proces



share

Pojawiło się całe morze nowych materiałów, dokumentów i mali od wielu ludzi, którzy wskazują na najnowsze osiągnięcia pierwszego filantropa RP III Jerzego Owsiaka. Wśród nich mamy ustawione konkursy ofert – wiem, co napisałem i w najbliższym czasie przedstawię dokumentację – są też pisma z samej WOŚP i relacje handlowców, którym „Pokojowy Patrol”, na wzór swojego szefa, grozi wywracaniem stoisk. Ciągle toczą się też postępowania, właściwe w tej chwili można mówić o kilku, dwóch cywilnych i jednym karnym. Z tak bogatego wyboru zdecydowałem się opisać najnowsze postanowienie Sądu Rejonowego w Złotoryi. Parę miesięcy temu, zgodnie z publiczną obietnicą, wniosłem do Sądu Rejonowego w Złotoryi prywatny akt oskarżenia przeciw prezesowi Fundacji WOŚP Jerzemu Owsiakowi. Większość Czytelników wie o co chodzi, a resztę informuję, że chodzi o art. 216 i 212 kk, czyli znieważenie i zniesławienie.



share

Cienka prowokacja Newsweeka z żydowskim teściem Andrzeja Dudy obróciła się drugim końcem i wylądowała na rudej kicie. Wbrew oczekiwaniom i zamiarom paszkwil nie spodobał się przede wszystkim Żydom i poprawnym politycznie, w efekcie tak się porobiło, że Lis przez własne środowisko został zapędzony do nory i próbuje się z niej jakoś wygrzebać. Idzie mu bardzo średnio, sam fakt, że TEN Tomasz Lis, którego można posądzić o wszystko, byle nie o szanowanie dóbr osobistych, straszy sądem Pawła Śpiewaka, jest pierwszą porażką onucy władzy, zwanej dla niepoznaki redaktorem. Klasyczna resortowa bezczelność, wywołana resortowym strachem, a panika, jak wiadomo, powoduje utratę rozumu i nawet instynktu samozachowawczego. Nim i o ile w ogóle do jakiejkolwiek rozprawy przed sądem dojdzie, Paweł Śpiewak ma po swojej stronie 95% sympatii opinii publicznej od lewa do prawa.



share

Wyrok dla Kamińskiego jest jak łopoczący sztandar patologii III RP i „wymiaru sprawiedliwości” tego tworu. Obserwowałem uważnie sędziego, który odczytał wyrok w sprawie Mariusza Kamińskiego. System wybrał do tej brudnej roboty jakiegoś usłużnego młokosa. Funkcjonariusz sądowy odczytując z kartki brednie i treści nie mające nic wspólnego z logiką oraz obowiązującym prawem, przez pół godziny nie podniósł wzroku, to znaczy, że debiutuje w robocie, jeszcze się wstydzi i krępuje. Dopiero po odczytaniu wyroku okazał się „szołmenem”, który za chwilę będzie tańczył z gwiazdami albo wylewał sobie wiadro z lodem na rozgrzaną sędziowską głowę. Dziwne to początkowe zażenowanie, bo z całą pewnością nie debiutant opowiadający kabotyńskie anegdoty wydał wyrok i z całą pewnością ten wyrok się nie utrzyma z tak oczywistych powodów, że tylko w skrócie je przypomnę. Po pierwsze zapadł wyrok skazujący w aferze gruntowej, w którym skazano Piotra Rybę.

Strony