"Opcja atomowa SN", czyli o co toczy się gra?

Prześlij dalej:

Jak widzę, wielu nie dostrzega prostej zasady, obowiązującej także w sądach i w stosowaniu prawa: dlaczego ktoś tak postępuje a nie inaczej? - Bo może. Przypomnijmy sobie jak postępował prof. Rzepliński, jego składy orzekające w TK, które wg jednych były tylko opiniami przy kawie, a według drugich wyrokami podlegającymi natychmiastowemu opublikowaniu. Andrzej Rzepliński również próbował przeforsować tzw. zabezpieczenie. Pamiętamy jak to wszystko się skończyło: większość rządząca powiedziała owym sędziom TK i prezesowi Rzeplińskiemu: "możecie panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować".

Co z tego wynika? Ano to, że stosowanie prawa już od dawna polega na wyszukiwaniu kruczków prawych, tak aby uzasadnić postanowienie po naszej/ich myśli. A druga strona ma się temu podporządkować na mocy autorytetu. Na poparcie swoich racji przekonujące uzasadnienia prawne wszyscy znajdą bez trudu, nawet będą wzajemnie się oskarżać o łamanie konstytucji. Kto ma więc rację i kto ma o tym przesądzić, skoro ani Sąd Najwyższy, ani większość rządząca nie są w stanie przekonać przeciwnika, czy wymusić respektowanie orzeczeń wg jednej strony?

SN wysłał pytania do TSUE i zalecił wstrzymanie działania ustawy o SN - bo mógł. Posłużył się bardzo karkołomnym przepisem z Kodeksu Postępowania Cywilnego, ale nie to jest istotne, ale to, że TSUE dostał zielone światło od sędziów z Polski na zajęcie się niezależnością sądów krajowych. Tylko bardzo naiwni mogą wierzyć, że TSUE oddali sprawę wieku emerytalnego polskiego SN ze względu na brak podstawy prawnej, czy Protokół Brytyjski, będący klauzulą opt-out. "Polska zaostrza spór z Brukselą o sądy, demontuje państwo prawa, Węgry gwiżdżą na decyzje UE ws. uchodźców, a Komisja Europejska w Brukseli nie ma prawie żadnych środków zaradczych. Czy Trybunał Sprawiedliwości UE wkroczy do akcji?" – pyta "Der Spiegel. Bruksela wiąże nadzieje z TSUE i ma prawdopodobnie rację - ocenia "Der Spiegel". Autorzy przypominają, że w sporze z premierem Węgier Viktorem Orbanem o wiek sędziów w 2012 roku Trybunał przyznał rację KE.

Sędziowie z Luksemburga sprawiają wrażenie, że są coraz bardziej gotowi do interweniowania w politykę unijną i zbliżają się w ten sposób do roli Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech - piszą Becker i Dudek. "Der Spiegel" zwraca uwagę na niedawne orzeczenie TSUE, zgodnie z którym sąd irlandzki może odmówić deportacji podejrzanego do Polski, jeżeli uzna, że w Polsce nie można mu zagwarantować uczciwego procesu. Autorzy podkreślają, że tego samego dnia TSUE wydał podobny wyrok dotyczący Węgier. Sędziowie orzekli jak w przypadku Polski, że sąd w Bremie powinien zbadać warunki panujące w węgierskim więzieniu, zanim zdecyduje, czy może deportować podejrzanego Węgra do jego ojczyzny.

Ekspert prawa europejskiego z Getyngi Alexander Thiel uznał za "godne uwagi" europejskie orzecznictwo, które w coraz większym stopniu "przekształca procesy polityczne w procesy prawne". Jako wspólnota prawa, UE opiera się na zasadzie wzajemnego zaufania. Na tym, że wszystkie państwa uznają się wzajemnie za państwa prawa – zaznacza prawnik w wypowiedzi dla "Spiegla". Warunkiem jest istnienie funkcjonującego i niezawisłego wymiaru sprawiedliwości - dodaje Thiele. Tymczasem TSUE uznał właśnie, że "Polsce i Węgrom nie można ufać na ślepo". Zdaniem Thielego interwencje TSUE mogą być czasami skuteczne, nie są jednak pozbawione niebezpieczeństw. To wszystko (czyli sytuacja w Polsce i na Węgrzech) jest przede wszystkim kryzysem politycznym - podkreśla prawnik. Co się stanie, gdy Polska przestanie respektować orzeczenia TSUE? – pyta Thiele. Jak przypomina, Orban nie uznał wyroku TSUE w sprawie relokacji uchodźców. [1] 

Takie artykuły jak ten w "Der Spiegel" cieszą, bo to oznacza że polskie sprawy idą w dobrym kierunku. Musimy tylko sobie uświadomić nasze położenie: Polska pod rządami PIS znalazła się na kursie kolizyjnym z UE. Zaś gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę: o nadrzędność prawa polskiego nad unijnym, o skuteczną obronę polskich interesów w UE wobec interesów niemieckich i francuskich, o kształt Unii: czy ma być to federacja państw pod niemieckim kierownictwem, czy związkiem państw narodowych w których rządzą demokratycznie wybrane władze, a inni to szanują. Czy jako obywatele Unii, możemy cieszyć wolnością i suwerennością, czy już mamy nowego korbowego, lewacką Unię Europejską? Czy mamy zgodzić się na nowe zasady: nie wolno nam nic u nas reformować, nie wolno ratować polskich firm, musimy pozbyć się polskich banków i polskiego przemysłu, nie możemy posiadać silnej armii, sprawy tzw "wolnego" rynku będzie regulować nam UE. Unia zaś, czyli Niemcy i Francja mają prawo do wszelkich ingerencji w sprawy państw członkowskich, prawodawstwo wewnętrzne Niemiec i Francji jest ważniejsze od prawa Unijnego, nie obowiązuje ich większość unijnych aktów, nie muszą przestrzegać postanowień UE, choćby w sprawie embarga w stosunku do Rosji czy kolaboracji przy budowie Nord Stream 2. Czas na prawdziwą wolność i suwerenność, czas na mądre układy.

Tylko pytanie zasadnicze: czy polski rząd będzie miał jaja, jak przyjdzie czas na decydujące starcie z UE, czy jednak podkuli ogon i wycofa się jak przy okazji nowelizacji ustawy o IPN?

 

_______________________________

[1] http://www.spie...

Źródło foto: 

gazetaprawna.pl

0
3093 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Mind Service

Autor artykułu: Mind Service

1 (liczba komentarzy)

  1. W braku ustawy do art. 129 ust. 2 Konstytucji RP z 1997 r. wybory Prezydenta RP z 2000 r. nie są zakończone, a zatem wola ludu nie jest podstawą władztwa w Polsce od 23 grudnia 2000 r. Niedopuszczalne jest ignorowanie tego zaniechania ustawodawczego.