ruina



share

Bardzo przepraszam i to od razu za dwie rzeczy. Nastrój mam tak podły, że mogę niepostrzeżenie zagryźć, a po drugie tytuł trochę daje grafomanią. Jedno nałożyło się na drugie i sam jestem ciekaw, co z tego wyjdzie. Pierwszy raz od dłuższego czasu wybrałem się w Polskę i to nie był wybór, ale przymus. W szczegóły nie wchodzę, bo jak napiszę, że usiłowałem kupić jakiś samochód, to każdy człowiek, który choć raz w życiu przeczytał pół książki i potrafi rozwiązać równanie z jedną niewiadomą, wie doskonale czym to pachnie i pewnie teraz wydaje się z siebie charakterystyczne sssss. Po wielu przygodach trafiłem do Wrocławia, trasą zwykłą, nie autostradą. Pierwsza dzielnica Wrocławia od tej strony nazywa się Leśnica i klimatem przypomina wczesne lata 90-te. Był tam kiedyś taki bazarek, jakich tysiące w Polsce było. Pewnego pięknego dnia „liberalne” władze stolicy Dolnego Śląska stwierdziły, że to fatalna wizytówka miasta i nakazały handlowcom się ucywilizować.



share

Motto. A czemuś Marcinie Gruzina do mojego Biskupina nie przywiózł? Dla mnie jednym z największym dramatów jest ludzka głupota, co nie brzmi nazbyt wyszukanie, ale cóż poradzę, tak właśnie jest. Odrębną kategorią tego dramatu jest głupota zaskakująca. Znam wielu ludzi, z którymi nie chciałbym mieć wspólnego stolika w knajpie, a mimo wszystko uznaję, że pewnych granic nie przekraczają. Wydawało mi się, że kimś takim jest playboy Marcin Meller. Nigdy nie był moim ulubionym fanem, ale jednak nie podejrzewałem go o intelektualny zjazd na poziomie Karolaka. Niestety, dla Mellera oczywiście, stało się i już się nie odstanie, bo Internet nie wybacza. Pan Marcin jak większość użytkowników portali społecznościowych, w tym piszący te słowa, ma taką manierę, że musi się pochwalić, co robił w życiu prywatnym. Zgubna rzecz, ale człowiek nie jest w stanie pokonać własnych słabości i to jeszcze jakoś uchodzi.