Nie da się ukryć, że najskuteczniejsi w ostatnim dwudziestoleciu byli ludzie dotknięci kontaktami z SB. Jaki w tym myk się pojawił? Czy to jakoś wyróżnia czy też obciąża? Jak dla mnie starcie z SB jest jedynym w swego rodzaju doświadczeniem, ogniem, w którym wykuwa się stal. Słabi upadają i pochylają głowy, silni stają się tak twardzi że SB ich łamie albo się o nich rozbija.
Charakter człowieka można poznać jak sobie radzi w trudnych sytuacjach. Samego człowieka - po całokształcie. Jeśli mam iść dalej to tutaj podziękuję SBkom za Komorowskiego, Celińskiego, Czumę, Michnika, Frasyniuka, Boniego, Izakowicza-Zalewskiego, (jeśli to prawda) to za Życińskiego, Wałęsę, Niesiołowskiego oraz dziesiątki anonimowych lub mniej znanych twardszych niż stal gdzie SB choć waliła młotem nie złamała. Oraz dziękuję SB za to,że swymi działaniami pokazali tandeciarzy jak Macierewicz, Kaczyńskie, Giertych oraz innych niedorosłych do walki z SB bo najpierw chcieli coś osiągnąć za układy a się ostatecznie spóźnili.
Ogień z wszech miar jest zły bo niszczy, ten ogień upadlał ale wyłoniły się z niego małe perełki, które choć już tracą swój blask partyjną grą i politykowaniem i partyujniactwem - nadal lśnią na tle tandety.
Na szczęście cykl urodzeni w 1989 roku w dużej części tchnie we mnie ducha optymizmu i spokojniejszego jutra. Nie ma obciążonego genetycznie pokolenia, choć z drugiej strony szkoda bo w życiu goryczka PRL też mnie ukształtowała, choć to w całości był stosunkowo krótki okres. Ale jaki barwny w tej całej szarości. PRL był nieprzewidywalny, bezradny i bezduszny, społeczeństwo zaskakujące - a duch - tak czysty jak polska wódka.
Ja się nie martwię, mimo paniki że młodzi są sceptycznie nastawieni do obecnej klasy i polityki - widzę to, w co wielu wierzy i ma nadzieję - pełna świadomość obywatela, gotowość brania życia i swego losu w swoje ręce, nie oczekiwania na daj tylko zrobię.

