proces



share

Jeśli ktoś nie wie jak działa maszyna prosta, w wydaniu propagandowym, to może sobie zaobserwować Jerzego O. – nie ma prostszej maszyny. Wczoraj na Twitterze opublikowałem przelew na 19 130 złotych, z komentarzem „Masz i „pierdol się””. Po Internecie natychmiast rozlały się produkty maszyny prostej, która wypluła z siebie jakże charakterystyczny filantropijny gest. Dobrotliwy i fantastyczny Jerzy O. pisze „List otwarty do p. Izabeli Firlej-Wielguckiej”, w którym stosuje zamęczoną na śmierć sztuczkę. Oświadcza, że odda pieniądze, jeśli Żona Matki Kurki zgłosi się po nie osobiście do Fundacji WOŚP, a czyni ten zapobiegliwy „gest”, ponieważ mąż jest nierobem i chce mieć gwarancję, że pieniądze trafią do Żony i córki. „Oferta” nosi wszystkie znamiona zajęcia, jakie uprawia osobnik opiekujący się damami do towarzystwa, ale media pieją z zachwytu o wielkim sercu Jerzego O. Usłużne przekaźniki opakowały produkt w unikalną wrażliwość Jerzego O.



share

Jerzy O. na najbliższym „Przystanku Woodstock” w towarzystwie rzecznika Adama Bodnara będzie rozmawiał o „hejcie” w Internecie. Określenia, które przywołałem w tytule padły pod moim adresem w czasie Blog Forum Gdańsk w 2013 roku. W tracie tego forum Jerzy O. mówił o „chamówie” i jakżeby inaczej o „hejcie” w Internecie. Nie koniec kafkowskich klimatów. W tytule nie zmieścił mi się drugi punkt pozwu wzajemnego, w którym Jerzy O. nazywał mnie „wariatem ze Złotoryi”, a moje działania porównał do „zapachu komór Auschwitz”, Katynia, zbrodni ubeckich i stalinowskich. Sąd I i II instancji uznał, że wszystkie te wypowiedzi nie naruszają czci, godności i dobrego imienia Piotra Wielguckiego, ponieważ są dopuszczalną w debacie publicznej formą krytyki. Jednocześnie w tym samym okręgu sądowniczym Piotr Wielgucki został skazany prawomocnym wyrokiem za „króla żebraków”. Nadal nie koniec kafkowskiej powieści pisanej przez polskie „sądy”.



share

Przez gąszcz informacji ledwie się przebił wyrok Sądu Najwyższego, w głośnej sprawie Michnik przeciw Ziemkiewiczowi. Jeden redaktor pozwał drugiego, za słowa „Michnik terroryzuje przeciwników pozwami”. Ziemkiewicz jako pozwany obronił się przed zarzutami, ale powód Michnik złożył skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Dziś ta skarga została oddalona, tym samym po sieci poniosła się radosna nowina, że kto chce, ten może powtarzać „Michnik terroryzuje przeciwników pozwami”. Nic z tych rzeczy, wyrok SN wcale tak nie brzmi i uprzedzam przed nierozumnym powielaniem sądowej frazy, bo za to można nawet pójść siedzieć. Sąd orzekł, że redaktor X może nawrzucać redaktorowi Y, zwłaszcza w ramach luźnej polemiki, jaką jest felieton. Naiwni i niedoświadczeni powiedzą, że przecież wyraźne jest napisane na co wolno sobie pozwolić w ramach publicznej oceny działań Michnika. Wyraźnie to jest napisane KOMU wolno w taki sposób do Michnika mówić i nic ponad to.

Strony