kasa



share

Oglądam każdy odcinek videobloga Jerzego Owsiaka, bo to prawdziwa skarbnica wiedzy na temat kondycji i najnowszych kłamstw pierwszego „filantropa” RPIII. Z drugiej strony jest to olbrzymia męczarnia, proszę mi wierzyć, że przetrwanie kilkunastominutowego bełkotu wykonanego kaleką polszczyzną rodem z Czerniakowa, jest zadaniem dla prawdziwych, nie „romskich macho”. Jednak dzięki temu poświęceniu, na granicy masochizmu, doszedłem do wprawy, która pozwala mi czytać z min i gestów pana prezesa. Jeśli tylko prezes ma wytrzeszczone, szkliste, oczy, jest pewne, że za chwilę skłamie, po drugie powie coś o miłości i „internetowych gamoniach”. Nie inaczej było dziś na blogu prezesa "Złotego Melona", nie polecam i nie podaję linka, żeby nikomu krzywdy nie wyrządzić, ale zrobię małe streszczenie. W jednym zdaniu pan prezes Owsiak był łaskaw nakłamać kilka razy, co znów nie jest żadną sensacją.



share

Te same sprawy, ale różni ludzie. Pierwszy zawsze trącał mi Sławkiem Nowakiem i chociaż przyjmuję do wiadomości, że jego dokonania, jak to powiedział Kaczor, raczej są żałosne niż aferalne, to nie mam zamiaru go bronić. Girzyński to zupełnie inna bajka i inny człowiek. Na ile zdążyłem się zorientować, poseł wziął z kancelarii sejmu ryczałt na podróż i zaoszczędził rezygnując z przejazdu w klasie biznes. Nie upieram się, nie twierdzę, że tak było, ale Girzyński zupełnie inaczej się zachowuje i jego zachowanie jest co najmniej o dwie klasy wyżej niż Hofmana. Tę dwójkę i jeszcze paru innych ocenia Sikorski. No, na miły Bóg, facet, który potrafi suszyć papier toaletowy, żeby się nie zmarnowało, zaprasza do knajpy na koszt gościa, a przyciśnięty do muru blisko tydzień męczy się z własnym charakterem, by na końcu oddać tylko za wino, wydaje się śmiesznym sędzią we własnej sprawie.



share

Po Internecie przetoczyła się sensacyjna wiadomość, że dzieciak z wąsem „na przedzie” brał kasę za szerzenie propagandy Anodiny i Millera. Dla mnie sensacją byłaby informacja, że nie brał, dlatego też samym faktem nie specjalnie się ekscytuję. Znacznie bardziej mnie zainteresowała kwota, za którą można sobie kupić „eksperta’ Setlaka, a ten będzie orał w pocie czoła 24h na dobę. Piszę o kupieniu „eksperta”, nie ekspertyzy, bo po pierwsze trudno infantylny bełkot Setlaka uznać za ekspertyzę, po drugie nie mamy do czynienia z wydawaniem jednorazowej opinii, ale z permanentnym propagandystą nadającym dzień i noc. Zatem ile kosztuje cały „ekspert” Setlak do pełnej dyspozycji nabywcy? Najkrótsza odpowiedź brzmi: „grosze”. No może nie tak dosłownie, jednak parę złotych trzeba wydać, dokładnie 2500 brutto i w związku z tą śmieszną garścią srebrników warto się pokusić o przegląd rynku pracy.

Strony