Najłatwiej powiedzieć: przejaw skrajnego populizmu; promowanie nieudaczników; czeka nas parlament bezrobotnych, bo tylko tacy nie dostaną się na rozmaite listy hańby; nagonka na ludzi przedsiębiorczych, takich, którzy coś w życiu osiągnęli.
Oczywiście każdą ideę można ośmieszyć, pomysłodawcy przypisać niecne intencje. Taki los coraz częściej spotyka premiera Donalda Tuska. Najłagodniejsza krytyka pod jego adresem wypomina mu, że marząc o prezydenturze, kieruje się w swoich słowach i poczynaniach pijarem, niczym więcej. Tym razem atak na niedawną zapowiedź nowej ustawy antykorupcyjnej, którą premier w stosunku do projektu minister Julii Pitery jeszcze chce zaostrzyć, przebiega frontem wyjątkowo szerokim. Od Andrzeja Olechowskiego, poprzez Waldemara Pawlaka po Janinę Paradowską i wielu innych komentatorów. Koronny argument krytyków bazuje na tzw. liście Chlebowskiego, na której znaleźli się także ludzie posiadający po kilka akcji czy dorabiający pisaniem felietonów bądź pracą na uczelni. Tylko, moim zdaniem, to nie „lista" i zamysł Tuska wprowadzenia ustawodawstwa zmniejszającego zagrożenie „konfliktem interesu" występującym na styku polityki biznesu, są same w sobie absurdalne. Do absurdu sprowadzają debatę na ten temat komentatorzy właśnie, wyjątkowo zgodny chór polityków, przedsiębiorców i dziennikarzy.
Podczas konferencji prasowej Donald Tusk, nawiązując do sprawy senatora Tomasza Misiaka, oświadczył, że jest zwolennikiem pełnego uzawodowienia parlamentarzystów. Oznacza to, że jedynym źródłem ich dochodów powinny być parlamentarne pensje i diety. Ponadto przypomniał, że już wcześniej rekomendował swoim partyjnym kolegom, aby zbyli lub przekazali udziały i akcje spółek prawa handlowego. Później zaapelował do posłów i senatorów PO, aby uczynili to jeszcze w tej kadencji. Ustawa antykorupcyjna, nad którą premier przejął osobisty nadzór, ma wykluczać łączenie funkcji publicznej z zasiadaniem w zarządach i radach nadzorczych spółek. A także, jak wcześniej deklarowała Julia Pitera, ma dotyczyć rodzin i osób pozostających w trwałych związkach z politykami i urzędnikami państwowymi czy samorządowymi oraz ma ułożyć wszystkie rozproszone paragrafy w jeden akt prawny. Tak aby wymogi i ograniczenia dotyczyły jednako wszystkich, od radnego po senatora.
Obowiązująca ustawa o pełnieniu mandatu posła i senatora nakłada na parlamentarzystów wymóg składania deklaracji majątkowych, uwzględniających, rzecz jasna, także ich pozaparlamentarne dochody. Oświadczenia te są jawne, dostępne w internecie. Tymczasem zapowiedź Zbigniewa Chlebowskiego (a także innych klubów parlamentarnych), że przygotuje sobie ściągę w postaci listy parlamentarzystów PO czerpiących dochody ze źródeł pozaparlamentarnych doprowadziła do zwekslowania poważnej dyskusji na tory ocierające się o kabaret polityczny. Jak zwykle szybsze od polityków były media. I „listy hańby" zaczęły żyć własnym życiem. „Nie wykańczajcie ludzi" - apeluje Waldemar Pawlak. A Andrzej Olechowski mówi o „spazmie populizmu". Przy czym obydwaj panowie, i wielu innych, jednoznacznie dają do zrozumienia, że Platforma, niegdyś uważana za partię przedsiębiorców, znowu zmieniła kurs. Tymczasem o co tak naprawdę chodzi?
Po pierwsze, o uzawodowienie. Nie wszystkie argumenty przeciwników należy lekceważyć. Czy lekarz, prawnik, wykładowca wyższej uczelni zechce zaryzykować czteroletnią przerwę w zawodowym życiorysie dla wątpliwego prestiżu i marnych apanaży związanych ze stanowiskiem polityka? Czy nie doprowadzi to do dalszego obniżenia jakości polskich władz, którym jak tlenu brakuje przecież dobrych legislatorów i prawdziwych znawców różnych dziedzin aktywności społecznej i zawodowej? Prześmiewcy prognozują, że preferowanymi kandydatami na posłów i senatorów będą w takiej sytuacji ... bezrobotni. Jednak uważam, że poza absolutnymi wyjątkami są to argumenty nietrafione. Nasi parlamentarzyści nie dlatego są kiepscy, że nie ma wśród nich specjalistów z różnych dziedzin. Przeciwnie, dlatego że większość z nich nie wie po co w sejmie czy senacie się znalazła. Wiedza pochodząca z dotychczasowej działalności zawodowej powinna stanowić zaledwie jeden, nie najważniejszy, czynnik kompetencji parlamentarzysty. Konstytucja stanowi: Art. 104. 1. Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców. Czy zatem - zadam nieco demagogiczne pytanie - lepszym posłem będzie były lekarz z gminnej przychodni, w której widział, jak wygląda stan zdrowotny i dostęp do usług medycznych przeciętnego mieszkańca, czy, dajmy na to, aktywny ordynator specjalistycznej kliniki, marzący o godziwym wycenianiu zaawansowanych procedur, które chciałby stosować? Aby zrozumieć na czym polega interes ogólnospołeczny potrzebna jest nie tylko wiedza, również pewien dystans, oderwanie się od swojego bezpośredniego środowiska zawodowego czy terytorialnego. Aktywnym dwuzawodowcom nabycie takiego dystansu na pewno przychodzi z trudnością, a pokusa walczenia o zapisy ustawowe „pod swoje środowisko" bywa niemożliwa do przezwyciężenia. Tym bardziej jeśli traktują oni posłowanie jako przemijający epizod w swojej zawodowej karierze. Z drugiej strony, stabilizacja „zawodu polityka" to problem złożony, wymagający lat ćwiczenia demokracji, a także, uważam, zmian systemowych. Takich jak podniesienie zarobków parlamentarzystów, co, moim zdaniem powinno się wiązać ze zmniejszeniem ich liczby oraz urealnieniem celów państwowych dotacji dla partii, poprzez wymóg wielostronnej edukacji eksperckiej. Czy w zapisie o obligatoryjnym zawodowym statusie posła i senatora należy dopuścić jakieś wyjątki? Różnie to wygląda w rożnych parlamentach. Na ogół zarobkowa działalność pozaparlamentarna ograniczona jest limitem wysokości honorariów za taką działalność, np. za wykłady akademickie. Przy czym niektóre dziedziny, takie jak zawody prawnicze, z dwuzawodowstwa polityczno-prywatnego są absolutnie wykluczone.
Po drugie, zasiadanie we władzach spółek, kierowanie własną, choćby jednoosobową działalnością gospodarczą przez funkcjonariusza publicznego wzbudza chyba najmniej kontrowersji wśród komentatorów. Jest w oczywisty sposób niezgodne z regułami gry. Mimo to na „liście Chlebowskiego" są przykłady np. prowadzenia kancelarii prawniczych. Nieco bardziej skomplikowana sprawa dotyczy parlamentarzystów stojących na czele stowarzyszeń, fundacji i tym podobnych organizacji. Tutaj kryterium powinno być jedno, bezwzględnie obowiązujące. Czy taka instytucja korzysta z funduszy publicznych.
Po trzecie, należy precyzyjnie ustalić reguły pomnażania osobistego majątku polityków poprzez uczestnictwo w rynkach finansowych. Janusz Palikot postuluje, aby przymus wyzbycia się akcji dotyczył pakietów stanowiących powyżej 10 proc. spółki kapitałowej, która miałaby powyżej 5 proc. udziałów w danej kategorii rynkowej. Wówczas obejmując funkcję publiczną należałoby akcje sprzedać albo przekazać do funduszu powierniczego. Nietrudno zgadnąć, że ustalenie zasad powiernictwa będzie wymagało odrębnych szczegółowych ustaleń. Czy i jaki zysk fundusz powinien takiemu politycznemu klientowi gwarantować.
Po czwarte wreszcie, i najważniejsze, nie należy się łudzić, że nawet najbardziej restrykcyjne ustawodawstwo zupełnie wyeliminuje zagrożenie konfliktem interesu w życiu publicznym. Jeśli nawet minister Pitera bardzo szeroko zakreśli sferę potencjalnych uzależnień rodzinno-biznesowo-politycznych to i tak nie zapobiegnie wszystkim możliwym kontaktom, choćby towarzyskim, które do korupcyjnego lobbingu czy innych przejawów nagannego kolesiostwa mogą prowadzić. Gdyby było inaczej wystarczyłoby, aby wybrańcy narodu serio potraktowali choćby ZASADY ETYKI POSELSKIEJ uchwalone w 1998 roku. Jest ich niewiele, zaledwie pięć. W opisywanym temacie należałoby sobie przyswoić przynajmniej dwie:
Zasada bezinteresowności: Poseł powinien kierować się interesem publicznym. Nie powinien wykorzystywać swojej funkcji w celu uzyskania korzyści dla siebie i osób bliskich oraz przyjmować korzyści, które mogłyby mieć wpływ na jego działalność jako posła.
Zasada jawności: Poseł, przy podejmowaniu decyzji, powinien w możliwie najszerszym zakresie postępować w sposób dostępny dla opinii publicznej. Powinien ujawniać związek interesu osobistego z decyzją w podjęciu której uczestniczy.
Na koniec jeszcze dwie uwagi. Jak nie wylać dziecka z kąpielą. W udzielonych wywiadach Dziennikowi i GW Wiesław Walendziak skarży się na szklaną ścianę między biznesem i polityką. Ustawili ją zwolennicy rewolucji moralnej, zniesmaczeni przenikaniem się tych dwóch światów ujawnionym przez aferę Rywina. Rezultat jednak jest taki, że im większy sukces przedsiębiorca osiągnął, tym bardziej jak zwierzyna łowna jest traktowany. W czasach kryzysu jest to zjawisko nie tylko paradoksalne, również groźne. Walendziak powołuje się na inne kraje, gdzie przed podjęciem ważnych dla państwa decyzji gospodarczych rządzący w naturalny sposób konsultują się z z przedstawicielami gospodarki. U nas takie kontakty uznawane są za trefne, a polityka i biznes coraz częściej traktowane jak zwalczające się strony. Jeśli nad debatą o standardach pożądanych w polityce ciążyć będzie widmo afer, szklana ściana może przerodzić się w mur nie do przebycia. I choć zagrożenie konfliktem interesu zostanie zredukowane, interes państwa na tym poważnie ucierpi. Dlatego ważne jest, aby w dyskusji głupich emocji pozbyli się wszyscy uczestnicy. Bo przecież nie chodzi o to, żeby przedsiębiorcy z politykami nie ustalali wspólnie strategii gospodarczych. Tylko żeby ci drudzy nie ulegali partykularnym interesom poszczególnych biznesowych lobbies. Łatwiej będzie im to robić, gdy sami pełnić będą jednoznaczne, dobrze zdefiniowane role.
Dotychczasowa debata nad zapowiedziami Tuska i PO dobrze nie rokuje. Opór przeciwników z różnych stron, nie wnikając w ich intencje, wzmocniony został bronią najokrutniejszą, kpinami i szyderstwem. Gdyby miało zdarzyć się tak, że pod ich rażącym ogniem Tusk z pomysłów się wycofa lub zgodzi na ich rozwodnienie, jego wrogowie uznają to za potwierdzenie, że zawsze chodzi tylko i wyłącznie o pijar.


Mamy być biedni, głupi ale uczciwi?
Dałem 6 w nadziei, że solidnie i poważnieprzemyślisz pytanie w tytule. Gry w świecie rozgrywane to nie są gry dla panienek.:)
Platonicznie...
najlepiej by było
najlepiej by było, abyśmy najpierw się wzbogacili, a potem zabierali za zabawę w politykę; jeśli będziemy robić jedno i drugie naraz, to albo wyjdą dwie kichy, albo jeden kryminał
Ale właśnie Donald Tusk i
Ale właśnie Donald Tusk i koledzy jeszcze z KLD od 20 lat dwie kichy robią na raz.
Chwała sponsorom: opony i felgi
jeśli chodzi o KLD-owców
Jeśli chodzi o liberałów ze śp. Kongresu to sam wiesz, że niektórzy na niezniszczalnych oponach wożą się od lat, i dawno przesiedli się z maluchów na lexusy. Innym pewnie ujeżdżanie dwóch wozów naraz nie wyszło tak jakby chcieli. Naiwnie nadal wierzę, że ci którzy postanowili przesiąść się na jeden, polityczny, mają tę przewagę nad "ideowymi" i "czystymi" od kaczorów, że przynajmnie wiedzą co jest grane, co w polskiej trawie piszczy i choć trochę profesjonalizmu do polityki wprowadzą. W każdym razie życzę im i sobie tego. Choć zdaję sobie sprawę, że opór materii, czyli wszystkich beneficjentów korupcyjnego ale oswojonego smrodku, od szczebla misterstw na gminach skończywszy, jest prawie niemożliwy do przezwyciężenia. Ale niech k...a próbują, poczynając od góry, skoro i tak większość Polakow uważa (mylnie, moim zdaniem) że ryba psuje się od głowy.
Za tę wypowiedź dałabym ci
Za tę wypowiedź dałabym ci drugą 6. Podpisuję się obiema łapami, w szczegolności o psującym się ogonie tej ryby .
A ty jak mantra. Kiepsko mu
A ty jak mantra. Kiepsko mu te interesy widać szły, jak widzę z jego oświadczenia majątkowego. PC robiła to samo. Porównaj majątki ich prominentów. Wart jeden drugiego.
Możesz się oderwać choć na chwilę od haseł i skupić na problemie postawionym przez Ninę?
Nino
Powiem tak. Tusk spieprzył medialnie problem, który powinien rozpocząć rzeczową dyskusję w różnych środowiskach - czego oczekuje społeczeństwo. Tymczasem Tusk postawił się jako ten sprawiedliwy, co ma wizję jak ma być, czym zafundował sobie wściekłość niemal wszystkich:
- kolegów (nie będę nawet tłumaczyć dlaczego, bo wszyscy ślepi nie są i demencji starczej też nie mają i obserwowali co za ścierwo do tej partii się pchało. U mnie najwięcej piskorskopodobnych, małych cwaniaczków, handlarzy, którym Piskorski dawał schronienie i wyrzucić ich z różnych rur w Centrum to niemal wojna o niepodległość.
- koalicjanta, to też oczywista, bo nepotyzm, to ich cecha rodzinna
- opozycji, bo oni też interesiki kręcą, ale ci mają przy okazji używanie na każdej wpadce Tuska
- prezydenta, bo przecież ten straci możliwość wykorzystania CBA do waliki o prezydenturę przy tak podniesionych standardach
- ogłupiałej gawiedzi, która oczywiście nie zauważy Tuskowych dobrych intencji, ale zwietrzy zapewne możliwość ukrywania jakichś machlojek przez tych liberałów-aferałów, bo popatrzcie ilu ich bogaczy z akcjami na tych listach.
Powiem więc tak - spieprzył już na wstępie, być może niezłe i warte dyskusji przedsięwzięcie.
Co do rozwiązań, to ogólnie jestem za mniej rewolucyjnymi rozwiązaniami. W czasie kadencji obecnej w ustawie powinna się znaleźć pełna przejrzystość. A o uzawodowieniu posłów dyskusja i przygotowanie do ustawy o zmianach w przyszłej ordynacji wyborczej.
Posłowie nie chcieli się nawet zgodzić, by prawnicy przygotowywali ustawy, a nie oni. Oni powinni powiedzieć czego oczekują, jakich zmian chcą, a nie babrać się w materii, o której nie mają zielonego pojęcia - prawie.
Ps. I będzie się musiał wycofać, nie będzie miał wyjścia, a w takim razie oskarżenia o PR ściągnie tym razem na swoją głowę na własne życzenie.
Bo można wysuwać całkowite wstrzymanie dotowania partii politycznych, by na drodze konsensusu uzyskać jakiś środek. To jest metoda. Ale nie tak rozległe przedsięwzięcie jak to.
pewnie masz dużo racji, Sawo
Pewnie masz dużo racji. Ale wyrażę moją osbistą herezję: otóż ja średnio wierzę w sprawczą moc środowiskowych dyskusji. Zauważ, że cokolwiek w tym kraju się udało, to było przez zaskoczenie, reformy Balcerowicza, czy buzkowy pomysł 4 reform (jak tylko zaczęli dyskutować nad szczegółami, następnymi etapami, to natychmiast wychodziło wielkie jajo). Myślę, że w tym konkretnym przypadku Tusk mógł liczyć na umiarkowane poparcie PiS (zresztą jarkacz coś tam bąknął) oraz przynajmniej mądrzejszych dziennikarzy. I tutaj dostałam dziś autentycznej kurwicy (przepraszam za słowo, ale nie znajduję łagodniejszego a wykropkowanie nie przyniosłoby zamierzonego efektu) jak słuchałam dowcipów w Puszce Paradowskiej. Takie dyrdymały można było pleść i potem o wszystkim zapomnieć, kiedy Działoszyński sto lat temu wprowadził ustawę o urządzeniach głośno mówiacych. Od tego czasu nikt mnie nie przekona, że "zawodowy poseł" to w naszych warunkach dziwoląg. Czy że facet prowadzący kancelarię prawniczą (jest taki jeden u mnie w regionie) lub kierujący szpitalem (Balicki) jest pełnowartościowym posłem, wolnym od konfliktu interesu. O ile zrozumiałam, większość z tych regulacji miałaby i tak wejść od następnej kadencji. Ale - jak przyznałam powyżej - niestety masz rację. Jak tu się pozbawiać takiej możliwości szukania wzajemnie na siebie haków!
PR do bani
Wszyscy chrzanią o PRze Platformy, a to zwykła Pisowa kaczka powtarzana jak mantra.
Platforma wcale nie ma za sobą mediów jak chrzani Jaro, ani też PRu.
Rozegrał to Tusk do bani, bo ja z kolei wiem z wielu przedsięwzięć, że guzik z przedsięwzięcia, choćby złote było i samo szlachetne, gdy wszyscy wokół będą przeciw. Nie raz gdy byłam młodsza i mniej doświadczona musiałam po ciężkiej pracy wycofywać się, bo wykonawcy rozpirzyliby mi i tak tę robotę, że zostałaby tylko farsa.
Na wprowadzenie zmian z powodzeniem trzeba najpierw przygotować grunt pod zmiany. I mieć kim te zmiany ciągnąć. Zdaje mi się że zawaliła tu Pitera, bo ona takich mechanizmów nie rozumie.
Paradowskiej dziś odbiło z tym czytaniem listy Chlebowskiego, która listą Chlebowskiego nie była. Wyśmiewała się właśnie z tego faktu. Ale kogo ośmieszała? Samą siebie, niestety.
Ale Solska zwróciła uwagę na bardzo ważny obecnie korupcjogenny i lobbystycznie wykorzystywany element - środowiska zrzeszające społeczne organizacje - to wokół nich kręci się lobbing i są lepszym niż politycy wytrychem do interesu, przy wykorzystaniu mediów naiwnie wierzących z kolei tym społecznikom.
Dlatego jestem na razie tylko za szeroko pojętą przejrzystością, bo nie da się wszystkiego zapisać w artykuły, zakazy i nakazy.
Ps. Nie chciałam tego pisać, ale niech tam. Dyskusji ze środowiskiem nie prowadzi się po to by się od niego czegoś twórczego dowiedzieć (to rzadkość). Ale po to, by zmniejszyć opór przeciwko zmianom, by zmiany były oswojone, niemal autorskie u tych, ktorych dotyczą.
tylko co z tego oswajania wychodzi
Bywa jednak, że z tego oswajania wychodzą potworki. Jak nie przymierzając nowy projekt ustawy medialnej (o ile wiem, zainteresowanych środowisk specjalnie nie oswajano, tylko napierdalskich, aby pozyskać głosy). W efekcie osiągnięto: 1. odtworzenie radiokomitetu, w postaci koszmarnie rozbudowanych kompetencji i składu KR, z 15-osobową radą programową; 2. efekt finansowy "ratuj się kto może" poprzez dalszą komercjalizację (przewidywany budżet na wszystkie media publiczne, minus 10% na komercyjne to 600-800 mln, podczas gdy sama scentralizowana tv potrzebuje circa półtora miliona). Sam Kowalski mówi, że róznica pomiędzy jego projektem a tym co wyszło jest jak m. mercedesem a syrenką. Kiedyś o tym napiszę, choć zmęczenie materiału, czyli publiczności, zaszło już tak daleko, że kogo to wszystko obchodzi.
Medialna to nie oswajanie
Medialna to "pokój Begerowej". Deal na Lewo.
Cwaniaczki rozegrały Platformę na perłowo.
Tamten projekt, choć niepełny był lepszy, ale media same go rozjechały. Środowisko komercyjne nie chce mediów silnych i dobrych - ot cała prawda.
Ale Platforma sama też wówczas nie weszła do środowiska, to teraz ma kwiatki.
Właśnie lewica zrobiła to o czym mówię wyszła do środowiska, podparła się Kowalskim, a potem zrobi swoje.
Oni wiedzą jak się to robi, a Platforma musi się uczyć.
Stare podręczniki Kieżuna się kłaniają. ;) Lewica na nich się wychowała.
nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, Sawo
Jeśli jest tak jak mówisz, to w pewnym sensie MK ma rację. Pijar jest (mówią o tym sondaże) ale cała para idzie w gwizdek, czyli w wizerunek wodza - przyszłego prezydenta?
Nie ma racji
Nie, nie stawiam tak sprawy. To jest głupota.
Mnie nie interesuje, czy idzie w wizerunek wodza. Wizerunek wodza jest w przypadku premierowania wizerunkiem rządzenia. On nie jest na tyle głupi, by tego nie wiedzieć. Ale niestety niektórych spraw nie umie rozegrać.
Pomyśl, czy, gdyby umiał lepiej rozegrać medialną wtedy rok temu, to rozgrywałby ją na tak przegraną? W imię czego? Wizerunku kandydata na prezydenta? Toż to chore myślenie. Niestety nie składa się z samych zalet.
Upór i charakterek też on swój ma. Nerwus i raptus, choć ładnie się z tym kryje, tylko na piąchach zaciśniętych mu to widać, ale na twarzy grymasy trzyma w ryzach.
Prawda jest zwykle bardziej banalna niż się wszystkim wydaje.
Takie Kurakowe gadanie (zresztą rozpuszczane dokładnie przez opozycję) jest całkiem bez sensu. Gdyby tak przyjąć, to odpuściłby sobie gorsze sprawy - jak pomostówki i grałby politykę miłości wiecznej z prezydentem. Przecież na jego tle i tak miałby wygraną w kieszeni.
Wreszcie rozsądny tekst na ten temat.
Już mi ten wrzask nie wiadomo o czym bokiem wychodził...
O rany, jak ja tęsknię za mediami bez "oburzonych" i "zniesmaczonych".
Tak sobie myslę, włączam tv i widzę ludzi nie pokazujących pysków buldogowych, nie przekrzykujących się i nie zagłuszających, NORMALNYCH...
Czy ja chcę za wiele?
Może to jest nie do osiągnięcia w czasach królującej "oglądalności"...
Pisz tak częściej, może jest jeszcze jakaś iskra nadziei, że normalność u nas zagości...
Soosell KO02LG
Rano w TOK FM słuchałem dyskusji Paradowskiej
Jej goście (m. in. Walendziak) poszli dalej. Widzą już "walkę z prywaciarzami i kułakami".
Tekst bardzo OK!
a mnie niedobrze się robi jak
a mnie niedobrze się robi jak słyszę standardy moralne. Bo wiem w jakim kierunku to pójdzie. Wyższe uposażenie posłów aby nikt ich nie mógł skorumpować. Odszkodowania dla rodziny i znajomych aby odstąpili od interesów, bo też mogą być skorumpowani. No i dożywotnia emerytura dla posła po zakończeniu kadencji aby nie musiał pracować dla lobbystów. Wszak korupcja może też polegać na obietnicy posady po zakończeniu kariery. No i niezbędny będzie Centralny Urząd Genealogii i Powiązań Towarzyskich aby wyłapać niegodziwców którzy będą się chcieli prześlizgnąć przez gęste sito zakazów i pozwoleń.
A ja bym chciał aby to szło w innym kierunku. Poseł może sobie kierować koncernem i/lub lupanarem. Ale jak wyciąga rękę po publiczne pieniądze, to dzieje się to jawnie i tylko na zasadach konkursu czy przetargu. Wygrywa najlepszy. Co mi szkodzi gdy firma burmistrza czy posła zrobi chodnik taniej i lepiej niż konkurencja?
A kombinowanie jakby tu coś polepszyć, zawsze przypomina mi scenę z "Sensu Życia" Trochę to kosztowało mnie wysiłku ale udało się.
Humphrey: All right, settle down. Settle down... Now, before I begin the lesson, will those of you who are playing in the match this afternoon move your clothes down onto the lower peg immediately after lunch, before you write your letter home, if you're not getting your hair cut, unless you've got a younger brother who is going out this weekend as the guest of another boy, in which case, collect his note before lunch, put it in your letter after you've had your hair cut, and make sure he moves your clothes down onto the lower peg for you. Now...
Wymer: Sir?
Humphrey: Yes, Wymer?
Wymer: My younger brother's going out with Dibble this weekend, sir, but I'm not having my hair cut today, sir.
Pupils: [chuckling]
Wymer: So, do I move my clothes down, or...
Humphrey: I do wish you'd listen, Wymer. It's perfectly simple. If you're not getting your hair cut, you don't have to move your brother's clothes down to the lower peg. You simply collect his note before lunch, after you've done your scripture prep, when you've written your letter home, before rest, move your own clothes onto the lower peg, greet the visitors, and report to Mr. Viney that you've had your chit signed.
Ale tu powaznie
Lżej. Nepotyzm, kumoterstwo to śmierdząca sprawa. porównywalna z zapachami toalety. Można temu przeciwdziałać na 2 sposoby. Popularny - wykładać toalete wonnościami, i drugi - forsowany przez PO, zmusić wszystkich do połykania wonności, co w drugim końcu przewodu pokarmowego powinno dać światowy standard.
Oczywiście obie metody sa dobre, ale nie ma to jak za stodołe.
porównanie świetne ale
porównanie świetne ale wnioski takie sobie. Wiele lat temu, w ramach odchamiania studiów technicznych, zmuszono mnie do wybrania przedmiotów o bardzo długich i mądrych nazwach. Tam poznałem teorię "zagłada wspólnego pastwiska" albo coś podobnego. Rzecz o traktowaniu dobra wspólnego. Jakiś czas temu zmodyfikowałem tą teorię do "historii kibla dworcowego". Jeśli ktoś nasika na deskę, następny zmuszony będzie wejść na nią butami. Wtedy jest tylko kwestią czasu kiedy ktoś narobi na deskę. Następny użytkownik przymuszony okolicznościami, nie będzie miał wyboru i nawali pod drzwiami. Potem obsługa posypuje to zgrabnie chlorem aby nie było zarazy. Może też położy deskę na podłodze aby suchą stopą dotrzeć do otworu.
A w kiblu nie będzie śmierdzieć gdy korzystający mają minimum kultury. Gdy tego brakuje potrzebna jest babcia klozetowa, która po każdym użytkowniku sprawdzi jak się zachował. Jeśli nie umiał się zachować, to sprzątnie po nim ale zrobi mu zdjęcie i wywiesi w gablotce "tych obszczymurków nie obsługujemy". Po pewnym czasie babcia zaglądać będzie tylko raz dziennie.
Głosuję za i popieram.
.
Platonicznie...
Nino
Narobił sobie Tusk bigosu u wszystkich:
http://www.dziennik.pl/polityka/article3...
A wystarczyłaby na początek pełna przejrzystość procedur:
"Grażyna Kopińska, szefowa programu przeciw korupcji, podkreśla, że w wielu krajach europejskich rozwiązania polegają na maksymalnej jawności. Nie tylko majątku, ale też sytuacji, w których może dojść do konfliktu interesów. W parlamentach są nawet specjalni doradcy, którzy pomagają podjąć decyzję. "Na przykład osoba, która pracuje nad prawem farmaceutycznym, powiadamia, że jej partner ma udziały w firmie farmaceutycznej. Już samo takie oświadczenie redukuje możliwość zaistnienia nieprawidłowości" - precyzuje Kopińska."
Tak to jest jak się chce być świętszym od Papieża. A nawet ten ostatni już jest omylny. ;)
@Sawo
Nie chce mi się już czytać, sluchać czy oglądać wszystkich "oświeconych", którzy wiedzą, że wystarczy to czy tamto, i zrobią wszystko, aby pomysł Tuska pogrzebać. Za Palikota, który podjął się opracowania regulacji dotyczących przekazywania akcji funduszom powierniczych już się niezależni dziennikarze zabrali. Wczoraj zupelnie osłupiałam kiedy poseł PO z mojego terenu, którego miałam za porządnego, publicznie się zaparł: nie, akcji się nie pozbędzie, z rady nadzorczej się nie wycofa bo za posiedzenia nie bierze pieniędzy, i już! Kopińska też rżnie głupa nt. jawności. Przytoczylam "zasadę etyki" która tego wymaga, i co? Te pięć zasad widnieje na czołówce sejmowej strony internetowej.