Jabol, Wino, bełt, Patykiem Pisane. Historia i tradycja spożycia – kompendium wiedzy.

Przekleństwem internetowej rzeczywistości jest powszechna ignorancja i wiedza zastąpiona ludowymi porzekadłami. Przyzwyczaiłem się już do tego, że nagminnie publikuje się przesądy dotyczące medycyny, polityki, seksu, wyposażenia elektronicznego F16. Znosiłem tę propagandę ignorancji w milczeniu, aż do momentu gdy niedouczeni „publicyści” wzięli się za profanację tradycyjnych peerelowskich trunków, ze szczególnym upodobaniem pomawiając Tanie Wino. W internecie, gdzie każdy laik może się produkować ze swoimi wykwitami domorosłej znajomości tematu, pojawiły się niebywałe wręcz popisy hołdujące przesądowi, wiedzy potocznej lub też zwykłej plotce. Powstał, w ten karygodny sposób, wypaczony obraz rzeczywistości, a co gorsze zakłamano historię peereloelskiej tradycji alkoholowej. Tradycja to nie jest tak, że jak komuś zabiorą samolot, tradycja to ustny i pisemny przekaz, spuścizna, dziedzictwo, które cywilizowane narody winne pielęgnować w pierwotnej formie. Zbulwersowany lekturą amatorskich wpisów przystępuję do dzieła rewitalizacji Taniego Wina, do krzewienia w narodzie szacunku dla spożywczych zwyczajów naszych przodków i nas samych. Oceniając stan wiedzy przeciętnego konsumenta alkoholu jako fatalny, postanowiłem uporządkować wiedzę według gatunków: wina, piwa, wódki, likiery, wynalazki, zaczynając od mocnego uderzenia – Taniego Wina.

I Rozdział. Od kultowej Alpagi przez Wino do falsyfikatu Arizony

Tanie wino ma swój początek, okres rozkwitu i niestety upadek. Niedościgłym wzorcem początków Taniego Wina jest produkt legendarny, trunek opiewany przez muzyków i poetów. 

Perfect “Autobiografia”

KSU “Jabol punk” 

Proszę Państwa, przed Państwem ALPAGA i dla konesera wszystko jasne, laikowi można jedynie przybliżyć oryginalny smak i zastępcze opakowanie. Alpaga, pramatka wszystkich Win, a od niej klasyka gatunku i bardzo proszę uszanować słowo KLASYKA. Klasyka to jest wino marki Wino oraz dopuszczalne nazwy tradycyjne: Jabol, Patykiem Pisane, Bełt, J-23 i KONIEC. Wszystkie późniejsze i wcześniejsze profanacje, to nazwy zwyczajowe, znachorstwo, ludowe porzekadła i tu można wymienić przykłady: mamrot, pryta, kwasiak, mózgojeb. Tradycyjnie rozlewane Wino charakteryzowało się ściśle przestrzeganą recepturą oraz skondensowaną, surową szatą graficzną opakowania szklanego zamykanego na dwie rytualne metody. Metoda kapslowania i metoda plastikowego korka, z tym, że w przypadku korka dopuszcza się dwa warianty. Korek plastikowy zewnętrzny, który demontowało się przy pomocy ruchów obrotowych lub też scyzoryka oraz korek plastikowy wewnętrzny. Ten rodzaj mocowania usuwało się zębami, uprzednio stukając w dno butelki z łokcia, ewentualnie tradycyjną metodą scyzorykową. Powyżej Wino marki wino zamykane metodą korka zewnętrznego. Niestety na złączonym obrazie szata graficzna etykiety nie jest tą najbardziej tradycyjną, gdyż ta wyglądała następująco: 


Rozdział II. Inwestycja i etyka zakupu 

Gdy już wiadomo jak wygląda tradycyjny trunek możemy przystąpić do zakupu co w ujęciu tradycyjnym nie sprowadzało się do trywialnego wpychania plastiku w ścianę, ale do solidarnego gromadzenia funduszy zwanego „zrzutką”. Określanie jabola mianem „taniego wina”, wprawdzie jest tradycyjne, ale też krzywdzące i mylące. Często bywało tak, że do przetargu stawało kilku inwestorów, z których każdy przeznaczał wszystkie dostępne aktywa. Jednak w żadnej szanującej się spółce, pomimo różnic w pakietach, nie dochodziło do konfliktu na tle proporcji spożycia. Konsumpcja, o czym szerzej w następnym rozdziale, nie była odzwierciedleniem wkładu, ponieważ wkład to wieczna rotacja - dziś ja jutro ty. Po solidarnym wysiłku i zgromadzeniu oczekiwanej kwoty, nierzadko dochodziło do konfliktu z dystrybutorem Wina, powód konfliktu zawsze ten sam – kaucja. Uczciwy dystrybutor szanował stałego klienta i respektował honorową umowę ustną: „szefowo buteleczkę odniesiemy”. 

Niestety zdarzali się biurokratyczni handlowcy z wielkim cycem, którzy z całą namolną pedanterią domagali się uiszczenia kwoty za opakowanie szklane i tu zaczynał się dramat inwestora. Trzeba wiedzieć, że kwota kaucji to około 20-30% wartości inwestycji. W sytuacji, gdy kwotę bazową zebraną nadludzkim wysiłkiem, bardzo często kosztem najbliższych inwestora społecznego, pozyskanie fundyszu nadplanowego, kaucyjnej dywidendy, stawało się niemożliwe. Wyjścia z impasu findowego były dwa. Rozpaczliwe poszukiwanie opakowania szklanego, które zostało porzucone przez rozrzutnego inwestora i to zdarzało się niezwykle rzadko, a jak się przydarzyło pojawiał się kolejny problem. Skrupulatny dystrybutor miał w zwyczaju bacznie analizować jakość opakowania szklanego i szczególną uwagę zwracał na owal szyjki, który musiał być idealny, to znaczy pozbawiony uszczerbków. Zwykle znaleziona kaucja posiadała właśnie tego rodzaju defekt, wprawdzie można było to w procesie zakupy ominąć, metodą na zadymę, ale to wymagało dużej wprawy i wykwalifikowanego zespołu. 

Zadyma to jednoczesne wysyłanie kilku komunikatów w stronę dystrybutora, poczynając od tego, że dystrybutor, dalej zwany kierowniczką, fantastycznie wygląda, przez komunikaty ogólnospołeczne, co te złodzieje z nami robią, aż po komunikat ostateczny, czyli: „szefowo wkładamy buteleczkę do skrzyneczki”. Po wstępnym urobieniu, finalnie wkładamy buteleczkę, uprzednio machając kaucją nad głową, aby kierowniczka odnotowała sztukę i ujęta życzliwością klienta nie zwróciła uwagi na jej jakość. Takie brawurowe akcje udawały się rzadko, dystrybutor znał wszelkie metody związane z omijaniem kaucji i nie ulegał czarowi gestów. Pozostawała metoda druga, zwana współpracą korporacyjną. Trzeba się było po prostu dogadać z konkurencyjną grupą inwestorską, która miała szczęście nabyć trunek i poczekać, aż dana skończy spożycie. Wtedy brało się butelkę od zespołu, zanosiło jako własną kaucję, następnie błyskawicznie spożywano Wino i w ostatnim etapie metody, oddawało opróżnioną butelkę wierzycielom, by ci mogłli zdać kaucję. Nawet najbardziej konkurencyjni i wrodzy inwestorzy godzili się na tego typu rozwiązanie, ponieważ nikt nie znał dnia i godziny załamania rynku, w związku z tym inwestorzy wspierali się wzajemnie. 

Rozdział III. Kultura i egalitaryzm spożycia 

W czasach tradycyjnego wina marki Wino wyróżniamy tylko jeden tradycyjny model spożycia, to jest spożycie plenerowo – obiegowe. Trunek należało spożyć na świeżym powietrzu, w miejscach do tego przeznaczonych, to znaczy kamieniczne bramy i klatki schodowe, parki, skwery, oraz wiejskie ławeczki przysklepowe. Dopuszczalny był również rodzaj spożycia zwany „na miejscu”, wówczas Wino popijano bezpośrednio u dystrybutora, zwyczajowo był to sklep PSS Społem, ewentualnie GS. Warunkiem niezbędnym tradycyjnego spożycia Wina, był obieg. Nigdy szanujący się koneser nie spożył trunku samotnie, nigdy nie rozlewał szlachetnego napoju do szklanek, kieliszków, czy nie daj Boże do współczesnych opakowań plastikowych po homogenizowanej śmietanie. Pito z gwinta. Tradycyjna degustacja z gwinta, nakazywała, aby sponsor, czyli kupujący trunek, tudzież ten, którego udziały w zakupie były największe, gdyż jak już wiemy Wino nabywano drogą tak zwanej „zrzutki”, przekazał butelkę z Winem biesiadnikowi. Biesiadnik wcześniej otwarte Wino (znanymi metodami) spożywał „na trzy”. Spożycie „na trzy”, to ruchu przełyku potocznie zwanego grzdylem. Fizyczne rozpoznanie ruchu jest dość banalne, należy się po prostu przyglądać grdyce, która pracując wykonuje charakterystyczne ruchy posuwisto-zwrotne. 

Po wykonaniu trzech pełnych ruchów, opakowanie szklane Wina przechodziło do kolejnego konsumenta, ale zanim do tego doszło, etykieta nakazywała wytrzeć szyjkę butelki ruchami kolistymi, tak aby częstowany nie był narażany na spożycie fauny i flory bakteryjnej poprzednio spożywającego. Cały proces musiał być obliczony tak, aby beneficjenci spożyli Wino sprawiedliwie, zatem picie „na trzy” było kwestią społecznej umowy i zależało od potencjału spożywczego konsumenta oraz liczby konsumentów. Jeśli pijących było 3 i więcej, oczywiście redukowano metodę do picia „na dwa” w skrajnych przypadkach na jeden.

Zdarzało się jednak, że inwestor społeczny kierowany chęcią zysku, stosował nieuczciwe metody podziału dóbr. W takich razach wzajemne zaufanie akcjonariuszy obracało się w uzasadnianą podejrzliwość. Ten klimat inwestycyjny sprawiał, że metoda „na trzy” traciła rację bytu, a jej miejsce zajmowała metoda „na kciuk”, zwana również „na zaznaczenie”. Polegała na tym, że spożywającemu reszta udziałowców zaznaczała miejsce na opakowaniu szklanym, do którego spożywający mógł smakować trunek. Wtedy konsument przykładał kciuk do wskazanej kreski, a akcjonariusze bacznie śledzili postęp spożycia, by w odpowiednim momencie powstrzymać konsumpcję kultowym zawołaniem: „eeeeeeee, bedzie”.

Towarzyszyło temu pewne zażenowanie, ponieważ szanujący się inwestor bazował na kodeksie honorowym, natomiast metoda „na kciuk” stosowano tylko w środowisku nieuczciwej konkurencji i braku wzajemnego zaufania, tudzież tam, gdzie inwestor społeczny składał się z zupełnie przypadkowych akcjonariuszy, których łączył wspólny cel inwestycyjny. Niekiedy dochodziło do sporów, gdyż kształt opakowania zaczynał się od wąskiego gardła szyjki, by przejść do życiodajnego szerokiego strumienia, jednak i tę przeszkodę omijano na tak zwane oko, bez większych konfliktów, bo czas leciał, a pić się chciało, poza tym tylko przy inicjacji spożycia występowały tego typu wątpliwości. Bez względu na metodę spożycia, warto dodać, że procesowi tradycyjnej konsumpcji nie towarzyszyły zjawiska kulinarne przez co rozumie się przekąski, dania barowe itp. Tradycyjne spożycie Wina to Sauté, każda inna odmiana jest profanacją o czym w następnym rozdziale. 

 

Rozdział IV. Mity, przesądy, krzywdzące opinie o Winie 

Każda wiedza tym się odróżnia od przypuszczeń i obiegowych opinii, że bazuje na faktach. Współcześnie wszelkiego typu egzegeci oraz laicy usiłujący opisać i analizować tradycyjne spożycie Wina odnoszą się do całej serii erzaców. Pragnę już na wstępie powiedzieć, że Jabol, Bełt, Wino, J-23, jest unikatowym produktem i nie da się tego żadną miarą czy też kryterium porównać z podróbami, które zalały rynek. Tradycyjnego Wina poza piwnicami koneserów, w tej chwili nie uświadczymy, a to co się współcześnie nazywa Jabolami jest zaprzeczeniem idei produktu. Współczesne „Czary PGR-u”, czy nawet popularna „Arizona”, to są wina pospolite, dla mas, produkowane zupełnie inną technologią niż tradycyjny trunek. Dzisiejsze półprodukty odbiegają normami jakościowymi, estetyką opakowania, bukietem, aromatem, użytymi składnikami i metodami konserwacji. Już pierwszy rzut oka na kiczowatą, ortalionową etykietę współczesnego taniego wina ostrzega nas przed ewentualnym spożyciem świństwa.  Nawet tandetne akcje marketingowe odwołujące się do wulgarnego erotyzmu, nie mogą skusić prawdziwego konesera Taniego Wina do nabycia falsyfikatu. Mylenie tradycyjnego i jedynego gatunku Wina ze współczesnymi likierami, to najczęstszy błąd spowodowany brakiem edukacji i kultu tradycji. Innym niesamowicie krzywdzącym przesądem jest powszechne mniemanie, że koneserami Wina są panowie odziani w drelichy i tureckie sweterki. Wino to nektar  inteligencji, wybitni studenci i pracownicy naukowi na integracyjnych imprezach spożywali zacny trunek. Harcerze, drużynowi i kadra szkoleniowa. Sportowcy, artyści, poeci, muzycy, malarze i scenarzyści smakowali i czerpali natchnienie z gwinta. 

Nasi tu byli 

Równie absurdalne pretensje plebejskie jak zarzucanie toksyczności, tradycyjnej recepturze produktu opartej na ekstrakcie z jabłek i niewielkiej domieszce substancji uszlachetniającej – dwutlenku siarki (SO2). Tenże związek chemiczny był stosowany w wielu Winach, które zasilały salonowe stoły. Natomiast tym wszystkim, którzy widzą w Tanim Winie szkodliwe dla zdrowia związki chemiczne i uszlachetniacze, gorąco polecam polędwicę sopocką z Tesco, w promocyjnej wyprzedaży. Byłoby na tyle, mam nadzieję, że wykład  przywraca należne miejsce tradycji i kulturze spożycia Taniego Wina oraz bezlitośnie rozprawia się z mitologią, zabobonem, krzywdzącymi ocenami laików. Niestety mogłem jedynie słowem, obrazem i dźwiękiem odmalować dawny smak, współcześnie nabycie Taniego Wina praktycznie jest niemożliwe. Jeśli jednak zdarzyło się tak, że pozostały jeszcze w Polsce kolekcjonerskie ilości tego szlachetnego trunku, będę wdzięczny za informację, gdzie Wino można nabyć drogą kupna rarytasu, oczywiście cena nie gra roli, byle była tradycyjnie tania.  

 

Ocena: 
5.956362
Average: 6 (22 votes)



Komentarze

gościu, szacun
tylko na marginesie taka jedna a może dwie uwagi lub tez dopowiedzenia
redakcja to młodsza jest i redakcji się przez to nie zapisało w pamięci jedno bardzo ważne, godzina 13, bo można było zebrać, można było nawet flaszkę na wymianę posiadać lecz jeśli trafiło się na "kierowniczkę" co to rygorystyczna i bez serca była to się człek przed 13 jedynie napatrzeć mógł
http://www.yout...

i sprawa druga bardziej honorowa ale również techniczna
niestety świat wredny jest i ludzie na nim wredni
zdarzało się, niestety zdarzało, że wśród beneficjentów napitku było osobnik pozbawimy honoru, lub tez przyciśnięty potrzeba tak wielka że w odstawkę szły wszelkie zasady. tedy by zabezpieczyć sprawiedliwość spożycia w mojej okolicy był również zwyczaj picia na znacznik.
Główny fundator, lub też w niektórych szczęśliwych przypadkach sponsor całości robił na etykiecie znaczniki, paznokciem nacinając tą że w odpowiedniej odległości od dna, degustujący przykładali do nacięcia które na kolejnego rozpijającego przypadało kciuk reki której dłoń obejmowała opakowanie i tak pili by nie naruszyć trunku przypadającego na kolejnego spożywającego. Zdarzało się oczywiście, że pijacy w swym zapamiętaniu zapomniał się ale wtedy celna fanga w tył głowy przywracała mu jasność widzenia powodując równocześnie lekki ból uzębienia wspomnienie którego przy następnej rozpitce sprawiało iż zapomnienie nie było już naruszające etykietę

By starszy1961

Fundamentalny problem spożycia i tuż po. Jednak w przedmiocie kultu nie mógł się pojawić, z oczywistych względów legendy.

By MatkaKurka

co do cofki to raczej nie będę się wypowiadał bo temat traumatyczny co tu kryć,
inna sprawa jest oczywiscie degustacja komfortowa w systemie "flacha na ryj", jak w każdym systemie i w tym bywały pułapki z których największa to niejednokrotna presja czasu która to presja sprawia, że ryzyko cofki wzrastało. system degustacji komfortowej wiąże się nierozerwalnie ze wzmiankowanym przez "archiwum_onet" a nie moim zdaniem nie dość dogłębnie opisanym przez autora problematem miejsca.
Miejsce spożycia to równie ważny problem jak ilość. jego umiejscowienie, miejsca umiejscowienie, wiąże się nierozerwalnie z ilością. Gdy sytuacja finansowa wymagała zwiększenia ilości degustatorów powyżej jednego na flaszkę nie opłacało się udawać w zwyczajowe miejsca spożycia, spożycie odbywało się możliwie blisko miejsca dystrybucji. Jeśli jednak, sytuacja pozwalała na zakup ilości co najmniej jednej na ryj to i tu odniosę się do jedynie własnych doświadczeń, jako że te doświadczenia są silnie zindywidualizowane.
Tak więc, my udawaliśmy się na cmentarz wojskowy, wzgórze nad miastem, otoczona wysokim murem nekropola z czasów I wojny światowej. Jeśli pogoda pozwalała spożycie odbywało się w pozycji pół leżącej, z plecami wspartym o mur cmentarny a przed oczyma rozpościerał się przecudnej urody widok, w dole miasto, a za nim panorama "Beskidu Niskiego". Jeśli pogoda była niesprzyjająca kontemplacji widoków (co bardzo wzbogacało bukiet) degustowaliśmy w bramie cmentarza
http://upload.w...

Oczywiście zdarzały się również inne miejsca, np Park Miejski, ale nie jakieś wulgarne picie na ławce stojącej w której z alejek lecz jeśli już to ławeczka dyskretnie stojąca za tym oto pomnikiem: http://foto.par...

Obydwa wzmiankowane prze zemnie miejsca są dość silnie oddalone od miejsc dystrybucji, zwłaszcza cmentarz, bo to jednak góra, dość strome podejście choć krótkie lecz droga, kulturalna rozmowa w jej trakcie jak również lekkie zmęczenie po marszu silnie podnosiły walory smakowe nabytego i degustowanego trunku

By starszy1961

Nic, a co ma być? Zszokować* kogoś chciałeś?

*"Zszokować"? Co za idiotyczny nad wyraz.

By Ja

Pochwalić to powinieneś mnie za, co było "nad wyraz" w Twoim stylu. Przypominam Ci, że parę dni temu trzaskałeś drzwiami z powodu kreatywnych kretynów z fantAzją, a teraz nie chcesz nawet, żeby fM Cię przeprosiła.

By Ja
Obrazek użytkownika quackie

rozmawiają dwaj oficjele w kuluarach na Zjeździe PZPR:
- Słyszał towarzysz, że Solidarność chciała wieszać członków partii i malować krawężniki na niebiesko?
- Nie! A po co malować krawężniki na niebiesko?!?!!
- Ahaa, to wieszanie członków partii już towarzysza nie dziwi!

By quackie --

_________ Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć. Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może. Aż w końcu odezwał się głos z nieba. Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".

Małe uzupełnienie: na poczatku był....najprawdziwszy korek ! To póżniej zaczęto stosować plastikowe zatyczki. Tyle lat minęło, że nie podam dokładnych , ani przybliżonych dat. Nie demonizujcie tej siarki - chyba na wszystkich winach ,obecnie , pisze : zawiera siarczany.Ot konserwacja/ zatrzymanie procesu fermentacji?

By sugadaddy

No dobra, czuję się wywołany do tablicy.
Pracowałem przy tej technologii, więc teraz mogę zdradzić tajniki produkcji.
Jak ktoś chce, to może zaadoptować proces do domowych warunków.
Etap pierwszy to wstępna fermentacja, wzbogacenie w białko, wyciskanie.

Owoce w absolutnie dowolnym rodzaju i dowolnym stanie świeżości trzymać w skrzynkach 3 dni przy dobrym słońcu, aż zaczną lekko gnić i obficie pokryją się owadami, głownie z rodzaju żądłówek.
Wówczas zawartość skrzynek wrzucić do prasy i jak najdokładniej wycisnąć, a otrzymany płyn przepuścić przez filtr. Nektar musi być klarowny.
Etap drugi – siarkowanie.

Bardzo proste – na każdy litr dodać 1gram pirosiarczynu potasu, dokładnie wymieszać.
Etap najważniejszy – zamiana w wino.

Teraz trzeba nektar nagrzać prawie do około 65 stopni i ostudzić. Gdy temperatura spadnie do około 45 stopni, wlać obliczoną ilość spirytusu, tak aby jego stężenie w produkcie wynosiło np. 15% objętościowych.
W tym momencie powstaje wino.
Jeszcze ciepłe wlewamy do butelek i kapslujemy.

By chlor --

Chlor

W mieścinie, 11 tysięcy mieszkańców, w której się wychowałem i spędziłem większość życia, a każdy każdego znał, funkcjonowała wytwórnia trunku. Widzę, że mniej świadomym i doświadczonym odbija się po latach, tymczasem prawdziwy koneser wiedział co pije i to poczytywał sobie za największy sukces i wierność tradycji.

By MatkaKurka

Niedouczeni "publicyści" i ignoranci są zmorą naszej polskiej rzeczywistości. Podobnie jak "dupki", co im się zdaje, że wszystkie rozumy pozjadali :)

Pozdro.

By ruum
Obrazek użytkownika Kalosh

Dałbym siedem, ale ni ma. W Krakowie piło się na Skałkach Twardowskiego, w pięknych okolicznościach przyrody. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek powstanie tam pomnik wszystkich ofiar konsumpcji, których pochłonęła rozpościerająca się poniżej otchłań zalewowa.

By Kalosh --

-----------------
Quidquid latine dictum sit, altum videtur (łac.) [Cokolwiek nie powiesz po łacinie, brzmi mądrze] - Autor nieznany :D a szkoda
-----------------

Pomnika nie ma , ale jest marsz żałobny dla ofiar.

By MatkaKurka

Dopisałem słusznie postulowaną metodę na zaznaczenie. Jest już umieszczona w tekście w następującym brzmieniu:

Zdarzało się jednak, że inwestor społeczny kierowany chęcią zysku, stosował nieuczciwe metody podziału dóbr. W takich razach wzajemne zaufanie akcjonariuszy obracało się w uzasadnianą podejrzliwość. Ten klimat inwestycyjny sprawiał, że metoda „na trzy” traciła rację bytu, a jej miejsce zajmowała metoda „na kciuk”, zwana również „na zaznaczenie”. Polegało to na tym, że spożywającemu reszta udziałowców zaznaczała miejsce na opakowaniu szklanym, do którego spożywający mógł smakować trunek. Wtedy konsument przykładał kciuk do wskazanego miejsca, a akcjonariusze bacznie śledzili postęp spożycia, by odpowiednim momencie powstrzymać konsumpcję kultowym zawołaniem: „eeeeeeee, bedzie” Towarzyszyło temu pewne zażenowanie, ponieważ szanujący się inwestor bazował na kodeksie honorowym, natomiast metoda „na kciuk” było stosowana tylko w środowisku nieuczciwej konkurencji i braku wzajemnego zaufania, tudzież tam, gdzie inwestor społeczny składał się z zupełnie przypadkowych akcjonariuszy, których łączył wspólny cel inwestycyjny. Niekiedy dochodziło do sporów, gdyż kształt opakowania zaczynał się od wąskiego gardła szyjki, by przejść do życiodajnego szerokiego źródła, jednak i tę przeszkodę omijano na tak zwane oko, bez większych konfliktów, bo czas leciał, a pić się chciało, poza tym tylko przy inicjacji spożycia występowały tego typu wątpliwości.

By MatkaKurka

Stawiam tezę, że ten tekst stanie się Biblią meneli.

By e_krakowski --

e_krakowski

No faktycznie. Oprócz mnie, sama śmietanka.

By e_krakowski --

e_krakowski

Coraz lepiej Ci wychodzą liryczne klimaty ;) Może to jeszcze nie Pilch, ale po skończeniu cyklu - po najkę marsz!

By lzis --

...Ginger Rogers w tańcu robiła dokładnie to samo, co Fred Astaire, tyle że tyłem i na wysokich obcasach. (A. Earhart)

Wolę Pilcha od Tokarczuk w każdym razie, kiedyś za nim przepadałam, teraz raczej przeszło. Zresztą, ostatnio mam czas tylko na Kontrowersje i ew. coś nudnego do poduszki. "Marsz..." niezły i ma swój klimat zwłaszcza na "tu i teraz", ale wcześniejsze też mi się dobrze czytały. Skojarzył się, bo Matka czas jakiś na onecie za Pilcha robił, a tu nastroje podobne do tych, za które pisarz Nike chapnął. Czyli - dorasta nam Kura :)

By lzis --

...Ginger Rogers w tańcu robiła dokładnie to samo, co Fred Astaire, tyle że tyłem i na wysokich obcasach. (A. Earhart)

W ogólniaku na dużej przerwie biegaliśmy do sklepu żeby spożyć Ambrozję ładowaną w opakowanie szklane 0,33 l i na dodatek kapslowaną. Pamiętam jak dziś, że to 2,70 kosztowało.
Mam też osobisty udział w utrwalaniu tradycji narodowej. W ramach letnich OHP-ów zaliczyłem praktyczny kurs szuflowania siary do kadzi w Lubuskiej Wytwórni Win w Zielonce.
Napój ten był też niezbędnym ogniwem studenckiego "zbydlęcenia"alkoholowego, na które składał się następujący zestaw pierwszej pomocy: pól litra wódki, dwie butelki wina marki wino i cztery butelki piwa (na Wybrzeżu to było wtedy Morskie - szczyny jakich mało)

By Szwejk
Obrazek użytkownika 1664

Male uzupelnienie w kwestii odkorkowywania. Bardzo przydatny byl holidej (podrecznik do fizyki autorow Halliday & Resnick, tom I lub II).
Nalezalo przylozyc go do sciany i uderzyc w niego 2-3 razy dnem butelki.
Brak mi rozdzialu o uszlachetnianiu i konsumpcji odlozonej w czasie - moze w nastepnej edycji?
Tytul roboczy: Grzaniec.

By 1664 --

1664

Obrazek użytkownika Glinievicci

Kolejny, po ortoraficznym, bardzo ciekawy cykl. Rzeczywiście, tyle co się zmarnowało wątroby tanimi winami w ogólniaku i na studiach.... :) Z tym,że co do etymologii to przynajmniej za moich młodych czasów na Lubelszczyźnie "mózgojeb" był to drink składający się z "wiśniówki" ("nalewka" wiśniowa na spirytusie, poj. 0.75 L cena niewysoka, alk. ok.14-18%) mieszana w plastikowych kubeczkach z gazowaną wodą mineralną. Efekt piorunujący :D

By Glinievicci --

Pomarzyć zawsze można... www.wielkarzecz...