kasa



share

Prawie wszyscy wiedzą, że wznowiona po raz 154 dyskusja na temat finansowania partii politycznych jest propagandową desperacją dogorywającego Tuska, a nie rzeczywistym podjęciem tematu. Całkiem inaczej proporcje wyglądają w nadrzędnym temacie, czyli w źródle problemu, tutaj lud galopujący owczym pędem nie zauważa wielkiej ściemy. Niepopularne stwierdzenie, że partie polityczne, które trafiają do sejmu powinny na swoją działalność dostawać kasę od podatników, wzbudza powszechne oburzenie i schematyczne komentarze. „Z mojej kasy opłaca się tych nierobów?!”. Ulubiony argument zbulwersowanych, którzy zapominają, że z ich kasy opłaca się nie takie cuda i nie takimi pieniędzmi, a ponieważ nie widać ich w mediach na topie, to jakoś sercu nie żal. Sprowadźmy sprawy na ziemię i szybko się okaże, że każda forma działalności politycznej wcześniej, czy później, zapuści dren w kieszeń podatnika.



share

Z jednej strony czuję się usatysfakcjonowany, bo jako jeden z pierwszych krzyczałem o końcu Tuska i przewidywałem, że jak tylko lawina ruszy będą go zabijać pierdoły. Z drugiej strony chciałbym uporządkować trochę spraw, które przy okazji zgonu Tuska stają na głowie. Minęło ledwie kilka lat od żarliwych apeli opozycjonistów PO krzyczących, by w trakcie wizyty Lecha Kaczyńskiego z małżonką w Waszyngtonie, para prezydencka trafiła do schroniska młodzieżowego, a nie do hotelu z czterema gwiazdkami. Tyle samo czasu, może trochę mniej, upłynęło od zakupu słynnych „małpek” i win do kancelarii Lecha Kaczyńskiego, na kwotę bodaj 100 tysięcy złotych. Po tym czasie mieliśmy „tanie latanie” w skarpetach do USA oraz likwidację funduszu reprezentacyjnego w KPRiM, bo Tusk miał się sam wyżywić. Wspomnienie tego co było i tego co jest ma zwrócić uwagę na to, jak być powinno.



share

Romek Giertych, mecenas wierchuszki PO, dokonał prymitywnej sztuczki prawnej i wyszedł z tego groźny komunikat: „Żądamy od Wprost 30 milionów oraz zakazu tytułu”. Stankiewicz, przytomny dziennikarz, który wprawdzie jest dziennikarzem pół na pół, ale jak na polskie realia można go nazwać przyzwoitym, wyjaśnił na czym sztuczka polega. Proces cywilny przy żądaniu zadośćuczynienia wymaga kaucji i nie są to kwoty bagatelne, ponieważ stanowią procent sumy, której domaga się powód. W przypadku 30 milionów Nowak musiałby wyskoczyć co najmniej ze 100 tysięcy, co z kolei dałoby do myślenia kolejnym tytułom prasowym i mediom, jakie one by nie były. Aby uniknąć podobnej, uczciwej ścieżki prawnej, mecenas Giertych zwrócił się do sądu o zabezpieczenie 30 milionów w firmie Wprost, ponieważ na taką kwotę klient z mecenasem szacują koszt zamieszczenia przeprosin we wszystkich poważnych gazetach, stacjach radiowych, portalach internetowych i telewizjach. Sprytne prawda?

Strony