Przypisywanie „bomb” Tuskowi to efekciarskie, szkodliwe egzaltacje

Prześlij dalej:

Niezwykle podoba mi się czujność społeczna, zdecydowanie wolę gdy człowiek doszukując się prawd 134 razy zbłądzi, niż raz jeden weźmie każdą oficjalną blagę za pewność. Czujność jest niezwykle ważna, błądzenie jest kosztem weryfikowania wersji wydarzeń, ale jeśli całość umieścimy w kontekście politycznym, to się zaczyna robić niebezpiecznie. Wszelkie prowokacje z grubsza da się podzielić na słowa i czyny. W przypadku aktów terroru poważni ludzie najpierw wysadzają lub podrzynają gardła, potem tłumaczą w jakim celu dokonali prowokacji i na co chcieli zwrócić uwagę. Kategoria czynu powakacyjnego zwykle jest łatwiejsza do zlokalizowana, natomiast słowa prowokacji mają to do siebie, że pozostawiają do wyboru nieograniczoną liczbę autorów. Dzisiejsza „akcja terrorystyczna”, skierowana przeciw szpitalom i prokuraturom, zdecydowanie należy do prowokacji słownych i gdy człowiek zrobi sobie taki wstępny odsiew, bardzo szybko się zorientuje, że pochopne wskazywanie autora może się skończyć kompromitacją. Pierwsze komentarze na forach w ogóle mnie nie zaskoczyły, Tuska obciążono serią gotowych analiz – zadyma wywołana w ramach przykrywania bieżących wydarzeń, a kto wie, czy nie podkład do wprowadzenia represji, zwijania demokracji itd. Nie wiem gdzie kończy się głupota Tuska, a gdzie się zaczynają skłonności samobójcze, ale gdyby Tusk miał za tą akcją stać, to jest wystarczająco cwany, aby całość wyglądała zupełnie inaczej. Pełen rozmach, pełne ewakuacje, helikoptery, F16, słowem „szoł” pokazujący „państwo zdające egzamin”. Tymczasem w szpitalach nie było żadnej skoordynowanej akcji ewakuacyjnej, jakieś karetki plątały się chaotycznie po placach szpitalnych, gapie udzielali wywiadów, odwiedzający chorych okazywali pełną dezorientację.

W telewizji zobaczyliśmy stare poczciwe państwo peerelowskie, najmniejszych fajerwerków amerykańskich, czy europejskich. Atmosfera zagrożenia i bohaterskich wysiłków władzy padła od komunikatu o fałszywym alarmie bombowym, który wydano bodaj dwie godziny po bombowym wygłupie. Pojęcia nie mam kto stoi za tą hucpą, ale idąc drogą logicznego rozumowania Tusk wystawiając podobny gniot na widok publiczny, bardziej się pogrąża niż asekuruje. Jedyny sensowny motyw tej ewidentnej partaniny, który da się przypisać Tuskowi, to spontaniczne wykorzystanie sytuacji, wciągnięcie oponentów politycznych w kompromitujące spiski. Tak zwany rozwój wypadków, nie sama „przygotowana” akacja daje się nieźle wykorzystać, bo im mocniejsza interpretacja bombowych wygłupów obciążająca Tuska, tym większe ośmieszenie i o takim niebezpieczeństwie wspominałem, w kontekście politycznym. Nie jest żadną sztuką pośpieszyć z gotową receptą i alarmem wskazującym na wygodnych sprawców prowokacji, sztuką jest okazanie strategicznej cierpliwości i wystąpienie ze swoimi wnioskami we właściwym czasie. Najpierw wypada poczekać na pierwsze ruchy i opinie strony, która leży w obszarze podejrzeń, potem można się decydować na dochodzenie prawdy. Pierwsze reakcje strony rządowej były tak wyraziste, że nie ma sensu pakować się w rozbudowane teorie, które będą kompromitowały politycznie, ale nie Tuska, tylko stronę przeciwną. Moim zdaniem Tusk musiałby wykazać się skrajną głupotą, żeby się decydować na taki wybuch, który po kilku chwilach okazał się kapiszonem.

Zdecydowanie bardziej profesjonalną, chociaż też tandetną akcją, niemal na pewno przeprowadzoną przez służby, był Bruon K., który na szczęście nie wypalił i prawdopodobnie tym się bardziej martwi Bondaryk, nie Tusk. Chwytając się rozpaczliwych argumentów wciskających Tuskowi „bomby” można iść w kierunku wciągania politycznych oponentów w pułapkę, ale i tutaj Donald nie miał cienia szans. Oponenci doświadczeni trotylem i Brunonem K. w końcu nauczyli się odpowiednio postępować, czego owoce zebrali dość szybko i w sporej ilości. Wreszcie pozostaje kwestia rzeczywistego sprawcy, czyli kolejna rzecz idąca na konto rządów Donalda. Jeśli sprawca nie zostanie wykryty szybko, to gdzie szukać zysku politycznego PO, przecież taka nieudolność znów spuści słupek sondażowy o parę punktów, składając się na ogólny obraz nędzy i rozpaczy. Jeśli zaś sprawca był hodowany przez służby, czego wykluczyć nigdy się nie da, to dlaczego tak tę robotę spieprzono nieludzko i jaki frajer weźmie całą rzecz na siebie? Gdy prowokator ma wszystko pod kontrolą, ustawionego sprawcę i akcję, to może i musi budować napięcie co najmniej godzinami, jeśli nie dniami, a tutaj po godzinie zeszło powietrze z kapiszona. Na moje oko Tusk z kolejnego bałaganu ma tylko jedno wyjście – złapać gówniarzy w sekund pięć i modlić się, żeby chociaż w minimalnym stopniu dali się zapisać do faszystów, a nie daj Boże do zielonych, czy „feministów”.

Prawdę mówiąc okrutnie się męczę nad klawiaturą, bo mam świadomość, że temat zdechnie za dwa dni, jeśli nie jutro rano. Niemniej podjąłem znój twórczy ze względu na ten jeden ważny aspekt, który nazwa się „łatwość prowokacji” i wiążącą się z tą łatwością śmieszność, która skutkuje politycznymi porażkami. Prawdopodobieństwo, że Tusk maczał palce w przygotowanej z pełną premedytacją bombowej hucpie jest porównywalne z przysłowiowym spadaniem cegły na głowę w drewnianym kościele, co nie znaczy, że Donald nie może się do „zabawy” włączyć. Jego ministrowie już skorzystali z okazji, Arłukowicz z Sikorskim prężą torsy przed kamerą. Tusk też ma szansę zaistnieć i tym większą będzie miał na to ochotę, jeśli zauważy, że tanim kosztem da się wykpić i skompromitować politycznych przeciwników. Nie wiem jak pozostali, ale ja nie zamierzam dostarczać Tuskowi argumentów do zabawy i trochę mnie martwi odruchowe parcie na ekran w wykonaniu blogerów naśladujących medialnych redaktorów. Redaktorzy swoim zwyczajem mnożą idiotyzmy za pieniądze i reklamy, złapali ochłap i wróciły stare tematy „ile wolności w Internecie”.

Odgrzewany kotlet podany z nieodzownymi dodatkami w postaci pełnej ignorancji. Dywagacje na temat „zagranicznego serwera”, który to efekt da się uzyskać przy pomocy banalnego narzędzia, jakim jest adres IP lub bramka proxy, dobitnie świadczy o poziomie redaktorskim, jeszcze tylko Dziewulskiego brakuje. Z wiedzą blogerską jest znacznie lepiej, ale w miejsce ignorancji pojawiło się jakieś takie dziwne poczucie lojalności i deklaratywności unoszące się na internetowych stronach. Nieważne jak i czym byle pokazać, że stoi się po właściwej stronie. Sama wiara w słuszność przekonań i obranej drogi, w czasach powszechnego relatywizmu, jest rzadką wartością i nie warto osłabiać niewielkiej siły podobnych postaw. Jednak na pewno warto się zastanowić nad formą i treścią. Nie byle czym i bele jak, ale mózgiem i wymiernym skutkiem buduje się szlachetne postawy. Reszta bezmyślnego gadania, na zasadzie im mocniej i bardziej sensacyjnie, tym lepiej i ciekawiej, kończy się dwoma kadencjami tanich prowokatorów sprawujących najwyższe urzędy i śmiesznością opozycyjnych analityków.

0
10728 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

14 (liczba komentarzy)

  1. Ci niebiescy kretyni dostają sygnał i jadą zawsze na ostro według procedur, niczym armia radziecka!
    http://zyciejestzabojcze.bloog.pl/

  2. avatar

     tzn. był za ubojem, protestował przeciw antysemityzmowi.
    O ile zakład, że  nie złapią, co i udowodni powyższe stwierdzenie?

  3. avatar

    Złapią, bo po pierwsze postawili sobie takie ambitne zadania, a po drugie jednego już załapali.

  4. Właśnie wróciłem do domu, drogą po przejściach. Otóż w Trójmieście prawie cały ciężar przewozu ludzi spoczywa na SKM (Szybka Kolej Miejska). Wracałem o 16-tej z Rumi do Gdańska (40 minut jazdy SKM), kiedy zakomunikowano pasażerom, że ulewny deszcz, w mediach zależnych od GW określonych jako NAWAŁNICA (20 mm na m.kw.) podmyła tory pomiędzy Gdynią Redłowem a Gdynią Orłowem. O zamęcie, horrorze i dantejskich scenach, jakie rozegrały się podczas usiłowania pokonania innymi środkami transportu zamkniętego odcinka torów pisał nie będę.
    Wracam do domu po trzech godzinach, żona ma włączony TVN24, a tam "cała prawda, całą dobę". Piętnaście minut głównego wydania wiadomości to było:
    1. Alarm. Obrazy z ewakuacji, noworodek, który cudem uniknął śmierci, groza, przebitka na kalekę bez nóg ewakuowanego ze szpitala, napięcie rośnie, Tusk, który właśnie wyszedł z szafy i Sienkiewicz "idziemy PO was!"
    2. Swastyka, którą pewien prokurator nazwał indyjskim znakiem radości odmawiając wszczęcia dochodzenia, przebitka Bydłoszewski, coś tam, coś tam, nie pamietam
    3. faszyści z NOP i "Wielki naukowiec", przebitka Dutkiewicz i chyba kolejny raz Sienkiewicz, ale nie Henryk
    Kwadrans, równy kwadrans trwała histeria wokół FASZYZMU

    Wnioski: Tusk, który nie wyszedł z szafy, ale sądząc po szybkości reakcji, jakby na to czekał, jego retoryka wiele mówią. Kto na tym skorzystał? Ja nie, matka Kurka też nie, no to kto?

    PS. Bondaryk nie jest już szefem ABW, coś tak od miesiąca.

  5. avatar

    A kto twierdził, że Bondaryk jest szefem ABW? TVN24 oglądam 24 na dobę. W jaki sposób Tusk na tym skorzystał? Pokazał, że Kaczyński wysadził szpitale? Nawet tego nie sprzedał, co mu się zwykle udawało. Co konkretnie zyskał Tusk, bo chyba nie ramówkę "Faktów"? Sprawa zdycha w błyskawicznym tempie. Media są od tego, żeby pieprzyć bez sensu, a TVN24 będzie pieprzył z Tuskiem czy bez, ponieważ to jest TVN. Mnie tylko martwi, że blogerzy zaczynają pieprzyć jak TVN i o tym napisałem tekst. Za chwilę będzie zjazd PO i PiS, za drugą chwilę NPW odpali swoją bombę, a raczej trotyl. Wystarczy tylko te fakty połączyć, aby dać sobie spokój z tworzeniem piętrowych teorii po wybryku gówniarzy ni w pięć ni w dziesięć, bo w przeciwnym razie łatwo się przerobić samemu na gówniarza. Takie numery i owszem robi się, ale w konkretnym czasie i z rozpisanym scenariuszem, a tu burdel na kółkach jak zwykle i do tego powszedni wtorek. Oczywiście to tylko moje uwagi, każdy sobie rzepkę skrobie.

  6. W Białymstoku, po podpaleniu drzwi ludziom, którzy do rodziny przyjęli Hindusa, pomyślałem sobie, że to mogą być porachunki. Władza sklasyfikowała to jako faszyzm, rasizm i ksenofobię.
    Ja wskazuję Tobie pewien mechanizm, a mianowici taki, że zadyma we Wrocławiu, swastyka na elewacji, alarm bombowy sprowadzane są do wspólnego mianownika: FASZYZM. Kumasz? Kibole = faszyzm, elewacja = faszyzm, Kaczor, który gdzieś tam, kiedyś, stanął w obronie "kibola"... no? skojarzenie nasuwa się samo Kaczor = faszyzm. Przynajmniej ja tak to widzę. Etykietka, dorabianie gęby, wszystko to już przechodziliśmy.

  7. TVP tak samo.  Stwierdzono, że wszystko zawiadło: rodzina, kościół, szkoła. To o Białymstoku.

  8. avatar

    W życiu bym nie zakumkał, dobrze, że mi wyjaśniłeś, tylko co to ma wspólnego z moim tekstem? Czy potrzeba jakiś gówniarzy z mailami terrorystycznymi, żeby wszystko sprowadzić do faszyzmu? Codziennie faszyzm wylewa się z mediów. Po latach wielu satyryków przyznało, że w pewnym momencie sami byli zaskoczeni, gdy publika wychwytywała aluzje do ZSRR, tam gdzie twórcy nawet o tym nie myśleli. Takie samo zjawisko widzę wśród blogerów i komentatorów. Wystarczy napisać głupkowatą analizę, ale zgodną z linią aluzji i już się jest królem sensacji. To jest straszliwa intelektualna tandeta. W świecie się zdarzają normalne i nienormalne zjawiska, z którymi Tusk nie ma nic wspólnego, ale zawsze może je wykorzystać, jeśli tylko jego przeciwnicy będą się o to prosić. Moim zdaniem dziś wielu się prosiło i oby nie wyprosili. Tak samo zareagowałem, gdy "Niezależna" i "wPolityce" szybko przeprowadzili śledztwo w sprawie Krzysztofa Zalewskiego. Kto dziś pamięta co to za jeden i dlaczego został zamordowany? "Niezależna", "w Polityce" i wielu poszukiwaczy sensacji na pewno zapomnieli, a był hitem przez dwa dni. Jak się chce robić rzeczy pożyteczne, to trzeba zachować rozum i skuteczność, a nie łatwą podnietę. Często cytuje klasykę: "przypierdolić trzeba umić". Sprzedawanie Tuskowi tej tandetnej historyjki jako perfekcyjnie wyreżyserowanego działania, gdy widać ewidentny burdel, jest kompromitujące, niestety nie dla Tuska i przed tym chciałem przestrzec.

  9. skompromitowany, przez swoch ludzi. Przekaz był jasny, mój rząd jest skuteczny i twardy wobec bandytów, po czym okazało się że aresztu trafił grzybiarz z chrzanowa który akurat przechodził po pasach przed autem policyjnym (mam na myśli przekaz). Wytarczyło poczekać dwa dni i opowieść sama się napisała, ale po co skoro można samemu się podłożyć. To chyba jakiś syndrom braku sukcesu, chwytają się każdej informacji którą poda TVN i wyborcza żeby odnieść natychmiastowy i porażający sukces.

  10. Sprawa zdycha szybko i zastąpi ją akcja wykluczania oktogenu, heksogenu, trotylu i związków nitrowych w czwartek (za codzienną). NPW tak ochoczo zapowiada, że jutro zapowie kiedy, że to chyba staje się tak wyraźne, że nie ma o czym mówić. Ruskie po prostu wcisnęli Kopczykowi 5 grudnia inne próbki i tyle - analogicznie postępuja jak z dowodem T. Merty: dowód jest spalony w 1/4, dokumentacja zdjęciowa tego dowodu z podpisem ruskich: dowód przekazany w stanie idealnym nienaruszonym. Tu chodzi tylko o to, aby Kaczor wytrzymał i tego się właśnie obawiam.

  11. avatar

    niemal na pewno przeprowadzoną przez służby, był Bruon K., który na szczęście nie wypalił i prawdopodobnie tym się bardziej martwi Bondaryk,
    nie Tusk
    .

    Bardzo śmieszne.
    Gdyby Bondaryk sam sobie "strzelił w kolano" to prawdopodobieństwo graniczące z pewnościa jest takie , że już dawno wyleciałby na pysk ze służby.
    Przypominam sobie nie raz wypowiedziane słowa Wodza jak to bierze problemy na klatę.
    A wracając do 25-cioletniego"terrorysty" z Chrzanowa to trzeba być kompletnym idiotą ,
    żeby wierzyć w bezkarność w internecie. Tam gdzieś w pobliżu Chrzanowa jest chyba zakład psychiatryczny i to może tłumaczyć półprawdy drugie pół jak z Brunonem.

  12. avatar

    No i Bondaryk wyleciał ze służby na pysk, zaraz po Brunonie K. Natomiast co do gówniarzy z Chrzanowa i nie z Chrzanowa to chyba z maniakalną konsekwencją powtarzam, że na cmentarzu powinna być specjalna alejka dla frajerów, którzy wierzą w anonimowość w internecie. Najbardziej zabawni są ci "hakerzy", którzy ściągną jakiś programik albo zalogują się na proxy i to ten poziom osiedlił się w Chrzanowie. Boki zrywać. Trzeba speca na poziomie wybitnego programisty aby ukryć się internecie i liczyć, że po drugiej stronie nie ma lepszego speca. To jest zjawisko i wiedza na poziomie promili, ale frajerzy są odporni na wiedzę. KAŻDY ruch w internecie da się odtworzyć dlatego nie ma żadnej cenzury, jedynie próby wydzierania kasy za "piractwo". Po co cenzurować takie narzędzie? Przecież to orwellowska policja prawdy z dobrowolnym udziałem frajerów.

  13. avatar