Kilka dni temu przez media przetoczyła się informacja o tym, że nagrodę im. Pawła Włodkowica, przyznawaną przez Rzecznika Praw Obywatelskich ma dzisiaj dostać amerykański sędzia Sądu Najwyższego Antonin Scalia. Nagroda ta przyznawana jest od 2006 r. "jako wyraz uznania Rzecznika Praw Obywatelskich dla występowania w obronie podstawowych wartości i prawd, nawet wbrew zdaniu i poglądom większości, przez osoby fizyczne i prawne.
Dla lewicujących amerykańskich liberałów A. Scalia to niemal synonim diabła. I z drugiej strony dla amerykańskich konserwatywnych prawicowców (dla których synonimem słowa ?diabeł? jest określenie ?lewicujący liberał?) ten sędzia to bohater. Jest on głosem prawicowej moralności, ostatnią ostoją tradycyjnych wartości w tej niezwykłe ważenie instytucji.
W USA Sąd Najwyższy jest ostatecznym i niezależnym interpretatorem konstytucji. Od 1801 roku SN rozstrzyga tam o zgodności ustaw z Konstytucją, co daje mu dużo większą władzę niż mają europejskie sądy konstytucyjne. Pamiętajmy, że amerykańska konstytucja jest aktem nie tylko bardzo krótkim (siedem artykułów oraz 27 poprawek), ale i dość niejasnym. Po za tym zadaniem Sądu Najwyższego jest rozstrzyganie zależności między rządem federalnym, stanami i obywatelami. Jego rola wkracza w sfery, które w większości krajów świata należą do innych gałęzi władzy.
Sędziowie są wyznaczani przez prezydenta, potem ich kandydaturę musi zatwierdzić Senat. Po wybraniu kadencja sędziego jest nieograniczona i z reguły służą oni do momentu gdy wiek lub pogarszający się stan zdrowia skłoni ich do dobrowolnego odejścia na emeryturę. Ten system ma zapewnić pełną niezawisłość sędziów i uwolnić ich od jakichkolwiek presji politycznych. Jako że amerykańskich jurystów cechuje duża witalność, wybory sędziów są stosunkowo rzadkie.
Stabilność składu SN, oraz jego olbrzymie kompetencje powodują, że z wyborami sędziów wiążą się zazwyczaj gorące emocje polityczne. Tak samo jest też z działalnością orzeczniczą Sądu. W Europie często zarzuca się sądom konstytucyjnym, że ich decyzje mają charakter polityczny. W Stanach Sądowi Najwyższemu takich zarzutów się stawia. Po prostu jest to oczywista oczywistość, że tak zwany aktywizm sędziowski Sądu Najwyższego USA jest niczym innym, jak tylko uprawianiem polityki.
Już sam wybór A. Scalii na stanowisko sędziego, którego dokonał 22 lata temu Ronald Reagan, wywołało oburzenie liberałów. Potem było tylko gorzej.
Sędzia Scalia wielokrotnie dał się poznać jako człowiek o zdecydowanych, konserwatywnych poglądach i ciętym języku. Bardzo dyskutowaną w USA sprawę legalności stworzenia specjalnego wojskowego sądu dla więźniów obozu w Guantanamo - którym jednocześnie USA odmawiają statusu jeńców wojennych - skwitował: "Wojna jest wojną i nigdy tak nie było, że kiedy schwytano wroga, to trzeba było mu zapewnić proces w cywilnych sądach". Scalia akceptuje też stosowane w Guantanamo tortury.
W 2002 r. był jednym z trzech sędziów, którzy głosowali przeciw uznaniu za naruszenie konstytucji stosowania kary śmierci wobec osób upośledzonych psychicznie i nieletnich. Sędzia Scalia argumentował, że jeżeli kara śmierci ma być sprawiedliwa i efektywna, to musi być stosowana bez żadnych wyjątków. To tylko dwa przykłady bardzo kontrowersyjnych poglądów sędziego. Inne, które forsował jako sędzia, również wywoływały białą gorączkę u lewicowców. Zakaz aborcji, zniesienie ograniczeń w posiadaniu broni albo propozycje aby poszczególne stany mogły uznawać za przestępstwo związki homoseksualne to nie tylko powód do krytyki Scalii przez liberałów. Te poglądy to także niemal archetypowe, sztandarowe postulaty amerykańskiej prawicy. W szczególności tak zwanej prawicy religijnej.
Mam wrażenie, że wybór Obamy na prezydenta wywołał jakiś fałszywy obraz USA w Polsce. To nie jest tak, że skoro amerykanie wybrali czarnoskórego demokratę na prezydenta, to całe to społeczeństwo skalda się z światłych lewicowo ? liberalnych demokratów, co to będą legalizować związki homoseksualne, aborcje i walczyć o praw mniejszości etnicznych. Amerykańskie społeczeństwo to także kilkadziesiąt milionów WASP którzy wierzą w Biblię i prawo do noszenia broni. Wierzą także w karę śmierci i w to, że związki homoseksualne to grzech i obraza moralności.
Często powtarzano opinię że walka pomiędzy McCainem a Obama była też wojną między Ameryką konserwatywną a liberalną. Ten pogląd jest banalny, i sugeruje, że walka ta rozgrywa się tylko w czasie wyborów. Nieprawda. Najczęściej te batalie kończą się właśnie na sali rozpraw amerykańskiego Sądu Najwyższego, a A. Scalia to czołowy wojownik jednej ze stron.
Kompletnie nie wiem, po co przyznawać Scalii nagrodę polskiego Rzecznika Praw Obywatelskich. Polski system prawny za podstawowe prawo uznaje prawo do życia. Nie ma u nas mowy o karze śmierci. Polski system prawy uznaje godność ludzką za nienaruszalną. Nie ma mowy o stosowaniu tortur i poniżania kogokolwiek, w jakikolwiek sposób. Skoro nagroda ma być przyznawana tym, którzy występują w obronie podstawowych wartości i prawd, to dlaczego przyznawać ją komuś kto głosi i forsuje poglądy sprzeczne z owymi podstawowymi, obowiązującymi w naszym systemie prawami?
Przyznanie nagrody A. Scalii ja osobiście interpretuje jako honorowanie przez instytucję RPO poglądów głoszonych przez tego ultra konserwatywnego sędziego. Ja rozumiem, że prywatnie pan Kochanowski może być zwolennikiem kary śmierci, ale nie zgadzam się na to aby w propagowaniu tych poglądów uczestniczyła instytucja Rzecznika.
Nie wiem, może pan Kochanowski uważa że w Polsce mamy podobny konflikt światopoglądowy ja maja tam w USA? Wojna między, powiedzmy, Polską Rydzyka, a Polską Napieralskiego? Wątpię, aby taki konflikt miał rzeczywiście miejsce. Szkoda tylko, że Rzecznik Praw Obywatelskich tak jednoznacznie opowiedział się po jednej ze stron.


Jakoś nie pamiętam...
abym miał dawniej jakieś poważne zastrzeżenia do Łętowskiej, Zielińskich czy Zoll'a.
Dopiero obecny RPO zdaje się zapominać o tradycjach urzędu wypracowanych przez kilka kadencji naszych Rzeczników i wzorcach skandynawskich ombudsmanów.
Cóż, ktoś miał wyjątkowo kiepską rękę do nominacji personalnych. Nie jedyny to przecież przypadek.