UE



share

Wiara, a raczej naiwność, że wielkie europejskie biznesy nastawione na krojenie państw zza dawnej żelaznej kurtyny, nagle się w stosunku do Polski załamią, bo mamy premiera intelektualistę-poliglotę, jest śmieszna i wybitnie szkodliwa. W Polsce świetnie się sprzedają puste hasełka, za którymi nie idzie żadna treść, przy tym działa nieśmiertelny mechanizm gadania do samych siebie. Jaki konkret mam na myśli? A na przykład największą głupotę 25-lecia, że Polsce potrzeba 15 milionów magistrów od marketingu i zarządzania, co zagwarantuje rozwój oraz pomyślność miast i wsi.



share

Jeden z pierwszych argumentów przeciw polskiemu członkostwu w Unii Europejskiej, jaki usłyszałem z zamierzchłych czasach, odnosił się do absurdów, czyli słynnego mierzenia krzywizny ogórków i bananów. Do tej puli pozornych absurdów dochodzi ślimak uznany za rybę i jeszcze tysiące takich kruczków wywołujących uśmiech zdrowego na ciele i umyśle człowieka. W Polsce też mamy takie kwiatki, na przykład w ustawie o VAT, gdzie na wiklinę surową i przetworzoną obowiązują różne stawki, a czy koszyk z surowej wikliny jest wikliną przetworzoną wie wyłącznie naczelnik poszczególnego Urzędu Skarbowego.



share

“Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma…” śpiewała Maryla Rodowicz mimo, że wokół życie temu zaprzeczało, a ona sama przyjaźniła się z ówczesnymi oszustami,  politykami. Obecnie mamy podobnie tyle, że pewnie dla utrudnienia, przeniesiono im centralę ze wschodu na zachód tak, żeby jeszcze mocniej skołować poddanych.  Bardziej prawdziwy natomiast wydaje się inny zwrot piosenki: “Tylko koni, tylko koni… żal…”. A szczególnie tego biednego kucyka z Niemiec, zgwałconego przez jakże specjalnego gościa Angeli Merkel. Nasuwa się myśl, że niemiecka perwersja ekstremalnie uosabia się w zabijaniu, że wspomnę tylko polskiego żubra, naiwnie dążącego do centrum UE (pewnie uwierzył ekologom w Puszczy Białowieskiej)...

Strony