Złoty Melon



share

Dotąd starałem się publicystycznie przedstawić wydarzenia z sali sądowej w Złotoryi, dziś szczególną uwagę skupię na kwestiach rachunkowych, formalnych i prawnych. Wielu ludzi myli podstawowe pojęcia i stany prawne, co w znacznej mierze jest efektem działania domorosłych prawników i księgowych oraz pionu propagandowego WOŚP. Tymczasem pojawiła się nowa okoliczność procesowa, która jednoznacznie rozstrzyga kwestię stosunku Jerzego Owsiaka do podatników, donatorów, wolontariuszy i prawa. Jest to stosunek wyrażony arogancją i poczuciem bezkarności Jerzego Owsiaka, jak również lekceważeniem milionów ludzi, którzy świadomie lub nieświadomie finansują jego działalność. Do sądu w Złotoryi w końcu wpłynęło pismo, w którym mecenas Zagajewski bezceremonialnie informuje, że Jerzy Owsiak, po raz drugi łamiąc prawo, nie wykona zarządzenia sądu wzywającego fundację WOŚP i spółkę powiązaną „Złoty Melon” do ujawnienia ksiąg rachunkowych.



share

Minął kolejny dzień procesu i kto chce niech mi wierzy, kto nie ma ochoty, daj mu Boże, ale na samą myśl, że mam „enty” raz pisać o manipulacjach i poczuciu bezkarności Owsiaka, cała treść żołądka podchodzi mi pod samą grdykę. Niestety nie mam wyjścia, bo to co się dzieje w Sądzie Rejonowym w Złotoryi przypomina bieganie po stole z wypiętymi pośladkami, w poszukiwaniu słoika. Sam nie wiem kto w całej tej sprawie jest bardziej groteskowy i żenujący, Owsiak, czy jego mecenas, Jacek Zagajewski, wspomagany przez najwierniejszych propagandystów. Dziś pan mecenas tłumaczył się przed sądem, dlaczego WOŚP i Złoty Melon złamali prawo i nie dopełnili obowiązku procesowego, poprzez niezrealizowanie zarządzenia sądu dotyczącego przesłania wydruków z ksiąg rachunkowych.



share

Żyjemy w takich czasach, że to, co prawdziwe brzmi jak sensacja, a to, co jest sensacją robi za prawdziwe. Tytuł jest prawdziwy, gdyby się komuś dalej nie chciało czytać. Prokuratura po medialnej aferze rozkręconej przez TVN24, wszczęła postępowanie i to z urzędu, w sprawie posłania na pewną śmierć licealistów, przez zakon Salezjanów. Rzecz dotyczy misji w Liberii i śmiercionośnego wirusa „Ebola”, który właśnie odgrywa coroczną reklamę koncernów farmaceutycznych, wcześniej obsługiwaną przez wszelkie odmiany grypy od ptasiej, przez świńską, aż po H1N1. Postępowanie toczy się w kierunku art. 165 kk, czyli sprowadzenie zagrożenia na życie i zdrowie wielu osób. Dla porządku dodam, że nikt z licealistów w Liberii nie zginął, nie zaraził się „Ebolą”, nie skaleczył palca i nawet rozwolnienia nie dostał.

Strony