kasa



share

Wątroba mi gnije, gdy słyszę ze wszystkich kołtuńskich stron, jak to nie warto posługiwać się wyrazami, bo niebo płacze, mama się denerwuje i co na to sąsiedzi powiedzą. Pół biedy, gdy podobne frazesy wypowiadają ludzie, którzy męczą się nad konsumpcją dworcowej zapiekanki przy pomocy noża i widelca, gorzej się sprawy mają w przypadku blokersów udających baronów osiedla. Ile jeszcze razy zielonogórski blokers Tomasz Lis wysmaruje gównem okładkę światowego tygodnika, z dopiskiem wersja RPIII, i ile razy dzień po fakcie, pójdzie do publicznej TV ulizany na grzecznego chłopca wcinającego budyń z sokiem malinowym? Jak zdefiniować hipokryzję, jeśli nie prostymi słowami: „Każdy pomyślał, jeden wariat się odezwał”. Zajrzałem do słownika, by z pełną wiedzą odczytać bluzgi na ostatniej okładce Newsweeka i znalazłam w najnowszym wydaniu PWN taką definicję: „zamachowiec – osoba uczestnicząca w zamachu stanu lub w zamachu terrorystycznym”.



share

Oglądam każdy odcinek videobloga Jerzego Owsiaka, bo to prawdziwa skarbnica wiedzy na temat kondycji i najnowszych kłamstw pierwszego „filantropa” RPIII. Z drugiej strony jest to olbrzymia męczarnia, proszę mi wierzyć, że przetrwanie kilkunastominutowego bełkotu wykonanego kaleką polszczyzną rodem z Czerniakowa, jest zadaniem dla prawdziwych, nie „romskich macho”. Jednak dzięki temu poświęceniu, na granicy masochizmu, doszedłem do wprawy, która pozwala mi czytać z min i gestów pana prezesa. Jeśli tylko prezes ma wytrzeszczone, szkliste, oczy, jest pewne, że za chwilę skłamie, po drugie powie coś o miłości i „internetowych gamoniach”. Nie inaczej było dziś na blogu prezesa "Złotego Melona", nie polecam i nie podaję linka, żeby nikomu krzywdy nie wyrządzić, ale zrobię małe streszczenie. W jednym zdaniu pan prezes Owsiak był łaskaw nakłamać kilka razy, co znów nie jest żadną sensacją.



share

Te same sprawy, ale różni ludzie. Pierwszy zawsze trącał mi Sławkiem Nowakiem i chociaż przyjmuję do wiadomości, że jego dokonania, jak to powiedział Kaczor, raczej są żałosne niż aferalne, to nie mam zamiaru go bronić. Girzyński to zupełnie inna bajka i inny człowiek. Na ile zdążyłem się zorientować, poseł wziął z kancelarii sejmu ryczałt na podróż i zaoszczędził rezygnując z przejazdu w klasie biznes. Nie upieram się, nie twierdzę, że tak było, ale Girzyński zupełnie inaczej się zachowuje i jego zachowanie jest co najmniej o dwie klasy wyżej niż Hofmana. Tę dwójkę i jeszcze paru innych ocenia Sikorski. No, na miły Bóg, facet, który potrafi suszyć papier toaletowy, żeby się nie zmarnowało, zaprasza do knajpy na koszt gościa, a przyciśnięty do muru blisko tydzień męczy się z własnym charakterem, by na końcu oddać tylko za wino, wydaje się śmiesznym sędzią we własnej sprawie.

Strony