Społeczeństwo



share

Już dawno jeden księżyc przeminął, i opadły tumany kurzawy po wichrze, co zaszumiał w borze i w mieście borowiackim, co oberwał tysiące drzew w lesie, a nawet obalił odwieczne dęby, gdy pompier Kaźmierz, wpadł jak burza w drzwiach Kasztelana Kujawskiego i zakrzyknął:

- Brukselskie, brukselskie Pany Posły, idą! -

Porwali się na te słowa wszystkie rządcy. A Kasztelan, który kołacza dożynkowego wespół z administracyjnymi na podobiadek dokańczał, zmienił się na twarzy, zamilkł przez mgnienie oka, po czym zawołał:

- Gdzieś ich widział i ile chorągwi?

- Widziałem jedną chorągiew przy Chojnicach, ale kurzawa szła, jakby ich więcej ciągnęło! - odpowiedział zdyszanym głosem Kaźmierz.

Kasztelanowi krew uderzyła do twarzy, oczy poczęły się żarzyć jak węgle, podszedł do okna, objął wzrokiem cały widnokrąg, gdzie drzewiej osiki, dęby, graby i lipa mocno stała, i rzekł posępnym tonem jakby do siebie bardziej, niż do garstki zebranych:



share

Na spotkanie z Donaldem Trumpem na placu Krasińskich w Warszawie zaprosił mnie i moją córkę Antoni Macierewicz. Przekazała je nam wspólna znajoma, łącznie z zapewnieniem, że zamówiła na tę okoliczność piękną pogodę: „więc chyba warto byłoby się wybrać?”

Transport zorganizowało miejscowe biuro poselskie PiS. Kusząca propozycja zwłaszcza dla mojej, ciekawej świata i spragnionej wrażeń córy, która właśnie rozpoczęła wakacje od szkoły i postanowiła w realu poznać prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Ech... rozczarujesz się dziecko, nie przebijesz przez liczne bramki bezpieczeństwa i zasieki, ale będzie to chyba cenniejsze doświadczenie niż gdyby nawet Ci się udało co zamierzyłaś – pomyślałem.



share

Przed trzema laty (2 października 2013r.) zanim wtargnął do mojego domu Jarosław Rosłon, funkcjonariusz skierniewickiego MOPR, byłem przekonany, że należą mi się tzw prawa, tylko z racji iż tu się urodziłem, tu mieszkam, tutaj spoczywają prochy moich przodków, jestem Polakiem i czuję się obywatelem Rzeczpospolitej. Jakiż byłem naiwny! Zwłaszcza że należy mi się prawo do nietykalności sacrum domowego ogniska... No i ochrony dobrego imienia i godności, uczciwego i sprawiedliwego procesu, korzystania z praw rodzicielskich, prywatności, wolności słowa i sumienia...

Sporo tych praw... Trzeba dodać, że w złudnym przekonaniu „że nam się owe należą” tkwi wciąż większość moich rodaków. Nawet jeśli się teoretycznie należą to w praktyce, że się tak wyrażę: „w praniu” okazuje się zawsze że tego nie ma, nie istnieje.

Strony