My niewinni, to niemieccy naziści

[?] To boli,
Okropnie boli,
Kiedy to nie żaden obcy wróg,
Ale oni!
Synowie i córki Polski
Która kiedyś jeszcze
Będzie się za nich wstydzić.
Śmieją się, dławią ze śmiechu,
Widząc jak na ulicy
Nasz wspólny wróg
Zabawia się Żydami.
Bije i dręczy starców,
Grabi bez opamiętania,
Obcina brody starym Żydom
Jak się kroi chleb.
A oni
Dziś tak jak my
Pozbawieni ojczyzny,
Którzy jak my na własnej skórze czują
Okrutną rękę wroga
W takiej chwili
Śmieją się i radują,
Gdy duma i honor Polski
Doznają takiego poniżenia,
Gdy biały polski orzeł
Tarza się po ziemi
Pośród obciętych bród,
Czarnych i siwych włosów
Z bród żydowskich,
Czy to nie hańba
Na całą wieczność?
Czy oni sami sobie
Nie plują teraz w twarz?
To boli!
Okropnie boli!


Wiersz ? To boli? napisał w 1940 roku Mordechaj Gebirting, krakowski cieśla i poeta ludowy, którego teksty należą do klasyki żydowskiego folkloru i piosenki pierwszej połowy dwudziestego wieku. Tłumaczenie Piotra Sommera.


6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (2 głosy/głosów )

Dobry wieczór! Chciałbym

Dobry wieczór! Chciałbym uspokoić, że aluzję zrozumiałem, ale też i dopytać. Winni czemu jesteśmy, my Polacy? Holokaustowi? Winni jesteśmy gettom ławkowym, niezbyt inteligentnemu analizowaniu anatomii Żydów i zarzutom "krzyżowania Pana Jezusa". Paru rękoczynom, niestety paru zabójstw też się zdarzyło. Ale, to wszystko dowody na to, że my z Niemcami zorganizowaliśmy holokaust i temu jesteśmy winni? Żadna poezja nie przekona mnie do takiej odpowiedzialności. Za polską głupotę się wstydzę, ale heroizmu od nikogo nie wymagam, za ratowanie Żydów groziła kula w łeb i Holokaustu nie dam sobie wcisnąć, ani wierszem, ani prozą, a już na pewno tanią propagandą zbrodniarzy.


Chwała sponsorom: opony i felgi


Dobry wieczór.

Poeta opisał w swym wierszu, jak sądzę, przemarsz Żydów krakowskimi ulicami w kierunku bydlęcych wagonów. Polacy obserwujący takie marsze, zachowywali się tak, jak to autor opisuje. W najłagodniejszej wersji. Bywało gorzej. Nie pisze, że jesteśmy na równi z nazistami, winni tej masakrze. Opisuje ból który czuje, gdy Żydzi, niczym bydło, na rzeź są prowadzeni, a ich niedawni sąsiedzi zachowują się w myśl pawlakowego: Jak to dobrze, że to na ciebie trafiło.


Za dużym jestem tchórzem, aby rozprawiać o kuli w łeb, ale gdy czytam o takich przypadkach, to jest mi wstyd za przodków.


Pozdrawiam.


Łącze się w bólu w obszarze

Łącze się w bólu w obszarze wstydu, za zachowania niegodne opisane przez podmiot liryczny i jeszcze gorsze, które miały miejsce. Niemniej proszę, abyśmy potrafili siebie karcić tam gdzie się nam należy, ale też bronić, gdzie się nam nie należy. Specjalną miłością do megalomańskiego narodu żydowskiego nie pałałam, ale z tego co im zrobili Niemcy nigdy się jak część Polaków nie cieszyłem, nie podważałem i co więcej za to co opisane w wierszu, jako Polak wstydzę się solidarnie.


Natomiast czym innym jest ludzka podłość, którą dostrzegam, a czym innym udział w zbrodni. Jeszcze czym innym i moim zdaniem niegodnym, moralnie niedopuszczalnym jest wymaganie od Polaków heroizmu w obliczu kary śmierci. Bronienia "obcych" kosztem własnego życia i życia bliskich. Podła jest ta radość z tego, że człowiek człowieka tak poniewierał i katował, ale nie wolno mieć też pretensji do tych co się nie śmiali, tylko przerażeni łkali pochowani po kątach.


Za to chwała bohaterom takim jak Sendlerowa i wielu innych co myśleli i czynili więcej niż po ludzku. Jak ja bym się zachował? Nie wiem? Nie wiem poza jednym, na pewno nie cieszyłbym się z ludobójstwa, ale czy byłbym bohaterem mając tak wiele do stracenia jak nie tylko moje marne życie, ale życie mojej rodziny? Nie wiem. Nie umiem odpowiedzieć, jednak mimo potencjalnego tchórzostwa, holokaustu wcisnąć sobie nie dam. Można mnie nazwać ostatecznie, tchórzem, ale nie ludobójcą. Nie mieszajmy porządków i kalibru spraw. Takie małe marzenie.


Chwała sponsorom: opony i felgi


Jak ja bym się zachował?

portret użytkownika cmss

Drobne zmiany wprowadzimy do Historii. Adolf nie ma nic do żydów, on nie lubi słowian.
Nauka niemiecka w stanie kwitnącym jest, Bomba a stąd Świat do Rzeszy należy. Czas rozwiązać problem słowiański.


Pytanie: jak zachowają się członkowie "narodu wybranego" na ziemiach byłej RP?


PS Podpowiedż dla tych ociężałych nieco umysłowo: czytamy Biblię.


PPS Pozostali zainteresują się (mam nadzieję) bliskim wschodem w czasach obecnych.


Platonicznie...


Nie wiem, bo i skąd, jak wtedy było. Czytając czy słuchając

portret użytkownika fM

relacji różnych osób wytwarzam sobie pogląd. Relacje różnią się krańcowo, ale nie muszą być sprzeczne - zdarzali się bohaterowie ukrywający Żydów, zdarzały się przejawy nietolerancji. Była wojna, a to nie jest czas poddający się ocenom porównywalnym do czasów pokoju.


Trwają próby przechylenia szali na którąś ze stron, ja nie wiem.


tyle wiem

portret użytkownika Lukrecja

TM1
S P O Ł E C Z E Ń S T W O
Ksiądz Włodzimierz Marian
Grochowski skupiał wokół siebie
dzieci, młodzież i dorosłych,
zakładając różne organizacje
i stowarzyszenia. Kapłan opiekun
uchodźców, wspomagający Żydów, budujący
szkoły z cegieł produkowanych
we własnej cegielni, członek zarządów
instytucji finansowych, wreszcie poseł
na Sejm ? to nie była na mazowieckiej
wsi postać typowa.
Urodzony 7 września 1884 r. w Strubinach
(powiat płoński), w Pułtusku
ukończył gimnazjum, a seminarium duchowne
? w Płocku. Po przyjęciu święceń
kapłańskich był wikariuszem
w Bielsku, Pałukach, Karniewie, Lipnie
i Raciążu. Proboszczem strzegowskiej
parafii św. Anny został w maju
1917 r. Zamieszkał na plebanii razem
ze swoim bratem Franciszkiem (późniejszym
lekarzem w tutejszym ośrodku
zdrowia) oraz siostrami Marią i Danutą
(Wiesław, syn Marii, mieszka
obecnie w Warszawie).
Do pożarów i na występy
? Ksiądz założył u nas nawet Żeńską
Straż Pożarną. Byłyśmy tam z Lilką
Szymańską takimi zastępowymi. Gdy
zachodziła potrzeba, jeździłyśmy do pożarów,
a poza tym pomagałyśmy organizować
różne uroczystości. Ja często
naprawiałam też kościelne chorągwie
? wspomina Janina Sosińska z domu
Gryszpanowicz.
Pod swoją opieką proboszcz miał organizacje,
które dzięki niemu powstały:
Ochotniczą Straż Pożarną, harcerstwo,
Stowarzyszenie Młodzieży Wiejskiej
i wspomnianą Żeńską Straż Pożarną.
? Do tej pory pamiętam, że należały
do niej także moja siostra Zofia [dziś:
Krysiak ? przyp. red.], Halina Nowowiejska,
Zofia Zieleniewska, Lilka Dumin,
Lucyna Kosiorek, Janina Łapińska,
Irena Grzegorzewska, Wiktoria
Siennicka, Zofia Kosiorek, Stasia Osińska,
Krysia Kubińska i Eufemia Krysiak
? wylicza pani Janina.
? Mnie natomiast ksiądz Grochowski
utkwił w pamięci jako autor jasełek. Organizował
też z nami teatr młodzieżowy.
Jeździliśmy z występami po okolicznych
wsiach, a punktem kulminacyjnym
każdego przedstawienia był tańczony
przez nas krakowiak ?mówi Zofia
Krysiak. ? To był wspaniały kapłan
i człowiek. Myślę, że zasłużył na więcej
pamięci. Choćby z tej racji, że był
posłem, jego zdjęcie i biografia powinny
być wyeksponowane w naszym
Urzędzie Gminy ? dodaje.
Owocny spacer z prezydentem
W latach I wojny światowej kierował
Komitetem Opieki nad Uchodźcami
i współorganizował na tych terenach
Polską Organizację Wojskową. Bronił
też przed sądem peowiaków, którzy nie
tylko spotykali się w jego mieszkaniu,
ale nawet ? za zgodą księdza ? przechowywali
broń na strychu kościoła św. Anny.
Od 1920 r. proboszcz ze Strzegowa
był członkiem Rady Szkół Powiatowych,
Zarządu Obwodu Towarzystwa
Popierania Budowy Szkół Powszechnych,
prezesem Straży Pożarnej w Strzegowie
oraz inicjatorem budowy tutejszej
remizy.
Budził różne emocje i wśród księży,
i samych mieszkańców Strzegowa.
Niektórzy mieli mu za złe, że do budowania
szkół i remizy używał materiału
z własnej cegielni w Kuskowie (choć
prawdopodobnie dał go nieodpłatnie).
? Ludzie, jak to ludzie, doszukiwali się
w tej działalności jakichś ukrytych interesów
? wspominają najstarsi strzegowianie.
Tak czy inaczej, dzięki niemu
pobudowano szkoły w Strzegowie,
Rydzynie i Mdzewie.
Nikt jednak nie kwestionował jego talentu
organizatorskiego czy zasług dla
rozwoju życia społecznego i kulturalnego.
? Ani tego, że proboszcz Grochowski
swoją pozycję oraz znajomość
z prezydentem Mościckim wykorzystywał
wyłącznie dla dobra naszej miejscowości
? twierdzi Teofil Bledzewski,
emerytowany nauczyciel strzegowskiego
LO, z zamiłowania zbieracz opowieści
z dziejów Strzegowa i okolicy.
?Krążyła nawet pewna anegdota związana
z ich zażyłością ? opowiada. ? Otóż
gdy prezydent Mościcki przejeżdżał któregoś
razu przez Strzegowo, tradycyjnie
z inicjatywy księdza ustawiono na moście
przez Wkrę bramę powitalną. Długo
oczekiwany gość nadjechał, przywitał
się z przyjacielem i skorzystał z jego
zaproszenia na pogawędkę o wsparciu
finansowym budowy remizy strażackiej.
Prezydent i proboszcz na plebanię udali
się pieszo, a że było akurat po deszczu,
obaj zabłocili buty. Mościcki zwyrzutem
pokazywał swoje przyjacielowi,
a ten miał odrzec: ?Panie prezydencie,
jeśli pan nie wesprze takich miejscowości,
to tu zawsze będą takie drogi. Ci
biedni ludzie muszą chodzić do kościoła
przez to błoto!?. Mościcki z uśmiechem
wręczył wówczas zdumionemu
kapłanowi czek na kwotę, która wystarczyła
na remont ulicy Kościelnej i poważne
wsparcie budowy remizy.
Na plebanii Niemcy i konspiratorzy
W latach II wojny światowej ksiądz
Grochowski włączył się w działalność
konspiracyjną. Dotychczas jednak niejasna
jest dla wielu jego postawa w tamtych
czasach. Trudno im było pojąć, dlaczego
proboszcz i spotyka się z Niemcami
przy herbatce, i ofiarowuje pomoc
ruchowi oporu. ? Dzięki stworzeniu pozorów
przychylności dla okupanta, plebania
nie była jakoś szczególnie nękana
? tłumaczą ci bardziej wtajemniczeni.
? A to wielu ludziom pozwoliło
uniknąć kary śmierci czy wywózki do
obozów koncentracyjnych, bo ksiądz
niejednego ukrywał u siebie lub u znajomych.
Te spotkania z Niemcami miały być
przykrywką innej jeszcze zakazanej
działalności. Otóż siostra księdza Danusia
w 1941 r. uczyła dzieci na tajnych
kompletach Zajęcia odbywały się wówczas
przy ul. Kościelnej 45.
? Nasz ojciec Antoni Gryszpanowicz
zawsze był odpowiedzialny za sztandar
z Orłem Białym ? wspominają Janina
Sosińska i Zofia Krysiak. ? W czasie
okupacji ksiądz Grochowski z narażeniem
życia ukrywał ten sztandar na plebanii.
Często też, zwłaszcza w czasie
nabożeństw majowych, choć na chwilę
spotykaliśmy się przy figurce koło remizy
OSP. To podnosiło nas na duchu,
pomagając przetrwać najcięższy czas.
Rodzeństwo Grochowscy wspierało
się nawzajem przy różnych okazjach.
Do historii przeszły na przykład przyjęcia
komunijne, jakie ta rodzina organizowała
dla strzegowskich dzieci.
? Dziewczęta miały na sobie białe
stroje i błękitne szarfy, a chłopcy krótkie
ciemne spodenki i białe koszulki.
W ogrodzie siostry księdza Grochowskiego
rozstawiały stoły nakryte białymi
obrusami. Częstowano nas bułeczką
z masłem, ciastem, a do picia było kakao.
Do dziś czujemy jego smak ? mówią
Elżbieta Mizerska i Marian Pauba.
? Równie życzliwy, otwarty na ludzi
był Franciszek, brat proboszcza ? opowiada
Barbara Bledzewska. ? Jako młoda
pielęgniarka miałam przyjemność
z nim pracować w tutejszym ośrodku
zdrowia. Był świetnym fachowcem.
Bardzo cierpliwy, w razie potrzeby bez
słowa jeździł z wizytami lekarskimi do
domów. Był także świetnym diagnostą.
Imię Braci Grochowskich nadano jednej
ze strzegowskich ulic.
Młodzi wiedzą o nim zbyt mało
Ksiądz Włodzimierz Marian Grochowski
działał na rozmaitych polach. Przewodniczył
komisji rewizyjnej Rady Powiatu
Mławskiego, od 1935 r. prezesował
Radzie Oddziału Powiatowego
Związku Straży Pożarnych, był też członkiem
zarządów (okręgowego iwojewódzkiego)
Kas Pożyczkowo-Oszczędnościowych.
Wybrany w 1938 r. do Sejmu, przewodniczył
tam sejmowemu zespołowi ds.
religijnych, prowadzonemu przez klub
Obozu Zjednoczenia Narodowego.
Odznaczony w 1933 r. Krzyżem Niepodległości,
dwukrotnie Złotym Krzyżem
Zasługi, także Medalem Niepodległości
i odznaką honorową POW,
zmarł 26 czerwca 1950 r. i spoczął na
cmentarzu parafialnym w Strzegowie.
? Czemu do dziś nie powstała u nas
izba pamięci poświecona tej znamienitej
postaci, jedynemu posłowi ziemi
strzegowskiej? ? zastanawiają się nasi
rozmówcy.
KRYSTYNA ZAJĄC
Dane biograficzne księdza Włodzimierza
Mariana Grochowskiego zostały zaczerpnięte
ze strony internetowej archiwów Sejmu RP.
Poseł w sutannie
Przedwojenny strzegowski proboszcz budował szkoły, przyjaźnił się
z prezydentem Ignacym Mościckim, prezesował strażakom, polował,
jeździł po wsiach z grupą teatralną. I był jedynym w historii mieszkańcem
Strzegowa, który zdobył mandat poselski.
ZBIORY PRYWATNE


Wkleiłam ten tekst

portret użytkownika Lukrecja

i czekałam,czy ktoś się pofatyguje,żeby go przeczytać. Za długi, czy nie po linii?
To, co robili Niemcy, było potworne. Nie Naziści, ale Niemcy. Albo Naziści, a kraj, który od zachodu graniczy z Polską to Naziland. Nie czuję się winna i nigdy się nie poczuję. Ksiądz Grochowski, to mój stryjeczny dziadek. Jego działalnośc wygląda trochę jak z Allo, allo. Za mało, za niepoważnie?


do Lukrecji i Gryzonia

najpierw Gryzoń: zacytowany przez Ciebie wiersz przypomniał mi podsłuchiwane w dzieciństwie opowieści dorosłych o wrednym zachowaniu Polaków wobec prowadzonych na śmierć Żydów;


było tak, jak w wierszu: polskie chieny wyrywały z rąk pędzonym w konwojach Żydom walizki, naśmiewały się z ich nieszczęścia, ale w mojej wsi, na blisko dwieście domów, był tylko jeden człowiek, który to zrobił;


trzydzieści lat po wojnie ludzie pamiętali mu, jakim okazał się bydlęciem, gdy Niemcy likwidowali getto z pobliskiego miasteczka; nikt, bez koniecznej potrzeby do niego nie chodził, wszyscy gardzili nim;


czy to jest usprawiedliwieniem większości? nie wiem:(


do Lukrecji: kilka tygodni temu, w 65 rocznicę likwidacji getta warszawskiego, telewizja TVN24 wyemitowała film Menachema Dauma "Zabawa w chowanego";
Ten wyjątkowy film pozwolił mi z dystansem popatrzeć na przechowywanie Żydów i pieniądze;


obraz pierwszy: wnuk, uratowanego przez polską rodzinę Żyda i jego dwóch braci, pyta dziadka, co trzej bracia obiecali polskim chłopom, za to, żeby ci zgodzili się ich przechować; stary czlowiek odpowiada swojemu ortodoksyjnemu wnukowi: wtedy gotowi byliśmy obiecać im cały świat, byle pozwolili nam u siebie zostać ( to mój wolny przekład, ale oddaje sens wypowiedzi starego człowieka);


z filmu wynika, że formalnie zapłatą za przetrzymanie braci miał być dom w pobliskim miasteczku; polska rodzina przechowywała tych braci przez 28 miesięcy, ponad dwa lata, mimo własnej biedy, strachu, ryzykowania dzień po dniu śmiercią, przechowywała ich;
czy chodziło wyłącznie o pieniędze? nie! po stokroć nie!


czy dom za życie trzech ludzi, to wysoka cena? nie wiem:(


ale jest jeszcze jeden wątek w filmie: wnuk uratowanego Żyda, pyta dziadka, czy on zrobiłby to samo, gdyby to do niego rodzina polska zwróciła się o pomoc;
dziadek bez wahania odpowiada: nigdy! za to groziła śmierć!


natychmiast po wyzwoleniu w 1945 roku trzej bracia wyszli z ukrycia i wyjechali, nigdy więcej nie skontaktowali się z rodziną, która ich uratowała; polska rodzina nie dostała umówionego domu, ale to nie było jej największym problemem, pozostał żal, że ludzie, dla których ryzykowali życie, nawet nie dali znaku, jak im się żyje;


dopiero pięćdziesiąt lat później zięć jednego z uratowanych braci, odważył się przyjechać do Polski, do kraju młodości swojego ojca i teścia; przyjechał ze swoimi synami, żeby "ratować" ich przed religijną nienawiścią do "goi",


to po tej wizycie wnukowie pytali dziadka: "co im obiecałeś za przechowanie ciebie", to wtedy dziadek powiedział im "cały świat, byle pozwolili nam zostać", to wtedy wnukowie zapytali dziadka: "czy ty też byś to dla nich zrobił?", a dziadek odpowiedział: "nigdy, za to groziła smierć";


czy my, Polacy, jako naród, powinniśmy czuć się winni śmierci 6 milionów Żydów? bo jeden człowiek z mojej wsi żerował na ich nieszczęściu?


czy my, Polacy, powinniśmy czuć się winni, że nie uratowaliśmy tych sześciu milionów Żydów? po stokroć nie! mówię to na podstawie wizyty w miejscu zbiorowego mordu na Polakach i Żydach, gdzie Niemcy zapędzili do schronu 9-cio osobową rodzinę łódzkich Żydów, a następnie wrzucili do schronu kilka granatów, po czym nakazali 7-mio osobowej polskiej rodzinie, ułożyć się przed wejściem do schronu i rozstrzelali wszystkich; troje dorosłych ludzi i czworo dzieci, najmłodsze miało 4 miesiące;


takie historie nie podlegają żadnym ocenom, one po prostu są:(


Są takie historie, nie przeczę,

portret użytkownika Lukrecja

ale są też inne. Jedne bohaterskie, jak pani Sendlerowej, inne ciche, o których prawie nikt nie wie,bo po co. Ale pisałam nie o tych historiach, tylko o tym, że Polacy nie sa odpowiedzialni za zagładę Żydów, dokonaną na terenie ogarniętej wojną Polski przez Niemców=Nazistów. Przypadki polskich hien, szmalcowników nic tu nie zmienią. W końcu w 40 (?) milionowym narodzie trafiają się różni ludzie.


:)

dokładnie to miałam na myśli, miło Cię poznać Lukrecja:)


Ps. nie lubię pana Szewacha Weissa, teoretycznie dziecko, uratowane z holokaustu przez polską rodzinę, w gruncie rzeczy nienawidzący Polaków do bólu:(


Witaj Złotousty_kłamco

portret użytkownika Lukrecja

Dopiero dzis rano zauwazyłam, ze polemizuje z Toba mając takie samo zdanie. na usprawiedliwienie moge tylko podac, że jestem ostatnio niezwykle czynna zawodowo i o godzinie 23.50 z trudem moge utrzymac tylko jedno oko na raz otwarte. Co do Weissa, to nie zastanawiałam się.
Mam za to w projekcie napisanie poematu podobngo do tego, który przytoczył Gryzoń.


Dobry wieczór.

Dziękuję Paniom o niebanalnych nick'ach: Lukrecja i Złotousty Kłamca, za istotne wzbogacenie tematu odpowiedzialności. Podzielam zdanie Pań, w sprawie winy niemieckich nazistów, za holokaust. Wina Niemców jest bezsporna.
Chciałem pokazać tylko, jak przedstawiciel eksterminowanego narodu, widział zachowania Polaków.


Tak to już na tym dziwnym świecie jest, że najlepiej pamięta się doznane krzywdy. Dlatego Żydzi bardziej eksponują niegodne czyny Polaków, niż przypadki otrzymanej od naszych przodków, pomocy. Pomocy zagrożonej śmiercią.


Nie wnikam, czy ta pomoc interesowna była, czy też nie, ale żydowski dziadek, mówiący, że w odwrotnej sytuacji nie ukrywałby Polaków, właśnie ze strachu przed niemiecką zemstą, daje mi dużo do myślenia.


Serdecznie Panie pozdrawiam.


prośba

Do Lukrecji. Bardzo proszę o kontakt na mój mail:nawrot2@wp.pl
To ja jestem autorką tekstu o Pani stryjecznym dziadku, a w tej chwili ks.prof. Grzybowski przygotowuje do druku monografię o nim! Proszę się odezwac do mnie! Pozdrawiam!
K.Zając


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.
Subskrybuj zawartość