Płk Józef Beck - wzlot i upadek. Polityka zagraniczna II RP, cz 1

Prześlij dalej:

Próba spojrzenia na politykę zagraniczną II RP przez pryzmat działań jej ostatniego kierownika płk. dypl. Józefa Becka ciągle pozostaje atrakcyjną przygodą intelektualną. W ciągu ponad pół wieku poświęcono analizie przyczyn upadku II Rzeczpospolitej setki opracowań i przyczynków tak w kraju, jak i za granicą, a temat wciąż nie jest wyczerpany.  Tekst ten napisałem ok 1989 r. dla kalifornijskiego dwutygodnika "Wiadomości", którego byłem jednym z redaktorów. Tekst wydaje się być  ciągle jest aktualny.

Podejmując ten temat spróbujmy najpierw odpowiedzieć na pytanie:, kim był i jakie miejsce zajmował Józef Beck w kołach politycznych II Rzeczypospolitej, oraz w jakich międzynarodowych realiach okresu międzywojennego przyszło mu reprezentować polską rację stanu. Część pierwsza obejmuje okres do kryzysu czeskiego włącznie.

Na początek kilka słów o Becku. Wychowany w patriotycznej rodzinie (ur. 4 X 1894 w Warszawie, pochodzenie flandryjskie, wg. innych żydowskie), w sierpniu 1914 roku w przededniu swoich 20-tych urodzin trafia do Legionów, do artylerii. Po licznych bojach i misjach od lutego 1919 roku odwołany przez Komendanta Piłsudskiego do zadań specjalnych.

Reprezentuje myśl Piłsudskiego w negocjacjach z Rumunami, udaje się w ważnych misjach do Budapesztu i Brukseli. Jest jednym z szefów II Oddziału (Wywiadowczego) Sztabu Generalnego. Od 1922 r. pełni funkcję attache wojskowego w Paryżu i Brukseli. Po odejściu Piłsudskiego od czynnego życia państwowego w 1925 r. Beck wraca z Paryża i w ślad za swoim patronem opuszcza na krótko wojsko.

Jest człowiekiem bardzo inteligentnym, absolwentem Wyższej Szkoły Wojennej. Dla obcych oschły (styl wojskowy), czasem arogancki, znał dobrze francuski i niemiecki. Z tego okresu pochodzą oskarżenia, jakoby Beck wykradał francuskie tajemnice wojskowe dla Niemców, w innej wersji dla Włochów, wydaje się to kompletną bzdurą, nie popartą żadnymi dowodami zainteresowanych. Zarzuty te na krótko wypłynęły w historiografii rosyjskiej (2009 r.).

Natomiast prawdą jest, że tak Piłsudski jak i Beck byli b. niechętni szarogęsieniu się francuskiej misji wojskowej na przełomie lat 20-tych. Beck po powrocie do kraju rozwiódł się (syn Andrzej) i przeszedł na kalwinizm, aby poślubić Jadwigę, rozwiedzioną b. żonę kolegi (gen.S. Burhardt-Bukacki).

https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/Q2rktkqTURBXy85MDIyMTM0ZTAyMTc5ZGQxYjQ2MDYxYmU4YmI5ZTMxNy5qcGVnkpUCzQMUAMLDlQIAzQL4wsM

W 1926 r. zostaje szefem sztabu zamachowców pod dowództwem gen. G. Orlicz-Dreszera. Następnie Piłsudski, jako minister spraw wojskowych mianuje Becka szefem swojego gabinetu. W 1930 r. 36-letni Beck ku powszechnemu zdumieniu obejmuje funkcję wicepremiera w rządzie Piłsudskiego. Marszałek darzył go pełnym zaufaniem.

W Ministerstwie Spraw Zagranicznych od 6 grudnia 1930 r., jako wiceminister spraw zagranicznych jest przygotowywany przez Piłsudskiego do funkcji kierownika polskiej polityki zagranicznej, którą to funkcję obejmuje Beck 2 listopada 1932 r. po A. Zaleskim, stając się najmłodszym szefem dyplomacji wśród liczących się państw europejskich. Piłsudski wysoko cenił inteligencję i dynamizm młodego oficera. Wśród piłsudczyków młody pułkownik miał opinię pomazańca, osoby najbardziej do Marszałka zbliżonej w ciągu ostatnich lat życia. Ten ojcowski stosunek Piłsudskiego do Becka, jak pisze świadek tamtych dni, adiutant Marszałka, M. Lepecki, wynikał z dumy, że uczeń wybrany przezeń do zadań na wielką miarę, nie zawodził.

Spójrzmy teraz na pozycję Polski na mapie gospodarczej i politycznej Europy. Pod względem obszaru i ludności II Rzeczpospolita znajdowała się w czołówce państw europejskich, jednak pod względem potencjału gospodarczego wyraźnie od tej czołówki odstawała. Była też krajem na mapie politycznej Europy nowym. Sklecona z trzech zaborów miała opinię państwa raczej niestabilnego, ze znacznym procentem mniejszości narodowych, co nie sprzyjało napływowi zagranicznego kapitału i w konsekwencji rzutowało negatywnie na rozwój gospodarczy kraju (ok. 1/3 mniejszości narodowych).

Francja

Niejako w spadku po Rosji carskiej, Polska była naturalnym sojusznikiem Francji wobec Niemiec z tym, że dyplomacja francuska traktowała Polskę przedmiotowo. Piłsudski, a za nim Beck zdecydowanie odrzucali francuskie próby zwasalizowania Polski. Francuski amb. Leon Noel (od 1935 r.-poprzednio amb. w Pradze), miał ambicje doprowadzenia do sojuszu Praga-Warszawa i nie znajdując akceptacji do tego projektu Becka, znienawidził go i później próbował namówić Paryż (bez powodzenia) na rozluźnienie sojuszu z Warszawą.

Słaba, niezdecydowana i bez wyrazu prowadzona polityka zagraniczna Francji pchnęła kierownictwo polskie do bezpośrednich rozmów z Hitlerem, który rozumiał je, jako ograniczenie wpływów Francji w tym regionie. Osobiście najlepsze, przyjacielskie stosunki miał Beck z amb. USA A.J.Drexel Biddle. Oczywiście położenie geopolitycznie II Rzeczpospolitej między dwoma agresywnymi totalitaryzmami i błyskawicznie rosnącymi ich potencjałami gospodarczymi i militarnymi nie pozostawiało zbyt wielkiego marginesu dla gry dyplomatycznej w przyszłości. Jeszcze w 1925 r. Polska była potęgą militarną w Europie, ale każdy następny rok przynosił niekorzystne zmiany między polskim potencjałem gospodarczym i militarnym, a potencjałami jej sąsiadów.

Reasumując: dla Francji Polska pozostawała nadal partnerem numer 1 we wschodniej Europie, co było jednym z głównych zadań wyznaczonych Beckowi przez Józefa Piłsudskiego. Oryginalną ideą francuską było dążenie do zmontowania paktu wschodniego-bezpieczeństwa zbiorowego dla Rosji, Czechosłowacji, Polski i krajów bałtyckich. Jednak państwa te były między sobą tak poróżnione, np. Litwa nie miała stosunków dyplomatycznych z II RP. Rosjanie chcieli baz wojskowych w Polsce i prawa przemarszu, że nikt na to by się nie zgodził. Czechosłowacja była bardzo nieprzyjaźnie nastawiona w kierunku Polski i vice versa...

Rosja Sowiecka

Jeśli chodzi o Rosję Sowiecką to podstawową przesłanką jej polityki zagranicznej była chęć utrzymania współpracy z Niemcami na podstawie układu z Rapallo z 1922 r. Rosja Sowiecka nie była zainteresowana ożywieniem kontaktów z Warszawą obawiając się reakcji Berlina. Właśnie Rosja obok Niemiec była przeciwnikiem postanowień Traktatu Wersalskiego. Dopiero dojście Hitlera do władzy stwarzało przesłanki do odprężenia między Warszawą i Moskwą, a także wpłynęło na możliwość rewizji sowieckiego stanowiska wobec Traktatu Wersalskiego i mocarstw zachodnich. Nowa sowiecka polityka wobec Polski czy Francji była jedynie elementem tej zmiany i Rosja traktowała ją, jako konieczną asekurację wobec nowego stanowiska Berlina.

Rosjanie zabiegali o zbliżenie z Niemcami, na przełomie 1936/37 r. dyrektor rosyjskiej misji handlowej w Berlinie, Kendelaki, złożył w imieniu Stalina propozycję polepszenia stosunków niemiecko-sowieckich, którą Hitler odrzucił. Po polsko - niemieckiej deklaracji o nieagresji z 26 stycznia 1934 r. Moskwa była zdania, że możliwości jej współpracy z Polską przeciwko III Rzeszy uległy likwidacji. Ocena ta zbiegła się z moskiewską wizytą J. Becka (13-15 lutego 1934 r.) w czasie, której przedłużono pakt o nieagresji (z 1932 r.) do roku 1945. Reprezentując polską rację stanu Beck był przeciwny „wschodniemu Locarno”, które poprzez zbliżenie Rosji i Francji zmniejszało pozycję Polski w Europie Wschodniej na rzecz Rosji, a ponadto obniżało do minimum wartość sojuszu polsko-francuskiego.

W maju 1935 r. zawarte zostały układy o wzajemnej pomocy, najpierw między Francją a Rosją Sowiecką, oraz później między Rosją a Czechosłowacją (Stalin podejmował się przyjścia z pomocą, jednak dopiero po wypełnieniu swoich zobowiązań przez Francję). Układy te nie posiadały jednak konwencji wojskowej, precyzującej warunki pomocy w przypadku zagrożenia sygnatariuszy przez Niemcy. Stare porozumienie rosyjsko-niemieckie po dojściu do władzy Hitlera, zostało zastąpione porozumieniem rosyjsko-francuskim, które to przyniosło porozumienie polsko- niemieckie. Jednak prawdziwym zwycięzcą tych porozumień wydaje się być Rosja, ponieważ jej pakty o nieagresji z Francją i Polską zabezpieczały jej zachodnią granicę, przez co miała wolną rękę przeciwstawić się agresywnej Japonii na dalekim wschodzie.

Anglia

Jeśli chodzi o stosunek Anglii (późniejszego alianta) do Polski, to wynikał on z imperialnej polityki brytyjskiej na kontynencie europejskim. W czerwcu 1935 r. Anglia łamiąc postanowienia Traktatu Wersalskiego podpisała układ morski z Hitlerem, który oddawał mu kontrolę nad Bałtykiem. Po I wojnie światowej wygranej w sojuszu z Francją ( i USA), w obawie przed nadmiernymi wpływami Francji Anglia prowadziła politykę wspierania Niemiec przeciwko Francji (stąd poparcie dla WM Gdańsk i innych praw niemieckich na wschodzie). Dla Anglii, która uważała, że traktat wersalski był zbyt srogi dla Niemiec, Polska stanowiła jedynie jeden z elementów umacniających kontynentalną siłę Francji. Przejściowo Anglia patrzyła sympatycznym okiem na zbrojenia Hitlera, jako przeciwwagę zbrojeń sowieckich. Z zasady Anglia nie pchała się do konfliktów osobiście, ochronę swoich interesów zabezpieczała systemem sojuszy.

W drugiej połowie lat trzydziestych sytuacja zmieniła się radykalnie: to właśnie Rzesza Niemiecka zaczęła zagrażać brytyjskiej polityce na kontynencie. Jednak zmiana ta nie zawsze była korzystna dla Polski. W grudniu 1935 r. R.C. Stevenson (z brytyjskiego MSZ) oświadczył członkom polskiej delegacji w Genewie:

”…żadna Izba Gmin nie zgodzi się na interwencję w obronie istniejącego porządku rzeczy w centralnej lub wschodniej Europie, np. w obronie korytarza”.

Piłsudski już wcześniej uznał, że zaznacza się przewaga polityczna Londynu nad Paryżem i że Francuzi niczego nie zrobią bez Anglików.

Podsumowując:  głównym zadaniem pozostawionym Beckowi przez Piłsudskiego było umocnienie sojuszu wojskowego z Francją z 1921 r. i zawarcie takiegoż sojuszu z Wielką Brytanią.

Czechosłowacja

Na południu naszym naturalnym sojusznikiem była Czechosłowacja. Polsko-czeskie stosunki prawie nigdy nie były poprawne, począwszy od zdradzieckiego krwawego zajęcia polskiego Zaolzia przez Czechów w czasie krytycznej dla nas wojny polsko-bolszewickiej (nóż w plecy). Do pożądanego zbliżenia obydwu sąsiadów nieomal doszło na przełomie 1933-34 r., w ramach reakcji obronnej na włoski projekt „paktu czterech” (marzec 1933), który przyjmował Niemcy do europejskiej czołówki mocarstw obok Francji, Anglii i Włoch, a jego ideą było ograniczenie roli mniejszych państw w stosunkach międzynarodowych.

W odpowiedzi Beck zagroził wystąpieniem z Ligii Narodów jak i przeglądem stosunków z Francją, w Genewie zaś Beck spotkał się z Beneszem zapowiadając swoją wizytę w Pradze w celu zawiązania aliansu antyniemieckiego. Niestety Czesi szybko wycofali się z tej propozycji, powodując narastający antyczeski uraz u Becka. Wydaje się, że kierownicy polskiej polityki zagranicznej, najpierw Piłsudski a później Beck, nie byli w stanie do końca zrozumieć strategicznego znaczenia Czechosłowacji, jako klucza do zachowania ładu wersalskiego, który zrodził Polskę. Należy jednak przyznać, że niezrozumienie było wzajemne albowiem jeszcze w 1925 r. Benesz odmówił aliansu A. Skrzyńskiemu (min. spraw zagr. Polski) motywując to obawą przed zepsuciem swoich stosunków z Niemcami.

Faktem pozostaje, że Czechosłowacja była zapleczem antypolskich dywersyjnych i terrorystycznych ruchów ukraińskich. Również na Morawach istniała oficjalna ekspozytura komunistyczna na Polskę. Polska mniejszość (1 ½% ludności Czech.) była traktowana źle.

Dla Piłsudskiego i Becka, Czechosłowacja była sztucznym zlepkiem różnych narodowości, który wcześniej czy później musi się rozpaść (podobnie Czesi myśleli o Polsce!). Z 14.5 mln ludności Czesi stanowili 40%, Niemcy 25%, Słowacy 15%. Tak więc, było to państwo w którego skład wchodziło 45% mniejszości narodowych.

Niemcy

Od 1933 r. niewątpliwie pod wpływem projektu „paktu czterech” i dojścia Hitlera do władzy, Piłsudski przenosi z konieczności wektor aktywności polityki zagranicznej z Ligi Narodów, (z której Niemcy występują w październiku 1933) i układu bezpieczeństwa zbiorowego (zawiedziony uwiądem woli francuskich polityków) na stosunki dwustronne, co Hitler uważa za pożądane osłabienie pozycji Francji w tej części Europy.

Zmiany te poprzedziło odejście „ligowca”, jakim był min. A. Zaleski i objęcie urzędu przez J. Becka. Tak zwana „polityka równowagi” czyli jednakowego dystansu wobec Moskwy i Berlina opierała się na paktach o nieagresji z Rosją Sowiecką (1932 r.) i z Niemcami (1934 r.). Z pozycji dzisiejszej wiedzy i doświadczenia trzeba przyznać, że była to polityka całkowicie trafna dla polskiej racji stanu w okresie jej inicjacji, aczkolwiek jej autor marszałek Piłsudski uważał, że nie będzie można jej prowadzić w nieskończoność.

Marsz. J. Piłsudski niezbyt liczył się z Hitlerem i w już w 5 tygodni po jego inauguracji kanclerskiej zorganizował prowokację (w/g podpisanych konwencji Polska mogła utrzymywać na Westerplatte do 82 żołnierzy i oficerów) desantując dodatkowo 120 żołnierzy wśród niemieckich protestów godząc w prestiż nowego kanclerza, strasząc widmem wojny prewencyjnej. Podobnie Piłsudski zorganizował incydent z ORP „Wicher” (wejście do Gdańska z brytyjskimi jednostkami), testował reakcję niemiecką i państw zachodnich 9 miesięcy wcześniej. Niestety zachodni sojusznicy osłonili Hitlera, zapraszając go nawet do ekskluzywnego klubu „paktu czterech”.

Zadaniem wielkiej wręcz wagi było nawiązanie poprawnych bezpośrednich stosunków z Niemcami. Jak pisze Beck: „nie chodziło o to, jakie one mają być w przyszłości, dobre, czy złe. Poprzednio były one uważane za niemożliwe i sam fakt możliwości wprowadzał nowy element do polityki europejskiej.” Stosunki te z okresu republiki weimarskiej były b. złe i co gorsze niemiecka polityka znajdowała ciche zrozumienie pozostałych mocarstw.

http://www.newsweek.pl/g/crop/0/-1050/newsweek/636069447207877870.jpg

Podstawowym rezultatem układu z Niemcami było zakończenie bardzo kosztownej wojny celnej oraz zlikwidowania wojny prasowej. Hitler, na którym właściwie Piłsudski wymógł pakt o nieagresji, odnosił się do Piłsudskiego, jako pogromcy bolszewików i człowieka silnej ręki, z respektem. W swoich dalekosiężnych planach widział armie polskie, jako forpocztę swoich sił idących na Rosję. Stanowisko to lansowane było tak za życia jak i po śmierci Marszałka przez Wielkiego Łowczego III Rzeszy, marsz. H. Goringa wobec przywódców II RP, ale nigdy nie znalazło ich akceptacji.

Oczywiście Hitler potrzebował czasu dla realizacji swojego programu zbrojeń. Przyjmując ofertę normalizacji stosunków z Polską postanowił ją także wykorzystać na arenie międzynarodowej występując w roli miłującego pokój przywódcy, w perspektywie jednak gotując Polsce rolę całkowicie podporządkowanego wasala (ciekawostka - jedyny raz, kiedy kanclerz Hitler pojawił się na mszy św. w kościele w Berlinie było to po śmierci marsz. J. Piłsudskiego).

Piłsudski uważał, że zyskaliśmy kilka lat spokoju. Liczni historycy (szczególnie z epoki PRL-u) uważają, że upojony sukcesem Beck traktował ten układ, jako nieomal niezmienny i czynił go fundamentem swojej polityki. W rzeczywistości Beck w finezyjny sposób usiłował łączyć samodzielność we wzajemnych stosunkach z Niemcami i Rosją; z niewypuszczeniem z dłoni atutu sojuszu wojskowego z Francją mającego być gwarancją przed złą wolą Niemiec. Beck zakładał jednak, że Hitler, jako weteran I wojny światowej, nie straci zmysłów i nie wywoła następnej wojny, którą przegra. Sądził natomiast, że Hitler ostro blefuje. Sam Hitler często podkreślał, że w przeciwieństwie do głów innych państw dobrze zna horror wojny i nie chciałby do podobnego zjawiska dopuścić ponownie.

Nawet błyskotliwy publicysta S. Cat-Mackiewicz uważał, że Beck nie był bardziej ugodowy w stosunku do Niemiec, niż politycy Francji czy Anglii oraz, że bardziej dbał o interesy Francji niż Francja o interesy polskie. Wydaje się, że po wizycie w Moskwie 1934 r. (gdzie przybył, jako pierwszy minister europejski i gdzie pierwszy raz grano polski hymn narodowy), upewnił się (?), że Niemcy nigdy nie zbliżą się do Rosji, Rosja zaś nie pozwoli Niemcom naruszyć integralności Polski. Wnioskował on, że Rosja nie ma żadnego interesu w posiadaniu wspólnej granicy z Niemcami.

Kiedy w marcu 1936 r. Hitler wkroczył militarnie do Nadrenii, Beck pospieszył z zapewnieniem, że jeżeli Francuzi staną na wysokości zadania sojusznik polski również wystąpi zbrojnie przeciwko Niemcom. Było to konsekwentne echo koncepcji „wojny prewencyjnej” wysuniętej w 1933 r. przez Piłsudskiego i niepodjętej przez Francję. Beck wiedział, że tak naprawdę nie może liczyć na Francję, która ma swoje wewnętrzne problemy.

W temacie wojny prewencyjnej trzeba wspomnieć o inicjatywie Mussoliniego z lipca 1934 r., która była reakcją Il Duce na nieudany faszystowski zamach stanu w Austrii. Mussolini gościł wtedy żonę kanclerza Dollfussa, a sam kanclerz miał wkrótce też dojechać został jednak przez zamachowców zamordowany. Duce zarządził częściową mobilizację i obsadził granicę z Austrią, zwracając się do Francji i Anglii w sprawie wojny prewencyjnej. Mussolini obawiał się również wzrostu niemieckich wpływów na Bałkanach.

Hitler przestraszył się taką możliwością i zbiegłych zamachowców oddał Austrii. Jednak Francja nie chciała się bić, zaś Anglia niechętnie widziałaby Mussoliniego w obozie zwycięzców, aż do czasu kiedy ten zaatakował Abisynię.

W listopadzie 1937 w Berlinie (światowa wystawa myśliwska) pojawił się Lord Halifax, sondując stanowisko Hitlera, który zażądał od niego zwrotu kolonii niemieckich (było to już po konferencji Hossbach). Również w listopadzie zostaje podpisany pakt antykominternowski między Japonią, Włochami a Niemcami, który był też następstwem paktu sowiecko-chińskiego z 31 sierpnia 1937 r.

Właśnie 5 listopada tegoż roku w Berlinie (gmach urzędu kanclerskiego), odbyła się osławiona super tajna konferencja znana od nazwiska oficera ordynansowego Hitlera, ppłk Hossbacha, protokólanta „testamentu” Hitlera. Obecni byli jeszcze: Goering, adm.Raeder, gen.von Blomberg i gen.von Fritsch i baron von Neurath (MSZ), wszyscy oprócz Goeringa zgłaszali zastrzeżenia do planów Hitlera i w ciągu 2-ch miesięcy stracili swoje pozycje. Hitler przedstawił wytyczne polityki niemieckiej, które w razie jego śmierci miały obowiązywać jego następców (pierwszym był Goering, drugim w linii był Rudolf Hess). O Polsce mówił mało, informując, że nie przewiduje z nią wojny, (podobnie mówi o Rosji) mówiąc, że Polska pozostanie neutralna w razie jego ewentualnej wojny z Anglią i Francją. Sądził przy tym, że Polska się nie ruszy, bo będzie bała się Rosji, która też się nie ruszy, bo będzie bała się Japonii. Tu jest klucz do polityki Hitlera w tym okresie: zamierzał on zająć Austrię i Czechosłowację i był pewien, że Anglia i Francja mu na to nie pozwolą, bo zdecydowanie nie było to w ich interesie !

Więc Hitler planuje wojnę na zachodzie, ale jako konieczność, a nie na wschodzie! Jak wiemy zachód dalej Hitlerowi na wszystko pozwalał, a zagrożona jego kolejnymi żądaniami (na wzór czeski) Polska podparła się angielskimi gwarancjami!

Spadkobiercy J. Piłsudskiego

Kiedy spojrzymy na rozgrywki personalne po śmierci Marszałka Piłsudskiego, nazwane przez B. Miedzińskiego dekompozycją obozu rządzącego (Miedziński i Koc postawili na  Śmigłego-Rydza) zauważymy, że ze starej ekipy „pułkowników” u steru władzy pozostał jedynie płk. J. Beck. Nie tylko nie straciwszy na tych rozgrywkach, Beck wchodził w skład ścisłego triumwiratu obok Mościckiego i Rydza-Śmigłego. Dodać trzeba, że to on w tym towarzystwie decydował o jakże ważnych sprawach polityki zagranicznej II RP, nie posiadał jednak żadnego zaplecza politycznego.

Po śmierci Piłsudskiego, zgodnie z jego życzeniem, Mościcki miał ustąpić miejsca płk. W. Sławkowi ( popieranemu przez Prystora i Matuszewskiego), który był długoletnim przyjacielem Becka i obaj byli najbliższymi ludźmi Marszałka. Kiedy Mościcki nie chciał ustąpić z funkcji Prezydenta,  Beck usiłował go przycisnąć do muru swoją dymisją. Sławek, (który później na kilka miesięcy przed wojną popełnił samobójstwo) jednak honorowo odmówił udziału w tej grze, a poproszony przez Mościckiego, Beck zmiękł i wycofał swoją dymisję.

W 1936 r. Rydz-Śmigły udał się po kredyty do Francji i całą wyprawę zakończoną sukcesem, przygotowywał poza plecami min. spraw zagr. Becka, który odczuł to, jako niezasłużone upokorzenie. Opozycja w Polsce, a głównie gen. Wł. Sikorski, w porozumieniu z amb. francuskim w Warszawie L. Noelem i czynnikami francuskimi, chciała przehandlować francuskie kredyty w zamian za dymisję znienawidzonego Becka. Twierdzili oni, że dopóki na czele polskiej dyplomacji stoi minister przychylny Niemcom, Francja nie może dać Polsce kredytów na rozbudowę potencjału wojennego.

Rydz-Śmigły oparł się jednak tym naciskom, potwierdzając korzyść taktyczną i przydatność Becka, jako min. zaprzyjaźnionego z Niemcami, podkreślając wobec gen. M. Gamelina, że daje to czas na dozbrojenie Polski i Francji. Wydaje się, że na pozostawienie Becka w gabinecie wpłynęło również to, że miał niekwestionowany charyzmat wśród piłsudczyków, (chociaż jedynym, który go lubił był Sławek), chęć utrzymania rodowodu i tradycji zamachu majowego, niepisany testament J. Piłsudskiego oraz utrzymanie mitu o monolicie obozu rządzącego.

Faktem też jest, że Beck nie był w stanie zrezygnować ze swojej frankofobi. Zmarnował okazję, kiedy pierwszy raz Francja doceniając zagrożenie hitlerowskie zabiegała o Polskę. Dla Becka ten nowy rząd francuski, który to czynił był zbyt lewicowy (rząd frontu ludowego). Z drugiej strony, francuski rekord sojuszniczy był mierny i Beck takim go widział, prawdę mówiąc Francuzi po I w.ś. nie przejawiali większej woli walki.

Rydz-Śmigły, jako Generalny Inspektor Sił Zbrojnych interesował się bezpieczeństwem państwa i bardzo potrzebował kredytów i sojuszu francuskiego, tak jak i rumuńskiego, a nawet czeskiego. Twierdził on, że należy kontynuować linię porozumienia z Niemcami, wiedząc jednak, że wielkie zbrojenia niemieckie są skierowane również przeciwko Polsce, a wojna jest tylko kwestią czasu, dlatego kładł nacisk na ścisłą współpracę między polskim a francuskim Sztabem Generalnym. Śmigły był zdania (inaczej niż wcześniej Piłsudski i ciągle Beck), że będziemy mieli wkrótce wojnę z Niemcami (a nie z Rosją). Beck zaś nie lubił Francuzów, gardził Rumunami, a przy wymawianiu nazwy Czechosłowacji robiło mu się wprost niedobrze, a był raczej chorowity.

ANSCHLUSS AUSTRII

12 czerwca 1938 r. Wehrmacht wkroczył do Austrii, a następnego dnia Niemcy proklamowały wcielenie Austrii do Rzeszy. Wcześniej Niemcy zabiegały o zapewnienie sobie neutralności rządu polskiego w sprawie Anschlussu. Beck odpowiedział Goeringowi, że Polska posiada w Austrii interesy jedynie gospodarcze. Również rząd polski, jako jeden z pierwszych uznał Anschluss, jako fakt dokonany.

Dziwić może jak mąż stanu takiej miary i doświadczenia jak Beck mógł uczynić podobne błędy strategiczne. Przecież likwidacja niepodległej Austrii, zapowiadała likwidację Czechosłowacji, paraliżowała Budapeszt, neutralizowała Bukareszt, zniszczyła doszczętnie polskie plany międzymorza. Beckowska koncepcja międzymorza polegała na przeciwstawieniu potędze obydwu sąsiadów tzw. trzeciej siły. Miał nią być związek państw neutralnych będących w podobnej sytuacji, co Polska. Obejmowałaby ona państwa leżące między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem (z nieszczęsnym na własną prośbę wykluczeniem Litwy i Czechosłowacji).

Pozostali partnerzy nie byli niestety skłonni do zachowań w myśl koncepcji Becka, a i czas na to stawał się coraz mniej odpowiedni. Przy zgodzie Becka Europa Środkowa stawała się domeną Niemiec, a porządek ustanowiony w Wersalu, na którym opierało się bezpieczeństwo Polski został poważnie zagrożony. Wypada przypomnieć, że jeszcze marsz. Piłsudski przepowiadał takież zachowanie Polski wobec ewentualnego Anschlussu. Polska nie miała szerokiego pola manewru. Jednak rządząca elita II RP, mimo wspaniałych raportów attache wojskowego w Berlinie płk. A. Szymańskiego, niezbyt orientowała się w zbliżającej się katastrofie.

Polski ambasador w Berlinie A. Wysocki podaje, że już wiosną 1938 r. ostrzegał prezydenta Mościckiego, że po zajęciu Austrii Niemcy staną się najpotężniejszym militarnie mocarstwem Europy. Prezydent przerwał mu i rzekł:

„Ach panie Wysocki! Jakże może Pan powtarzać takie bajki! Przecież ten cały hitleryzm chwieje się w posadach. Hitler nie dowierza nikomu i dlatego objął naczelne dowództwo, bo nie jest pewien armii. A wiadomo przecież, co to znaczy!”

Również R. Dmowski miał podobne spojrzenie na Anschluss, sądząc (książka ”Odbudowanie Państwa Polskiego”), że krok taki skieruje ekspansję Hitlera na południe, co pokłóci go z Mussolinim i odwróci niemiecką uwagę od Pomorza. Czy Beck miał możliwość korzystnego dla Polski rozwiązania tego problemu, czy mógł zaprosić kanclerza Schuschnigga, Benesza, Węgrów i Rumunów, zamiast programować z zadowoleniem własny paraliż? W tym czasie udało się Beckowi uregulować przy pomocy ultimatum stosunki dyplomatyczne z Litwą („Wodzu prowadź nas na Kowno!”), ale fakt postawienia ultimatum wywołał w świecie skojarzenia, że Polska posługuje się szantażem w stosunkach międzynarodowych podobnie jak Niemcy. Trzeba przyznać, że ultimatum było bardzo wyważone i ograniczone do minimum.

Zajęcie Czechosłowacji

Po Austrii, Hitler zabrał się do likwidacji Czechosłowacji, czyniąc przygotowania do zdobycia koniecznej wielkiemu narodowi niemieckiemu przestrzeni życiowej na wschodzie. Na jego drodze w następnym etapie stanie Rzeczpospolita, którą Hitler planował podporządkować sobie metodami pokojowymi (obiecując Polsce np. Ukrainę) lub zbrojnie jeśliby zachodziła taka potrzeba. Tymczasem optując za pierwszym wariantem pozwalał Beckowi grać rolę partnera współpracującego w oczach światowej opinii publicznej w dziele zaprowadzenia niemieckiego porządku w Europie.

Jeszcze w 1936 r. gen. Gamelin wracając z Warszawy przez Pragę wziął list od Benesza i wręczył go Rydzowi-Śmigłemu przebywającemu w Paryżu. List zawierał akcenty polemiczne, ale i sugestie zbliżenia polsko-czechosłowackiego, aż do sojuszu militarnego pod patronatem Francji włącznie. Po przestudiowaniu listu Rydz-Śmigły oświadczył, że osobiście uważa, że solidarność obu krajów jest konieczna. Kiedy francuskie gazety ogłosiły, że nastąpiło zbliżenie polsko-czechosłowackie, min. Beck ogłosił ostre dementi w tej sprawie.

Wygląda na to, że Beck rozbiór Czechosłowacji widział, jako budowę nowego ładu w Europie, a nie okrążanie Polski w pochodzie Hitlera na Wschód.

12 maja 1938 r. Mościcki, Rydz-Śmigły i Beck uzgodnili na Zamku, że nie będą zaciągane żadne zobowiązania polityczne wobec Czechosłowacji. Beck spodziewał się rozłupania Czechosłowacji na dwa narodowe człony: czeski i słowacki, planując część słowacką wziąć pod protektorat polski, zaś Ruś Zakarpacką chciał oddać Węgrom. Oto jak uważając się za równorzędnego partnera Niemiec pragnął w nowych warunkach realizować “koncepcję Międzymorza”, poczynając od wspólnej granicy z Węgrami. Wydaje się, że strategia polska wymagała ze względu na długość granicy z Niemcami chronienia tych pozycji, które już istniały – taką była Czechosłowacja. Z punktu widzenia strategicznego ocalenie Czechosłowacji było dla Polski sprawa życia i śmierci. Tak też widzieli sprawę Niemcy.

Jeszcze 7 lipca 1938 r. Hitler wydając dyrektywy do rozbicia Czechosłowacji, nie był pewien czy Polska nie uderzy wtedy na Niemcy, którym daleko jeszcze było do pełnej gotowości bojowej w tym czasie.

Wypada przypomnieć, że połączone siły polsko-czechosłowackie mogłyby razem wystawić, co najmniej 80 do 85 związków taktycznych, 1500 czołgów i 1600 samolotów plus siły sojuszników zachodnich. Bardzo ważnym elementem byłby również silnie rozwinięty czeski przemysł zbrojeniowy o dużych mocach produkcyjnych oraz dogodne strategiczne pozycje wyjściowe w stosunku do niemieckich baz wypadowych ze Śląska, co prawda Czechosłowacja była już okrążona od strony Austrii.

Miała być polityka równego dystansu, jednakowej odległości do Berlina i Moskwy. Było jednak inaczej. Z Paryża i Londynu widziano uczestnictwo w bardzo aktywnej karuzeli politycznej reżyserowanej w Berlinie, a podejmowane z konieczności w Warszawie. Wydaje się, że Beck prowadził jak najbardziej ostrożną i przyjazną politykę z Niemcami, a czując zbliżające się niebezpieczeństwo chciał zyskać na czasie i poprawić sytuację obronną Polski. Zaczynał jednak nabierać niepokoju.

W styczniu 1938 r. Hitler, jak nigdy przedtem był kategoryczny wobec Becka w swoich zapewnieniach, co do nienaruszalności bezpośrednich i pośrednich interesów polskich. Podobne stosunki Beck wypracował z Mussolinim: w marcu 1938 r. Wielki Faszysta zapewnił go, że nie pozwoli na usadowienie się komunistów w Hiszpanii gdzie Anglia stojąc z boku próbowała zaprawić do walki Hitlera przeciwko Stalinowi.

Beck wykorzystywał niechęć Mussoliniego do niemieckiego Anschlussu sąsiedniej Austrii, ale sytuacja się zmieniła Mussolini zbliżył się już do Hitlera. Po ataku na Abisynię został potępiony przez Francję i Anglię. Przedmiotem trosk Becka i jego obydwu faszystowskich partnerów była sytuacja we Francji, gdzie byli zaniepokojeni szerzeniem się komunistycznej propagandy, jako efektów zbliżania się Francji do Rosji. Przypomnijmy, że naturę totalitarnego sowieckiego systemu Beck znał dobrze…

Na skutek nacisków Becka nie wyciągano konsekwencji w stosunku do organizacji hitlerowskich w Polsce, do jej szkoleń i różnych form organizacyjnych. Beck m.in. przeciwdziałał bojowej polityce wojewody Grażyńskiego na Śląsku. Rozciągnął cenzurę na antyhitlerowskie artykuły w prasie polskiej, zabraniał również organizowania imprez o zabarwieniu antyniemieckim.

Z dzisiejszych pozycji nie było to zbyt mądre. Wydaje się, że Beck był trafnie przekonany, co do nieuniknionego końca Czechosłowacji. W “Ostatnim Raporcie”: pisał:· „wynikało wyraźnie, że Anglia o czeskie interesy nie będzie się bić.”

Nie tylko Anglia, bowiem Beck ustępował i dostosowywał się do rytmu hitlerowskiej polityki, przysłowiowy duch Monachium był przecież powszechny w całej Europie.

Pozostaje jeden problem: Czy nie zbyt łatwo zapatrzył się Beck w reakcje Anglii i Francji, przecież to Rzeczpospolita graniczyła z III Rzeszą i Czechosłowacją, nie zaś Anglia. Podczas omawiania wyżej wymienionej sytuacji na Zamku, Beck postawił następujące tezy: Czesi nie będą się bić, państwa zachodnie nie są w stanie moralnie jak i materialnie działać na ich korzyść, podobnie jest z Rosją Sowiecką.

Co do polskiego stanowiska, triumwirat na Zamku ustalił, że Polska nie może rozpocząć jako pierwsza akcji wojskowej przeciwko Czechosłowacji, ale nie odstąpi od żądania zwrotu Zaolzia (ustalone to było jeszcze między Beckiem a Piłsudskim we wrześniu 1934 r).

Czesi faktycznie nie byli aniołami, W. Witos wielki przyjaciel Czechów i Słowaków pisał w czasie swojego azylu politycznego w Czechosłowacji:

”(...) w stosunku do Polski, rząd czechosłowacki posługiwał się nie tylko przemocą, ale też zdradą, połamawszy wszystkie dobrowolnie zawarte umowy.”.

Rozpętano demagogiczną propagandę o prześladowaniu braci-Polaków w Czechosłowacji, choć to samo działo się z Polakami w Niemczech i w Gdańsku. Idylla polsko-niemiecka trwała. 20 września Hitler oświadczył ambasadorowi Lipskiemu, że w razie konfliktu zbrojnego polsko-czechosłowackiego Niemcy staną po stronie polskiej (sic!). Lipski odwzajemnił się informacją, że rząd polski sparaliżował akcję sowiecką w sprawie Czechosłowacji poprzez manewry wojskowe na Wołyniu. Przypominał również, że w ciągu minionego lata rząd polski odrzucił czterokrotnie propozycje międzynarodowe na rzecz obrony Czechosłowacji. Dodał poufnie, że 21 września nastąpi koncentracja sił polskich na południu Śląska, ale nie przeciw Niemcom.

Jednak gdyby Francja i Anglia nie rzuciły cynicznie Czechosłowacji na pożarcie Hitlerowi, ale stanęły w jej obronie to oczywiście Beck by ich poparł, zgodnie z przypadkiem remilitaryzacji Nadrenii (marzec 1936 r.), kiedy zażądał wspólnej interwencji, ale Francja zaprzepaściła i tę okazję i Beck spodziewał się i tym razem podobnej postawy sojusznika.

Istniały rozsądne głosy wśród polskich kół wojskowych na temat koniecznego wspólnego frontu przeciw niemieckiego z Czechosłowacją, podobne głosy również docierały do Śmigłego ze strony sztabowców czechosłowackich. Sondowali oni koła polskie od końca 1937 r. przez attachat w Bukareszcie i później w Moskwie.

Dopiero jednak pod koniec września 1938 r. przyszły 2 listy od prezydenta Benesza i min.spraw zagr. Krofty z wolą poprawienia wzajemnych stosunków i naprawienia polskich krzywd na Zaolziu. Zbyt późno, szkoda. Ale sukces uzyskany w Czechosłowacji wspólnie z Niemcami miał być już tylko sukcesem niemieckim.

Niestety wszystko, co Beck robił wyglądało w oczach świata na synchronizację polityki zagranicznej Polski z polityką zagraniczną III Rzeszy. W Monachium polskich postulatów, mimo zdecydowanych starań Becka nie uwzględniono, dlatego postawienie żądań Czechom bezpośrednio było ze strony Becka demonstracyjnym protestem przeciwko niekonsultowaniu naszego stanowiska i interesów. Beck był rozczarowany, że mimo sugestii Mussoliniego (informacja od gen. Wieniawy) nie pozwolono mu usiąść przy stole w Monachium, w towarzystwie prawdziwych mocarstw.

1 października 1938 r. Czechosłowacja przyjęła żądania polskie. Hitler nie był zadowolony. Dzień później oddziały polskie pod dowództwem gen. Wł. Bortnowskiego, wkroczyły na Zaolzie, zajmując przy okazji Bogumin, który Hitler uważał za niemiecki. Generał Hrabczyk reprezentujący stronę czechosłowacką w przejmowaniu Zaolzia wyraził przekonanie, iż Polska niedługo odda to terytorium Hitlerowi.

Polacy świętowali, nawet Paderewski przysłał telegram gratulacyjny Mościckiemu. Nawet opozycja polska poparła polską politykę Becka wobec Czechosłowacji (wyjątek – J. Giertych plus nieliczni). Więc Beck z jednej strony odmawiał niemieckim kuszeniom, aby iść razem na Rosję, ale sprzyjał i towarzyszył Hitlerowi w sprawie Czechosłowacji…

W okresie Monachium (29-30 września 1938 r.),  Beck obawiał się, że Niemcy zajmą całe terytorium Czechosłowacji i wtedy zażądają od Polski Gdańska i autostrady przez Pomorze w zamian za Zaolzie. Dlatego wystosował ultimatum z 30 września, aby uprzedzić taką sytuację.

Lawinowo nasza sytuacja strategiczna zmieniała się na gorszą, później w przemówieniu do Reichstagu z 28 kwietnia po zajęciu reszty Czech, Hitler podsumował swoje zdobycze: 1,500 samolotów, 469 czołgów, 500 dział przeciwlotniczych, ponad 43,000 karabinów maszynowych, 1 mln karabinów, 1 bln sztuk amunicji etc.

Podsumowując ten okres wydarzeń, zauważyć można, że Beck wiedział, że sprawa polskiej niepodległości znalazła się na równi pochyłej, dalsze uprawianie polityki bilateralnej przestało mieć sens. Myślał o sobie, że gra w szachy z Hitlerem, a tu zaczęło wyglądać na to, że może jest tylko jednym z pionków na szachownicy…

Monachium można też rozumieć, jako pierwsze zwycięstwo „niegotowej” Anglii nad gotowym na wojnę Hitlerem „ Z wojskowego punktu widzenia leżało w naszym interesie, aby wojna się rozpoczęła o rok wcześniej. Powinienem był wystąpić z inicjatywą wojny w 1938 r. zamiast dać sobie narzucić jej rozpoczęcie w r. 1939” (Hitler w/g Martina Bormanna).

Niestety stare sprawdzone porzekadło zaczęło doskwierać Polsce: „Państwo silne to takie, które ma słabych sąsiadów, państwo słabe to takie, które ma silnych sąsiadów” (Cat-Mackiewicz). Polska będąc produktem traktatu wersalskiego nie znalazła partnerów na arenie międzynarodowej, aby nie dopuścić do jego zmian (np. Nadrenia, Austria, Czechosłowacja), stąd przyjęła kurs na samodzielność. Teraz przestało to wystarczać, trzeba było wzmóc aktywność w wypracowaniu ściślejszego sojuszu z Francją i jeśli to tylko możliwe, (o czym marzył J. Piłsudski) z prawdziwym mocarstwem światowym–Anglią.

Ale o tym, w następnej części.

Jacek K. Matysiak

Źródło foto: 
0
1245 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Jacek K.M.

Autor artykułu: Jacek K.M.