reforma



share

Na wstępie proponuje krótki powrót do przeszłości i do głośnego spotkania Mateusza Morawieckiego z Małgorzatą Gerdorf. Głośnego, bo się wydało to, co zostało powiedziane po cichu. Przedmiot rozmowy Morawieckiego z Gersdorf dotyczył dobrze znanych kwestii, które doczekały się nowej nazwy „warunki brzegowe”. Premier RP zaproponował Gersdorf pozostanie na urzędzie I Prezesa Sądu Najwyższego, ale pod warunkiem, że się podda procedurze KRS i złoży wniosek o przedłużenie kadencji. Takie same warunki miały obejmować sędziów po 65 roku życia. Odpowiedź Gersdorf poznaliśmy na konferencji prasowej, a jej sedno to odrzucenie wszystkich propozycji i pozostawienie na stołkach sędziów z mocy konstytucji.



share

Zacznę optymistycznie i wdzięcznie. Trzy lata temu w życiu bym nie pomyślał, że jakiekolwiek reformy sądownicze, poza kosmetyką znaną z ubiegłych lat, są możliwe. Przyznam się, że deklaracje PiS w tym zakresie, podobnie zresztą jak cofnięcie wieku emerytalnego i 500+, traktowałem jako coś, co pozwoli wygrać wybory, a potem to się o sprawach zapomni. Wiadomo już, że mój pesymizm był nieuzasadniony, dwie pierwsze deklaracje zostały wypełnione, trzecia wbrew marudzącym właśnie się wypełnia.



share

Od kilku tygodni krążą po Internecie rewelacje na temat rzekomej bomby jaka ma wybuchnąć we wrześniu. Plotki te sugerują, że Andrzej Duda „otrzyma cios, po którym się nie podniesie”. Przeżyłem takich i jeszcze głupszych sensacji na tyle dużo, że jedynie się uśmiecham pod nosem, ale być może tą bomba jest zmiana retoryki Andrzeja Dudy. Gołym okiem widać i gołym uchem słychać, że prezydent objeżdżając Polskę i wygłaszając swoje lokalna orędzia w zasadzie mówi jak Jarosław Kaczyński. Co więcej po serii ostrych ataków na Sąd Najwyższy, przyszły ataki na Unię Europejską.

Strony