Kompromitacja



share

Wielu ludzi w geście rozpaczy, gdy nie ma już siły płakać, zaczyna się śmiać i w taki właśnie stan przechodzę. „Niezłomny” Andrzej Duda w ostatnim miesiącu popisał się serią zachowań na poziomie małego Andrzejka ze szczepu „Motylków”. Zaczął nasz zuch od wygłoszenia kilku płomiennych mów, na temat ustawy o IPN, gdzie padł cały zestaw firmowy groźnych min i zapewnienia, że „ja jako prezydent” będę bronił dobrego imienia Polski. I jeszcze na parę dni przed głosowaniem nowelizacji w sejmie Andrzejek oświadczał, że jest to ustawa bardzo potrzebna i służąca Polsce.



share

Czasami żałuję, że reforma sądownictwa przebiegła w dość krótkim czasie i to nie jest sarkazm, naprawdę tak myślę. Za wydłużeniem procesu przemawia jeden poważny argument – czas na totalną autokompromitację. Ktoś powie, że chyba na głowę upadłem, jak jeszcze mi mało kompromitacji w sądach. Z jednej strony słuszna uwaga, z drugiej niekoniecznie. Dotąd kompromitacja działała jednobiegunowo, mianowicie ludzie mieli dość sędziów i sądów, ale w konkretnym kontekście, wyroków i posiedzeń sądów. Uczestnicy postępowań nie mieli okazji bliżej poznać składów sędziowskich, może z kilkoma „wyjątkowymi” sędziami udzielającymi się w mediach.



share

Brałem udział w kilkudziesięciu posiedzeniach sądu, obserwowałem kilku pełnomocników w akcji i jedno mogę powiedzieć, bez złośliwości. Nie mam pojęcia kto wmówił Romanowi Giertychowi, że jest wybitnym mecenasem. Podczas posiedzenia komisji sejmowej przecierałem oczy i uszy ze zdziwienia, tak słabego, pogubionego i nieskutecznego adwokata nie widziałem nigdy. Podobne zaskoczenie wywołały we mnie tylko zeznania Owsiaka przed sądem w Złotoryi, który w 1% nie przypominał tego Owsiaka z ekranów telewizorów i pogubił się tak mocno, że zapomniał czy jest prezesem „Złotego Melona”.

Strony