Minął już tydzień od wyroku w sprawie linczu we Włodowie, a sprawa nadal wywołuje kontrowersje. Tydzień to sporo, w naszej newsowej rzeczywistości, sprawa powinna już zostać zapominana. Przeglądając jednak różne fora i portale (coraz mniej nieszkodliwe hobby, coraz silniejsze uzależnienie) zauważałem, że orzeczenie to podawane jest jako przykład jakiegoś sędziowskiego bezprawia wręcz, decyzji urągającej prawu i poczuciu sprawiedliwości. Generalnie ton tych wypowiedzi jest taki; prawo w Polsce uniemożliwia skuteczne bronienie się przed bandziorami, a obrona taka jest gorzej niż zbrodnie czy występki tych bandziorów.
Nie da się ukryć, że instytucja obrony koniecznej, ma w Polsce złą opinię. Aż 64 procent Polaków chce mieć prawo do skutecznej obrony, jeśli zostaną napadnięci w domu (http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadom...). Paradoks polega na tym, ze normy prawne gwarantują 100% Polaków prawo do obrony koniecznej, nie tylko w domu ale i wszędzie indziej gdzie się znajdują. Z tym że należy tu odróżnić dwie rzeczy:
1. To jakie regulacje zawiera tekst kodeksu karnego
2. Oraz praktykę ich stosowania, czyli interpretacje tych regulacji, oraz oparte na nich decyzje sadów i prokuratury.
No to teraz troszkę o tym jak to FAKTYCZNIE wygląda. Okazuje się, że polskie prawo, na tle regulacji w innych krajach, daje nam dość liberalne prawo do obrony koniecznej. Kodeks karny w art. 25 stanowi, że nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem (§1). W razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia (§2). Sąd odstępuje od wymierzenia kary, jeżeli przekroczenie granic obrony koniecznej było wynikiem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu (§3). Przepis ten formułuje warunki obrony koniecznej, zakreśla jej granice, oraz reguluje jakie skutki w prawie karnym wywołuje przekroczenie tych granic.
1. Zamachem jest działanie lub zaniechanie człowieka, które godzi w jakieś chronione prawem dobro, a wiec jakaś społeczną wartość którą ustawodawca uznał za godną ochrony prawem. Tyle że owa społecznie istotna wartość, nie musi być chroniona tylko przez prawo karne!! Nasze prywatność jest chroniona przez konstytucję. Czyli obrona konieczna nie przysługuje nam tylko przeciwko bandziorowi, który napada nas na ulicy, ale i zboczeńcowi, który podgląda nas w małżeńskiej sypialni?.
2. Sporna wśród prawników jest kwestia, czy obrona konieczna jest samoistna, czy subsydialna. Chodzi tutaj o to czy możemy się bronić, nawet jak mamy możliwość np. ucieczki. W większości krajów obowiązuje tzw. subsydiarność obrony koniecznej. Czyli można się bronić TYLKO I WYŁĄCZNIE jak nie było innych możliwości uniknięcia niebezpieczeństwa (np. ucieczka właśnie). W Polsce nic takiego z przepisów nie wynika, co przyznają nawet te profesory (np. Zoll), co ich tak konserwatywno ? prawicowi zwolennicy szerokiej obrony koniecznej nie lubią. Zauważcie, że ustawodawca formułując inny kontratyp (czyli okoliczność która powoduje, że jakiś czyn który formalnie odpowiada opisowi przestępstwa, nie jest przestępstwem) a mianowicie kontratyp stanu wyższej konieczności, jako warunek konieczny przyjął jej samoistność. Art. 26 §1 stanowi bowiem, że nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa NIE MOŻNA BYŁO INACZEJ UNIKNĄĆ. Skoro art. 25§1 nie wymienia dosłownie przesłanki niemożności uniknięcia niebezpieczeństwa, jako warunku legalności obrony, tak jak to ma miejsce w przypadku art. 26 §1, to wydaje się uzasadnione, że obrona konieczna w polskim prawie, jest właśnie obrona samoistną.
3. No i ostatnia kwestia tzw. proporcjonalności dóbr prawnych prawnych pozostających w kolizji. Tłumacząc z prawniczego na ludzki: dobrem prawnym jest moja własność zagrożona przez włamywacza, ale też dobrem prawnym jest życie tego włamywacza. Jeżeli zabije włamywacza, to odbieram dobro prawne o wartości wyższej (życie), niż to co ma być bronione (własność). Jeżeli go tylko zranię to można powiedzieć, że odebrałem dobro prawne, które nie jest w jakiejś rażąco wyższej wartości, od tego które broniłem. W art. 25 §1 brak jest wyraźnie sformułowanego wymogu współmierności pomiędzy dobrem zagrożonym przez napastnika, a dobrem które ucierpiało wskutek obrony. W wypadku obrony koniecznej nie jest wymagana taka proporcja dóbr pozostających w kolizji, jaka wymagana jest przypadku stanu wyższej konieczności (art. 26). Jest bardzo rzadko stosowane rozwiązanie!! Zupełni inaczej jest chociażby w kk Austrii, który uznaje za nielegalne odebranie w obronie koniecznej, czegoś cenniejszego, niż to co jest bronione.
Polityczny kapitał na tym, że Polacy zupełnie mylnie wyobrażają sobie obronę konieczną chciał zbić swego czasu Ziobro, który w projekcie gruntownej nowelizacji kk (http://orka.sejm.gov.pl/proc5.nsf/opisy/...) panował rozszerzenie jej granic. W uzasadnieniu projektu czytamy: ?istotne są również negatywne odczucia społeczne związane z takimi przypadkami stosowania prawa ? w opinii publicznej utrwala się bowiem groźne społecznie przekonanie o nieopłacalności przeciwdziałania aktom bezprawia, wskutek czego poważnego uszczerbku doznaje zaufanie obywateli do państwa, jego organów oraz porządku prawnego?. Ziobrowaci be żenady przyznali, ze projektowana zmiana ma nie tyle na celu naprawę złego prawa, co spełnienie ludzkich oczekiwań. Oczekiwań, opartych na wyobrażeniach, nie na realiach.
Sprawa Włodowej wyraźnie pokazuje, że ludzie zbyt często mylą sobie prawo do obrony koniecznej, z prawem do linczu. Nie zmienia to faktu, że sądy i prokuratorzy zbyt wąsko interpretują ustawowe regulacje do obrony koniecznej. Tyle że akurat takim przypadkiem, Włodowa nie była!!!
PS. Wszystkich formowych prawników bardzo przepraszam, za uproszenia. Ja do ludzi piszę?


Moim zdaniem się mylisz...
"Kodeks karny w art. 25 stanowi, że nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem"
Bezpośredni pociąg relacji Warszawa Kutno jedzie kilka godzin. Bezpośrednie relacje w rodzinie również nie są ograniczone w czasie. Wobec zagrożenia, ci ludzie się bronili przed bezpośrednim zamachem - skoro policja nie potrafiła ich chronić.
Dobry wieczór.
Bezpośredni zamach moim zdaniem to był wtedy, kiedy ten człowiek biegał po wsi z "maczetą" czy siekierą. Ale wtedy wieś go nie zabiła. Zrobiła to dopiero wtedy, gdy pijany wędrował po polach czy też leżał pod lasem pijany w sztok. Wtedy już nie zamachiwał się na mieszkańców bezpośrednio, choć można było domniemywać, że jak wytrzeźwieje, to znowu się zamachnie. Mylisz projekcję mieszkańców wsi z bezpośrednim zagrożeniem czy zamachem. Nie jestem prawnikiem, oceniam rzecz jak laik, ale na trzeźwo. Wtamtym momencie to był samosąd, a nie obrona. Bierność policji to zupełnie inna historia.
Za różne takie...
to był samosąd
zgadzam się, to był samosąd, nie obrona; a ofiara, mimo wszystko, była człowiekiem nie dzikim zwierzęciem. Najpewniej rację ma Miki; moje "poczucie sprawiedliwości" byloby za wyrokiem z zawieszeniem; akcja Sikory (tego z Długu) w obronie sprawców napawa mnie niesmakiem, podobnie jak "bezkompromisowe" głosy za rozszerzeniem pojęcia "obrona konieczna"; o ile dobrze pamiętam opowiadał się za tym także obecny minister sprawiedliwości, i to na przykładzie, który znam nieco lepiej i kiedyś opisałam
Mir domowy to świętość!!! Bandyta nie jest człowiekiem!
"Mir domowy to świętość, którą należy bronić za KAŻDĄ cenę. A najlepiej za cenę życia bandyty. Broniący się nie ma PRAWA i CZASU oceniać jakie to zamiary, czy pyskówka, czy pchnięcie nożem. NAPASTNIK ma być ZABITY... Reasumując: chcesz żyć, trzymaj się ze złymi zamiarami z dala ode mnie".
Ktoś dobrze Ci na blogu napisał...
@Aleksieju
Teraz pomyśl o sytuacji w której zapraszam cię do siebie,
strzelam ci w głowę , w twoja rękę wkładam nóż.
Jak myślisz kto z takiego prawa skorzystałby najchętniej ?
Mosad ;-)
Myślę że lista byłaby długa: MK, laudate, nina, dorola... no i jeszcze trochę osób o skłonnościach do lewactwa by się pewnie znalazło ;-))) Dowcip polega na tym, że rozumny człowiek nie idzie tam, gdzie może w łeb dostać - więc założenie jest czysto hipotetyczne. Natomiast świadomość tego, że taki jeden bandyta z drugim może zostać bez konsekwencji zastrzelony - skutecznie go powstrzyma przed podejmowaniem nie tylko pyskówki na nie swoim terenie - ale i wszelkim agresywnym działaniem.
Są sytuacje, których prawodawca nie jest w stanie przewidzieć
i które sąd powinien móc rozpatrywać nie ściśle według litery prawa, a działając według własnego rozsądku.
Ci ludzie swojego czynu dokonali w akcie rozpaczy, i go nie powtórzą więcej. Jeżeli trzeba było karać, to wyrokami w zawieszeniu.
Hmmm ... do ludzi?
"(...)a mianowicie kontratyp stanu wyższej konieczności, jako warunek konieczny przyjął jej samoistność"
possdro
H
Takie jakieś wątpliwości mam
W filmach czasami występuje scena jak poniżej.
Porywacz porywa dziewczynę (dla przykładu), ta w stosownym momencie wali go w łeb cegłą (dla przykładu), on pada ona natychmiast ucieka. Po chwili on wstaje i ją łapie.
Właściwe wg. mnie rozwiązanie (nie filmowe, oczywiście) polega na tym, że ona nie ucieka natychmiast ale wzmiankowaną cegłą rozwala głowę do końca (rogiem cegły da radę, dla przykładu) i spokojnie, bez nerwów, wraca do domu. Jednego bandyty mniej.
Jak rozumiem wsadzą ją, czy tak?
Platonicznie...
Świetny artykuł
Kulturalnie i z dużą wiedzą opisany problem, który zdecydowana większość traktuje zbyt emocjonalnie... Poczucie solidarności z osobą popełniającą "usprawiedliwionego" przestępstwa lub wykroczenia nie moze mieć przełożenia na prawną ocenę tegoż.
Wbrew owczemu pędowi daje 6, bo lubię dobrą robotę...
Soosell KO02LG
Poczucie solidarności
To proszę odpowiedz mi, czy prawo winno być dla obywateli - czy przeciwko nim? Teraz wyszło na to, że jest przeciwko nim i traktuje ich jak gorszych tubylców z wioski, którzy łamią reguły narzucone im przez cywilizację. A powinno działać tylko dla nich - o czym co niektórzy tu jakoś zapomnieli.
Przypominam cichutko że Prawo to narzędzie Władcy
i służy do trzymania poddanych za twarż dzięki czemu wzmiankowani obywatele nie rozwalają sobie wzajemnie głów itd. tylko wspólnie pracują jak te robaczki tworząc Raj na ziemi, dla Władcy oczywiście.
Platonicznie...
i ludzie odpisują.
Zgoda co do żałosnej znajomości prawa w narodzie.
Niezgoda co do mylenia obrony koniecznej z linczem (definicja się kłania - prawna, nie dziennikarska. Osoba posądzona NIEWINNIE ma być ofiarą linczu. Daje podstawy do posądzenia to nie ma linczu, jest przekroczenie granic).
Zgoda co do wąskiej interpretacji prokuratorskiej (obrona państwowego monopolu przemocy).
Niezgoda że Włodowa nie była przypadkiem obrony koniecznej. To kwestia interpretacji.
Elżbieta Borowik ok trzech lat szarpana była przez sądy i zaliczyła areszt zanim przyznano iż użyła strzelby w obronie własnej (uniewinnionej w pierwszej instancji prokuratura nie odpuściła).
Józef Banasiak dźgnął nożem napastnika NA SWOJEJ POSESJI. Napastnik wykrwawił się i zmarł, a p Banasiak po ośmiu latach w tym dziewięciu miesiącach pudła i próbie samobójczej - doczekał się w czerwcu orzeczenia apelacyjnego: przekroczył granice obrony koniecznej działając w strachu i nie może być karany. Pan Józef złożył wniosek o kasację.
Dariusz Maciejewski zastrzelił z dubeltówki jednego a postrzelił ddrugiego z 17 napastników którzy w jego kawiarni chcieli wyrównać porachunki z barmanem (jego pracownikiem), demolując przy tym jego lokal. Prokurator żądał 15 lat, dwie instancje go uniewinniły, pełnomocnicy NAPASTNIKÓW zwrócili się o kasację do SN.
Paweł Bachmat jest prawnikiem z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości przy Ministerstwie Sprawiedliwości i autorem opracowania "Instytucja obrony koniecznej w praktyce prokuratorskiej i sądowej" Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, Warszawa 2003.
Jest to wynik analizy akt ponad 100 spraw i wynika z niego: JEŚLI CIĘ NAPADNĄ - RZUĆ WSZYSTKO CO MASZ I UCIEKAJ BO JEŚLI BANDZIOROWI STANIE SIĘ KRZYWDA - LĄDUJESZ NA ŁAWIE OSKARŻONYCH.
Prokuratura nawet bez związku z przekroczeniem obrony koniecznej, osobę broniącą się oskarża o popełnienie przestępstwa. Z ofiary robią oprawcę.
Fakt, między obroną konieczną a jej przekroczeniem granica jest cienka.
Ale oprócz LITERY PRAWA jest jeszcze DUCH PRAWA, który prokuratura ma w... icie gdzie.
Z rzymskich czasów obowiązujące "ryzyko przestępczego zamiaru, obciąża przestępce, nie zaś ofiarę" prokuratura ma w... icie gdzie.
Anglosaskie w brzmieniu ale śródziemnomorskie w pochodzeniu "my house is my castle" prokuratura ma w... icie gdzie.
Nie wiem na jakim w tej chwili etapie jest poprawka że nie będzie przestępstwa przekroczenia przy działaniu "pod wpływem strachu lub wzburzenia, usprawiedliwionych okolicznościami zamachu", ale to tyle co kadzidło dla umarłego.
Dopokąd system prawny chroni sprawcę, a nie poszkodowanego - BĘDĄ SPRAWCY.
Muszą być żeby się kauzyperdy miały z czego utuczyć. Ot i cała tajemnica.
A obywatele będą dalej mieć swoje Ministerstwo Sprawiedliwości w... icie gdzie.
Idealne spełnienie zależności:
więcej praw = mniej wolności = bezpieczniej = obywatelom robi się wszytko jedno.
A obywatele którym wszystko jedno, pozwolą zrobić z sobą wszystko - jak stado baranów.
"Is fecit, cni prodest" - i mamy winnego. A może sprawcę...
Jakby co to ja w obronie koniecznej i poproszę o adwokata.
Obrona konieczna kłonicą lub kosą
Każdy ma prawo do obrony koniecznej. Pominę definicję tego terminu. Każdy powinien mieć też prawo do obrony swojej własności przed napastnikiem.
Zawsze będzie powstawał spór czy zastosowane środki były adekwatne do zagrożenia lub niebezpieczeństwa. Bo taki jest polski system prawny - oparty na prawie rzymskim i przesiąknięty carskim prawem. Osobiście nie mam zaufania do żadnego prokuratora, którego praca polega na oskarżeniu i uzyskaniu korzystnego dla siebie wyroku, bo prokuratorów rozlicza się z wygranych spraw. Jest to chore.
Chore jest też to, że kilka osób, bardzo prostych ludzi, można być rzec- prymitywnych, dokonało aktu samoobrony przed prawdopodobnie chorym psychicznie innym prymitywem w sposób nieadekwatny do terminu obrona konieczna.
Bo czy musieli sie tak wyzwierzęcać, aby mózg trzeba bylo zbierać w promieniu kilkunastu metrów?
Była to niewątpliwie obrona konieczna z fajerwerkami. Zadziałał instynkt stadny. Tak jak kiedyś zabijano mamuta. Napierdalali (sorry za słowo, ale tylko takie pasuje), aż mamutowi mózg wypłynął.