Podróż po Polsce w ruinie upudrowanej aluminium i szkłem

Prześlij dalej:

Bardzo przepraszam i to od razu za dwie rzeczy. Nastrój mam tak podły, że mogę niepostrzeżenie zagryźć, a po drugie tytuł trochę daje grafomanią. Jedno nałożyło się na drugie i sam jestem ciekaw, co z tego wyjdzie. Pierwszy raz od dłuższego czasu wybrałem się w Polskę i to nie był wybór, ale przymus. W szczegóły nie wchodzę, bo jak napiszę, że usiłowałem kupić jakiś samochód, to każdy człowiek, który choć raz w życiu przeczytał pół książki i potrafi rozwiązać równanie z jedną niewiadomą, wie doskonale czym to pachnie i pewnie teraz wydaje się z siebie charakterystyczne sssss. Po wielu przygodach trafiłem do Wrocławia, trasą zwykłą, nie autostradą. Pierwsza dzielnica Wrocławia od tej strony nazywa się Leśnica i klimatem przypomina wczesne lata 90-te. Był tam kiedyś taki bazarek, jakich tysiące w Polsce było. Pewnego pięknego dnia „liberalne” władze stolicy Dolnego Śląska stwierdziły, że to fatalna wizytówka miasta i nakazały handlowcom się ucywilizować. Kupcy wspólnymi siłami postawili halę targową i nie wyglądało to źle, chociaż oczywiście tak piękne jak „Biedronka” nie było. Obok hali syfu co niemiara, ruina na ruinie, za i przed, ale do tego miasto już się nie czepiało. Na polskich bazarach doświadczona gospodyni do dziś kupuje produkty, które w hipermarketach są wykonane z plastiku. W moim mieście jest taka „działkowa babcia”, u której można jeszcze kupić prawdziwe malinowe pomidory. Pozostał z działek wspomnień czar, a hala w Leśnicy zamieniła się w opustoszałą ruderę. Dlaczego? Kupcy olali swoje źródło dochodu? Nie, kupcy walczyli jak lwy do końca, ale gdy obok powstał aluminiowy Lidl, który w przeciwieństwie do hali targowej nie płacił grosza podatku, polski biznes rodzinny zginał w mękach. Hala w ruinie, miasto zapomniało o estetyce, przed Lidlem sznury samochodów.

Dwukrotnie okradzeni i sponiewierani polscy handlowcy, wyrzucili swoje pieniądze, pracę i kawałek życia na wysypisko, obok niemiecka sieć rżnie na chłamie polskich klientów, w tym niegdysiejszych handlowców z hali targowej. Jadę dalej. W centrum Wrocławia 134 galerie, obwodnice, estakady, stadion, wszystko jak z obrazka, ale na parkingach 70% to zdezelowane rzęchy ściągnięte z Niemiec. Przed galeriami, po chodnikach drepczą dwa rodzaje przechodniów. Większość w tych samych jesionkach od trzech sezonów i butach z dermy marki CCC. Mniejszość wypindrzona na żurnale, faceci z obleśnymi brodami, panny zaczesane w lakierowaną kitkę. W środku galerii dziwne zjawisko, wśród klienteli o 11.30 w sobotę dominują… mamy z dziećmi. Socjologicznie wszystko układa się w jakiś koszmarek. Między ekskluzywnymi fasadami i markowymi cenami prosto z Europy, przechadzają się bezrobotni kupcy, w najlepszym razie obecni ochroniarze i kasjerki „zachodnich” centrów handlowych. Na monstrualnym stadionie kopią szmaciankę jacyś grajkowie, którzy zaraz spadną do II ligi. Życie rodzinne toczy się we współczesnych świątyniach konsumpcji, ale życiowe sprawy załatwia się z ogłoszenia – sprzedam tanio, jak nowe. Gdy się napatrzyłem na ten kontrast walący po oczach w pierwszym odruchu zapomniałem po co tu w ogóle jestem i zatęskniłem za lasem na wsi. Głupio było jednak wracać, bodaj nie zerkając na używane, jak nowe. Jadę i słyszę, że jakiś idiota z tyłu trąbi, nie mam pojęcia dlaczego, ale widać, że wychował się w sąsiedniej wsi. Dojeżdżam i z daleka stwierdzam, że to nowe z trzech kawałków poskładane i nawet „ofercie prywatnej” nie chciało się wszystkiego zapastować.

Wróciłem do domu i tak zwyczajnie, po ludzku, czuję się jak Michael Douglas w „Upadku”. Wziąłby solidnego drąga i napieprzał po tej zasranej rzeczywistości. Kurwa mać, mam 44 lata, wyższe wykształcenie, prowadzę rozpoznawalny i cytowany portal, jestem autorem książki i szlajam się po jakiś szrotach w poszukiwaniu wypierdzianego przez moich rówieśników z Niemiec i Francji złomów. Takich jak ja są miliony i z dużym prawdopodobieństwem trafią na pralkę z ekspozycji albo zużyte przez niemiecką salową auto kompaktowe i poczują się prawdziwymi Europejczykami, dopóki na pierwszym zakręcie koło nie odpadnie. Wytrzymam te wszystkie kontrasty i fasady, ale jak mi się który nawinie z hasłem „Polska nie w ruinie” to wywalę z laczka i poprawię z kopyta. To jest nasz wielki NARODOWY problem, że jesteśmy dziadami we własnym kraju, pomimo tego, że harujemy trzy razy więcej, uczymy się 5 razy lepiej, za to jesteśmy okradani 10 razy bardziej. Aluminiowe i szklane drapacze europejskich właścicieli, są kpiną z polskiej kolonii, to nic innego, jak pałace kolonizatorów. Polska nie będzie w ruinie, gdy w dzielnicy Wrocław Leśnica po Lidlu zostanie szkielet, a przed sklepem polskiego kupca zaparkuje polski klient samochodem z salonu, którego, po przejechaniu 150 tys., kupi od Polaka oszczędny Niemiec.

5.87625
48097 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

78 (liczba komentarzy)

  1. ostatnie zdanie rozbawiło mnie do łez.Wiele myśli mi się tłucze po nieco starszej głowie w związku z felietonem.Ale najważniejsza wydaje mi się ta :Do takiej zmiany trzeba zmiany mentalności całego pokolenia.Takiej nie było,nie ma i nie zanosi się na nią.
    Mówię o "powojniu" gdy uprzętało się gruz i budowało domy nie pytając "za ile " bo po prostu nie było gdzie mieszkać.O tej pierwotnym pozzuciu Ojczyzny i wartości Polski i wspólnoty .Tego się nie da nauczyć historią czy też określić prawnie.To trzeba czuć.

  2. Jako starsi nie mamy monoplu na mądrość i patriotyzm. W młodym pokoleniu też są wartościowe jednostki, które zadbają o Polskę. Przynajmniej mam taką nadzieję. W tym kontekście przypomniała mi się piosenka Czerwonych Gitar "Co z nas wyrośnie". Ktoś pamięta?

  3. Tu nie trzeba żadnego monopolu,tu jedynie należy odwrócić wartości.Niestety wg mnie to co nazywasz młodym pokoleniem ma ich jedynie dwie.Pierwsza głęboko zakorzeniona to Kasa - czytaj byt,przetrwanie,poziom życia.Druga niejako z desperacji mająca stanowić zarazem dopełnienie jak i przeciwwagę dla pierwszej to Moda. I tych jest wiele od europejczyków przez nowych Chrześcijan po narodowców itp "folklor"Każdy z nich widzi rzeczony patriotyzm Po Swojemu,nie zaś taki jakim naprawdę jest.A na tym można jedynie zbudować spór nie wspólnotę.

  4. a sam mieszkalem/mam mieszkanie "niedaleko" bo kolo nowego stadionu.

    Od zawsze powtarzam OD ZAWSZE Lesnica to byla PATOLOGIA! Taki inny swiat w porownaniu do Wroclawia. Jak sie wraclo z baletow nocnym tramwajem linii 10 ktory ma petle w Lesnicy i czlowiek przespal przystanek to roznie sie moglo skonczyc takie przebudzenie w Lesnicy...

    Pomiedzy Pilczycami a Lesnica jest kawal ziemi i pelno nowych monitorowanych osiedli i tam jest bogato, czysto i ladnie.

    A Lesnica to patologia. Taki troche Trojkat (zanikajaca juz dzielnica dawniej pelna kurew i zlodziei i menelstwa wszelkiego rodzaju polozona w centrum Wro niedaleko dworca PKP ktora zostala zrewitalizowana ze wzgledu na polozenie i ceny nieruchomsci). Trojkata juz nie ma a Lesnica trwa i jest piekna w swojej brzydocie.

    Lesnica to nie jest dzielnica to stan umyslu. Polska C w granicach miasta Wroclawia.

    Na prostym odcinku 15 km od pl. Jana Pawla II w centrum Wroclawia poprzez ul Lotnicza i  Kosmonautow do Lesnicy mamy 8 duzych sklepow (sieciowek) oraz centrow handlowych: TGG Centrum Handlowe, Magnolia Park (galeria) i Tesco, Kaufland, Astra, Biedronka, Hala Targowa Tecza, T&J i Lidl (w Lesnicy). TGG, Astra, Tecza i T&J (dawniej Spolem) sa w polskich rekach a przynajmniej byly kilka lat temu.

    Co do Lidla ktory wykonczyl lokalnych kupcow w Lesnicy to caly Wroclaw tak wyglada: galeria na galerii galeria pogania. Do tych galerii raz w tygodniu organizowane sa "wycieczki" z takich okolicznych Lesnic wlasnie: przewoznicy zwoza ludzi autobusami i busikami na zakupy w niedziele po kosciele. Ludzie ogladaja tem caly blichtr a kupuja bulki i kielbase w Tesco czy innym Lidlu wlasnie.

    Lidl wszedl "na pelnej pizdzie" rowniez i do UK co wzbudzilo kontrowersje:

    http://finanse.wp.pl/kat,1033781,title,Wlasciciele-Lidla-i-Kauflandu-dostali-prawie-miliard-na-rozwoj-w-Europie-Srodkowej,wid,17683215,wiadomosc.html?ticaid=11664e

  5. Ci, Matko Kurko paskudnego dnia i całokształtu..
    Polacy są kreatywni i przędsiębiorczy, dlatego są m.in.mistrzami w wypieraniu rzeczywistości i oceny swojego życia. Nie jest tak źle, mam to i to, szklanka do połowy pełną, i inne takie. Osobiście nie dopuszczam do myśli, ze jestem biedna. No jak to, mamy mieszkanie, 10 letni sprawny samochód. Przyzwyczajenie do codziennej dyscypliny finansowej robi swoje. Ograniczenia i odmawianie sobie wielu rzeczy ( wcale nie luksusów) weszło w nawyk.. Ale oboje patrzymy śmiało w lustro...
    Od miesięcy nie kupuję w Lidlu, raz na 2 tygodnie 3 sztuki czegoś w Kauflandzie. Na szczęście w pobliżu domu mamy Polski market, małą masarnię,  w centrum miasta sklep Społem, drogerię Natura. 
    Niemcy weszli masowo na nasz rynek, jak Wermacht w 39..
    Dziękuję Opatrzności za Polski, prawicowy rząd. 
    Polska musi! wrócić do Polaków.
    Czekamy na to już baardzo długo...

  6. Kochani, mocne uściski.

  7. Zapewne trąbił, bo zobaczył, że jeszcze jedno auto z przodu się zmieści, a taka frywolna jazda po Wrocławiu jest niedopuszczalna. Wiem, bo w piątek też na mnie trąbił w podobnych okolicznościach dwudziestokulkuletni posiadacz nowego BMW. Swoją drogą - ciekawa sprawa, że z małomiasteczkowością dzisiaj najłatwiej spotkać się w największych miastach.

  8. drogi nam  Matko Kurko, 

      czytelnicy  Twojego bloga  rozsiani sa  po świecie.   Biorąc  pod  uwagę  potencjał  tych , którzy  mieszkają  w  Polsce,   rzuć  hasło  jakiego  auta  szukasz ,   i  może  trafi  się,  że  ktoś  z  czytelników  ma  akurat taki  na  wyzbyciu.    Mało prawdopodobne,   aby  wiernym  czytelnikiem  kontrowersji  był  cwaniak  prowadzący  auto-komis.  Potencjał   grupy  wiernych  czytelników  jest   ogromny.  I z  nas kazdy  ma  oczy ,  uszy , rozum ...  więc  kazdy  potencjalnie  Matce  Kurce  mógłby  pomóc ...  gdyby  oczywiście  mógł.   

  9. avatar

    Polacy sami produkują badziewie. Nie mówię o rękodziele albo babci-ogrodniczce z działki.
     
    Od paru lat mieszkam w Londynie. Zupełną normą jest tutaj np. sok-koncentrat, 15 pomarańczy w litrze, zero dodanej wody. Polski sok to 90% dodanej wody. Kazdy. Mam porównanie, bo w wielu supermarketach mają polską półkę. Mówię tutaj o polskich produktach, polskich firm produkowanych w Polsce. Produkty nie-polskie mają więcej dżemu w dżemie, masła w maśle, mleka w mleku itd. Dobre, bo polskie? Wolne żarty! To Polacy Polakom gotuja ten los.

    Zresztą, zagraniczni producenci też robią nas w jajo: niemiecki proszek do prania tej samej firmy (!) pierze lepiej, gdy jest to proszek wyprodukowany w Niemczech dla Niemców, niż gdy został wyprodukowany w Polsce, albo nawet w samych Niemczech, ale dla Polaków. Podobnie kawa: ta, na której nie ma ani jednego polskiego słowa, produkowana dla Niemców jest o wiele lepszej jakości, niż niemiecka kawa tej samej firmy produkowana dla Polaków. Krem do ciała – tej samej renomowanej firmy! To samo opakowanie, ta sama nazwa – wyprodukowany w GB wchłania się doskonale, a made in Poland – jakby czystym olejem kuchennym się smarować.

  10. dorzuce do listy ze smutkiem (ale to fakt). Czasami chcac pojsc na latwizne i zrobic polski obiad w 30 minut kupowalem fix w polskim sklepie: mielone inaczej lub inny chlopski garnek. Szczerze to nie da sie tego jesc ze wzgledu na ilosc SOLI a jak wiadomo sol to skala i swoja wage ma. Nawet nie zastanawiam sie czy jest to sol do posypywania drog... Przestalem kupowac. Zaczalem gotowac od podstaw czyli wg przepisu. Wszyscy skorzystali oprocz producenta.

  11. avatar

    Będę zupełnie szczera: uważam, że do polskiego sklepu w Anglii chodzą tylko "sklepowi analfabeci", którzy w angielskim sklepie nie potrafią się odnaleźć. Ba! Nie potrafią odnaleźć się w angielskich rzeczywistości, zaadaptować do nowych warunków. Polska gazeta, polska dzielnica, polski sklep, polski kościół i - ba! - możemy zapomnieć, że żyjemy w Anglii. Nie mówię, że to coś złego, ale trzeba się też asymilować - inaczej nie jesteśmy lepsi od muzułmanów. Ja też miałam duże trudności z robieniem zakupów na początku, ale w końcu dałam radę, metodą prób i błędów. Mogę wybaczyć tylko osobom starszym - starych drzew się nie przesadza.

    Polski sklep powinien sprzedawać dobre, polskie produkty, których nie ma w Anglii. A jest w nim mydło i powidło, i widocznie jest na to popyt!!! A wszystko droższe, bo sprowadzane. Płyn do mycia naczyń, woda mineralna i to badziewne sztuczne mleko UHT. A nie, przepraszam, to badziewne mleko to rzeczywiście jest polski produkt, poza polskim sklepem niedostępny w Anglii. Ale czemu Polacy tak za nim tęsknią, skoro w sklepie obok mają świeże? A, i polskie jabłka - te, co do których była afera, że nawet Rosjanie ich nie chcą, bo tak spryskane chemikaliami. Wyobrażam sobie, że kupują je tylko ci, którzy nie wiedzą, gdzie jest lokalne targowisko.

  12. avatar

    Moja Droga  w Polsce się  nigdy nie robiło soków  z pomarańczy, grejpfrutów, cytryn  gdyż to egzoty - nieopłacalne-   ale mamy  jabłka, czarna porzeczka - z pocałowaniem ręki  koncentraty  jechały  za granicę  - wiesz o tym  ?

    Sok - otrzymujesz  jak  sobie kupisz  warzywa owoce i je wyciśniesz - wiec bardzo proszę  nie profanuj  nazwy'' sok z owocow'' -  wyciskarki  szybkie i wolnoobrotowe od 10  do 500 euro dostępne w każdym argosie  tudzież innych  miejscach ze akcesoriami kuchennymi  ot Tesco  etc.......

    Bardzo Cię  proszę  nie pluj w polskie gniazdo jakie to badziewie  bo większość wie lub zdaje sobie sprawe (bynajmniej  tu na forum ) jak zrujnowana zostala  Polska i polskie produkty ale nie wszystkie  - ( o kremach  trochę  bzdury gadasz  no ale zapewne mejd in Jukej  to jest  łał  ... :( dzis  wieczorem wklepie sobie  polski krem  w moja  gebe ... :))) )

    a po za tym pomyśl,  że  spora  grupa tych  jak ich to nazwałaś  analfabetow sklepowych   NIE CHCE  zostać  za granicą  i wcale ich ten fakt nie cieszy ze tam są   - a bynajmniej  jestem daleka od tego aby ich osądzać  czym sie kieruja kupując  coś co zbliża ich do  Polski co ma  polskie nazwy  -
     to jest  problem  WIELU  emigrantow ze nie chca  zostać za granicą  etc....
    i być może Ci biedni emigranci moga poprzez jedzenie zbliżyć się  do swojego kraju  w którym  ''jedną nogą '' żyją...

    Ale można tez się zastanowić  RAZEM  jak  pomagać zmieniać swiadomość ludzi  (tu Matka  Kurka  jest niezastąpiony !!!  )aby  zrozumieli, że min. tablica mendelejwa  powinna zostać na  tabilcy  i basta
     
    polskie produkty za granicą sa  tańsze  no ale  lądek to lądek  - płaci sie za miejscówke...

    a ja  tymczasem idę do POLSKIEJ  HURTOWNI  kupić sobie  polski  płyn do mycia  naczyń ludwik  a dołożę jeszcze  sól z wieliczki  która  skotanyala  - skurwysyny nawet  naszą polską sól sprzedały....   a  może i ogóraski kiszone beda....

     
    pozdrawiam  z wietrznej  szmaragdowej i zachmurzonej wyspy

  13. avatar

    Nie jest ważne, z jakich owoców jest sok - zwróciłam jedynie uwagę, że w Polsce koncentratu można szukać ze świecą. Czy kiedyś były - nie wiem, dzisiaj nie ma, i to wszystko. W Anglii pomarańcza to też egzotyka...

    Nie pisałam o polskim producencie kremu - pisałam o zagranicznym producencie, który produkuje buble dla Polaków w swojej fabryce postawionej na terenie Polski, i porządne kremy dla Anglików w fabryce postawionej w UK. Napisałam o kremie, bo przetestowałam. W ogóle, wszystko to powyżej to moje osobiste doświadczenia.

    Sama czasami kupuję w polskim sklepie - zastanawiałam się tylko, dlaczego ludzie wybierają np. drogie mleko UHT, skoro obok mają świeże i tańsze. Z nostalgii?...

    Chciałabym wrócić kiedyś do Polski - i właśnie dlatego staram się teraz żyć tu i teraz, chłonąć język i obcą kulturę. Dla doświadczenia, bo to okazja jakich mało. Nie znaczy to, że od polskiej kultury się odcinam. Owszem, pielęgnuję ją.

    Poza tym zwróciłam uwagę, że niektórzy nie są w Polsce jedną nogą, ale obiema - nie asymilują się, a to jest problem.

    Nie każdy klient polskiego sklepu to analfabeta, ale każdy analfabeta sklepowy to klient polskiego sklepu. Jeśli potrafisz zrobić zakupy w lokalnym sklepie, to mój komentarz z pewnością nie był o Tobie. To "tylko" z komentarza wyżej było sporo na wyrost, przyznaję, i było niepotrzebną złośliwością. Chociaż zdaje mi się, że sklepowy analfabeta to klient strategiczny polskiego sklepu. Może stanowi 20% ogółu klientów, ale wykupuje 80% towaru.

    Oczywiście, są też dobre polskie produkty. Ale komentarz był o polskich i niepolskich chałturnikach, oraz dlaczego, moim zdaniem, bubel znajduje nabywców. Pozwoliłam sobie przedstawić tylko jedną stronę medalu, bo generalnie wszyscy tutaj myślimy podobnie, więc przy założeniu, że jestem osobą dobrej woli, spodziewam się być rozumianą wśród swoich pobratymców w pół słowa. Rzeczywiście, wylałam też trochę jadu, co mogło zaciemnić przekaz.

    Pozdrawiam serdecznie

  14. avatar

    Każdy się czasem frustruje - to normalne :)) taki już nasz los zwłaszcza w zderzeniu z mimo wszystko ''obcą'' europejską wyspiarską kulturą ...
     
    Z tym kremem to kwestia komponentów  zapewne tańszych ( gorszych )odpowiedników .. to samo dotyczy dezodorantów, produktów żywnościowych   etc. długo można by wymieniać .. . A  zapewne  producent stosował  dopuszczalne na  polskim rynku  komponenty  regulowane wytycznymi prawnymi... podobnie jest w  produkcji żywności (wiem troszke  o tym :)  )
     
    Do tej mieszanki  dorzućmy jeszcze  podpisaną przez  bula  ustawę  dopuszczajaca  produkty  zmodyfikowane genetycznie i oto  otworzyla sie furtka dla wszelkiej maści komponentów-  śmieci.... min soja... która już dawno powinna być wyrzucona z produktów żywnościowych.
     
    i  Twoja konkluzja jest  - moim zdaniem - dobrą bazą wyjściową aby banować  zakup tych specyfikow na polskim rynku a promować  polskie produkty .. ( tak rozumiem  znalezienie  czegoś dobrego  też trochę  trwa :)) )
     
     
    A próbowałaś   gdzieś  zażalenie  do  jakiejś organizacji konsumenckiej  w Polsce wysłać  w związku z tym kremem ? Może  warto  powalczyć ..
     
     
    Ja  kupuje  tylko  polskie w Polsce  i to co lubię  w Irlandii. Nie wspieram obcych J))
     
    a jeśli chodzi  o produkty  to tak,  mam  swoje ulubione – i to kwestia  ujarzmienia  tego tematu poznawania  obcych smakow  ale  tak jak Ty nie mam  z tym problemu….
     
     
    Czy ja  wiem,  czy  wyspiarze  tak  bardzo  chcą  się  z nami  asymilować  vel integrować ….    ( jeśli to mialas na mysli ) -  tolerują nas kiedy poznajemy ich zwyczaje i  je przyjmujemy - żyjemy i pracujemy ( na ich PKB)  według ich reguł a nie odwrotnie. 

    Im dłużej jestem  tym coraz bardziej  mnie cofa  od  ‘’asymilowania’’  - żyję, robię swoje  dałam się  ‘’wtłoczyć’’  w te ich reguły  ( bo inaczej można zwariować).
     
    - mimo wszystko uważam ,ze jesteśmy dobrze  odbierani  jako  pracownicy i społeczność  ( co prawda podzieloną  i niewspierającą się  - no ale  może potrzeba czasu - jak się wszyscy  ‘’dorobią ‘’  to to się zmieni J)))  
     
     
     
    Mimo wszystko,  nie  osądzam czy ludzie kupują w polskim sklepie bo  nie znają angielskiego  albo nie chcą poznać   albo  nie smakuje im  - i tyle ile ludzi tyle  motywacji
     i dobrze ze  jest ten polski sklep  - bo  by część emigrantów  padła z głodu  J)))
     
     
      -  najczesciej widzę  kupowane  zgrzewkami   mleko UHT-  przez rodziny z dziećmi  - no i to moim zdaniem  może być-  tak jak napisałaś  z nostalgi,  przyzwyczajenia albo to ta siła marketingowa polskiej jakości ( nawet jesli jest wybór tańszego i świeżego lokalnego mleka ) . Oni tak mają :))))
     
    O preferencjach   konsumenckich  nie ma co dyskutowac tyle ile ludzie tyle preferencji -  ale   w Polsce  często motywacja jest  kwestia  finansow  jeśli  się  zarabia  2 euro  to wyboru  nie ma ... a może się mylę….

    Pozdrawiam  :)

  15. W Niemczech obniżyli wiek emerytalny ? Ano dlatego ,że POLACY kupują w lidlu  ,kauflandzie , aldiku itp niemieckie produkty a zyski transferują  do siebie .Plany i perspektywy POSYPAŁY  się maju i listopadzie .Skala dojenia musiała być GIGANTYCZNA .Jeżeli prawdą jest ,że LIDLE i inne chu..e znaleźli (obejście nie płacenia podatku ) Polacy powinni na początek przez 1 miesiąc kupować wyłącznie w POLSKICH SKLEPACH nasze produkty.GWARANTUJĘ ,że Merkel  osobiście przeprosiła by POLAKÓW Bo to są po prostu olbrzymie pieniądze.
    Pirwsza komisja śledcza powinna dotyczyć wyłudzeń VATu.W branży paliwowej (mieszkam na południu POLSKI )cysterny z LOTOS Czechowice -Dz jechały do CZECH potem paliwo wracało (bez VATu)Cuda i dziwy . Mafia paliwowa w czsie rządów PO i PSL wyszła sobie na wolność ,mafie węglową to chyba tylko wojsko ruszy .Jak persony ze świecznika pójdą siedzieć to w UE będzie larmo jak o J. TYMOSZENKO a może  i większe .Czeka NAS jeszcze ostra jazda !Jednego ,możemy być pewni , jak nasz handel zdominują to PROMOCJE się skończą ....
    PS .   OBYWATELU !! KUPUJ POLSKIE PRODYKTY TO BĘDZIESZ MIAŁ WIĘKSZĄ EMERYTURĘ !

  16. też jesteśmy sobie winni. Przykład oczywiście idzie niestety z góry.
    1. Kasa dla pracowników pod stołem
    2. Nie wystawianie paragonów / faktur.
    Misja dla TVP. Zamiast robić durnowate konkursy pt. zbieraj paragony i wygrywaj niemieckie auto (chyba jedno na całą Polskę?) powinni zająć się wyświetlaniem spotów tłumaczących w prosty i klarowny sposób, jak zwykły, szary człowkie może się przyczynić do wspierana własnej gospodarki. Innymi słowy jak powodować, by najwięcej kasy zostawało w Polsce.
    A US powinny przeszkolić ludzi i szukać wyłudzeń VAT na grubą skale + kontrole we wszelkich nie-polskich korporacjach/firmach.
    Matka Kurka też może się przyłożyć: kupując samochód od osoby prywatnej.

    Miałem do czynienia z niemieckimi inwestorami stawiającymi różego rodzaju kubaturówkę w Polsce (lidlami i kauflandami również) i na etapie prac projektowych proponowałem polskiego poducenta systemów (elektronika) - jako system do umieszczenia tylko w projekcie. Nigdy nie było zgody. Kończyło się na słowach "no może jak będzie 30% tańszy to się zastanowimy".
    Na etapie budowy Niemcy pchali swoje, co się tylko dało. Trzeba tak samo.

  17. mentalnie tkwi jeszcze w PRL. Żeby coś osiągnąć w życiu trzeba być członkiem partii. Do władzy dochodzili (i dochodzą) mierni, bierni, ale wierni. Do kogo idą granty na tzw. "polską naukę"? Ano do takich Pawłów Śpiewaków, których pracami można sobie podetrzeć tyłek. 
    Przedsiębiorcy. Kogo nam stawiano za przykład? Bagsika i Plichtę. Kulczyk i Krause, polscy miliarderzy, skąd wzieli kapitał? W każdej dziedzinie naszego życia mozna znaleźć podobne przykłady. 
    Wystarczy spojrzeć na reklamy, kto się promuje? Banki, telefonie komórkowe i koncerny farmaceutyczne. Ile w nich jest polskiego kapitału? Tyle co kot napłakał.
    Przed czym Polacy uciekli na Wyspy? Przed tym wszystkim o czym piszę. Tu się nie da robić uczciwego biznesu, do dużych pieniędzy nie da się dojść uczciwą pracą i kreatywnością. 

  18. To jest tylko Twoje zdanie. Po raz drugi się z Tobą nie zgadzam. Jeżeli dla Ciebie o. Tadeusz Rydzyk jest panem Rydzykiem i stwierdzasz, że "Tu się nie da robić uczciwego biznesu" to nie wiem czy Ty jesteś "ZA" czy może "NAWET PRZECIW". Co znaczy Twoje "Tu"? Kojarzy mi się to z "tenkraj,em". Od 16 lat prowadzę biznes w mojej ukochanej Ojczyźnie i nie narzekam.

    Wmawianie Polakom, że w "tenkraju" nie da się robić uczciwego biznesu uczciwą pracą - to słowa zazdrosnych ludzi (z całym szacunkiem), także niedorajdów, których myślenie zostało przez lata wykształcone przez TVN, GWno, agenturę SB-WSI i przestępczą partię PO na czele z tym ryżym szwabem, niegodnym mieć obywatelstwa polskiego.

    Wszystko się da. Ja wierzę w Polaków. Mogę się osobiście przekonać, że wcale nie powinniśmy się czuć mniej wartościowym narodem niż szwabskie syny, wręcz przeciwnie. Musimy tylko poczuć się wszyscy Polacy (sic!), że jesteśmy gospodarzami we własnym kraju. 

  19. frazesy i ogólniki. Jeżeli piszę o Kraju rodzinnym, to wyróżniam to tak, jak w tym zdaniu. Nie mam oporów w pisaniu: Ojczyzna. Przypisywanie mi słów, których nie napisałem, to odwet za pana Rydzyka. Tak to czuję. Zwracam uwagę, że elektorat Radia Maryja, to nie jest cały elektorat PiS-u i Prezydenta Dudy. I Bogu dzięki:-P 

  20. Przykładowe wywiady:
    Stankiewicz z Wolniewiczem,
    Gójskiej - Hejke z Kukizem,
    Lewickiej z Glińskim i
    Gembarowskiego z Krzaklewskim - są moim zdaniem identyczne w swojej
    istocie.
    Wedle mojego mniemania wywiad jaki przeprowadza dziennikarz z jakąkolwiek
    osobą polega na tym, że dziennikarz pyta zaś osoba odpowiada.
    I osoba ta winna mieć możliwość pełnego wypowiedzenia się.
    Jeżeli zaś osoba bajdurzy to sama sobie szkodzi, idzie to na jej konto i
    słuchacze to bezbłędnie ocenią.
    W wywiadach obecnie często przeprowadzanych przyjęto natomiast i
    nagminnie stosuje się jako zasadę, nie wiem dlaczego, że dziennikarz
    nie jest tylko zadającym pytania i moderatorem wywiadu lecz pierwszym
    w nim dyskutantem, zaś osoba zaproszona jest tylko czymś w rodzaju
    widowni, która ma słuchać i potakiwać. Przed tą to widownią taki typowy
    dziennikarz tokuje, popisuje się krasomówstwem i to on przedstawia swoje
    poglądy na pytania przez siebie zadane – uważając przy tym że tylko
    one są właściwe.
    Drugi aspekt obecnie przeprowadzanych wywiadów to kwestia
    brutalnego przerywania przez dziennikarza wypowiedzi osoby z którą jest
    przeprowadzany wywiad.
    Nie ulega dla mnie wątpliwości, i to na podstawie wielu obejrzanych
    wywiadów, że osoba której przerywa się każdą wypowiedź wychodzi na idiotę
    która nie potrafi nic powiedzieć, nic wyjaśnić.
    I wydaje się że osiągnięcie takiego skutku jest celem wielu dziennikarzy
    przeprowadzających wywiady.
    W przykładowych wywiadach redaktorzy sprawiali wrażenie misjonarzy,
    którzy z zapałem próbowali nawracać błądzących na prawdziwą wiarę.

  21. Kupiliśmy kawałek ziemi z Olesiem w 1914 tym, w istocie akt własności opieczętowany pieczęciami z czarnym dwugłowym orłem, spisany cyrylicą. Budowaliśmy dom razem, ja nosiłam cegły na plecach Oleś jako mistrz murarski stawiał ściany, najpierw powstała jedna część domu, po kilku latach druga nowa. Tyle wstępu. Pradziadek Aleksander założył w 1920 r własną firmę budowlaną w czasie gdy powstawała Polska. Według relacji babci, którą pamiętam z dzieciństwa i jej opowieści, min. o wojnie 1920 i bolszewikach pod podwarszawskimi Markami. Dostałem przekaz historii rodziny i kontekstu ekonomicznego w którym żyła i wzrastała. Z przekazu prababci Stasi a później babci Danuty córki, rocznik 1920, powstał wyrazisty obraz ciężkiej pracy i gdzieś w tym wszystkim biednego państwa, na tyle uczciwego, że dało się w nim żyć rozwijać się i mieć nadzieję na przyszłość. Państwo nikomu nic nie dawało ale i nie tworzyło układów zamkniętych, nie było fikcji zwiększania podatków przepadających w próżnię. Jako ciężki czas uznała babcia lata do 1926 kiedy Marszałek Piłsudski w końcu zrobił porządek. Nie ma w babcinych wspomnieniach śladu kryzysu 1929-1933 kiedy w Niemczech szalała korupcja, inflacja, bezrobocie i głód. Historycy potwierdzają iż Polska stosunkowo lżej przeszła przez światowe załamanie. Wątek rodzinny poszedł dalej, rodzina w perspektywie miała kupno samochodu, posiadała radio, wszelkie dobra klasy średniej mieszczańskiej. Trójka dzieci; babcia Danuta ukończyła handlówkę zrobiła małą maturę, średni wujek chemik szykował się na politechnikę, najstarszy wuj budowlaniec po Szkole Wawelberga. Pewnie byliby zmienili swoją rzeczywistość i rzeczywistość mojej matki i moją. Tacy jak oni daliby nam Polskę. Po 1945 z rodziny pozostały babcie i jeden wujek z utrąconym życiorysem. Do ‘’burżujskiego’’ domu wsadzono lokatorów słusznie klasowych, dom zniszczono. Historia jedna z wielu tysięcy podobnych odpowiada na pytanie Matce Kurce dlaczego jesteśmy dziadami. Jesteśmy nimi ale nie we własnym kraju. On nie jest nasz od komuny. Bolszewizm zmienił państwo, stworzył kasto-klasę czerwonych pasożytów, urzędniczą mentalnie zbolszewizowaną, która ściśle nawiązuje do tradycji sowiecko rosyjskiej rozumienia państwa i władzy nad ciemnym ludem. Mamy od komuny państwo czynownicze z mieszanką paranoi Gogolowsko-Bułhakowskiej, gdzie my lud stanowimy masę dojną i żyzną dla czerwonych czynowników, łajz i złodziejskich cwaniaków. Całą tę bandę zaszczepił sowietyzm swoimi bagnetami. I ona trwa, żre i swołaczy się naszym kosztem. Całe to państwo trwające od 1945 po dzień dzisiejszy jest tworem sztucznie narosłym, obcym kulturowo. Ma swoją bazę oddanych wyznawców i od niedawna właścicieli tego co kiedyś ukradziono. Tradycyjnie ukradli kiedyś, kradną i obecnie. Z bierutowskiego nadania i klasowego przywileju bycia elitą. Dlatego obecna zmiana jawi się im jak kontrrewolucja. Życzyć sobie by kontrrewolucją była.

  22. Olej

    10/10 a nawet 100/100

  23. avatar

    Andrzej Stankiewicz jest moim zdaniem jednym z wielu szkodników, dużych szkodników.Jeszcze nie słyszałem wywiadu z nim, w którym nie przypiąłby "łatki" PISowi, czy bezpośrednio J.Kaczyńskiemu.
    Kiedy go widzę w tv , wiem że będzie "jechał" po naszych.To męska Staniszkis. Po wyjściu z tvp info, leci do Polsatu, a następnie do TVN-u i wszędzie chętnie go przyjmują. To nie przypadek i póki co nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Drugim moim "ulubieńcem" jest niejaki Celiński, chyba Marcin ma na imię. Jest częstym gościem we wszystkich telewizjach, w tym bardzo często w Republice(!).Różni się od
    poprzedniego, który "robi za obiektywnego" tym, że wcale nie ukrywa swoich poglądów. Za to jest specjalistą od przerywania swoim oponentom i "przejmowania" dyskusji, na co jakoś dziwnie prowadzący nie reagują. W nie tak dawnych wpisach, ktoś napisał coś w rodzaju, że dopóki w tv będzie Lis to znaczy, że nic się nie zmienia. Lisa co prawda nie ma, ale następców jest pełno i ciągle prowadzą szczujnię, nawet w "naszej" tv. Niepotrzebnie bawią się w "pluralizm" Wszyscy tacy won!!!

  24. To jeden z tych, którzy siedzą okrakiem na barykadzie. Olejmy ich.

  25. Ja ma kilka lat mniej ale robie na kilku stanowiskach jednocześnie żeby rodzinę utrzymać.

  26. avatar

    Kolejny trafny i oddajacy moje odczucia wpis Pana Piotra . Nawet ci , przebudzeni mlodzi ludzie , pojda na kompromis ze swimi przekonaniami . Dlaczego ? Zakladanie rodziny , koniecznosc zarabiania na nia , zaleznosc od np. tesciow . Znam juz z setke takich przypadkow . Wiekszosc z tych mlodych ludzi wyjechala z Polski . Prawie nikt z ze znajomych nie zauwaza , ze sa ofiarami zmanipulowanego przekazu medialnego . Natomiast mlodzi , ktorzy kumaja co sie dzieje , podazajac w poszukiwaniu swojej partnerki - wiadomo co dalej ...

  27. A cóż to takiego jest i z czym to się?
    Niedawno gdzieś to słyszałem,ale sądziłem iz się przesłyszałem!

  28. Moherko zdaje mi sie ze na Grunwaldzkiej byl tez Gallux  :-)

  29. Strony