszak mocą administracyjnej decyzji polski pacjent ma prawo wyleczyć sobie zęby „na przedzie”, natomiast te z tyłu podlegają regułom wolnego rynku. Potrójnie zapętlona paranoja wyprodukowana przez skończonego Donalda sprowadza się do prostej zasady: „za leczenie nowotworu metodą chemioterapii państwo wypłaca chorym refundację, za leczenie nowotworu metodą operacyjną pacjent płaci z własnej kieszeni”. Jeśli ktoś się pogubił w moim wywodzie, to chcę zwrócić uwagę, że ja tylko poukładałem paranoję w segmenty i do mnie proszę nie mieć pretensji.

Co jest problemem w tej konkretnej sprawie? Bezpłodność! A jaki program medyczny „uruchamia” Tusk? Żaden program medyczny, ale program socjalny, który dopłaca do jednej wybranej metody paramedycznej, która niczego nie leczy, ale pozwala na sztuczne zapłodnienie. Inżynierii społecznej i genetycznej, w każdej postaci, lękam się jak Michnik święconej wody i do tego wszystkiego znam życie. Operacje plastyczne w pierwszej fazie niemal ratowały życie, pomagały przy skrajnych uszkodzeniach ciała i naprawdę potężnych ludzkich tragediach. Dziś w przerażającej mierze są zabawką dla słodkich idiotek i równie idiotycznych facetów, a klinki obsługujące takie zabiegi nie mają wiele wspólnego z gabinetami medycznymi, raczej przypominają fabryki lalek. Tym samym procesom, przy szeroko otwartych drzwiach będą podlegały inżynieryjne metody sztucznych zapłodnień. Pełna zgoda, w tej chwili mamy do czynienia z autentycznymi ludzkimi dramatami i desperacją, bo jestem sobie w stanie wyobrazić rzeczywiste powody, dla których ludzie decydują się na in vitro. Śmiem twierdzić, że nie ma tu podziałów katolik-lewak, ale gros przypadków to skorzystanie z ostatniej szansy. Tylko, że tak jest teraz, póki in vitro raczkuje. Kolejny etap rozwoju i już niekoniecznie z udziałem in vitro, w naturalny sposób będzie ewoluował w stronę „fabryki aniołków”. Poproszę chłopczyka z niebieskimi oczętami, IQ 160 na starcie, przystojny jak gwiazda Hollywood, wysoki do nieba, silny niczym tur. Nikt mnie nie przekona, że przy masowym dotowaniu zabiegów i masowych grantach dla profesorów nie będziemy mieli za chwilę patologii, ponieważ taka patologia zawsze się pojawia i z czasem przyjmuje formę KONCERNU.

Identycznie było z witaminami, antybiotykami, szczepionkami, też służyły szlachetnym celom, ratowały życie, leczyły z ciężkich chorób. Teraz służą dietom cud, podróżom na Kanary i wytwarzaniu histerii przed wymyślonymi za grube miliardy pandemiami. Zagrożenie patologią, rzecz jasna, nie może blokować rozwoju nauki i medycyny, operacje plastyczne nadal pomagają ludziom w racjonalny sposób, antybiotyki ratują życie. Nie w tym rzecz, żeby chleb zagniatać z pajęczyną. Rzecz w tym, że cały nacisk nie jest kładziony na przeszczepianie twarzy ofiarom wypadków i na przepisywanie antybiotyków w ostrych stanach zapalnych. Nic z tych rzeczy, para idzie w modę genetyczną, która ma od cholery wad, a mimo to jest non stop na topie. Skuteczność in vitro to 30%, etycznie co najmniej wątpliwe, „zysków” demograficznych, czym się mami maluczkich, praktycznie żadnych. Tusk ględził, że będzie dotował 15 tysięcy par rocznie, 15 podzielone przez skuteczność in vitro daje 4,5 tysiąca narodzin i tyle się rocznie w Polsce rodzi. Ogólna liczba urodzonych dzieci w Polsce to około 380 tysięcy, 4,5 tysiąca stanowi 1,2% tej liczby. Za brutalność statystyczną mogę przeprosić, ale też proszę, żeby mi… głowy nie zawracać propagandą. Co w takim razie jest siłą In vitro? Moim zdaniem dwie rzeczy: ideologia i kasa. In vitro jest prymitywną, przestarzałą i mało skuteczną metodą naukową, ale doskonałym narzędziem politycznym i ogromnym narzędziem biznesowym. Ideologiczne pompowanie i dotowanie z państwowej kasy jest doskonałym startem dla rozwoju przyszłych „fabryk lalek”.

Zawsze i wszędzie najgłośniejsza jest ta medycyna, która zapewnia ideologiczne i biznesowe frykasy. Tak jest ze szczepionkami, tak jest z aborcją, eutanazją i tak jest z in vitro. W podobnych przypadkach nawet nie trzeba myśleć, wystarczy zachować instynkt, by poczuć smród na odległość. Fanatycznymi zwolennikami in vitro są dokładnie te same pajace, które machają transparentem „pierdolę nie rodzę” albo uważają skrobankę za fajny sport. Trzeba nie mieć oczu, rozumu i instynktu, żeby nie zauważyć o co rzeczywiście toczy się gra. Podpowiem, że na pewno nie o tych zdesperowanych bezdzietnych, którym szczerze współczuję i życzę jak najlepiej, a co najważniejsze w żadnym razie nie rozliczam za podjętą decyzję, staram się tylko zwrócić uwagę, że usiłuje im się sprzedać maść na szczury. Taka refundacja najprawdopodobniej spowoduje tylko jeden efekt. Gdy coś jest za darmo skutecznie wabi i zachęca do pójścia na łatwiznę. Dziś in vitro jest dla większości rodziców ostatecznością, wcześniej próbują metod leczenia bezpłodności, ponieważ beznadziejną skuteczność in vitro widać najboleśniej przy kolejnych zabiegach, z których każdy kosztuje około 5 tysięcy. Medialne i polityczne bełkotanie wywołuje promocję „maści na szczury”. Ludzie, zwłaszcza w desperacji, zawsze się rzucają na cudowne rozwiązania, ale wystarczy przypomnieć, że 70% kupi kota w worku, za którego zapłaci państwo, by zobaczyć loterię nazywaną nauką. No i jeszcze na koniec ten ulubiony zaśpiew: „nowoczesna metoda, cud współczesnej medycy” - przeciwnicy ciemnogród. In vitro jest nie tylko archaiczną, ale w dodatku łopatologiczną paramedycyną, opartą na mechanice i wspomagaczach hormonalnych. Nie cud, ale desperacja, nie nowoczesność, ale holowany od 35 lat, napakowany ideologią biznes sprzedający złudzenia. Gdzie tu się można doszukać cudu medycyny i nowoczesności, jeśli skuteczność zatrzymuje się na poziomie 30% i to przy powtarzalności zabiegu, co najmniej dwukrotnej?

6
12452 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

21 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    30% skuteczności to jest taka skuteczność, jaką ma większość leków oferowanych przez medycynę. Te procenty to jest margines, jakim w badaniach klinicznych lek ma się w skuteczności różnić od placebo. i trzydzieści dowodzi, że lek działa.

    I nie ma w tym żadnego przekrętu, jeśli lek (czy też procedura, np. in vitro) nie uderza w znany i pojedynczy mechanizm choroby.
    Prostą przyczyną choroby zapalenie płuc jest znana (zbadana) bakteria i antybiotyk w nią celujący ma działać w 90%. Nigdy nie ma oczekiwania, że w 100%, bo biologia robi swoje bez naszej wiedzy ani zgody.

    Ale taka prostota to w medycynie jest wyjątek. Większość chorób ma przyczyny mnogie i złożone. Weź zwykły przykład, dajmy na to - łuszczyca, choroba dotykająca 2-3 osób na 100. Leków na łuszczycę jest z 50, każdy celuje w inny potencjalny mechanizm jej powstania. Dobrze, że jest w czym wybierać, jednemu pomoże to, drugiemu tamto. Trzeciemu nic nie pomoże.

    Jeśli jest dużo leków na tę samą chorobę, to znaczy, że jej etiologia jest złożona. A każdy lek ma 30% skuteczności.

    Etiologia bezpłodności jest bardzo złożona i obejmuje dwie osoby. Wobec tego, nawet 15% byłoby liczbą statystycznie znamienną, chyba, że to już na dwie osoby jest przeliczone, 30% na parę heteroseksualną. To jest naprawdę nieźle.

  2. żaden lek dopuszczony do obrotu nie ma tak niskiej skutecznośći. gdyby jakaś firma chciała zarejestrować taki preparat, naraziłaby się na zabicie śmiechem.
    Rzecz jest w czymś innym i MK intuicyjnie to zauważył. Problem polega na komercjalizacji. od lat w medycynie nie było znaczącego przełomu. nie wprowadza się innowacyjnych leków, bo to się nie opłaca.

  3. Niektóre leki stosowane w chemoterapii mają skuteczność poniżej 4% http://www.wisegeek.com/how-effective-is-chemotherapy-for-cancer.htm

  4. Najciekawszy aspekt zamieszania wokół narodzin w szkle jest taki, że zadeklarowani ewolucjoniści, zwolennicy Karola Darwina chcą poprawić odkryty przez niego mechanizm doboru naturalnego (de facto podważając jego znaczenie), podczas gdy konserwatyści rodem z ciemnogrodu są jego największymi zwolennikami :)

  5. avatar

    Taki na przyklad, jakim bylo opanowanie gruzlicy? Leczy sie ja kilkoma lekami naraz, nie ma zlotej pigulki.

    Jasne, ze szybki zysk daja generyki znanych lekow, ale nie jest prawda, ze nad nowymi sie nie pracuje. Poza tym, to jest nieprawda, ze nie ma przelomow.  Nikt juz HIV nie straszy, bo jest pod kontrola, do wyleczenia daleko, ale przelom zahamowania rozprzestrzeniania jest osiagniety. Chirurg nie wycina zoladka kawalek po kawalku z powodu owrzodzenia (choroba bardzo powszechna) bo sa skuteczne leki. Chemioterapia daje lepsze rezultaty. bo  wynaleziono skuteczny lek przeciwwymiotny. Z czerniaka da sie teraz czlowieka wyleczyc. Slyszales o lekach biologicznych? Takich, ktore hamuja miedzy innymi postep chorob reumatycznych, powodujacych powazne kalectwa? Wiesz, ze jest doustny lek dzialajacy jak zastrzyki heparyny? Dlugo by wymieniac..

    30% roznicy miedzy dzialaniem leku a efektem placebo jest statystycznym dowodem na dzialanie leku. Jest to prog oczywiscie, ma byc 30 lub wiecej.

    Slowa “bzdura” uzyles bardzo dogmatycznie. Nalezy odroznic biologie i chemie od marketing. Wiesz, ja na tym sie nie tylko znam, ja chleb z tego jem.

  6. avatar

    Nie będę udawał znawcy, ale z tymi wszystkimi porównaniami, których wszędzie jest pełno bardzo trzeba uważać. In vitro nie jest lekiem, ale jest prymitywną, mechaniczną, jak dla mnie, paranauką. Zamień sobie całą tę argumentację na zabieg pokrewny, na ile to możliwe. Powiedzmy, że ogłosimy wielkim sukcesem 30% skuteczność przy wycinaniu wyrostka robaczkowego albo 20% skuteczności cesarskich cięć. Słowami można wszystko obalić, wypromować i naprawić, ale rzeczywistość jakby się śmieje ze słów. Nie jestem ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem in vitro, jestem przeciwnikiem pieprzenia o "cudach medycyny", "nowoczesności" i pozostałych idiologicznych i marketingowych sztuczkach. Ze wszystkich metod leczenia in vitro jest najmniej skuteczne, najbardziej kosztowne, do tego modne i przede wszystkim niczego nie leczy, tylko zakłada protezę. Jak świt długi i szeroki na medialnym topie jest metoda, której nie można uznać ani za nowoczesną, ani za skuteczną, ani za etyczną, ale za to świetnie się sprzedaje dosłownie i medialnie. Natomiast jeśli prawdą jest, że leki i preparaty w medycynie mają 30% skuteczności, to ja oczekuję, że każdy producent będzie zawierał taką informację na opakowaniu, bo jak dotąd słyszę, że wystarczy "Laremid" i masz 100% gwarancji, że na urlopie nie dostaniesz sraczki.

  7. avatar

    Co nie umniejsza tego działania, jeśli leczyć się nie da.

    Jak napisałam wyżej, 30% to jest minimum, które wykazuje skuteczność. To nie jest sztywne 30% dla wszystkiego,

    Bezpłodność to jest inwalidztwo wysokiej miary i in vitro jest ostatnią szansą na potomstwo z własnym kodem gentycznym. Próby leczenia bezpłodności przed tym ostatnim krokiem mają pewien procent powodzenia, nazwijmy to 30. Nie ma nic zdrożnego w in vitro, tak samo jak w próbach innych medycznych ekwiwalentów zdrowia; oczywiście nie jest to leczenie, niczego się nie leczy w ten sposób, ale barierę się pokonuje. W 30 procentach.

    Potępianie prób in vitro nie wydaje mi się słuszne. Dodać trzeba, że żadna to frajda dla przyszłych rodziców, a kobieta przechodzi przez zabiegi bardzo przykre i bolesne.

    Co mnie wkurza, to zamrażanie komórek jajowych i trzymanie ich na lepsze czasy.
    Tu znowu są wyjątki - na przykład nie potępiam młodej kobiety, której się zdarzył dobrze rokujący nowotwór i ona decyduje się na ich zamrożenie przed chemioterapią (mogącą zmienić DNA).
    Co innego lenistwo i wygodnictwo, odkładanie potomstwa na póżniej, bo kariera, bo kredyt, bo cudne lato na Hawajach i fajna zima w Aspen. A potem: "Wiesz, kochana, staramy się o dziecko! Mam 44 lata, ale jestem zdrowa i wszyscy mi mówią, że wyglądam na trzydziestkę". "Wiesz, kochana, już tydzień minął od czasu, gdy powinnam mieć okres. John jest szczęśliwy! Jutro idę do lekarza". "Wiesz, co...? Byłam u lekarza.... Nie jestem w ciąży i lekarz powiedział, że to może być przekwitanie..."

    Moda na zamrażanie dotyczy bogatych i statystyka jest taka: zamraża się 10 komórek jajowych, po 10 latach żywych się okazuje 8-9. Zapładnia się je i z 5 daje się zapłodnić. Ze 3 z nich nie są normalne, mają anomalie, to zostają 2. Te się wszczepi i jedno dziecko powinno z tego wyjść. Jeden aniołek.
    To jest obrzydliwa inżynieria na ludzkim gatunku. No, bo wszystko jest na sprzedaż.

    Refundacja in vitro w przypadku normalnej bezpłodności powinna być, w mojej ocenie. Dotyczy bardzo małej grupy ludzi, ale jest ich chorobą.

    Co innego operacja zmiany płci. Fanaberia, choć w sumie trudno orzec, jak się nie było w takiej sytuacji. Być może niewłaściwa płeć to też jest inwalidztwo. Miasto San Francisco obejmuje planem ubezpieczeniowym wszystkich swoich mieszkańców i refunduje operacje zmiany płci. Krótko mówiąc, podatnicy płacą ok. 50 tys dolarów na takiego pacjenta. To dodaję jako ciekawostkę. Następna ciekawostka jest taka, że Chomeini, irański dyktator teokratyczny, zgadzał się na takie zabiegi, udzielał delikwentom islamskiej dyspensy i refundował im operacje w Szwajcarii.

  8. avatar

    Praktycznie mogę się pod tym podpisać, z małym wyjątkiem. "Szkodliwość" in vitro, jak dla mnie jest ewidentna i polega na "przebojowości". O ile się zgadzamy, że nie jest to ani cudowna, ani nowoczesna, ani lecznicza, ani rewelacyjnie skuteczna metoda, to dlaczego jako JEDYNA ma być refundowana przez państwo i non stop jest na topie medialnym? Nie in vitro powinno być dotowane, jeśli już mają być dotacje, ale LECZENIE BEZPŁODNOŚCI. No i jeszcze jedno, bardzo ważne dla mnie. Mam tę przewagę nad innymi Kontrowersyjnymi, że wiem jak blisko i zawodowo jesteś tych tematów, ale ja nie mam ambicji naukowych i nie mam niecnych zamiarów "uczyć ojca jak się dzieci robi", chodzi mi tylko o wskazanie paranoi na płaszczyznach, które są łatwe do oceny dla każdego człowieka potrafiącego logicznie uporządkować fakty.

  9. Właśnie toczę bój w dyskusji z koleżanką z pracy na temat in vitro. Dzięki za garsc nowych argumentów, bo już nie wiem jak mam do niej przemawiac żeby jej wyjaśnic sedno problemu. Mnie najbardziej rozwalił nagłówek wiadomości na WP oznajmiającej decyzję premiera "Na tą decyzję premiera czekały tysiące Polaków". Tak, konkretnie ok 30 tyś, a miliony czekają na decyzję o dymisji, jak słusznie komentowano na forach. Mam kolegę który 10 lat starał się z żoną o dziecko, wydali mnóstwo kasy na 2 in vitra i leczenie wspomagające (farmakologiczne), bez skutku. W końcu spotkali rozsądnego lekarza który dobrał odpowiedni zestaw witamin dla niego i dla niej w cenie rutinoscorbinu a nie antybiotyku i po 2 miesiącach zaszli w ciążę. Może to wyjątek, ale myślę że potwierdzający regułę co do zasadności stosowania in vitro.

  10. Masz rację, problem jest czysto ideologiczny, a cześciowo talmudyczny. Rząd teraz jest czysty,  bo dla niego formalnie in vitro nie istnieje podobnie jak akupunktura czy stawianie baniek. Antykościelnikom chodzi tylko o złamanie rządowej cnoty. Uzyskanie kwitu z pieczątką, że odtąd rząd macza palce i popiera pieniądzem zabiegi nie lubiane przez Kościół.
    Ludzie starający się wszelkimi sposobami o dziecko, niczego na sukcesie Europejczyków nie zyskają. Po pierwsze, zgodnie z komuszą metodą, rząd postawi malutki ogarek żarliwym katolikom w postaci przepisów mocno ograniczjących dostęp do zabiegów. Po drugie procedura będzie 'bezpłatna" czyli ściśle limitowana i wykonywana najtaniej jak tylko się da.

  11. Jest jednak jeszcze jedna płaszczyzna walki. Idzie o te nieszczęsne nadmiarowe zarodki. Nie wiadomo co z tymi zbędnymi kijankami robic. Normalnie - do zlewu, czy zamrażać na koszt państwa?
    To już czysty spór swiatopoglądowo-religijny, bo nowocześni katolicy uważają iż człowiek zaczyna się od poczęcia, natomiast muzułmanie i wyznawcy judaizmu, tak licznie u nas reprezentowani, wierzą,  że dusza wnika dopiero parę tygodni przed porodem, więc problem nie istnieje.

  12. avatar

    Mnie Pismo, nie obowiązuje dlatego każdą interpretację traktuję z jednakowym dystansem. Natomiast logika mówi jasno, że początek jest na początku, a koniec na końcu. Biologia również jest nieubłagana najwcześniejsza faza ludzkiego istnienia to zarodek, jak sama nazwa wskazuje, chyba, że są już jakieś "europejskie metody" cyklu rozrodczego, który zaczyna się na przykład od 14 tygodnia życia płodu. Zatem możemy sobie porzucić teologiczną dyskusję o tym co logicznie i biologicznie jest oczywiste, a zacząć rozmawiać o tym, kiedy można i czy w ogóle można zabijać ludzi. Moim zdaniem można, nawet trzeba zabijać ludzi, ale akurat medycynę w tej roli widziałbym na ostatnim miejscu, o ile w ogóle bym widział.

  13. To nie jest spór światopoglądowa-religijny; owszem byłby takim jakieś 130 lat temu, kiedy swoje żniwo zbierał Einstein i jego materialistyczne pojmowanie praw przyrody. Tymczasem jeszcze za jego życia,w cyniczny,spektakularny sposób na scenę wkroczyła mechanika kwantowa odwracając kota ogonem (dosłownie i w przenośni, kto zna paradoks kota Schrödingera wie co mam na myśli) :) zacierając róznice między dotychczas pojmowanym materializmem, a tzw światem duchowym. Już samo doświadczenie Younga http://pl.wikipedia.org/wiki/Do%C5%9Bwiadczenie_Younga wykazało, że nie da się oddzielić świadomości od materii, burząc ateistyczny model świata. Długo można by było pisać o fenomenie mechaniki kwantowej i jej konsekwencjach, ale najważniejszym wnioskiem jest ten, ktróry zakłada że to świadomy obserwator poprzez dokonywanie pomiarów wpływa na stan materii i z tym faktem zgadzają się już niemal wszyscy naukowcy, łącznie ze Stephenem Hawkingiem. Ten ostatni jeszcze w akcie desperacji podejmuje nieudolne próby "zateizowania" fizyki lecz coraz częściej są one ignorowane przez młode pokolenie naukowców. Po prostu świat działa inaczej i nie ma w nim miejsca na czysty materialistyczny ateizm:) 

  14. avatar

    świadomy obserwator poprzez dokonywanie pomiarów wpływa na stan materii

    A nieświadomy?

  15. Nie wpływa.

  16. No nie wiem.
    Na początku rzeczywiście widziano  elementy metafizyczne w mechanice kwantowej, ale to padło już dawno np. praca Fritjofa Capro była jakąś próba ratowania takich pomysłow. Jednak po 2000 roku wiadomo że kwarki są do bólu prawicowe, ateistyczne, materialistyczne,  i żadnych cudów nie wywołują.
    Jeśli już, to jakaś parareligijna nadzieja kołacze się w fotonach splątanych.

  17. Jest dokładnie odwrotnie:) Na początku próbowano zateizować mechanikę kwantową:) Przykładem może być doświadzczenie myślowe Einsteina zobrazowane parą rękawiczek mające na celu wyeliminowanie nieakceptowalnego przez OTW  tzw oddziaływania upiornego na odległość, które zachodzi między cząstkami splątanymi (splecionymi).Doświadczenia wykazały,że takie oddziaływanie ma miejsce, a Einstein się mylił. Mechanika kwantowa nigdy nie twierdziła,że kwarki nie są do bulu lewicowe, ona stwierdza jedynie,że mogą przyjąć taką superpozycję w zależności od obserwatora i jego intencji:) To jest szalone, ale tak działa świat i są na to dowody eksperymentalne:) Niektórzy mają jeszcze kłopoty z zaakceptowaniem tych wyników, ale tak to działa:)

  18. Pomyślałem sobie, że warto dodać ten link, który w sposób przystępny wyjaśni co mam na myśli:) http://www.youtube.com/watch?v=cjMWbtzAevk

  19. avatar

    Oni nie twierdzą tego, co Ty sugerujesz :)

  20. avatar

    bo w takim nowoczesnym kraju przy tak nowoczesnym premierze przyszło nam żyć.
    Gdzieś tak między dzisiejszą Somalią a Rumunią Ceauşescu z ubiegłej epoki.
    Nic z tego nie rozumiem, tysiące smutnych dzieci czeka na adopcję, jednocześnie tysiące chorych na raka również dzieci czeka na dotacje na leczenie, tysiące chorych na stwardnienie rozsiane również dzieci czeka na dotacje na leczenie a pan premier będzie POlitycznie dotował pary z fanaberiami
    Jak to jest z moralnego punktu widzenia skazywać tysiące chorych na "karę śmierci" (wczoraj pewna pani płakała w telewizji , że ona już czeka tylko na śmierć bo szpital nie ma pieniędzy) ograniczając finansowanie szpitali i klinik.
    Ale czego można się spodziewać jeśli w imię nie wiadomo jakich celów skazało się na "karę śmierci" w Afganistanie inżyniera Stańczaka.

  21. Ostatnio codziennie sterczę w jakichś przychodniach, więc mam świeże spojrzenie.
    Wchodzi sie na obmierzły teren szptala, a tu odnowiony barak z eleganckim napisem obcobrzmiącym. W środku jest odrapany korytarz na lewo, tam goła żarówka na drucie, ciemnawo, tłum nieszczęsników na zydelkach. A na prawo marmury, fontanny. Za hebanowym kontuarem laska cudnej urody wyczekuje klientów. Na prawo robią to samo co po lewej, ale za grubą kasę i od ręki.