Unia Europejska



share

Zawsze i wszędzie można zaklinać rzeczywistość, czasami nawet trzeba, gdy stoimy w obliczu tak zwanej wyższej konieczności. Nastolatce, która kiwa się na parapecie okna i patrzy w dół z trzeciego piętra, obiecuje się księcia na białym koniu, nowe Renault Clio, czy czego tam sobie życzy. Dopiero jak zejdzie z parapetu przekona się, że rzeczywistość została zaklęta i zamiast księcia w Clio, będzie szlaban na komputer plus seria wizyt u psychologa. W tej metaforze Polska nie jest nastolatką usiłującą targnąć się na życie i rodzice nie są zatroskaną Unią Europejską. Jedynie zaklinanie rzeczywistości przyda się do dalszych rozważań.



share

Zgadzam się w pełni z tą opinia, że Orban mógłby Polaków sprzedać przy najbliższej okazji, ale od razu dodaję rangę „okazji”. Orban nie sprzeda Polski za czapkę gruszek, czy nawet cysternę ruskiej ropy, taka transakcja jest możliwa dopiero przy najwyższych stawkach. Co jest taką stawką? Interes Węgier, polityczny i gospodarczy, bo zgadzam się również i z tą tezą, że Orban to cyniczny realista, pozbawiony naszego polskiego romantyzmu. Podam przykład dla lepszego rozumienia skali.



share

Zwykle piszę o amerykańskiej polityce, tym razem napiszę o wizycie polskiego  polityka w USA.  Żyjemy w świecie pełnym niespodzianek.  Śpiewali, że “nigdy deszcz nie pada w Kalifornii”, a właśnie leje jak z cebra już trzeci dzień i zapowiadają więcej deszczu.  Mówili, że Janusz Korwin-Mikke, słynny brydżysta i   piewca wolnego rynku w post sowieckiej Polsce nie ma żadnych szans, a dziś jest europosłem.  Ten 75 “letni” (a bywa gorący) jeden z najbarwniejszych polskich polityków, po zabawie sylwestrowej (wraz z żoną) w Las Vegas w stanie Nevada, spotkał się z Polonią z północnej Kaliforni w rejonie zatoki Św. Franciszka (San Francisco).  Gospodarzem spotkania był prezes Polsko-Amerykańskiego Stowarzyszenia  Wschodniej Zatoki (EBPAA) Ryszard Mleczko, inicjatorem prezes KPA na Kalifornię Płn. Andrzej Prokopczuk (uczęszczał do tego samego liceum co JKM), a opiekunką Gościa była Pani Zofia Zakrzewska. Jedziemy.

Strony