Każdy Polak, który zachował się przyzwoicie należy do polskiej wspólnoty

Prześlij dalej:

10 kwietnia 2010 roku, w sobotę rano zadzwonił do mnie dziadek i krzyczał do słuchawki, że spadł samolot. Dziadek ma 94 lata i od wielu lat ciężko choruje, mieszają mu się rzeczywistości z fikcjami, potrafi tworzyć niesamowite historie z tego, co usłyszy w radiu i zawsze są to opowieści dalekie od przekazanych informacji. Rozbudzony odpowiedziałem coś nieskładnego i z politowaniem odłożyłem słuchawkę. Pamiętam też, że żartowaliśmy w małżeńskim łożu: „No tak, Dziadziuś”. Zaraz potem odebrałem drugi telefon i w słuchawce odezwał się człowiek, który od początku uczestniczył w budowie portalu kontrowersje.net. To był pierwszy raz, gdy ktoś ze świata wirtualnego rozmawiał ze mną na żywo i od razu powiedział, że koniecznie trzeba coś napisać do ludzi, bo na pewno wiem, co się stało. Wiedziałem, między jednym i drugim telefonem zdążyłem zobaczyć Kuźniara w TVN24. I to nie koniec magii. Tajemniczy rozmówca był i chyba nadal jest bardzo daleko od moich poglądów ukształtowanych po 2010 roku, ale to on redagował „Berka”, gdy nikt nie wierzył w wydanie i to z nim do dziś utrzymuję nie tylko ludzkie, ale przyjazne kontakty. Żaden z nas nie pyta o legitymację, jednocześnie obaj spełniliśmy swoje marzenia i aspiracje. On tłumaczy kolejne książki, chociaż wcześniej był tak samo krytyczny i bezradny wobec układów, ja wydałem „Berka”, którego nie chciał dotknąć nikt poza jednym odważnym wydawnictwem. Po sześciu latach patrzę i wspominam Smoleńsk niezwykle osobiście i metafizycznie. Proszę nie odbierać tych kilku zdań w kategoriach megalomanii i niestosowności, bo to jest wyraz najgłębszego szacunku. Nie wiem na czym to polega, ale od tamtej tragicznej daty moje życie i życie wielu ludzi, którym sporo zawdzięczam całkowicie się odmieniło – na lepsze.

10 kwietnia 2010 był testem na polskość i człowieczeństwo i wcale nie w tym rzecz, żeby „wierzyć” w zamach, zapewne pierwszy redaktor „Berka” też nie wierzy. Rzecz w tym, by zachowywać się przyzwoicie i reagować po polsku, wtedy w Polsce jest miejsce i dla oszołoma Matki Kurki i dla Polaka, który o Smoleńsku myśli w kategoriach zwykłej katastrofy lotniczej. Moje życie po 2010 roku nabrało tempa, na tragach książki i na spotkaniach autorskich w wielu miastach, jedno z pierwszych pytań, jakie zadawali Czytelnicy, zawsze odnosiło się do przeszłości. Jak to możliwe, że byłeś na Onecie, że pisałeś te wszystkie obrzydliwości, a nam blokowano komentarze i teraz jesteś NIBY po naszej stronie. Odpowiadałem masochistycznie, do bólu uczciwie i nie da się w takich okolicznościach budować fikcji. Przyznawałem, że brak wiedzy i uleganie medialnemu otępieniu wywoływało poczucie stadnej elitarności. Po tych słowach nieufność zamieniała się w coś pomiędzy współczuciem i rozgrzeszeniem. Pewnie nikt mnie nie traktował jak swojego, ale już dało się z typem przeżyć w jednej sali spotkań. Opisane intymności zmierzają w kierunku odpowiedzi, czy możliwe jest budowanie wspólnoty? Jak najbardziej, ale warunkiem musi być przyzwoitość, choćby bolało okrutnie. W 2010 roku nie byłem w komfortowej sytuacji, wcześniej miałem zupełnie innych odbiorców swoich tekstów i w dodatku pisałem niewyobrażalne bzdury. Smoleńsk nie pozostawiał wyboru, każdy musiał zdecydować, czy chce zachować komfort w stadzie, czy człowieczeństwo na marginesie. W ogóle się nad tym nie zastanawiałem, przyszło samo, walnęło w łeb i wszystko zaczęło się od nowa. Jak po wylewie, kiedy się poznaje świat na nowo, uczy się mówić, czytać, rozpoznawać najbliższe osoby. Zejście z ślepej uliczki to nie gwałt, ale odrodzenie. Potrafi to zrobić każdy z nas, jeśli tylko jest uczciwy wobec samego siebie.

W 2016 roku wielu Polaków nadal tkwi w strachu i matni własnych ugruntowanych fraz wypowiadanych w trakcie niedzielnych obiadów. Strach przed ciotkami szwagrami i kuzynostwem, że brak wiedzy i racji zastąpił żart „ląduj dziadu”, blokuje powrót do normalności. Bać się nigdy nie bałem, ale przed Smoleńskiem żartowałem jeszcze głupiej i nienawidziłem powodowany ignorancją. Wyleczyła mnie kurtyna, która opadła na krótką chwilę i to wystarczyło. Kto raz zobaczył i zrozumiał, co się dzieje za kurtyną ma dwie drogi wyboru. Pierwsza wiedzie do intelektualnej i moralnej uczciwości, druga prowadzi na dno. Po 6 latach nie jest za późno i ciągle można odbić się od dna, przy tym wcale nie trzeba ”wierzyć w wybuchy”, wystarczy chcieć zajrzeć za kurtynę i mieć odwagę, by zapamiętać, co się zobaczyło. Tylko tyle i to w zupełności wystarczy, żeby „budować wspólnotę”. Nikt nie będzie pytał człowieka przyzwoitego i inteligentnego o wiarę w brzozę albo lądowanie na grzbiecie. Wiara nie podlega recenzjom, wojna domowa zaczyna się od pogwałcenia świętości, przed którymi należy klęknąć. Jeśli Polak ginie na ruskiej ziemi Polska płacze i przez łzy nie wierzy w jedno ruskie słowo. Polacy w Polsce mają obowiązek ustalić jak zginęli Polacy i to jest to minimum polskości konieczne do polskiego porozumienia.

5.72727
29620 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

34 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    tyle ze my w najsmielszych wyobrazeniach nie zdajemy sobie sprawy co dzialo sie za kurtyną..by doszlo do tego do czego doszlo...a dla niektorych ludzi "zza kurtyny" nie ma juz ani ratunku..ani odwrotu..przed prawdą;odpowiedzialnoscia i przed KARĄ...(mam nadzieje)..ze tym razem "panstwo polskie ZDA ten egzamin!!!!..Nie wyobrazam sobie innych wyroków innych niz DOŻYWOCIE z klauzulą BPA...konfiskata majątku;odebranie obywatelstwa i wszelkich praw publicznych na zawsze....

  2. Pamiętam...

    Katyń.

    Pamiętam, że w szkole nie było wolno wspomnieć jednym słowem...
    Pamiętam, że nigdzie nie usłyszałam ani jednego słowa... ani w szkole, ani w telewizji, ani w radiu... nigdzie. Tylko od mojego Ojca. On jeden mówił mi, że trzeba wiedzieć i pamiętać...

    Pamiętam tę powagę w głosie mojego Ojca. Człowieka tak pogodnego i skłonnego do żartów...

    Sześć lat temu Ojciec zatelefonował do mnie. Ta sama powaga zabrzmiała w jego głosie:

    "Widziałaś, co się stało? Rozbił się samolot. Zginął Prezydent i wszyscy..."

    Jak mam nie pamiętać?

  3. Pierwsza reakcja 10 kwietnia, sześć lat temu. Niedowierzanie i szok, następnie nieopisana wściekłość za dopuszczenie do tej sytuacji. Uczucie upokorzenia po czasach komuny, po pamiętaniu sowieckich sołdatów na ulicach polskich miast, wreszcie okropnie bolesne zdemaskowanie fałszu budowanego sztucznie obrazu Polski. Bolesna cena prawdy kim my w istocie jesteśmy.

  4. avatar

    Wykonywałem zlecenie z dwoma budowlańcami-ojcem i synem, dla takiego jednego, hm, klienta.
    Zaczęli mówić w radiu jakieś dziwne rzeczy. Samolot, prezydent, zginęli. Jakbym dostał obuchem w głowę lub miał podsłuch z alternatywnej rzeczywistości. Nie byłem jeszcze może tak "z prawej strony", jak teraz, ale przecież nie o to chodzi. Pamiętam jak ten mój robol powiedział, dobrze mu tak. Nie mieściło mi się to w głowie! Co za prostak, cham i zdrajca! Polacy zginęli na Ruskiej ziemi, a ten....  
    Teraz tym bardziej mi się to nie mieści...

  5. Ja tego dnia , a wlasciwie nocy nie zapomne nigdy . Siedzialem w poczekalni Medical City Dallas Hospital , modlac sie o szczesliwy porod dla zony  , gdy zobaczylem na ekranie TV , Breaking News i pierwsze zdjecia z komentarzem , ktory slysze do dzis -TO JEST NIEPRAWDOPODOBNE , ZEBY TO BYL  ZWYKLY WYPADEK .

  6. "(...) brak wiedzy i uleganie medialnemu otępieniu wywoływało poczucie stadnej elitarności."
    I wywołuje trzeba dodać.

  7. Jakiś rok czy dwa przed tragedią byłem świadkiem chrztu prezydenckiej wnuczki w kościele pod wezw. św Michała w Sopocie, byliśmy z jednej parafii, jak to się mówi. W następnych latach przychodzłem pod dom Państwa Kaczyńskich przy ul. Armii Krajowej w Sopocie ze zniczem. Bardzo ciężko znosiłem te napaści na Niego i Marię Kaczyńską, kiedy jeszcze żyli. Po 10.04.2010 moje serce stwardniało, uodporniłem się, czekam cierpliwie na sprawiedliwość...

  8. od tej tragedii zrozumiałam, że stało się coś niewobrażalnego. Pierwsza myśl - zamach. Zarzmi paradoksalnie, ale coś mi wtedy podpowiedziało, że to będzie jakiś punkt zwrotny, że tak wielka tragedia musi zostać wjaśniona rzetelnie, nie ma innego wyjścia i ta prawda będzie musiała wybrzmieć. Myślę, że to była pierwsza myśl większości przyzwoitch ludzi. Potem już było tylko gorzej: sowiecka prawda, nagonka na śp. Prezydenta i inne Ofiary, żarty. Jeśli mam być szczera, ten ból nie minął do dziś.

  9. avatar

    Mnie też przemknęło przez myśl "zamach". Powiem szczerze, że wtedy cieszyłam się w duchu, że rząd oddał śledztwo Rosjanom i wszystko "łyknął", bo obawiałam się, że gdyby okazało się, że to Rosjanie przeprowadzili zamach... To chyba oznaczałoby wojnę. Więc pozamiatać szczątki, lekcja na przyszłość i udajemy, że nic się nie stało. To co prawda obnażyło słabość Polski na arenie międzynarodowej, ale ja chciałam, aby Polska jako naród przeżyła, niż zuchwale ładowała się w z góry perzgraną wojnę z Rosją. Teraz emocje opadły, więc jest lepszy moment na śledztwo. A poza tym z perspektywy czasu wydaje mi się, że zamach, owszem, był - ale nie wykluczam, że Rosja może być nawet niewinna.

  10. ona trwa co najmniej od zaborów. Azjaci traktują poddajacych sie jak ścierwo. Nie maja nawet szacunku dla zabitych. Twoje myslenie, byle tylko przeżyc, to nie tylko tchórzostwo ale i głupota. I tak zamordują, chyba że staniesz sie tak jak oni, swołocz, ktora zdradzi i zamorduje ojca matke dzieci, czyli Ojczyznę. 

    Coś mi się wydaje że tak jak TY mysli ciągle wiele tzw. Polaków. Np. niejaki Żakowski: "...niektórych pytań o Smoleńsku nie można zadawać".

  11. avatar

    Może tchórzostwo i głupota, ale nie ma obowiązku być bohaterem... Poza tym mam prawo tak mówić, bo mnie by na front i tak nie wysłali, a skoro sama nie idę przelewać krew, to nie będę wysyłać innych. Chyba, że teraz znowu zarzucisz mi tchórzostwo i zaapelujesz o przymusowy pobór kobiet do wojska? :)

  12. avatar

    A co do naszej trwającej wojny z Rosją... to chyba mówimy o innej wojnie, bo ja mówię o takiej, gdzie są walki na froncie, gdzie giną ludzie, gdzie jest okupant, który w osobie ruskiego żołnierza plądruje i gwałci, latają bombowce, wieczorem miasto musi być ciemne... Naprawdę taką wojnę prowadzimy od zaborów?...

  13. ja się nie cieszyłam, że rząd oddał śledztwo Rosjanom, sądziłam jednak, że śledztwo będzie rzetelne, że się wszscy otrząsną. Jakże się myliłam.

    Co do śledztwa - wszstko jeszcze przed nami. Na razie "wyrok" wdały jednie powołane do tgo komisje, przeciez jeszcze nie zakończło się żadne sledztwo prokuratorskie, nie? Nie wiadomo, co będzie. Rolex mi to dobrze wytłumaczył:

    ZB:  Tuż po tragedii uzgodnili Putin i Tusk, iż będzie ona wyjaśniana zgodnie z załącznikiem 13 do konwencji chicagowskiej. To wyłączyło praktycznie stronę polską z dostępu do dowodów i aktywnego śledztwa. Zwróciłeś niedawno uwagę, link:  http://hekatonchejres.salon24.pl/482636,zarys-metodologii-tworzenia-gier-planszowych   - na fakt, że „państwo polskie zrzekło się prowadzenia wspólnego śledztwa, pomimo propozycji złożonej osobiście przez ówczesnego prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa premierowi Tuskowi”. - Czy to miało /mogło mieć istotne znaczenie w wyjaśnianiu przyczyn i okoliczności tragedii?
     
    Rolex:  Muszę się przyznać do zmiany zdania w tej sprawie. Dziś decyzję o przyjęciu pozornej metody badania katastrofy oceniam bardzo pozytywnie. Najgorsze, co mogłoby się nam przydarzyć to ‘wspólne’ śledztwo rosyjskich i polskich prokuratur wojskowych – Tusk zachował się tutaj przytomnie, nie zgadzając na rosyjskie propozycje ‘wspólnego’ prowadzenia śledztwa. Wszystkie tropy (moim zdaniem) wiodą do wysokich byłych i obecnych oficerów WP (dawniej LWP); prokuratury wojskowe są z natury rzeczy najbardziej narażone na infiltrację i podporządkowanie interesom ludzi, o których słynny gangster ‘Masa’ powiedział, że "oni byli /są prawdziwą mafią w Polsce. [...] My byliśmy mafią trzepakową”.
     
    Nietrudno zgadnąć, czym skończyłoby się śledztwo z jednej strony nadzorowane przez GRU (bo prowadzone przez rosyjską prokuraturę wojskową), a z drugiej przez ich kumpli od interesów w Polsce. Byłoby pozamiatane, to znaczy mielibyśmy dzisiaj nie tylko sytuację istnienia ‘raportów’ fikcyjnych i pozornych ciał, to jest MAK i komisji Millera, ale również organów administracji państwowej, czyli wojskowych prokuratur Rosji i Polski. Z formalnego punktu widzenia sprawa byłaby zamknięta, a jedyną drogą byłoby podważenie legalności władz obydwu krajów, a to jest dzisiaj niemożliwe, a w przypadku Polski również nie jest wskazane.
    Stopień ‘niezależności’ prokuratury wojskowej dobrze ilustruje znana sprawa poznańskiego prokuratura, którego decyzja o zakończeniu kariery w dość kompromitującym stylu była następstwem niemożliwości działania i strachu przed uwikłaniem. W taki sposób nie odchodzi się ze stanowiska prokuratorskiego w praworządnym kraju. Tusk, który - moim zdaniem – miał blade pojęcie o tym, co zdarzyło się 10 kwietnia (co jest zarzutem, bo powinien był wiedzieć), podjął właściwą decyzję nie podejmując działań w oparciu o wojskową umowę z 1993 roku. Nie wiem, na ile było to efektem doradztwa, na ile wrodzoną w środowiskach ‘liberalnych’ tendencją do niepodpisywania żadnych kwitów, ale jeszcze raz podkreślę: decyzja była słuszna. Od trzech lat mamy możliwość obserwowania działań i zachowań publicznych prokuratorów wojskowych i chyba mieliśmy możliwość wyrobienia sobie zdania na temat profesjonalizmu i odwagi tego środowiska. Wyobraźmy sobie ‘wspólne’ działania naszych prawników w mundurach we ‘współpracy’ z poważnymi panami z Moskwy, a do tego w zakresie podstawowych ustaleń dokonywanych tam, na miejscu.

    edit:
    oczywiście źródło:
    http://hekatonc...

  14. avatar

    Tak czułam, właśnie tak czułam! Tylko mąż stanu mógłby bić się z Rosjanami najpierw o prawdę, a potem spuścić im manto, gdyby zaszła potrzeba. Ludzie, których jedynym celem było dobre miejsce przy korycie, mogli jedynie potulnie oddać śledztwo. I to było najlepsze, co mogli w takiej sytuacji zrobić, bo i tak by się tak trzęśli, że g*** by ustalili. Na końcu Rosja i Polska wspólnie orzekłaby "nieszczęśliwy wypadek", ale kompromotacja Polski jeszcze większa. A jakby, nie daj Bóg, ustalili, to byłaby III wojna.

  15. Ten który był w Kontrowersjach od początku, to Qackie? Szkoda że już się nie pojawia, mam nadzieję że nie maszeruje Z KODem.

  16. najpierw czytałem, zarejestrowałem się niedługo po smoleńsku, żeby spłacić mój dług wobec Lecha Kaczyńskiego, ale jakiś czas temu zauważyłem że jestem coraz mniej "potrzebny", więc czytam bardziej rekreacyjnie :)

  17. Aha. Zapisałem się tutaj 1,5 roku przed Smoleńskiem. Towarzystwo było bardzo wyszukane, więc wcześniej nie otwierałem paszczy. Sam Smoleńsk był dla mnie solidnym wstrząsem, dość długo przyjmowałem połączenie rządowego bajzla z ruskim bardachem jako przyczynę.

  18. Chyba też mniej więcej w tych okolicach się pojawiłem. Co do twojego otwierania paszczy - to przyczajanie się było zupełnie nieuzasadnione!

  19. ciekawe czy kiedyś Donald nie dostał pensji po terminie. Bajzel był tylko tam, gdzie szefowie pozwalali....

  20. avatar

  21. avatar

    Taka jest prawda: Smoleńsk to dobre kryterium. Zauważcie, drodzy Kontrowersjanie, że niektóre moczymordy - w imię walki politycznej - grzebią pamięć o swoich koleżankach i kolegach. I tak oto, PiS stał się depozytariuszem pamięci o Nich Wszystkich: bez rozróżniania barw partyjnych. Ale jest to - według zakutów łbów - oczywiście partia, która dzieli naród...

  22. w subtelnosci: szosta/pierwsza rocznica daje pelna dyspense.

    no wiec: "Ziemie ojczysta podlewa sie krwia patriotow i ...zdrajcow".

    kiedyz, o kiedyz...?

  23. To była sobota. Stałem wtedy w Coventry i przyszedł wtedy Polak z tą wiadomościa. DoW

  24. avatar

    Ciekawe, ilu jeszcze żyje z tych, którzy mogą coś wiedzieć?

  25. a ten margines coraz bardziej sie poszerza.

  26. Pamiętam z domu - sprzed ponad 50 lat - jak o Katyniu mówiło się z nabożną czcią i po cichu, żebym nie usłyszała i nie wygadała w szkole (podstawówka oczywiście). Panna usłyszała, ale siedziała cicho. Uprzejmie informuję, iż wiem, że ludzie tyle nie żyją.

    A poza tym proszę Państwa jestem dumna z dzisiejszego dnia w Warszawie i w Polsce generalnie.

  27. 10 kwietnia, jak tylko zobaczyłem w TV co się stało od razu, instyktownie " pomyślało mi się " Tusk, ty skur....... Dlaczego tak? Do dziś nie jestem pewien, ale instyktownie czuję że nie jest bez winy.

  28. avatar

    pod Smoleńskiem, po takiej strasznej lekcji, mimo wszystko, jako naród, wybraliśmy sobie przygłupa - analfabetę, sowieckiego pachołka na rezydenta. A potem po raz kolejny daliśmy rudemu parchowi, zdrajcy, kanalii, tchórzowi, leniowi, nieudacznikowi i całej tej jego żenującej bandzie złodziei, mandat na kolejną kadencję, jak gdyby nic się sie stało. I mało brakowało, przysłowiowy piczy włos, by ta zgraja nie panowała w priwiślańskim kraju do tej pory. Gdyby tylko przygłup siedział sobie na salonach lub strzelał po lasach do zwierząt, miast wyłazić na wiece wyborcze.
    To jest właśnie jak dla mnie, wnuka polskiego oficera, który złożył najwyższą ofiarę najbardziej upokarzające :(

  29. "A potem po raz kolejny daliśmy rudemu parchowi, zdrajcy, kanalii, tchórzowi, leniowi, nieudacznikowi i całej tej jego żenującej bandzie złodziei, mandat na kolejną kadencję, jak gdyby nic się sie stało."

    Jacy MY? My nie daliśmy mu nigdy żadnej szansy. To trzeba zapamiętać.

  30. avatar

    Niestety Adelko, i to jest najbardziej smutne, my jako naród o mało nie wybraliśmy sobie ich po raz kolejny i to znając już wachlarz nikczemnych zachowań tej bandy, nie tylko w kwestii smoleńskiej :(

  31. avatar

    Wybory prezydenckie w 2010 zostały sfałszowane i stąd pięcioletnia droga przez mękę z bulem - strażnikiem żyrandola. 

  32. avatar

    Pamietali poeci, ale warto może przypomnieć także mało znane, niezwykłe opowiadanie, napisane w kilka miesięcy po katastrofie:

    97 pasażer

    http://www.polskacanada.com/aleksander-rybczynski-97-pasazer/

  33. avatar

     10 kwietnia  2010 w Dublinie  to był piękny słoneczny  dzień -  piłam sobie  poranną kawę  - kiedy dowiedziałam się od koleżanki, że  samolot się rozbił i wszyscy zginęli  -  i taki pierwszy  odruch - być w kraju teraz

    - bardzo spontanicznie  została  zorganizowana  msza  w kościele  za dusze zmarłych -  u dominikanów w centrum  o 3  - kościół był pełny - i to była chyba najtrudniejsza msza w moim życiu  gdzie  ludzie patrzyli po sobie  niedowierzali  łzy grzęzły w gardle   - no bo jak  to możliwe  żeby Prezydent zginął  ...
     
    Nie pamiętam już teraz  dokładnie ....ale  chyba w tym czasie  lub jakoś tak  byla  ''nagonka '' ze wy tam emigranci na zmywakach  to zdrajcy jesteście  więc  wara od  naszego kraju  i się nie wypowiadać  bo się nie znacie... ( myślę że  spora część Polakow  emigracyjnych  tak nadal myśli ...)..
     Tak sobie teraz  myśle, że to chyba była jakaś  celowa akcja .....prowokacyjna.....ale pewności nie mam ...
     
     
    potem więc zaprzestałam śledzenia informacji aż do ubiegłego roku kiedy trafiłam na to forum i zczęłam ''odświeżać ''sobie wiedzę .. I teraz  tragedię Smoleńską '' odkrywam na nowo''

    Też trochę miałam obawy kiedy rok temu zaczynałam komentować tu na forum, że ''dostanie mi się '' bo jestem z zagranicy ale bardzo jestem wdzięczna, że ludzie dzielą się swoją wiedzą i wspierają, że dużo spraw sie zwyczajnie rozjaśnia....

    No i Dzieki artykułom tu na blogu w ubiegłym roku poszłam głosować w wyborach po raz pierwszy od nie wiem ilu lat ......

  34. Trojka dyzurnych dziennikarzy oglosila,ze smierc 2 prezydenow ,dowodcow WP i elity politycznej ,bylo wydarzeniem bezprecedensowym w historii Polski,ze nie zgadzaja sie na zawlaszczanie tej tragedii przez jedna partie,ale oni chca tez tam byc i to obchodzic ! Pozatym nie wiedza w czym jest problem by na Krakowski Przedmiesciu stanal pomnik smolenski i dlaczego przez 6 lat jeszcze go niepostawiono !
    Wscieklosc scisnela mi gardlo,kim trzeba byc ,by okazac taka BESZCZELNOSC !!!