kasa



share

Synonimem zamęczonego konia stała się skądinąd olbrzymia tragedia, bo trudno o większą tragedię niż dzieciobójstwo. Ludzie karmieni dzieciobójstwem w pewnym momencie dostali niestrawności, a śmierć dziecka wraz z miejscem gdzie dokonano zabójstwa przerodziło się w komediową frazeologię. Taki los spotka niemal każdy temat, który się przewinie przez media, nie inaczej było i chyba jeszcze będzie z ubojem rytualnym. Publika zaczęła się podniecać prostym kluczem – sadyzm nie sadyzm. Mnie ten wydumany dylemat jak mordować zwierzę nudził hipokryzją od samego początku. Naturalnie, że gdybym miał wybierać wolałbym strzał w tył głowy, niż poderżnięcie gardła, ale wystarczy oderwać się od głupiej teorii i natychmiast widać, że od śmierci dzieli nas 10 sekund. „Uczeni” obliczyli, że agonia zwierzęcia z podciętym gardłem trwa 11 sekund, z kolei ogłuszenie jak przypuszczam co najmniej sekundę trwać musi.



share

Prawie wszyscy wiedzą, że wznowiona po raz 154 dyskusja na temat finansowania partii politycznych jest propagandową desperacją dogorywającego Tuska, a nie rzeczywistym podjęciem tematu. Całkiem inaczej proporcje wyglądają w nadrzędnym temacie, czyli w źródle problemu, tutaj lud galopujący owczym pędem nie zauważa wielkiej ściemy. Niepopularne stwierdzenie, że partie polityczne, które trafiają do sejmu powinny na swoją działalność dostawać kasę od podatników, wzbudza powszechne oburzenie i schematyczne komentarze. „Z mojej kasy opłaca się tych nierobów?!”. Ulubiony argument zbulwersowanych, którzy zapominają, że z ich kasy opłaca się nie takie cuda i nie takimi pieniędzmi, a ponieważ nie widać ich w mediach na topie, to jakoś sercu nie żal. Sprowadźmy sprawy na ziemię i szybko się okaże, że każda forma działalności politycznej wcześniej, czy później, zapuści dren w kieszeń podatnika.



share

Z jednej strony czuję się usatysfakcjonowany, bo jako jeden z pierwszych krzyczałem o końcu Tuska i przewidywałem, że jak tylko lawina ruszy będą go zabijać pierdoły. Z drugiej strony chciałbym uporządkować trochę spraw, które przy okazji zgonu Tuska stają na głowie. Minęło ledwie kilka lat od żarliwych apeli opozycjonistów PO krzyczących, by w trakcie wizyty Lecha Kaczyńskiego z małżonką w Waszyngtonie, para prezydencka trafiła do schroniska młodzieżowego, a nie do hotelu z czterema gwiazdkami. Tyle samo czasu, może trochę mniej, upłynęło od zakupu słynnych „małpek” i win do kancelarii Lecha Kaczyńskiego, na kwotę bodaj 100 tysięcy złotych. Po tym czasie mieliśmy „tanie latanie” w skarpetach do USA oraz likwidację funduszu reprezentacyjnego w KPRiM, bo Tusk miał się sam wyżywić. Wspomnienie tego co było i tego co jest ma zwrócić uwagę na to, jak być powinno.

Strony