Zerwał się o świcie, bo chciał jeszcze zastanowić się, co zabrać. Za safari niby zapłacili już dwa dni temu, ale trochę keszu nie zawadzi, komórka trzymała tydzień, ale na wszelki wypadek ładowarkę wziąć. I adidasy firmy Nike, które pakował automatycznie przy wyjazdach. Kilka ubrań, komp? Bez przesady ... Nagle olśniła go wątpliwość - czy wymeldowyją się z hotelu? Chyba nie, przecież zapłacone, raczej nikt nie mówił o zabieraniu wszystkiego. Odruchowo zamknął okno, cóż, w drogę.
Na dole był jako jeden z pierwszych. Bo pierwsze były Alina i Weronika, razem z Markiem, rzecz jasna.
- Proszę iść do jadalni, trzeba coś zjeść przed drogą, potem nie będziemy się co chwile zatrzymywać. Niech każdy weźmie butelkę wody mineralnej i suchy prowiant - są w cenie. Kto ma chorobę lokomocyjną?
Miał znane uczucie, ze o czymś zapomniał. Po chwili wahania wrócił się, zabrał klucze od domu. Kartę miał. Płatniczą. A trudno, weźmie sweter, nic nie powinno się stać, ale na pustyni chłodno bywa nocą.
- No nie mogę, gdzie ty się wybierasz, w Himalaje?
Wiedzial, ze tak będzie, wiedział, ze powie to Weronika.
- Nie wiadomo, gdzie nas zawiezie ten nasz kierowca, a tym bardziej Marek, skoro to on ma być zdaje się zmiennikiem.
- Trochę dziwnie zrobili, co? Rezydent zostaje, Judyta jedzie.
- Zamiana ma jeden plus: jesli Marek pogna za fatamorganą, przynajmniej bedziemy mogli sie dogadać z osobą znającą plan wypadu.
- Potem jedziemy patrzeć wielka pustynia - Alina miała dar naśladowania głosów, uśmiali się.
Przyjemna pogawędkę przerwał przewodnik wpadając znienacka:
- No gdzie oni są?
- Ci wszyscy moi przyjaciele - Weronika chyba wzieła sobie za punkt honoru zaskakiwać dziś.
- Że co? Pytam o reszte grupy, już musimy się zbierać, chyba że ktos marzy o jeździe w 45 stopniach.
- Ale popatrz, już idą chłopaki.
Rzeczywiście Tak Michał, jak Roman podążali z wolna w kierunku ich stolika.
- Dziewczyny nie jadą!
- Wiem, ze nie jadą, wczoraj wycofały wpłaty, mówiły, że to przez opóźnienie, nie mam żalu, mówiłem wszystkim, ze moga to zrobić. Wy jedziecie? Bo jesli tak, to idźcie coś zjeść przed drogą, potem nie będziemy się co chwile zatrzymywać. Niech każdy weźmie butelkę wody mineralnej i suchy prowiant - są w cenie. Ma chorobę lokomocyjną któryś z was?
Okazało się, że cała reszta już czekała na zewnątrz. Judyta w wersji przedszkolanka doholowała skutecznie stadko złożone ze Stefana z Hanną, Danuty i Tadeusza. Wszyscy dzierżyli w dłoniach butelki, prowianty, mieli tez sporo bagażu.
- Ci to dopiero na wyprawę polarną przyszykowani!
- Zamiast krytykować sami idzcie po jakieś cieple rzeczy póki czas, na pustyni bywa zimno, nawet minusowe temperatury bywają. Autokar jest duży, a nas mało, wszystko się zmieści.
Karol zaczął zastanawiać się, czy w ogóle wyruszą, jednak reszta wróciła całkiem sprawnie, fakt, ze niezbyt obładowana, ale zawsze to...
- Pytam ostatni raz: kto ma chorobę lokomocyjną?
- A jakby ktoś sie przyznał, to wtedy co? Pluton egzekucyjny? - Roman zadziwił do tego stopnia, ze przebił Weronikę.
- Daj mu spokój, przecież chce naszego dobra - Weronika nie oddała pola bez walki. Jednak tym razem uzyskała nieoczekiwany efekt: Marek spojrzał na nią mało, że z wdzięcznością - spojrzał tak, jakby ja zobaczył poraz pierwszy. Sekunda zastygła, cisza zapadła, bo podniosłość chwili udzieliła się nieświadomej zdarzenia grupie, jednak wkrótce otrząsnął się i poleciało już dalej:
- Wsiadamy! Proszę bardzo!
***
Znów siedział sam w autobusie, prawie jak polityk w podróży służbowej. Czasem mu to przeszkadzało, choć zwykle sam starał się nie obciązać siedzeniowym towarzystwem zawsze nużącym po jakimś czasie. Koncepcja niespodziewanie okazała się korzystna.
- Zaszłam, żeby sie trochę rozruszać - Alina była dla niego zagadką, uparta, stojąca twardo na ziemi, a jednocześnie szalona i nieobliczalna. Artystka! Z nią potrafił rozmawiać tylko konkretnie, ona chyba tez tak wolała.
- Wywołałyście filmy?
- Jasne, nasze i Romana. Miał nawet kilka ciekawych ujęć, wymieniliśmy się.
- Czym?
- No zdjęciami i mailami.
- I komórkami, i adresami...
- Pamiętasz, jak mi sie wtedy komórka Marka przydała? Nie, żebym ją zamierzała przechowywać po kres moich dni. Ale warto z niektórymi zachować kontakt. Różnie bywa.
- On chyba jest całkiem niezły w fotografice, ten jego Nicon klasa sprzęt.
- No. Wziął, obiecal mi pożyczać nawet. No to lecę.
I poleciała. Ludzie maja pasje, to budujące. Za oknem przesuwały się jakies zarośla (opuncje? palmy, drzewa cytrusowe), potem, najpierw z rzadka, a później coraz częściej zaczęły pojawiać się puste wzgórza z beżowego piasku.
- Niebawem dojeżdżamy do el Jem, gdzie zobaczymy amfiteatry rzymskie i Muzeum Archeologiczne. Będzie tez okazja napić się kawy. El Jem to ośrodek kulturalny Cesarstwa Rzymskiego, niegdyś tętniący życiem, obecnie jego znaczenie zmalało, jednak pozostał perłą architektury...
Amfiteatr większy od rzymskiego Colosseum. Ta Tunezja jest niedoceniana jednak, maja masę zabytków. Pomyślal też, że dobrze się stało z wyborem tego akurat kraju, a nie Turcji. Nie mówiąc o innych aspektach...
- Haniu, nie kupuj tu Ręki Fatimy, będą lepsze okazje.
- Ale ta mi sie podoba, prawda, Danusia?
Danka odruchowo stanęła po stronie własnej płci, solidaryzm zobowiązuje zawsze i wszędzie.
- Pewnie, ja też kupię, nie wiadomo, co nas jeszcze spotka, a ten znak przynosi powodzenie. To symbol płodności, ale też talizman podróżnych. Arabowie nadal go stosują, zobaczycie, że go noszą w dzikich okolicach.
Była obiecana kawa, poszedł na kawę, spotkał Judytę samotnie pilnującą wolnego stolika dla grupy.
- Wiesz, uciekniemy stąd na pustynię. Nikt nas nie znajdzie.
- Dobrze. A potem, gdzie potem uciekniemy?
- Zobaczymy. Jest tyle możliwości.
- Choć przecież w sumie to my nie musimy uciekać.
- Mimo to uciekniemy, dla zasady.
- Oczywiście.
Uwielbiał ją, niestety nadciągała reszta.
- No i to bardzo dziwne, taka mała kawiarenka, wycieczki ciągle przyjeżdżają, a miejsca są.
- Ustawiamy się w kolejkę, zaraz jedziemy do Chebiki, to oaza, chociaż jeszcze wlaściwej pustyni nie zobaczymy.
- A fatamorganę po drodze?
- Ten amfiteatr ma konstrukcję stosowaną przy budowie współczesnych stadionów.
- Tutejsze dziewczyny noszą naczynia na głowach, pewnie dzieki temu mają taki taneczny chód.
Nie odwracając sie poznawał, nawet nie po głosie.
- Wziąłem troche leków na wszelki wypadek.
Roman? Dziś zdecydowanie wygrywał z Weroniką w kategorii: zadziwianie publiki. Judyta wstając usmiechnęła sie do niego:
- Przybij piatkę! Czyli Ręka Fatimy.
Przybił. Czyżby na tej wycieczce znalazł, niezaleznie, jak to zabrzmi, kobietę swojego życia?
- Ja chyba oszaleję! Zaklepałaś te jeepy czy nie?!
- Przecież to Ahmed umawiał. Zaczekaj, może jesteśmy za wcześnie.
- Chyba za późno, jestes pewna, że kasę dostali?
- Jestem pewna.
- Jakbyś ty mogla mieć w czymkolwiek pewność albo ja mógłbym z pewnością ci uwierzyć!
- Raczej sobie, bo ostatecznie miałes masę czasu, żeby się osobiście upewnić, poza tym możesz teraz zadzwonić i spytać - Judyta złamała zasadę niewdawania sie w dialog.
- Ja dzwonił nie będę!
Ku satysfakcji całej grupy szosą zbliżały się cztery Toyoty wzbijając tumany kurzu.
- Powiemy im?
- Lepiej nie przeszkadzajmy, moze jakieś sprawy organizacyjne omawiają. Normalnie sobie wsiądziemy, moze uda się odjechać bez nich.
- Nie wygłupiaj się.
- A ty co nagle taka poważna?
Karol kombinował, czy kierowca da mu poprowadzić. Niby asfaltówka, ale potem pewnie będzie piaskowa droga. Przecież pamietał, że gdzies tutaj , wśród tych krzaczków i połaci piachu była trasa rajdu Paryż - Dakar. Na razie wsiedli, jechali, pojawiło się jezioro na horyzoncie. - Jestem na prawdziwej pustyni! - Staś i Nel, zdziwiło go pierwsze, w zaden sposób nieuzasadnione skojarzenie; mijając wszystko naprawdę nie był już dzieckiem. Co nie zmienia faktu, że zobaczył prawdziwą fatamorganę. Zresztą oni wszyscy ją widzieli, to też było zadziwiające - każdy zobaczył to samo. Z przodu Roman pstrykał.





Zauważam
produkt placement ;) Ale całości odcinka nie czytałem, wolę przeczytać kilka ciurem.
Jedno Nike raptem:) Chodziło mi, że adidas nie marki Adidas.
Ludzie nazywają przedmioty marką. Lepiej wymyśloną markę wpisać?
Oj to był żart
ale można napisać "adidasy ulubionej marki z ....(i tu opisać symbol marki np. ...trzema białymi paseczkami albo z figurką pędzącego drapieżnika cokolwiek.
Nike też może być - po prostu komentarzem potwierdziłem że jestem i monitoruję proces twórczy,
Wydawało mi się, że taka opisówka nie pasowałaby do stylu
myślenia nieszczęsnego kolegi Karola. Monitoring tego Harlequina ... współczuję:) Różne przygody ich zaraz spotkają, kłopotów co niemiara, już związki zaplanowane kto z kim... :) Jak to się skończy?
Codziennie pisać nie daję rady czasowo jednak.
Napisało się jedenaście odcinków i poleciało się
na inne kwiatki. Słomiany ogień w Waćpani :(
No już napisałam:)
...
Efemko. A momenty bendom?
Efemko. A momenty bendom?
e_krakowski
momenty
Momenty są, trzeba tylko uważnie czytać.
Znalazłem dwa: Roman przebił Weronikę, a Alina zaszła.
Chlor
A nie wiem. Potrzebne?
.
Były w odcinku 8 i 1/2
tylko go znaleźć nie mogę
Hm, uf, jeśli to sie kiedyś skończy, dopiszę specjalnie
suplement;) Czyli wzorzec w postaci "Pana Tadeusza"... O, moze mi kto inny napisze?
... a po co szukać jakiegoś współczesnego Fredro?
Pisz pod innym nickiem. O ile pamietam to masz chyba jakiegoś zapasowego.
PS
Ja Ci nie napiszę, ale Markiz pewnie już zaczął zbierać materiały
Gdzie można kupić tę
kawę?
Bez Gryzonia nie ma szans na dzień dobry
Sugerujesz,
że ta fatamorgana to po kawie?
Juz poprawiłam:)
Pozdrawiam.