kasa



share

W jednym wszyscy się zgadzają i to nie metaforyczni wszyscy, ale dosłownie wszyscy. Bez złodziejstwa, które się dokonało w biały dzień i polegało na wyjęciu kasy z OFE, by tym sposobem zasypać nie tylko dziurę budżetową, ale połatać rozsypujące się finanse publiczne, mielibyśmy katastrofę. Potwierdza ten fakt opozycja, prezydent i najbardziej dobitnie Donald Tusk, który na tle wiatrołomów oświadczył beztrosko, że nie ma żadnego planu B. Co wynika z wyartykułowania powszechnej prawdy? O ile darować sobie misterne i piętrowe ekspertyzy połączone z jeszcze bardziej wysublimowanymi prognozami na przyszłość, to wniosek może być tylko jeden. Obecny system najzwyczajniej w świecie się kończy w dodatku kończy się nieuchronnie. OFE wprawdzie nie jest ostatnim cielęciem z obory, zostały jeszcze dwie kury do zarżnięcia: Lasy Państwowe i KGHM, ale obie nioski, jak wiadomo, można zarznąć tylko raz.



share

Od czasu do czasu lubię mieć coś podane na tacy, bo od kombinowania kto i co chciał tym razem ukraść, pozamiatać wyciszyć, głowa puchnie. Waszczykowski oczywiście ma rację definiując jedyny powód wizyty nieco ociężałego intelektualnie sekretarza Johna Kerry. Przyjechał pochylić się z troską nad miliardami dolarów, które zostały zapisane w programie wyposażenia polskiej armii i od tego zapisu warto zacząć. Ciekawe, że Amerykanie uwierzyli w jakże ulotne deklaracje naszego rodzimego gawędziarza. Ale czy aby na pewno uwierzyli, może oni po prostu wiedzą, że akurat w kwestii kasy wydanej na zbrojenia Tusk nie kłamie. Skąd wiedzą to się nie będę rozpisywał, żeby nie zostać wyśmianym jak Radek Sikorski i John Kerry na konferencji prasowej. Amerykanie muszą wiedzieć, nie wierzyć, że szykuje się bardzo dobry, nawet jak na amerykańskie realia, interes.



share

Synonimem zamęczonego konia stała się skądinąd olbrzymia tragedia, bo trudno o większą tragedię niż dzieciobójstwo. Ludzie karmieni dzieciobójstwem w pewnym momencie dostali niestrawności, a śmierć dziecka wraz z miejscem gdzie dokonano zabójstwa przerodziło się w komediową frazeologię. Taki los spotka niemal każdy temat, który się przewinie przez media, nie inaczej było i chyba jeszcze będzie z ubojem rytualnym. Publika zaczęła się podniecać prostym kluczem – sadyzm nie sadyzm. Mnie ten wydumany dylemat jak mordować zwierzę nudził hipokryzją od samego początku. Naturalnie, że gdybym miał wybierać wolałbym strzał w tył głowy, niż poderżnięcie gardła, ale wystarczy oderwać się od głupiej teorii i natychmiast widać, że od śmierci dzieli nas 10 sekund. „Uczeni” obliczyli, że agonia zwierzęcia z podciętym gardłem trwa 11 sekund, z kolei ogłuszenie jak przypuszczam co najmniej sekundę trwać musi.

Strony